cottonrose
15.09.24, 19:41
W sasiednim watku natknelam sie na takie zdania:
1/
Będzie miała lekcję życia, bez prądu, bez wody, ponudzi się trochę.
2/
Gdyby moja córka znalazła się w takiej sytuacji to pewnie doradziłabym jej zgłosić jako wolontariuszka do pomocy. Podejrzewam, że pomoc młodej, sprawnej osoby może się tam bardzo przydać.
3/
Wolontariuszka? Nie będę używać obraźliwych określeń bo mnie wytną, ale weź kobieto włącz tv i wyobraź sobie, że tak jak jest w Stroniu po zerwaniu tamy, tak samo jest w Lądku. Trzeba mieć niezły bałagan na strychu, żeby dziecko w coś takiego wysyłać. Służby każą siedzieć w domu, albo się ewakuować, a nie łazić po ulicy (nie ma gdzie, ulice to rwące rzeki), a ty takie kocopały piszesz.
***
Nie odnosze sie do calego watku , tylko do tych konkretnych zdan i takie mysli przeszly mi przez glowe.
Jako osoba z wyksztalceniem medycznym , kiedys wykonujaca aktywnie zawod zdarzylo sie, ze bralam udzial w tzw. przypadkach medycyny katastrof.
Jak pamietam, co jest zgodne z tym co czytam obecnie, ze czesto ludzie potrzebujacy pomocy (np ewakuowani) to ludzie starsi, przerazeni , potrzebuja kogos, kto poda szklanka herbaty na sali gimastycznej w szkole gdzie siedza, ktos ta herbate musi robic, zorganizowac cukier, pobiegac z przenosnym EKG jak ktos umie itp.
To nie sa wyczyny na miare Rambo, ale ta pomoc logistyczna w tym pomoc np przygotowania jedzenia czy napojow dla strazy pozarnej jest badzo potrzebna. Nikt tam zycia nie ryzykuje. Po prostu trzeba zrobic sporo rzeczy tzw ”gospodarskich” i zawsze para mlodych zdrowych rak sie przyda.
Zarowno ja jak i moje dziecko, jezeli nie bylibysmy zaangazowani w pomoc “sluzbowo” na pewno w miare mozliwosci zglosibysmy sie do pomocy jako woluntariusze.
Nie jestem w stanie zrozumiec komentarza o “bałaganie na strychu”
Ci co pomagaja to wariaci?
Oby nigdy zadna z nas nie musial korzystac z pomocy, ale bez tych ludzi byloby slabo.
Rowniez sobie mysle o strazakach, ratownikach medycznych etc. oni czasem naprawde ryzykuja zycie. Mlody strazak zginal a pozarze w Poznaniu w czasie akcji. Czy on i jego matka mieli “nierowno pod sufitem”?
W Polsce jest ok 30tys strazakow, spora czesc z nich to ludzie mlodzi, maja matki w wieku e-matek. Czy te 30 tys kobet ma robic awantury, “jak smiesz nie szanowac mojego strachu?”
To sa stresujace zawody, czy rola matki jest jeszcze dokladac stresu dziecku wypominajac, ze “matka sie przeciez zamartwia jak ty na akcje idziesz!” ?
I czy zadna z ematek nie ma dziecka w tzw “sluzbach?” wojsko, GOPR, straz pozarna, ratownictwo gornicze?
Wszystkie bombelki dzielnie w krawatach i garsonkach trzepia kase za biurkami, a jak przychodzi powodz, to sie pierwsi grzecznie ewakuuja jak tylko owe “sluzby” zasugeruja taka potrzebe ?
I na koniec zastanawiam sie czy przezycie tygodnia bez pradu i biezacej wody pod suchym dachem, to naprawde jest lekcja zycia.
Tak po prostu glosno mysle. Nie spodziewam sie ani goracej dyskusji, ani nie mam zamiaru “bronic swojego zdania”. Bez wzgledu co zdarzy sie na forum, jak przyjdzie czas nadal bede brala czynny udzial w pomocy jak to bedzie fizycznie mozliwe i tak samo robi moje dziecko, zarowno w pracy i jak trzeba to poza nia.