andallthat_jazz
12.02.26, 20:21
Tego postawionego do pionu przytulacza (nie glaskacza). Obojetnie ilu kolegow ma do wyboru specjalnie na mnie delguje niemal wszystko. 🙄 Na poczatku zaciskalam zeby, ale juz czuje irytacje, bo ilez mozna. No ewidentnie chce mi pokazac, kto rzadzi. Dochodz i absurdow, ze wychodz z pokoju pacjenta x i mowi, zebym poszla wlasnie do x i odlaczyla infuzje (jakby sam w pare sekund nie mogl sam tego zrobic, inni koledzy nie maja z tym problemu. On prawie mie wychodzi ze stütztpunkt. Na mnie scedowal wszystkie przyjecia. I czesto nawet nie chce mu sie obejrzec nowego pacjenta (co nalezy do jego obawiazkow) i zadaje mi pytania, czy to kobieta, czy facet. Juz koledzy sami zwracaja uwage, ze to dziwne. Ja robie swoje. Jak widze, ze delegowanie zupenie bez sensu a mam cos wazniejszego, to odmawiam argumentujac. Ale irytuje mnie to mocno. Co jeszcze moge, poza rozmowa z szefostwem? Byly momenty juz, gdzie bylam serio w stresie a ten zamiast przynajmniej pomoc jest od tego jak duda od defekowania bylam blisks temu, zeby wybuchnac. Inni koledzy wspieraja i ja chetnie ich wspieram bez mrugniecia okiem. Po prostu team Arbeit. U niego to jawna zemsta i kulturowe przeswiadczenie, ze jako facet rzadzi.Macie pomysl?. Drugi raz na osobnosci z nim gadac juz mi sie nie chce. Pewnie bedzie jeszcze gorzej... 🙄 Ach od pracy sie nie migam