bowemniejest_6
28.07.26, 19:04
Poszlam do pralni z posciela, koldra, no duzymi gabarytami, to i czas dluzszy, bo musisz osobno pranie i osobno suszenie. Zapomnialam z domu bidonu z piciem. Wiec ide do marketu. Juz przy wyjsciu zaczepia mnie brudny goszek, czy dam mu butelke (dopiero lyka wzielam). Mowie, ze nie i ide dalej. Wchodze do pralni a gostek za mna. Usiadl dwa siedzenia za mna i jak sroka w gnat gapi sie w butelke. Juz na lekkim wkur… irytacji pytam, czy przyszedl cos wyprac, czy gapic sie na moja butelke z piciem. On beszczelnie: „jak wypijesz, to mi ja dasz.“ Tu juz mnie trafilo. Schowalam picie i wycedzilam, ze kamery sa a to co on robi, to juz powoli jest nekanie. I czy pojdzie sam, czy policje wzywac. Splunal mi pod nogi, cos zaklal w swoim narzeczu, ale polazl. Widzialam juz z tramwaju jak dziewczynie na chodniku jakas lajza puszke napoju wyrwala z reki. I dwoch klocacych sie meneli przy smietniku. Nich dzlag trafi te kaucyjne butelki i puszki. A z tylu grzebiacych po smietnikach juz lata nie widzialam. Chyba sobie bidon na szyi zawiesze, zeby nie zapomniec.