andallthat_jazz
21.04.25, 23:10
Dobra znajoma (17 lat starsza i trzy razy wieksza z praca za biurkiem- to nie jest krytyka, to fakry). Chcialam sie pozalic przez telefon na zepsuta terme i pogadac. Ok, gadka szmatka. Ona oznajmia, ze jedzie w gory z przyjaciolka. Ja zartobliwie: "ale nie ze mna". Ona powaznie:"nie dalabys rady." No i letko mnie zatkalo, bo znajoma przy jakimkolwiek wypadzie jeczy, ze czemu nie auto i ze daleko i wogle to usiasc. Ja mieszkalam w gorach, gdzie normalka bylo robienie kilosow. Na praktykach zapylam niezle, transfer pacjenta 180 cm i duzej budowie, za to po wylewie i z parkinsonem (czyli traktujesz jak jako, bo ma sklonnosc do upadkow) sama bez problemu. I ja sie pytam wtf? Ona nie zartowala raczej. Serio nie ogarniam. 😂 Ktoras lepiej zostala podsumowana? I skad bierze sie w kobietach tak dziwna potrzeba dziwnego "dopieprzania"? Ja sie nie obrazilam i tez nie odpowiedzialam:"dziewczyno masz lustro lub wyjdzmy na spacer?. Pisze tu, bo e-matka temat dziwnych dowalanek ma w malym palcu. Wiec na koniec dnia.