Tak, wiem, że jest środa.
Mózg mnie świerzbi, nudzi mi się.
Znaczy mam robotę, wymagającą nieznacznej kreatywności, ale nudną i nie chce mi się. :p
Porozmawiajmy o jedzeniu, wakacjach, sporcie i ciuchach!
Co słychać?
Na obiad pieczona ćwiartka z kurczaka, z ziemniakami z wody, szparagową i surowymi warzywami z ziołami i pesto bazyliowym.
Upiekłam Mieciowi mini serniczki na spodzie ze zmielonych płatków owsianych, daktyli, migdałów i sezamu, nawet dobre, tylko strasznie opadły po wyjęciu z piekarnika (po wyłączeniu piekarnika trzymałam je w otwartym jeszcze i wyglądały pięknie, ale rano już były połowę niższe).
Czy ktoś dysponuje sprawdzonym przepisem na fit chlebek bananowy, który nie będzie zakalcem? Robiłam trzy razy, miksując trzy przepisy. Za pierwszym robiłam nonszalancko i na oko - wyszło pięknie. Za drugim przesadziłam z odżywką białkową i zakalec. Za trzecim pilnowałam się (niemal, prawie ;p) przepisu i znowu porażka.
Outfitowo nie mam niestety nic do zakomunikowania. NIC.
Podobnie wakacyjnie.
Ale nie krępujcie się! Podzielcie się radością która stała się Waszym udziałem!
Udało mi się wybić z rutyny i zaliczyć inną siłownię niż zawsze, bo była po drodze.
Dlaczego, dlaczego wcześniej tak kurczowo trzymałam się dotychczasowej meliny pełnej konfiarzy, mizoginicznych nołlajfów i dilujących bandytów? 🤦
Nie bądźcie ziutą i porzućcie rutynę, zanim zbyt głęboko zapisze się Wam w mózgu!