Trochę zastanawia mnie popularność wyboru klasy biol.-chem. w liceum przez obecnych ósmoklasistów, zwłaszcza przez dziewczynki. A jednocześnie niepopularność mat-fizów.
Dochodzi do tego, że klasa biol-chem to ta, która wymaga najwięcej punktów żeby się dostać a mat-fiz mało a czasami nawet najmniej z profili. Jak ja szedłem do szkoły, to najlepsi uczniowie szli do mat-fiz a do biol-chem ci słabsi i mniej zdecydowani. Teraz z powodu tak dużych wymagań punktowych lepsi pewnie będą w biol-chemach niż w mat-fizach.
Szkoły w takim Poznaniu tworzą już po 2 albo 3 biol-chemy i jeden mat-fiz.
No i czemu się tak dzieje? Wszyscy pójdą na medycynę, inne kierunki medyczne czy rolniczo-przyrodnicze albo na biologię czy chemię?
To fajnie, ale czy środowisko lekarskie dopuści tylu młodych lekarzy do zawodu? Czy tyle osób będzie w stanie dostać się i przetrwać trudne studia medyczne? A może będziemy mniej wiedzy wymagać od medyków, bo będą oni używać dużo więcej narzędzi informatycznych i AI?
Z płacą po w/w nie wiem czy zawsze jest różowo. A przynajmniej na początku bywa ciężko i na przykład bardzo dużo pracy.
Z drugiej strony mat-fiz to dość pewna droga na wszystkie kierunki na politechnice, na uczelnie ekonomiczne, na ścisłe kierunki uniwersyteckie, wreszcie: na informatykę

. Dość dobra droga do dobrze płatnej pracy w biurze i domu w komfortowych warunkach.
Młodzież tak bardzo boi się matematyki i fizyki, że nie myśli perspektywicznie?