bmtm 28.01.25, 17:53 Jak w trwały sposób usunąć zapach stęchlizny. Nieruchomość położona 300 km od miejsca zamieszkania gdzie nie bywamy zbyt często poza feriami i wakacjami. Są jakieś sposoby? korzystał ktoś z usług ozonowania? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
alpepe Re: Usuniecie zapachu stęchlizny, ozonowanie domu 28.01.25, 17:55 Co to za mury? Wiek domu? Może po prostu wilgoć ciągnie od ziemi? Odpowiedz Link Zgłoś
bmtm Re: Usuniecie zapachu stęchlizny, ozonowanie domu 28.01.25, 18:12 Wilgoć ciągnie od sufitu w przybudówce. Nieszczelność kafelków i niestety od okresu deszczów kwietniowych zaczęła się tworzyć taka biała pleśń. Obecnie zaizolowane, pleśń w trakcie likwidacji oraz w najbliższym czasie wynajmiemy mechaniczne osuszacze do tego pomieszczenia. Tylko co potem? Jak usunąć ten szkodliwy zapewne zapach. Dom z około 2000 roku. Odpowiedz Link Zgłoś
cranberries1983 Re: Usuniecie zapachu stęchlizny, ozonowanie domu 28.01.25, 18:20 nie usuniesz, musisz uszczelnic dach , jak nie bedzie cieklo, to suszyć i wietrzyć Odpowiedz Link Zgłoś
bmtm Re: Usuniecie zapachu stęchlizny, ozonowanie domu 28.01.25, 18:24 Tam dachu nie ma jako takiego. Jest balkon i pod nim fragment mieszkania. Odpowiedz Link Zgłoś
alpepe Re: Usuniecie zapachu stęchlizny, ozonowanie domu 28.01.25, 20:02 No to pewnie izolacja na podłodze balkonu jest wadliwa. Odpowiedz Link Zgłoś
alpepe Re: Usuniecie zapachu stęchlizny, ozonowanie domu 28.01.25, 18:23 To może być też taki załom, że tam będzie problem z cyrkulacją. W jednej ze wpólnot mieszkaniowych, gdzie jestem, był taki problem, nic się nie dało zrobić z wilgocią, w końcu położono płyty krzemianowo-wapienne i się skończyło. Odpowiedz Link Zgłoś
cranberries1983 Re: Usuniecie zapachu stęchlizny, ozonowanie domu 28.01.25, 18:19 najpierw znajdz zrodlo wilgoci nie gnije nic w budynku? drewniania podłoga, dach szczelny? Odpowiedz Link Zgłoś
bmtm Re: Usuniecie zapachu stęchlizny, ozonowanie domu 28.01.25, 18:21 Źródłem wilgoci jest ten mokry ciągle od pół roku dach przybudówki. Tak mniemam. Odpowiedz Link Zgłoś
mamtrzykotyidwato5 Re: Usuniecie zapachu stęchlizny, ozonowanie domu 28.01.25, 18:52 Jak jest mokry od pół roku, to tam już grzyb jest na pewno. Trzeba sprawdzić o usunąć, bo inaczej się na resztę domu rozlezie. Odpowiedz Link Zgłoś
princesswhitewolf Re: Usuniecie zapachu stęchlizny, ozonowanie domu 29.01.25, 20:31 No ale dachy z zalozenia sa mokre wiekszosc czesc roku. Woda nie powinna wnikac do srodka Odpowiedz Link Zgłoś
koronka2012 Re: Usuniecie zapachu stęchlizny, ozonowanie domu 28.01.25, 19:11 Moja przyjaciółka systematycznie ozonuje domek na działce. Pomaga dosłownie na chwilę. Ale niestety smród wraca, bo bez usunięcia pierwotnej przyczyny to jak pudrowanie trupa Odpowiedz Link Zgłoś
hrasier_2 Re: Usuniecie zapachu stęchlizny, ozonowanie domu 28.01.25, 20:10 Tak jak ci napisali, a później ozon. Generator ozonu można sobie wypożyczyć i przelecieć pomieszczenia. Do boju. Odpowiedz Link Zgłoś
mikams75 Re: Usuniecie zapachu stęchlizny, ozonowanie domu 28.01.25, 20:44 Ozonowalam po zalaniu, czyli najpierw osuszanie na zmiane z myciem brudu a pozniej ozonowanie. Pomoglo. Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 Re: Usuniecie zapachu stęchlizny, ozonowanie domu 28.01.25, 23:26 Z kilku lokalizacji i z kilkudziesięciu lat w podobnych sprawach wnioskując, wypada mi się zgodzić z wszystkimi Sąsiadkami, jakie doradzają wcale, wcale rozsądnie. Zapach? W domu moich dziadków - wrażliwe [chyba] na zapachy sąsiadki ciągle tam - na klatce schodowej - wietrzą, bo sądzą, że tak trzeba, że zaduch etc. Oko męskie wykrywa tam parę drzwi z drewna - z drewna jakie zaatakowane jest przez kołatki. Konstrukcja nośna schodów ma wiek podobny i może też w sobie mieć czynnik korozyjny podobny.. Radzę z tego przykładu skorzystać i: - odsłonić konstrukcję nośną owej inkryminowanej nadbudówki i poszukać, czy tam jakieś destrukcje następują, szczególnie z powodu domniemanej wilgoci' - odświeżyć malunki / tynki / tapety etc - obserwować, czy nie pojawią się oznaki na nich zmian - zapachowe, wykwity barwne, bąblowanie, łuszczenie etc. Zapach może pochodzić też ze struktur murów, tynków, farb - nawet z kleju tapet, jeśli to klej sprzed lat, w jakim [chyba] było mniej składników zapobiegających korozji biologicznej, pogrzybowej, popleśniowej - jeśli w pomieszczeniu jest sporo wilgoci w powietrzu lub infiltruje ona skądś z zewnątrz - z sufitu czy z zewnątrz ścian. Bywa też, że ona kursuje w pionie - o czym poniżej u końca. . U nas na kilku ścianach [stosunkowo nowego] domu po rodzicach są odpryski i wgłębienia w części tynków mineralnych, do jakich użyto nie do końca dobrze wylasowanego wapna. Pracuje ono w tynku nadal - kobiecy węch może wyczuć jakiś z tym związany aromat. Nasze, męskie, organy węchu są tu mniej doskonałe, ale tynk zlokalizowaliśmy dopiero wtedy, kiedy świeżo po pomalowaniu znów tynk miał te nieszczęsne miniwulkaniki od tego wapna - takie wyrwy spowodowane eksplozją bąbelków w tynku. Po latach kilku bywało, że wystrzeliwały tam na ścianach wulkaniki spore, kilkucentymetrowe [!]. W tymże samym domu po rodzicach w najwyższych jego kondygnacjach - a la opisany startowy problem - moja śp. mama ciągle wietrzyła jeden z pokojów. Niby nowy dom, a problem tkwił w: - zalanych ulewami w czasie budowy stropach (nim zadaszono dom); - w ścianie szczytowej. Zalany ongi sufit ciągle ujawniał sporą plamę, jaka chyba nadal schła i schła i schła... I - dla mamy - pachniało tam tak, że wietrzyła oknami i wietrzyła - a jak szło na deszcz, to gnała nas, byśmy okna zamykali. Skutek był znikomy, do czasu kiedy przemeblowaliśmy ten pokój, a za meblami ściana miała symptomy przebarwień od pleśni w tynku. Mama zakazała tam stawiać meble u ściany i wietrzyła znów latami... Po latach, kiedy już śp. Mamy tam nie było, zlokalizowałem - bardzo mroźną zimą - że ściana przemarza. Wyśledziłem stąd, że po ścianie leje się cała lawina wody w czasie co większej ulewy. Doszczelniałem styki rynien [kilkoma metodami, kilkoma preparatami] - efekt taki sobie. A głównym powodem było złe spoziomowanie rynien, rynien zbyt wiotkich [pcw o nie wzmocnionej konstrukcji], jakie nie mieściły strumienia hadwao. Sople zimą od razu wskazywały, gdzie cieknie - nawet nie na zewnątrz, a pod okap, przy styku rynien ze ścianą. WNIOSEK - tak jak Sąsiadki w forum tu podpowiadały - zacząć radzę kontrolę od zewnątrz. I to nie w pogodne dni, ale nawet z parasolem wyjść w czas ulewy - i oceniać, co, jak i gdzie. Po tych przygodach zakupiłem termometr zdalny, taki nibypistolet, tą drogą potwierdziłem przemarzanie ścian w murowańcu w ogrodzie rodziców, na ścianie, na jakiej onego czasu w lute mrozy tworzył się zamróz - taki oszroniony płat ściany z zewnątrz - ale dla nas niewidoczny, bo akurat od strony sąsiadów - budynek tą ścianą stoi na granicy posesji, mając na całej swej długości ścianę domu sąsiada. Tu daruję opis konstrukcji tegoż, brak wentylacji na styku ścian, brak tam suszenia przez słońce itd. Problem znikł, jak zmusiłem ojca, by raczył pozwolić mi na odnowienie powłoki daszku tego murowańca, co prowadzi mą opowieść do ostatniego przykładu, chyba najlepiej pasującego do opowieści założycielki wątku. Ostatni przykład to znów i zapachy, i wietrzenie, i błędy konstrukcji. Otóż mamy przy domu śp. rodziców moich przybudówkę, jaka ma na swym balkonotarasie nadbudowany tam pokój. Dach tegoż znów wymagał po latach uszczelnienia, a że był latem jak piekarnik, schło tam w mig. Jeszcze za życia mej Mamy podłoga tam w pokoiku dobudówki pokazała, że Tatko przegapiał tam sufitowe problemy. Raczyła była się ... sfałdować - jej parkiet dębowy, a jakże, pokazał górkę. Zmusiłem Tatkę do uszczelnienia dachu - rynna b. trudna do kontroli, bo wbudowana w części wspólnej dachu i przybudówki, na środku płaskiej części [kapu-kapu kap półtora dekady] - ściana wewnętrzna ma tam zasłonkę z dębowej struktury pseudoboazerii i na niej nic nie widać. Niżej o pięterko sufit raczył jednak okazać, że woda i tam dotarła - wykwity, lekusieńkie łuszczenie się w formie pyłu, pracowicie przez nas zamalowywane. Nie mieszkałem tam, ale bywając u Tatki zimą, udowodniłem mu, że na tarasie balkonu są kłopoty. Że przecież Mama, żona Taty, nie bez powodu tam pod tarasem na ganku węszyła już dekadę wcześniej. No i koniec był taki, że zmusiłem Tatkę, by dał mi wolną rękę - i okazałem mu, że mogę betonowe podłoże tarasu ręką unieść, że pod tym betonem jest już spulchniona od dekad wewnętrzna warstwa, zamarzająca tam od lat, że nie bez powodu cały rząd willi na tamecznej ulicy ojcowej wszystkie takie podobne tarasy po prostu zlikwidował - nas jest ostatni. Jest, bom zdarł ów zamakający beton tarasobalkonu, bom wydłubał w głąb betonowe destrukty sprzed lat - no i dałem tam warstwy nowej wylewki betonowej, na koniec na nią słynną folię w płynie, na nią dopiero ostatnie dwie betonu wylewki, a po drodze dodałem też dylatacyjne gumowane pasy, też przy ścianie domu, a i kryzę okapu z blach, jakich tam [!] od początku brakowało - woda się deszczowa dekadami całymi lała i ciekła, gdzie chciała. Na koniec odtworzyłem pierwotne podłoże zdobnego betonokamienia, o czym już kiedy indziej. No i do kompletu - pod sufitem zewnętrznego daszku nad wejściem odtworzyłem tzw. baranek soplowy z mleczka wapiennego, jaki ulubiły tam pająki, pobieliłem, zmieniłem rynny na pełnowymiarowe, odpowiednie im spadki, wbiłem się z nimi w rurę pionową, skracając spływ - na razie jest tam sucho, sufit ganku jeszcze się nieco potem sypał proszkiem, ale od wewnątrz go podwieszonym sufitem zamaskowałem wtedy, kiedy zmarło się mojemu Tatce, jaki temu sufitowi był wbrew, wręcz wrogi. Dziś tam dom ten po Rodzicach jest suchy od strony całego dachu i tarasu balkonu, pięknie obrasta bluszczem od strony przyschodowej - szkoda że moja Matula tego nie doczekała, łajając ciągle tatkę, że to i tamto... Pomijam już opowieść, że jeszcze za życia Tatki dom ten osuszyłem od dołu, bo jego podziemna izolacja była ... kładziona przez Tatkę sposobem oszczędnościowym. Trochęm pokopał, trochęm folią kubełkową całość oblekł. Plus opaska, plus odprowadzenie z rynien do studzienek chłonnych i ........ [reszta w opisach forum Ogród] Radzę więc, by Wątkozakładaczka zaczęła od dachu przybudówki, spenetrowała jego głębię, potem sufit, ściany w czas mrozu wyceniła, też i zdalnym budowlanym termometrem [wnętrze / zewnętrzne] sprawdziła tzw. mostki cieplne, jakie wskażą (różnicą ciepłoty) ewentualną penetrację wilgoci i jej działanie. Na upartego można by odsłonić punktowo wnętrze [nawiert, sprawdzenie tego odwiertu z drewna [biokorozja], z betonu ścian, sufitów [wilgotność odwiertu pylastego, szybkość wnikania wierteł] - ale poprzedzone badaniem próbnikiem obecności stali, by czegoś nie spaprać, wierteł nie łamać. Można dokupić i minisondę z kamerką na Android w nawierty zaglądać, w komory niedostępne oku... Ozonowanie to ... już detal. Leczyłoby skutek, nie []ewentualną] przyczynę. Powodzenia w penetracji i remontach! Odpowiedz Link Zgłoś
bmtm Re: Usuniecie zapachu stęchlizny, ozonowanie domu 29.01.25, 00:22 Serdecznie dziękuję za ten wpis i poświęcony czas na tak wnikliwą analizę. Muszę poświęcić więcej czasu na jego przestudiowanie Owszem- to niestety wina kilkuletniego braku rynny na tej kilkumetrowej przybudówce. Od siebie dodam, że nie polecam tego rodzaju domów jednorodzinnych z różnymi przybudówkami wychodzącymi poza bryłę domu. Mam porównanie z kilkoma solidnymi przedwojennymi domami i takie problemy tam nie występują. Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 Można naprawiać kilka razy ... 29.01.25, 12:24 bmtm: '...Serdecznie dziękuję za ten wpis i poświęcony czas na tak wnikliwą analizę....' Nie ma za co - to nasz problem, jaki od lat rozgryzam, głównie bazując na błędach mej rodzinki, jaka budowała ten dom w czasach niedoborów materiałów - no i na zaniechaniach mego Tatki, jaki wielekroć tam w czasie budowy i wiele lat po stosował znaną mu z Kresów metodę na razie. Dziś to narazowanie muszą naprawiać następcy, głównie ja. Jam też w czasie tych poprawek spaprał co nieco, bom, ostrzegam lojalnie, amator - proszę wiec me obserwacje czytać z namysłem i po prostu dać rękę fachowcom. Acz można naprawiać kilka razy, ale nieskutecznie, o czym potem. '...Muszę poświęcić więcej czasu na jego przestudiowanie...' Ale z pomocą jakichś majstrów i inżynierów w danych dziedzinach, bo po co wierzyć internetowym magistrom-inżynierom, choćby mnie - tylko naoczny i namacalny Wasz przykład da im - i Wam - materiał do analiz. '...Owszem- to niestety wina kilkuletniego braku rynny na tej kilkumetrowej przybudówce. Od siebie dodam, że nie polecam tego rodzaju domów jednorodzinnych z różnymi przybudówkami wychodzącymi poza bryłę domu. Mam porównanie z kilkoma solidnymi przedwojennymi domami i takie problemy tam nie występują...' I tak i nie. Znam wiele domów na naszych Kresach Zachodu Polski, jakie były np. budowane na gruncie niewymagającym wtedy izolacji poziomej - dziś są oddolnie podmokłe, wręcz ruderalne, czasem ze sporym bajorem w piwnicach. A to z powodu tego, że rozpoznane przez setki lat podziemne cieki zostały przez polskich i niepolskich tam poprzedników obwarowane systemem sączków, a powojenna nasza w tym ... samowola je porwała tak, że choć w Polsce generalnie spada poziom wód gruntowych, to te zniszczenia drenażu odbija się piwniczną czkawką. Brak rynny to nie problem - po powodziach u nas nie takie szkody się naprawia, ale trzeba zwalać tynki od wnętrz - i zewnętrza, do surowej struktury murów. No i dachy - może i u Was fachman to podpowie. Jak naprawicie ten Wasz balkonotaras, a coś się u podłogi pojawi wskazujące na wilgoć, sprawdźcie w wykopach i podstawę tam domu - metoda osuszania elektroiniekcją jes skutaczna, acz nie tania. A teraz wrócę do tytularnie awizowanej wskazówki. Otóż, jak pisałem, cały rząd domów w naszej dzielnicy miał problem z balkonami na przybudówkach, jak i nasz. Zmarły nasz [kowidowo] sąsiad taki swój wychuchany taras naprawiał ze trzy razy, dwa sam, raz wynajął firmę. Bo sam kładł tam naklejane płytki [pociekło - zerwał, de novo kleił - zakapało]. Wnerwiła się jego żona, nakazała wynająć, zapapowali (nowi tam lokatorzy nadbudowali pokój, obadamy, kiedy to zakapie) - jak wszyscy na naszej ulicy. Prócz niżej podpisanego. Ma razję Szan. bmtm - nasz dom mocno zmienił projekt architektów właśnie w rejonie tej przybudówki, jaka miała być po prostu jednopokojowym gankiem. Zostało to powiększone, a potem właśnie nadbudowane. Dół sklecili murarze [zalewając strop po ulewach - w tym czasie wielkie płachty folii były niedostępne]. a górę wydłubał mój Tatko mocno niefachowo. Sufit tam, co opisywałem, łatwo pije deszczówkę. Rodziców moich tam też zasługą jest [była] spartolona posadzka tarasu - uczulam na to Szan. bmtm, by nie poszła w tę stronę. Jam się jeszcze, jako już młodzian, nieco do tego, onego czasu, dołożył, gdym własnym sumptem próbował okolić ten taras - i z niego wychodzące ... krużganki [z tuzin metrów w obwiedni domu!] własnoręcznie wydłubanymi rynnami z rurek pcw. Po dekadzie, półtorej spływania tam deszczówki pod tym balkonem dzieją się rzeczy grożące odpadnięciem struktury podsufitki pod balkonem - obyście Wy do tego etapu nie dożyli, bo wstyd byłoby patrzeć, jak się wychuchany [jak u nas] i podziwiany od lat przez naszych sąsiadów balkon[u przedłużenie] degraduje... A, ciekawostką, jaką odtworzyłem z opowieści mej Śp. Mamy, jest to, że wynajmowani do budowy naszego domu pomagierzy murarzy po prostu kradli u nas całe worki cementu, jaki zastępowali piachem, gdy wylewano moooocno chudym betonem wewnętrzne warstwy batonowej podłogi tarasobalkonu. Gdym wiercił tam zaczepy dla rynien, w tej warstwie wyczuwałem wręcz pustkę, piaseczek w miejsce betonu. Gdym zerwał na całym tarasie powłokę, domysły o udawanym betonie potwierdziły opowieść śp. Matuli. No i w tym miejscu ostatnia podpowiedź dla Was - jeśli będziecie podobnie, ze zrywaniem powłok, naprawiać ten balkon, to prócz wklejonej pod posadzką warstwy wodoodpornej, odcinającej wsiąki i przesiąki do sufitu w dół, dodajcie i wklejkę ocieplenia, co oszczędzi Wam kosztu ewentualnego grzania tegoż. Jam na ten wariant wpadł poniewczasie, stąd i podwieszany sufit pod balkonem - nieco u nas było to widać, gdy nad gankiem zalegający śnieg topniał równiutko - liniowo wręcz - tylko nad pokojem w dole, a na wysuniętej części, już tylko nad zewnętrznymi schodami, topnieć nie raczył. Bo bez tego możecie mieć w tej dobudówce coś podobnego do [poniemieckiego, solidnego, a jakże] domu mej śp. cioci na Dln. Śląsku, jaka w gankopodobnej przybudówce swego domu miała pseudolodówkę i tam trzymała przedświąteczne wiktuały... Ganek ten nie przeciekał... U nas - na zawsze niedogrzanym ganku - jam sam (nie chwaląc się) swe galarty, galarety i serniki na zimno schładzał, bo śp. Tatko, wdowcem i ociemniałym już będąc, douczał mnie, jak się te zimne nóżki czyni, bo je preferował był, mięs miąższ przedkładając nad surówki warzywno-owocowe... Co niniejszym wspomina Dar61 długo Ojczulkowi swemu wymawiający metodykę „na razie”, Dar61, jaki właśnie wczoraj zmiótł sporą porcję odpadniętego [ale z drugiej strony domu, nie tam, gdzie naprawiał taras] - dolepionego na życzenie mej Mamy - „baranka” spod sufitu krużganka, czekającego na swoją remontową kolej... Bo Szanowna bmtm niech wie, że nie tylko te Wasze 300 km dystansu, ale co rok będziecie remont tam mieli, jaki zaczyna się tak plus minus po dekadzie w każdym nowo pobudowanym domu... *******************8 PS Przepraszam nie po raz pierwszy Wasze grono e-Mam za długaśne wpisy, ale jak doradzać, to konkretnie, nie metodyką jak z sms-u. Odpowiedz Link Zgłoś
bmtm Re: Można naprawiać kilka razy ... 29.01.25, 12:48 W pierwszym etapie wykonane zostało skłucie kafelków na balkonie i ponowne wykonanie izolacji. Niestety wilgoć dalej siedzi w stropie balkonu (dosłownie 5-6 m2) i promieniuje na parter domu. Zapach jest na tyle uciążliwy, że właściwie uniemożliwia funkcjonowanie na parterze. Posiadam także inny dom piętrowy- wykonany z solidnych materiałów w 1940 roku. Nigdy nie było tam żadnych problemów z wilgocią itp. Co ciekawe zlokalizowany jest na podmokłym, żwirowym gruncie w odległości 15 m od dużej rzeki (są wały). Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 K[ł]uć problem, póki wilgotno... 29.01.25, 13:32 bmtm: '...Niestety wilgoć dalej siedzi w stropie balkonu (dosłownie 5-6 m2) i promieniuje na parter domu...' Rozważcie opcję wstawienia na stałe - wnikającą w tę warstwę - warstwę z podejrzeniami o zamoknięcie onego czasu - rurowych odpowietrzeń, jakie ją zwentylują. Robi się podobne na stałe nawet na dachach, pionową rurką z daszkiem. Oczywiście trzeba je tam ochronić przed np. owadami typu osy nad naszym balkonem mieliśmy te owady, wręcz szerszenie... Owe rury z czasem [znam wersje z nadmuchem plus wyciągiem, sezonowe] można zasklepić, wyjąć, jeśli poskutkują - ale nie bez powodu takie się na stałe umieszcza w stropodachach. '...Zapach jest na tyle uciążliwy, że właściwie uniemożliwia funkcjonowanie na parterze...' Mam domysł, że tam coś koroduje biologicznie, a nawet reaguje chemicznie... Po wywęszeniu [damskim nosem - plus pobraniu próbek do laboratorium!] przeciwdziałałbym, nawet z demontażem do konstrukcji nośnej - a nuż tam jakieś belki drewna wyżywicowanego, wodopijnego raczą się degradować, waląc się in spe? Miałem podobny problem na zadaszeniu garażyku,. w belkę już nadpróchniałą wmigrowały z pobliskiego ogrodu mrówki, czyniąc tan kolonię [!], co opisywałem byłem w forum Ogród... '...Posiadam także inny dom ... z ... 1940 roku ... żadnych problemów ... zlokalizowany ... 15 m od dużej rzeki (są wały)...' Pradoliny się kiedyś znów wodą wypełnią / wały pękną / ubezpieczyciele odmówią składek / neo-Sowieci zbombardują [...] Kalifornia znów zapłonie / pojawią się paragrafy na odzysk mienia z Ziem Odebranych... Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 Dopisek blacharski żalny 29.01.25, 13:09 No i przegapiłem opowieść o balkonu oblachowaniach. Nasz balkonotaras - i jego przedłużenia w te 12 metrów - a pójdę sprawdzić [.....] już jestem - 10 metrów przedłużki balkonów za tarasem, w sumie 16,6 m balustrad tę dekadę temu próbowałem naprawiać. Z rynien częściowo zrezygnowaliśmy - dałem je tylko wokół balkonotarasu, na reszcie dając tylko tę tytułową blachę jako tzw. opierzenie. Woda stamtąd ma spływać i kapać, balkon odwadniają rynny plus opierzenie. Po co to piszę - ano by znów i na siebie, amatora, ponarzekać, no i na swego Tatkę, jaki zabronił mi zrywać całą powłokę tam podłóg. Za miętki byłem i ustąpiłem [inwestorowi], teraz żałuję - i przestrzegam Szan. bmtm, by nie szła na ustępstwa. Otóż zamiast zerwać całość posadzki, dałem się namówić na tylko częściowe odcięcie jej - wzdłuż obrzeża przedłużenia balkonotarasu. Wydłubałem tam wzdłuż balustrad, nadlałem betonem, równając, na to naklejkę papoaluminiowego pasa, na to blację ocynkowaną [giętą adekwatnie w kapinosy], a na to ostatnią wylewkę betonu, jakim na mokro [!] szlifował [węże wody z łazienki aż na balkon!]. Dziś miejsce styku starego i nowego betonu, chociam je uważnie silikonował, pije chyba tę deszczówkę miejscami - stąd owa poprzednia wzmianka o odklejaniu się maminego baranka. Ze też Ojcowie się muszą wtrącać... A mój Ojczulek już, już biadolił nad zamawianą, fabrycznie klejoną - pod określonym i pomierzonym przeze mnie kątem - rynną z pecewu, że po co ona, po co rury odprowadzające wodę - „przecież latami starczało bez rynien”. Że Ojczulek mój part swój [część partactwa] przemycał, gdym lał beton na taras, że za grubo, że po co tyle [...Taaaato, musi być określony spadek, bo spływ, nie stagnacja...], nie napiszę, bo znów wpis spuchnie, a ma być postem... Że przez niego poniechałem wylania na nowo tej warstwy, gdzie miała być wstawka docieplająca, też nie wspomnę, choć na samą myśl mnie [dziś finansowy, płatniczy] żal bierze Ostrzegam tedy S. bmtm - nie słuchać amatorów, forsować, co fachowcy sugerują, a i ich sprawdzać kontropiniując, [euro]grosza nie skąpiąc... Bo potem człek - i kobita - dożywa czasu, gdy jego „na razie” odmaka, puchnie - i wali się na głowy. Nasze domy to nie te bungalowy z Kalifornii, mają stać wieki - byle rynny miały... Odpowiedz Link Zgłoś
taki-sobie-nick Re: Dopisek blacharski żalny 29.01.25, 20:35 W sumie to ciekawe, ale przyznam, żeś niezły fachura, a nie każdy się zna. Odpowiedz Link Zgłoś
bmtm Re: Dopisek blacharski żalny 29.01.25, 20:53 Takich problemów będzie coraz więcej bo te wszystkie deweloperskie, podmiejskie bliźniaki są budowane w bardzo dyskusyjnym standardzie. Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 Zapisek bliźniaczy żalny 30.01.25, 15:37 bmtm: '...Takich problemów będzie coraz więcej, bo te wszystkie deweloperskie podmiejskie bliźniaki są budowane w bardzo dyskusyjnym standardzie...' Ale bliźniaki mają jednak swoje plusy - ot, człek może jechać gdzieś na dłużej, a bliźni mu majdan dopilnują, zimą się tuląc i docieplając... Odpowiedz Link Zgłoś
bmtm Re: Zapisek bliźniaczy żalny 30.01.25, 20:07 Ale trudniej o kochankę. W bloku mało kto zauważy, a na takim osiedlu bliźniaków od razu będą plotki. Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 Blacharzem... 30.01.25, 15:32 '...przyznam, żeś niezły fachura, a nie każdy się zna...' Blacharzem* mogę być, to nietrudne, też i ... [...], potem też [...], no i ogrodnikiem trochę. Cóż, jam głównie praktyk, po kilku błędach swoich i mojego Tatki mogę doradzać, co mi los dał poznać. A żeby nawiązać do Waszego tutejszego grona, to na sprawach budowy domu lepiej znała się moja śp. Mama, jaka ten dom swój wymyśliła i myśl wdrożyła, mocno przepłacając, bo, jak pisałem, budowany był w czasach ... niedoborów. Coś chyba na ten temat sztuki domowej kielni chyba wie też i Wątkozakładczyni, jaka do tego ma świetnie rozwinięty organ węchu. Jam już dość zaawansowaną alergię wziewną mam i z trudem wywąchałbym w domu to, co nasze Mamy mogą... */ Wątkozakładczyni Szanowna - w Waszej famiglii domach też nabędziecie wszystkich niezbędnych budowlano-remontowych umiejętności, bo dom, nawet nowy, wymusza swoje. * * * No i chyba ostatnia porada w tym cyklu - zachęcam przy budowlanej robocie na zewnątrz domu skorzystać z b. dobrej prognozy pogody na stronie: w ww.meteo.pl Ma ona podstronę old.meteo(...), jaką uważam za przydatniejszą graficznie. Tam - praktycznie co do +/- dwóch, trzech godzin dokładności - dają (chyba z uniwerku w W-wie) prognozy w kilku aspektach, a wybrać można lokalizację co do powiatu, a sięga ona i do połowy Francji chyba. Świetna i sprawdzalna jest. Testuję ją od chyba półtora dekady - ma też, chyba nadal, swą wersję na mobilniaki. Przydała mi się ta strona, gdym tę w. opisaną posadzkę balkonu zrywał i tam betony lał, czekał, aże zwążą, i znów warstwę lał. Odpowiedz Link Zgłoś
taki-sobie-nick Re: Blacharzem... 30.01.25, 19:57 dar61 napisał: > '...przyznam, żeś niezły fachura, a nie każdy się zna...' > > > Blacharzem* mogę być Proszę bez fałszywej skromności. , to nietrudne, też i ... [...], potem też [...] ???? Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 I blacharze, i tynkarze, i elektrycy, i... 30.01.25, 23:56 taki-sobie-nick: '...Proszę bez fałszywej skromności...' Cóż, jeśli dekarz może być olimpijskim mistrzem, to ... skromny doradca forumowy może blachy kłaść... '...????...' Skrót w mym wpisie to pominięta lista umiejętności, jakich nabywają mieszkańcy remontowanych willi, gdy ich te wille zmuszają do działań. Z ciekawszych - moja Matula z Tatkiem w tym domu mieli włączniki świateł jakie chciałem wymienić na nowsze - okazało się, że wymienić trzeba było podtynkową starszą puszkę na szerszą, dziś standardową. Jako że ta starsza, w kuchni, miała wokół ceramiczne płytki, to należało nabyć umiejętności: - tynkarskich [wydłubać starą / wkleić nową puszkę]; - ceramiczno-płytkarskich [na szczęście był zapas tych samych płytek, Tatko nic nie wyrzucał] - wydłubane wokół płytki popękały, nowe docinamy, opanowując technologię klejów cementowych; - elektrycznych [trzeba dosztukować za krótkie kable podtynkowe. I tak dalej. Te elektryczne wprawki przydały się potem, gdym Tatce, nieco podstępem [bo jak zwykle rezonował] wkleiłem elektrokable znad tynku pod tynki w ogrodowym składziku [dodając kilka rozgałęźników / wymieniając kable alu na miedź / wkuwając pod tynk szafkę na nowe bezpiecznik [od tego się cały mój zamysł zaczął, bo spawając cokolwiek tam w składziku, zawsze wywalałem te topikowe bezpieczniki, a i w domu, w elektro-centralce głównej też]. Tatko tą robotą nie wzgardził, ale potem nie oponował, gdym mu tam w domu w piwnicach powymieniał to i owo i się nie dał pozabijać elektryce. Kułem, prułem, wymieniałem, tynkowałem, przesuwałem punkty świetlne, dodawałem nowe, wentylatory dawałem itd. Takie moje ćwiczonka elektryczne przydały się jeszcze w dwóch sytuacjach, o jakich warto Wam, e-Mamom opowiedzieć. Otóż zmarło się sąsiadce mężowi [powikłania kowidowe], mieszkała już sama, a na całej naszej ulicy po dowolnej letniej nawalnej burzy zawsze nam [na dób kilka!] zanika elektryczność, jednak nie na każdym z trzech tzw. faz, co ma swe znaczenie w opowieści. Sąsiadka wtedy miała dom zaciemniony na potęgę pora już jesienna, jej domowe ogrzewanie na gaz wymaga jednak elektryczności, lodówki, pralka, cały majdan - sama e-Mamy rozumieją tejże sąsiadki problem. Sąsiadkę wspomogłem na jej prośbę [syn jej nie ogarnął problemu, młodziak jeszcze], w całym jej domu znalazło się jedyne elektrogniazdko z tą jedyną działającą fazą, co wymagało penetracji aż w skrzynce bezpieczników na zewnątrz domu, o dziwo przez ENEĘ nie opieczętowanej. Wystarczyło sąsiadce potem użyczyć z pięć dłuuuugich przedłużaczy, jakie porozkładała po schodach na cały dom - i stała się u niej jasność, internet wrócił, tv, pralka i reszta. Na koniec już oświecona sąsiadka wyznała mi, że gmatwanina tajemna u niej w domu elektrokabli to inicjatywa jej śp. męża, jaki z wykształcenia był właśnie technikiem elektrykiem, a potem dopiero prawnikiem... Elektryczna oowiastka druga jest nieco smutna i tajemna - jako dla Was przydatną, dam ją odrębną porcją. [cdn.] Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 Dorada na bezrybiu 31.01.25, 01:05 Proszę Wątkozakładczynię o wybaczenie za nieco spuchnięte moje dla niej porady rynnowe, jakie zwichrowały nieco w elektryczne, ale nie będzie już długo, ale praktycznie. Wyobrażą sobie Czytelniczki, że ktoś Wam bliski umiera, jak było u mnie onego czasu. Wieczorem następnego dnia zaczyna migać dziwnie w domu światło, jak u nas. Potem zapala - dosłownie - Wam się telewizor, akurat nie oglądany, ale podpięty do gniazdka i anten. Bucha z niego dym, iskry i swąd - jak u nas. Potem to samo z odbiornika satelitarnego, jak u nas. Potem z radia jednego, w kuchni, innego w łazience, przestają działać takie w piwnicznym warsztaciku w domu, potem inne - akurat kupione tej zmarłej osobie, takie najciekawsze, bo z radiem DAB i odtwarzaczem mp3. Po oglądzie - widać, że nie działa zasilacz do komputera. Przyłączam inny - nie działa już i zasilacz do rutera. Kupujemy nazajutrz inny - po chwili nie działa i on. Przestaje działać elektrogolarka jedna. Potem druga. Światło na korytarzach i w piwnicy dziwnie mruga. Człek to piszący zaczyna wzywać duch osoby zmarłej, by się pohamował... [.............] Trwa taka epopeja miesiąc. Drugi. Trzeci. Co robi człek rozumny, acz niewierzący? Po pogrzebie, stypie etc. idzie po rozum do głowy, potem - do kumpla elektryka i się mu żali. Słucha jego porad. Filmuje, archiwizuje objawy - świecąco-błyskające lampy, zaczyna żyć bez tv, sat i internetu. I medytuje. Potem idzie do miejscowego pogotowia elektrycznego z meldunkiem i prośbą o interwencje znawców elektronów, pozytonów i kabli. Ci mówią, że nic nie zrobią, póki ktoś w domu u nas nie sprawdzi obwodów i bezpieczników. Sprawdzam, nie wykrywam niczego. Idę wynająć elektryka - też odmawia, żąda wpierw kontroli elektryki za domem. Pat. I Pataszon, czyli ja. Budzi się we mnie iskra elektryka. Sięgam po miernik elektryczny ampero-omo-woltowy. Sięgam po zardzewiałe złogi wiedzy o badaniu prądu zmiennego, o złączu równoległym, mostku etc. I wbijam sondy w gniazdo. Zerkam [jednego dnia] na wskazania - w normach są. Innego - nie są. Następny pomiar za dni kilka - są. Cóż, prąd zmienny, myślą Czytelniczki? Owszem - ale dlaczego raz ma on 220 wolt[ów], a w inny 440 tam, gdzie powinien mieć te dwie stówy? I dlaczego ma te sondowania robić ktoś bez uprawnień, czyli ja? Ktoś, kto ma inne zmartwienia, rodzinne, cmentarne, ponadczasowe?... Dzwonię - już oficjalnie - na telefoniczną linię ogólnopolską, po elektryki sprawdzaczy. Pani tam dyżurująca nie wierzy opowieściom moim - straszy, że zapłacę, jeśli przyjazd fachowców będzie bezcelowy. Zaczynam z jej żargonem o woltach zgrywać me amatorskie sprawozdania. Tłumaczę znów, i znów. Jadę na posterunek elektryczny, wchodzę już na rympał [tam komunikat, że Covid'19, że zakaz], tłumaczą, że oni wezwań nie przyjmą, jeśli ta ogólnopolska centrala [...] NIE USTĘPUJĘ, żądam najazdu, zajazdu, przyjazdu - i działań. Przyjeżdżają majstry, nawet do domu nie wchodzą - podnoszą podnośnik i [...]. . Okazało się, że jeszcze na słupie elektrycznym obok domu bywały przepięcia, dając - nie stale - te 440 wolt[ów] prądu zmiennego. Owszem, mamy w domu i gniazda tzw. siłowe, 380 V - ale nie na drodze telewizora, rutera [...] radia i golarki. Poniewczasie cieszyć nam się przyszło, żeśmy wtedy jeszcze nie podłączali pieca C.O., bo byśmy musieli też i ten wymieniać, choć nówka, dwuletni... . Opowieść nieco nierynnowa, ale dla rezydentów willi - i rezydentek - chyba przydatna. Obyście, Szanowne Czytelniczki, nie miały powodu, by z tej ... porady korzystać. Dbajcie też o swe zdrowie, nie umierajcie przed terminem. Nie, nie wnioskowałem do ENEA [dostawcy] o zwrot kosztu poniszczonego elektrosprzętu. A elektryka, co nie chciał do nas wstąpić i wspomóc, mam w ... Mam zamiar nadal zastępować. Odpowiedz Link Zgłoś