al_sahra
29.11.24, 17:49
Chyba nie było jeszcze wątku? W skrócie, testy na środki dopingowe wykazały w jej organizmie obecność zakazanej substancji TMZ. Została zawieszona, a następnie dochodzenie wykazało, że cała seria melatoniny, którą okazjonalnie brała na sen, była zanieczyszczona (sprawdzono nowe opakowania fabrycznie zamknięte). Po wyjaśnieniu sprawy, Świątek dostała od organizacji ITIA karę (najniższą z możliwych, czyli miesiąc zawieszenia). Poprzednie zawieszenie zaliczono jej na poczet ostatecznej kary.
Nie upieram się, że dobrze znam sprawę, bo przeczytałam raptem jeden krótki artykuł na CNN i jeden na jakiejś polskiej stronie (oba mówiły mniej więcej to samo). Moje refleksje opierają się tylko na tych wiadomościach prasowych.
Uderzyły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, w świetle wyników dochodzenia, które jednoznaczne oczyściło Igę Świątek z zarzutów (brała lek przepisany przez lekarza i w żaden sposób nie mogła przypuszczaċ, że jest zanieczyszczony, co zresztą ITIA przyznaje), karanie jej przez ITIA wydaje się absurdalną decyzją. Musiała też oddaċ nagrodę z zawodów w Cincinnati, chociaż badania laboratoryjne stwierdziły, że śladowy poziom TMZ w jej organizmie nie mógł w żaden sposób wpłynąć na jej grę. Jeśli przepisy ITIA nie pozwalają inaczej zdecydować, to należy jak najszybciej zmienić te przepisy, a jeśli dopuszczają inne rozstrzygnięcie (np. całkowite uniewinnienie i przeprosiny), które tu nie zostało zastosowane, to należy w trybie pilnym zwolnić tych oficjeli.
Po drugie, pod polskim artykułem (który klarownie wyjaśniał okoliczności sprawy) zobaczyłam dużo negatywnych komentarzy na temat Świątek, w duchu “brała, a teraz ściemnia, to kłamczucha”. Co dowodzi, że wielu rodaków albo nie umie czytać ze zrozumieniem, albo żywi nieuzasadnioną niechęć do Świątek (albo jedno i drugie).