mirabe.1234
03.01.26, 08:45
W pracy szefostwo zorganizowało nam świąteczne spotkanie. Tak jest co roku. W tym roku nie było mnie na nim bo źle się czułam. Wysłałam więc szefowej wiadomość, że mnie nie będzie i napisałam dlaczego. Odpisała, że rozumie a ja uznałam, że temat zamknięty.
A parę dni po tym spotkaniu, zostałam wezwana na dywanik przez szefową i poproszona o wytłumaczenie się z nieobecności na spotkaniu - ale szczere powiedzenie o co mi chodzi.
Powiedziała, że jeśli mnie tam nie było, to oznacza, że mam coś do niej ( i do szefostwa, i ogólnie do całego zespołu). Mam jakieś zarzuty do niej - i ogólnie - i co to jest?
Powiedziałam, że wszystko jest ok, źle się czułam. I padło pytanie co mi konkretnie było - bo jeśli gorączka to mogłam przecież przyjść.
No i poczułam się dziwnie... zwolni mnie? Bo może ma jakieś zarzuty wobec mnie albo to ja jestem za mało otwarta i nie pasuję do zespołu? Albo, nieświadomie, zachowuję się jakoś inaczej od reszty i muszę nad czymś popracować ... itp. itd.
Jak wy odebrałybyście taką sytuację? Bo u mnie zaświeciła się czerwona lampka...