abidja
04.11.25, 14:06
Odeszła 09.10.25 o 12.30.
Ostatnie dni byly ciezkie. Liczyłam na cud,ze znowu wstanie, oszuka przeznaczenie,ze bedzie jeszcze z nami. Ale Ona spojrzała tak na mnie ze wiedzialam ze to koniec.
Smierc nie byla łaskawa, nie przyszła pod czas snu. Musialam zamowic wizyte w domu.
Lekarz,potwierdzil ze tu juz nic nie moze zrobic. Tylko humanitarnie pozwolic jej odejsc.
Dziewczyny, pustka po Nataszy jest ogromna. Brakuje mi jej kazdego dnia. Czasem wydaje mi sie ze slysze jej łapki na parkiecie, ze sapie na sofie. Wchodze do domu i chce ja zawolac ale jej nie ma. Ta nieobecnosc jest cholernie bolesna.
Kochalam te kotke. Nie mialam lepszej przyjaciolki. Byla czula, empatyczna, troskliwa, uparta, ale nie narzucajaca sie, zawsze obok.
Zawsze. Jak radar wylapujaca moje emocje .
I tyle. 9 lat znikneło w jednym momencie.
Nie ma.
Wrzucam jej ostatnie zdjecie, gdy odzyskała siły po 1.wylewie i wyszla na taras ,na slonce.
Miała dobre zycie u nas.