riki_i
19.05.25, 11:09
Z góry przepraszam, jeśli komuś to pytanie wyda się absurdalne - zresztą moim zdaniem w dużej mierze właśnie takie jest.
Ale...
W zasadzie od zawsze, w różnych wątkach na tym forum usilnie przekonuje się mnie, że celem człowieka jest "Arbeit, Arbeit, Arbeit!" , realizujemy się poprzez pracę i należy całe życie zapier*alać jak mały samochodzik.
Szczytem tego podejścia jest wpieranie mi w wątkach emerytalnych, cmentarno-grzebalnych i ogólnie takich "eschatologicznych", że , wicie rozumicie, harować to trza do samego końca i -uwaga! uwaga!- seniorzy ematek to zasuwają do roboty jeszcze na zaawansowanej emeryturze.
W wątku, nie moim zresztą, Czy on jeszcze żyje?, jedna forumowiczka doszła moim skromnym zdaniem do ściany absolutnej, podając jako PRZYKŁAD POZYTYWNY (!!!) pana 75 lat, który podjął pracę w rzeźni, chodząc do roboty na 4 rano. Cytat dosłowny - mój wujek, taki najbliższy od strony tatusia, na emeryturze będąc podjął się pracy w rzeźni, o 3.30? 4.00 pracę zaczyna? jakoś tak, i jest świetnym fachowcem, facet ponad 75lat. .
Zarzuca mi się, że "wypowiadam się kpiąco i z poczuciem wyższości" o takich ludziach. Ale ja nikogo nie chcę wyśmiewać ani deprecjonować. Po prostu murwa nać NIE ROZUMIEM. Po co? Why? Wozu? Pourquoi?
Jakoś tam rozumiem niektórych ludzi z własnego otoczenia, którzy albo harują, albo chleją na umór. Rozumiem wszystkich tych, co mają lekki wolny zawód, albo są na szczycie drabiny zarządzania, albo mają biznes, który się kręci. Jakoś tam, choć z wielkim trudem, rozumiem ludzi, którzy po prostu nie potrafią odpoczywać i wciąż wynajdują sobie zajęcie (z umiarem ofc). Natomiast kogoś, kto mając 75 l. załatwia sobie pracę w rzeźni na 4 rano już zrozumieć w stanie nie jestem. To może od razu przypiąć się do brony zamiast kunia i od piątej rano orać pole ku chwale przyszłych zbiorów?
A jak na kwestię work-life balance zapatruje się ematka?