Dodaj do ulubionych

Teściowa - duuzy problem

06.12.04, 12:40
Dziewczyny jak sie pozbyc namolnej tesciowej ktora przychodzi czasem nie
zapowiedzianie i poprostu mnie zaskakuje kiedy ja np mam balagan albo moze
leze gola a ona sobie przychodzi tak poprostu do wnuczka i to jeszcze mowi ze
on sie zmienia codziennie i ona by chciala codziennie przyjezdzac a tak to
przyjezdza co 3 lub 2 dni. Tragedia. Jak sie jej pozbyc? Jak macie jakies
problemy z natretnymi tesciowymi to piszcie moze macie jakies rozwiazanie?
Marta - Mama Marcelka
Obserwuj wątek
    • czarnauk Re: Teściowa - duuzy problem 06.12.04, 13:04
      nie otwieraj jak przychodzi... hehe albo otwórz ale po baaaaardzo długim
      pukaniu i tłumacz się glupio surprised)
      • martynahpt Re: Teściowa - duuzy problem 07.12.04, 12:23
        Kiedys tak zrobilam ze zobaczylam przez okno ze ona dzwoni domofonem i ja
        przytrzymalam po drzwiami ona sobie dzwonila a ja nic. Po jakims czasie
        otworzylam a ona na to: ' dosatac sie tu do was..." a ja mowie ze z nikim sie
        nie umawialam wiec nie otwieram jak sie z nikim nie umawiam. Chyba zrozumiala
        moja aluzje. Ale wkurzaja mnie jej glupie rady, ty masz robic tak, tak powino
        sie trzymac dziecko, a uwazaj na jego kregoslup, a rob to a nie rob tego.
        Mozna sie wkurzyc nie?
        Moja mama to co innego, nie przychodzi codziennie, a jak juz ma przyjsc to sie
        zapowiada.
        A tesciowa nie jest mi do szczescia potrzebna.

        • czarnauk Re: Teściowa - duuzy problem 07.12.04, 14:32
          nikt niczego nie może ci narzucać, zresztą nalezy szanować cudzą prywatność!
          moja teściowa jest nie do opisania w tym negatywnym sensie! i powiem ci ze
          dopóki nie było z nami małej to w zasadzie nie obchodziło mnie to ze mnie
          upokarza, obraza itp. jakos to znosiłam ale gdy zaczęły się schadzki
          niezapowiedziane, dziwne komentarze to starałam się jakoś jej to przekazać -
          oczywiście jak grochem o ścianę! gdy zaszłam w ciążę teściowa zmieniła się nie
          do poznania - poprostu do rany przyłóż! ale... po porodzie wróciła szara
          rzeczywistość i co najgorsze teściowa zrobiła coś czego jej nigdy nie wybaczę!
          wreszcie pokazała na co ją stać i co najgorsze ucierpiało na tym nasze dziecko
          nie my!
          z doswiadczenia wiem że toksyczne związki należy zakończyć! zakończyłam! teraz
          teściowa będzie musiała długo i mocno się starac aby "wrócic do łask"
          tobie proponuję podobnie, nic nie daje jej ptawa upokarzania ciebie, masz dość,
          powiedz jej to, niech się obrazi ale po jakimśczasie zrozumie, skoro inne
          argumenty do niej nie docierają...
          pozdrawiam surprised)
          • martynahpt Re: Teściowa - duuzy problem 07.12.04, 19:55
            Czarnauk dziekuje za rady. Jak to tej nie domyslnej tesviowej powiedziec zeby
            jeszzcze nie poszla i nie powiedziala mojemu mezowi. Bo juz tak bylo, ze
            spytala sie go czemu ja ja jakos dziwnie traktuje potem ja z mezem jeszcze
            przez to sie kloce. Nie wiem mzoe juz cos jej dalam do zrozumienia bo juz od
            tygodnia sie nie pojawia. A ostatnio wpadlismy do niej na pol godzinki to piala
            z radosci ze jej wnuczek do niej przyszedl, a najlepiej bo ja go rozebralam z
            kombinezonu i doslowie moment trzymalam go na rekach a on usnal i tak
            siedzialam z nim. A tesciowa mowi ale bym go potrzymala, mozesz mi go dac a ja
            na to ze nie bo on sie obudzi jak go bede przekladac i tak wyobraz sobie
            siedzialam caly czas z nim na rekach a jej nie dalam potrzymav a ona przez caly
            czas co moment uparcie powtarzala ze ona chcialaby go potrzymac a ja juz
            pozniej to ja olewalam i udawalam ze nie slysze co ona mowi. Takze niezle.
            Robie jej troche na zlosc ale niech zrozumie ze nie jest u mnie mile widziana a
            jak juz to rzadko.
            • czarnauk Re: Teściowa - duuzy problem 07.12.04, 21:36
              wiesz, ktos kto nie ma takich problemów jak my nie zrozumie jak jest naprawdę,
              domyslam się ze przez niektóre emamy zostałyśmy potępione "za brak
              wyrozumiałości", ale tez sedno sprawy nie tkwi w tym ze tesciowa jest namolna
              tylko prawdopodobnie od momentu poznania się z nią nie przypadłyscie sobie do
              gustu (kiążkowa sprawa smile, olać to! ważane jest twoje dziecko, ty i twój mąż!
              dlatego porozmawiaj znim, delikatnie - jak z własnym mężem smile - spróbuj
              przekazać mu co cię trapi bo jesli to "synek mamusi" to faktycznie masz duuuuży
              problem,
              jeśli chcesz pogadac to odezwij sie na adres gazety
              pozdrawiam surprised)
    • inez21 Re: Teściowa - duuzy problem 06.12.04, 13:14
      A pomyśl czy ty jak będziesz babcią to nie będziesz chciała często oglądać
      swojego wnuczka???
      Pomyśl jak to wygląda od strony teściowej?Może ona czuje się samotna i ten twój
      dzieciaczek jest światłem i radością jej życia???
      Jeśli nie jest wredna i złośliw , a poprostu przychodzi tylko zobaczyc wnuczka
      to myslę że powinnas się z tym pogodzić i cieszyć sie z tego,a ten czas kiedy
      ona jest i zajmie się małym powinnaś poświęcać na nadrobienie jakichś zaległości
      w pracach domowych,albo nawet wyjśc do sklepu czy załatwić jakieś inne sprawy na
      które nie ma czasu przy maluszku.
      Moja teściowa też przychodzi do nas prawie codziennie i ja też poczaątkowo
      przejmowałam się że jest bałagan, łóżko nie posłane itp a teraz olewam to w
      końcu ona rmusi rozumieć to,że przy dzieciach nie zawsze jest czas na sprzątaniesmile
      A może spróbuj jej powiedziec żeby zapowiadała swoje wizyty
      telefonicznie,chciażby godzinkę przed przyjsciem wtedy bedziesz miała czas na
      ogarnięcie się.Możesz uzasadnić to tym,że np.wychodzisz gdzieś i nie chcesz zeby
      ona nie zastała nikogo w domu.
      Myślę ,że trzeba się cieszyć że babcia chce być przy swoim wnuczku,bo o wiele
      bardziej przykre jest jeśli babcia wogóle sie nie interesuje.

      Gorąco pozdrawiam!!!
      smile))))))
      • mama_radka Re: Teściowa - duuzy problem 06.12.04, 13:27
        Jasne, ale moze właśnie najpierw zadzwonić i uprzedzić że chce przyjść,
        przecież nic by się nie stało, moja mama zawsze jak chciała mnie odwiedzić i
        wnuczka zawsze dzwoniła, lub też się umawialyśmy wcześniej, ze tego a tego dnia
        przyjdzie z wizytą, to chyba nie trudne.
      • lulka77 ja bym chciała aby babcie przychowdziły 06.12.04, 15:07
        u mnie na odwrót
        jestem sama jak palec z synkiem ( no to dwa palce)
        i przez 2,5 roku moja tesciowa (mieszkająca 3 km ode mnie ) nawet razu nie
        przyszła czy może na specer wziąć wnuczka, lub pobawić sie.
        nigdy
        ale jak rodzinka sie zjeżdza to wnusio musi być , co by sie pochwalic "jaki
        sliczny, jaki mądry"
        na wymioty mi sie zbiera jak to słysze- naszczescie rzadko
        ale to tak własnie jest...
        grunt to sie dobrze ustawić i w ogóle nie wychowywać swoich dzieci. mojej
        teściowej syna wychował mąz- on był na urlopie, a drugie dziecko- babcia.
        wiec skąd ona ma wiedzieć ile ze wszystkim roboty i że na nic czasu nie ma.

        więc.... wykorzystaj to że jest ktoś kto chce pomagać-
        albo jak juz cie bbbb drazni to....
        wręcz jej stos koszul do prasowania- pewnie zastanowi sie nastepnym razem jak
        przyjdzie.
        L.
      • miska77 Re: Teściowa - duuzy problem 07.12.04, 15:04
        > Pomyśl jak to wygląda od strony teściowej?Może ona czuje się samotna i ten twój
        > dzieciaczek jest światłem i radością jej życia???

        wiesz to nie jest problem Martyny czy tesciowa jest samotna. Ona juz miala swoj
        czas - wychowala swoje dzieci a teraz jest czas Martyny i to ona powinna byc z
        dzieckiem, opna powinna odkrywac z dzieckiem swiat a nie tesciowa !
        Wiem co mowie bo mnie tesciowa przesladowala przez miesiac po porodzie, wpadlam
        w straszna depresje, ograniczylam nasze spotkania do raz w tygodniu lub raz na
        dwa tygodnie i jest mi z tym dobrze.
        Do tej pory mam traume z okresu, kiedy tesciowa mnie nachodzila - sama radzilam
        sobie swietnie i nie potrzebowalam, zeby ktos mi sie krecil po domu.

        Martyna, jak chcesz pogadac to napisz ewusek77@o2.pl albo GG66561

        Pozdrawiam,
        Ewa
    • radek-turek Re: Teściowa - duuzy problem 06.12.04, 14:52
      Wiesz ja miałam ten sam problem ale tylko jak Julka była malutka.Wtedy teściowa
      przychodziła nawet dwa razy dziennie.Też mnie to wkurzało bo wiecznie musiałam
      wysluchiwać jej mądrych rad które zazwyczaj mnie irytowały.Ale od jakiegoś
      czasu wszystko sie zmienilo.Teściowa przychodz bardzo rzadko czasem raz w
      tygodniu a do męża brata 2 razy w ciągu dnia.Bardzo mi przykro z tego powodu
      chociaz szwagier mieszka praktycznie 5 minut drogi od nas.Tam są 2 dziewczynki
      i najwidoczniej tam ona woli chodzić bardziej.Boli mnie to że robi jakieś
      wyróżnienia a cierpi na tym dziecko a nie my.Bo do mnie to ona nie musi
      przychodzić ale ma wnuczke.Takze nie złość się na nia tak bardzo bo czasami
      sytuacja może sie odwrócić .A co do niezapowiedzianych wizyt to ustal z
      teściową kiedy masz czas a kiedy nie.
    • juleczka11 Re: Teściowa - duuzy problem 06.12.04, 15:32
      A u nie jest jeszcze inaczej. Moja teściowa oraz mojego brata siostra siedzą w
      domu i razem pilnują mojej Juleczki był czas kiedy przychodziłam z pracy
      stęskniona a One oczywiści mówiły idź zjedz obiad posprzątaj sobie my ją
      pobawimy byłam tak przybita że nie wiedziałam co zrobić kazałam mężowi
      porozmawiać ale oczywiście kochany synuś co on może więc ja wzięłam sprawę w
      swoje ręce jednego razu kiedy przyszłam spracy słyszę tę samą śpiewkę i
      powiedziałam niby żartem że czas babci i cioci jest wtedy kiedy jestem w pracy
      ale jak wracam to chcę mieć Julkę ze sobą w domu (mieszkamy 100 m od siebie) i
      od tej pory jest w miarę spokój choć i tak jeszcze przychodzą popołudniu ale
      nie wiem jak wytłumaczyć że jesteśmy rodziną i chcemy być sami w domu a nie
      mieć ciągle towarzystwo ale uważam że najlepsze są żarty ale o teściowych długo
      można by pisać pozdrawiam Magda
    • edmado Re: Teściowa - duuzy problem 06.12.04, 15:37
      Rozumiem, ale też trochę Ci zazdroszczę. Moja teściowa mieszka w tym samym
      mieście i jest u nas 2,może 3 razy w roku. Mówi że się źle czuje, ale...chodzi
      na grzyby (długie spacery po lesie), no i oczywiście do swoich pierwszych
      wnuczek (od córki). Chodziła z nimi po lekarzach, odprowadzała do szkoły,
      jeździła na wycieczki... a nasze dzieci... Było mi bardzo przykro, tym
      bardziej, że chciałam jej przyjaźni. Przyzwyczaiłam się już, ale czasem to
      boli. Nigdy nie zadzwoniła nawet kiedy dzieci były chore, kiedy potrzebowałam
      wyjść prosiłam często swoją babcię, prababcię dzieci... Dlatego trochę Ci
      zazdrosczę. Może spróbuj z nią porozmawiać, powiedzieć,że jest Ci potrzebna,
      ale będziesz się z nią umawiać, korzystaj z jej odwiedzin, może jakieś
      zakupy... Wiem jesteśmy w zupełnie innych sytuacjach, ale nie odtrącaj jej.
      Teraz często korzystam z pomocy mamy,bo już nie pracuje. Pozdrawiam.
      • afryka11 Re: Teściowa - duuzy problem 06.12.04, 15:49
        wiem, że to drażniące.Ale postaraj się ją zrozumieć. Wnuk rośnie, a ona chce to
        oglądać. Może porozmawiaj z nią. Poproś żeby przed wyjściem zadzwoniła, bo np.
        nie masz pewności czy będziesz w domu. Albo umawiajcie się na konkretną
        godzinę. Ja z teściową mieszkam, ale ona szanuje naszą prywatność. A moi
        rodzice nigdy nie przychodzą niezapowiedziani. Widzą Igora co 2,3 dni.
        Najczęściej biorą Go na spacer lub do siebie, żebym mogła pozałatwiać swoje
        sprawy, pozdrawiam
    • czarnauk Re: Teściowa - duuzy problem 06.12.04, 16:16
      podziwiam waszą cierpliwość...
    • andzia1976 Re: Teściowa - duuzy problem 07.12.04, 15:13
      Witam
      posty o tesciowych to moj ulubiony tematsmile moj maly wlasnie jest u swojej
      babci w tej chwili wiec ja moge troche popisac...moja tesciowa dziala na mnie
      jak plachta na byka z jednej przyczyny:d traktuje moje dziecko jak malpe w
      cyrku i tez przychodzi do nas w nieodpowiednim momencie...jak jej nie otwieramy
      to sama sobie otworzy-ma klucze..dzisiaj zobaczyla u malego nowa czapke i
      uslyszalam"no szkoda ze nie moge isc z nim na spacer bo ma taka piekna
      czapke"wiec co?wstydzi sie z moim dzieckiem gdziekolwiek chodzic?gdyby nie to
      ze poklocilam sie z tesciem na poczatku pomieszkiwania naszego w nowym domu to
      mielibysmy go juz od 5 rano wlazacego w gumowcach do domu...ja poprostu uwazam
      ze moi tescie sa takimi prostakami ..sorry ale po ich wyczynach nie moge miec
      innego zdania...wczoraj byl mikolaj...mieszkaja od nas dziesiec krokow ale
      maly nie dostal nawet czekolady...bo oni nie obchodza
      mikolaja ,swiat,urodzin,niedziel..nie wiem czemu musialam spotkac takich ludzi
      na swojej drodze zycia
    • a_pynia Re: Teściowa - duuzy problem 07.12.04, 15:23
      Gdy teściowa mieszkała ze mną była nie do wytrzymania. Zresztą w ogóle ma
      baardzo trudny charakter. Teraz mieszka 300 km dalej i ja tez patrzę z
      dystansu. Dziewczyny dobrze Ci radziły - spróbuj z nią porozmawiać i ustalić
      godziny i dni. Czy pracujesz? jesli nie i teściowa przychodzi rano, to
      wykorzystaj ten czas, żeby wyjśc na zakupy, do fryzjera, odpocząć. Jeżeli jest
      typu "beton i nic nie dociera", a od Ciebie żąda, żebyś z nią siedziała przy
      kawie, to po prostu musisz przez kilka dni znikać z domu w tych godzinach,
      których lubi przychodzić. Ewentualnie ostentacyjnie się "właśnie ubierać do
      PILNEGO wyjścia" w chwili, kiedy przychodzi.
      • verdana Re: Teściowa - duuzy problem 07.12.04, 21:09
        Myślę, ze powinnaś z tesciową po prostu porozmawać, ryzykując nawet, ze trochę
        sie obrazi. Powiedz jej, ze dziecko rośnie, ma mniej uregulowany tryb dnia, ty
        czasem cos planujesz - wyjście np. i z jednej strony nie chcesz rezygnować, gdy
        ona przychodzi, a z drugiej nie chcesz "by na próżno sie fatygowała". A nawet
        powiedziałabym, ze takie wizyty bez zapowiedzi nie mogą dalej trwać, bo ty nie
        śpisz w nocy, dziecko cię budzi i czasem w dzień razem z dzieckiem odsypiasz.
        Ja bym zaproponowała też, aby trochę (np. dwa razy w tygodniu) została z Twoim
        dzieckiem na godzinkę -dwie. Ty bedziesz miała czas dla siebie, a jej może sie
        trochę znudzi opieka.
        A jeśli o to chodzi, ze tesciowa "miała już swój czas" to która z nas chce, aby
        za kilkanaście lat "jej czas" się skończył i by jej własne dzieci powiedziały,
        ze mama może sobie być samotna, mama już swoje przeżyła, do widzenia. Eh, co za
        krótkowzroczność.
    • asientos Re: Teściowa - duuzy problem 18.12.04, 16:12
      Może zamiast się pozbywać wykorzystaj: ubierz malucha na spacer i będziesz
      miała chwilkę dla siebie, chociażby po to, żeby się przespać. Potem podziękuj
      jej ładnie... absurd? Możecie też się mijać w drzwiach ( "o jak fajnie, że mama
      wpadła, bo ja muszę lecieć...").
    • megina Re: Teściowa - duuzy problem 18.12.04, 17:58
      bardzo wspulczuje, moja mnie strasznie wnerwia ale nieprzychodzi czesto ale jak
      kuz przyjedzie to zostaje 2-3 dni i wtedy oze ratuj chce byc pomocna a na
      odwrt przysparza mi roboty bo jak sie bierze za zmywanie rece opadaja, oplukuje
      tluste naczynisa stawia na suszarce wciaz oblepione jedzeniem a potem poleruje
      je scierka i wsadza mi do szafki, plynu nie uzywa fuuuuuu, ja wyjezdza trza
      wszystko zmywac po niej , i te jej rady zeby nieuzywac proszku do prania, zeby
      do mycia podlug to wody niezaduzo albo zeby zaslon nieprac bo po co , a wogole
      to jest jakas dziwna gada do siebie i zyje w innym swiecie

      pozdrawiam
    • mamuu Re: Teściowa - Przeczytaj, proszę- 19.12.04, 19:24
      Ja tez nie przepadam za moja Tesciowa, ale....
      To przeciez Babcia mojej corki i moja corka strasznie za nia teskni i kocha ja,
      czy mam wiec prawo pozbawiac moja corke milosci Babci, mimo ze praktycznie nie
      widywalabym sie z nia wcale (tak mi dopiekla prze ostatie 2 lata). Ja tez nie
      lubie, kiedy nagle ni z gruszki, ni z pietruszki wpada do nas bez zapowiedzi
      Tesciowa ( i nie mieszka od nas 5 ale 70 km, ma telefon, podobnie jak my) a ja
      czuje sie potwornie gdy wlasnie mam astronomiczny balagan i np zle sie czuje.
      Ale moje dziecko ma tylko jedna Babcie, wiec moze warto przecierpiec, nie dla
      Tesciowej, ale po prostu dla tego malego Szkraba. Przemysl to sobie.
      Pozdrawiam. Mamuu.
    • agnieszka-i-oskar Re: Teściowa - duuzy problem 20.12.04, 08:57
      moja teściowa jest u mnie codziennie - zajmuje się małym. I oczywiście w sobotę
      jest u mnie ok 10 rano, czyli wtedy gdy każdy normalny człowiek sprząta,a w
      niedzielę ok 14 czyli gdy każdy normalny człowiek je albo szykuje obiad. Nie
      potrafi przyjść ok 17 jak normalny człowiek. Ostanio właśnie przyszła o 14 i ja
      zajęłam się zmywaniem po obiedzie i chciałam trochę sobie usiąść (mały spał i
      jest to jedyna chwila wytchnienia w ciągu dnia). W związku z tym nie zrobiłam
      jej kawy a ona poleciała do mojego męża o co ja się na nią obraziłam. Mój mąż
      doskonale wie o co mi zawsze chodzi ale i tak miałam zajebistą awanturę jak ja
      traktuję jego mamę. Rzygać się chce za przeproszeniem. Jestem dzisiaj na nie bo
      za mną od rana kolejna awantura. Mój mąż zaprosił swoją rodzinkę na Wigilię
      (razem 13 osób). I nic go więcej nie obchodzi - nawet w Wigilię idzie do pracy,
      a teściowa chce przyjść od rana smażyć karpie. Czy ja muszę ją znosić nawet w
      Wigilię. Od rana sobie strzelę setkę żeby przeżyć ten dzień, poważnie.
      • martynahpt Re: Teściowa - duuzy problem 20.12.04, 11:39
        Agnieszka dzieki za wasparcie. Fajnie wiedzec ze nie jestem sama z tym
        problemem. Ale to ty masz chyba gorzej niz ja. Wspolczuje ci. Jeszcze z ta
        Wigilia to przegiecie. Moja tesciowa tez taka jest ze odrazu wszystko mojemu
        mezowi mow ze ja jestem na nia obrazona a ten tez z awantura do mnie ze jak ja
        traktuje jego matke ze co ona mi zrobila i takie tam bajery.Wkurza mnie to.Bo
        nie umieja zrozumiec podstawowych rzeczy ze ktos moze sobie nie zyczyc tak
        czestych i tym bardziej nie zapowiedzianych wizyt. A ile Twoj Oskarek ma latek?
        Bo moj malu to dopiero ma 1,5 miesiaca, to nawet nie kojarzy ze jakas babcia
        wogole istnieje, wiec wcale nie musi do mnie przylazic.
        Pozdrawiam
        Marta mama Marcelka
        • a_pynia Re: Teściowa - duuzy problem 20.12.04, 13:18
          Sama doświadczyłam przebojów z teściową, płakałam bezsilna, kłóciłam,
          prowadziłam wojny, czasem nawet już się wyprowadzałam. Ale najważniejsze było
          to, że MÓJ MĄŻ MNIE ROZUMIAŁ I POPIERAŁ. Wie, że jego mama lubi uszczęśliwiać
          ludzi na siłe i w 99% mnie popierał. Jeżeli zawsze jest po stronie matki, to
          między Wami jest coś nie tak. Teraz już nie mam problemu bo teściowa jest o 300
          km stąd i bardzo się kochamy smile.
          Najlepszym sposobem na niechciane wizyty jest po prostu wyjście gdzieś na cały
          dzień - niech postoi pod drzwiami, jak nie umie się zapowiedzieć.
        • bacha33 Re: Teściowa - duuzy problem 20.12.04, 13:19
          Witam! Widze że problem teściowych jest dość duży i częsty. Ja też musze się
          poskarżyć na moją teściową, która również bardzo mi doskwierała-ale przestała
          bo skonczyłam z tym raz na zawsze (po 10 latach wreszcie nie wytrzymałam).
          Jestem mamą trójki dzieci (8,7 i 2lata) i moja teściowa była przeszczęśliwa
          przy pierwszym synku wpadała nie zapowiedziana, obrażała sie gdy byłam nie miła
          i skarżyła mężowi który oczywiście robił mi awantury. Gdy zaszłam w ciąże z
          drugim synem wyzwali nas od dzieciorobów i że co rok to prorok-płakałam jak
          bóbr. Mój mąż długo bez nich nie wytrzymał także jak syn sie urodził było niby
          w porządku ale tego malutkiego nie tulili nie głaskali nie niańczyli jak tego
          pierwszego - ostatnio teściowa powiedziała że nie pamięta jak Maciuś był mały -
          noi sie nie dziwie bo nie zwracała na niego uwagi. Chłopcy podrośli noi
          przejżeli na oczy jaka ta babcia jest - a jest taka że przychodzi 2-3razy w
          tyg. kłóci sie z mamą, zagląda w gary, twierdzi że źle odżywiam dzieci(jest
          starą pielęgniarką) i dlatego chorują i są chudzi i takie tam (nawet
          interesowało ją czy do śmietany dodaje mąki) paranoja. To nic, gdy zaszłam w
          ciąże z 3 dzieckiem (a po dwóch chłopakach urodziłam córkę), powiedziała że
          przecież jestem kobietą jak mogłam do tego dopuścić noi co z chłopcami oddam
          ich do domu dziecka itd. - dodam że groziło mi poronienie, a ta rozmowa odbyła
          sie w drugim m-cu ciąży. Nie odzywałam sie do niej długo-nie mogłam na nią
          patrzeć - a męż pytała o co mi chodzi o co ja się obraziłam-miele ozorem a
          nawet się nie zastanowi. Wtedy człowiek potrzebuje pocieszenia że będzie dobrze
          dacie sobie rade-a ona z grubej rury. Powiedziałam jej że to będzie córka - a
          ona z taką zawiścią na to że napewno trzeci syn. Gdy przychodziła do małej nic
          nie mówiłam byłam oschła, gdy dzwoniła pytać czy jej potrzebuje mówiłam nie i
          była obraza. Mój mąż wreszcie przejżała na oczy po tym wszystkim nie robi mi
          awantur o mamusie, że nie dzwonie do niej, że nie odwiedzam ,że nie prosze by
          przyszła. Nich się cieszy po tym wszystkim że wogóle odwiedzam ją z dziećmi raz
          na tydz czy dwa tyg.
          Pozdrawiam i dziękuję że mogłam się wyżalić bo bardzo mnie to bolało przyznam
          się że tego wszystkiego jej nie wybacze, a córcia jest najukochańszą wnusią.
          Mają tylko nas i tego nie doceniają. sad
          Jeszcze raz pozdrawiam Bacha i MMM
    • olcia1 Re: Teściowa - duuzy problem 20.12.04, 16:14
      Ja osobiscie zastosowalalbym zupelnie inna metoda o ile sytuacja i wasze
      wzajemne stosunki na to pozwalaja - zagon tesciowa do pracy. Po prostu popros
      zeby Ci pomogla w domu, bo boli Cie kregoslup, bo zle sie czujesz, bo cos tam.
      Niech wyjdzie z dzieckiem na spacer, ugotuje wam wszystkim obiad, sama
      POSPRZATA w domu, zrobi zakupy itd. Bedziesz miala duza pomoc, w godzinach
      takich jak chcesz a przy okazji babcia bedzie usatysfakcjonowana, bo bedzie
      widziec wnuczka (wiesz... podobno malemu dziecko kontakt z dziadkami jest
      bardzo potrzebny do prawidlowego rozwoju).

      My problem rodzicow zalatwilismy wlasnie w ten sposob - jednym zawracamy glowe
      stolarzem, drudzy lataja po sklepach za posciela, kocykami itd. Jedni Malemu
      kupia wozek, drudzy dostana liste zabawek. Jakis miesiac temu moja Matka
      siedziala u nas caly tydzien (ja ja zaprosilam) i sprzatala nasze mieszkanie
      (uparla sie, ze posprzata - a co jej bede zalowac); poprosilam ja dodatkowo,
      zeby gotowala obiady (rozne wymyslne rzeczy, zeby nie bylo za prosto wink),
      chodzila na zakupy (do sklepow kilometry od domu bo tylko tam maja dobre
      warzywa), z psem na spacer (trzeba mu przynajmniej przez parenascie minut
      rzucac patykiem, zeby sie wybiegal) i jeszcze pare innych rzeczy. Chyba z ulga
      wyjezdzala do domu wink
      Powiem tak - gdybym miala odsuwac rodzine od wszystkiego i wszystkich to szybko
      wpadlabym w obled. A tak to oni maja to czego chca a ja poczucie, ze wszystko
      mam pod kontrola. No i w efekcie zadne z naszych Rodzicow z niczym sie nie
      narzuca, bo swietnie wiedza, jak dobrze mi wychodzi organizowanie zajec innym ;-
      )
    • ania175 Teściowa - dłuuuuuuuuuuugie 22.12.04, 12:42
      Zaczełam pisać i stwierdziłam, ze mam tyle do napisania w tym temacie, ze swój
      post podzielę na kilka części - komu sie nie chce niech nie czyta. Wszytko
      zrozumiem.
      A więc z teściową poznałam się mniej więcej rok przed ślubem. Była bardzo miła,
      moze trochę za bardzo wylewna, ale OK. Problemy zaczęły się gdy postanowiliśmy
      z moim teraz już mężem się pobrać. No więc nie chciała abysmy sie już
      pobierali, bo... ona nie ma pieniędzy. Ja pracowałam już wtedy 3 lata (miałam
      27 lat), mój mąż starszy ode mnie o 3 lata też pracował już od dłuzszego czasu,
      choć zarabiał trochę mniej ode mnie, ale miał dostać pieniądze od taty (rodzice
      męża są rozwiedzeni). Bardzo pomogli moi rodzice i w finansach i w organizacji
      wesela - własciwie to zajęli sie całą organizacja. Pomyslałam, ze jest głupio
      tesciowej bo też chciałaby dołożyć do wesela, ale dla niej głównym problemem
      było, ze nie ma w co się ubrac i nie ma na prezent. W rezultacie było tak, ze
      ja z moją mamą poszłam na bazar i kupiłysmy bardzo ładne dwie kreacje dla mamy,
      a teściowa przecież sie nie znizy do tego poziomu i kupiła dwie sukienki w
      centrum miasta za które nieźle zabuliła. Jest na emeryturze (dostaje chyba
      800zł).
      Miała też wielki problem jak usadzić gości na weselu bo w ksiażce o dobrym
      wychowaniu jest napisane tak i tak (tzn. młodzi siedzą z rodzicami itd.) a my
      chcemy inaczej. Jeszcze wtedy chciałam być bardzo miła i wzięłam ja i siostrę
      męża ze sobą na ogladanie sukien ślubnych - gusty mamy różne. Po dwóch
      wyprawach zrezygnowałam z ich pomocy. Sukienka, którą ostatecznie wybrałam
      oczywiscie się nie podobała. No ale to akurat rzecz gustu, ale mogły choć
      skłamać. One nie powiedziały nic wiec wiedziałam o co chodzi. Rok po slubie
      zaczęlismy myśleć o wiekszym mieszkaniu. To co wybraliśmy w ogóle nie
      przypadło teściowej do gustu. Poruszyła niebo i ziemię aby nas odwiesc od tego
      zakupu. Wydzwaniała do swojego męża i mu marudziła, do moich rodziców,
      napuszczała na nas jakieś ciotki, no tragedia. Wtedy tak naprawdę przejrzałam
      na oczy. I od tamtego momentu mam dość. Mieszkanie ostatecznie kupiliśmy. Potem
      chciała nam koniecznie przyprowadzić fachowca od feng shui żeby nam powiedział
      jak mamy urządzić mieszkanie. A my nie chcieliśmy. Aha, przypomniało mi się, ze
      w prezencie ślubnym chciała nas razem z meżem (ale on powiedział, ze nie
      pójdzie) a potem ona chciała pójść ze mną i mi sfinansować (jakieś chyba 200zł)
      kurs Silvy. Wykreciłam sie jakoś ale było trudno - mówiac szczerze wolałabym
      aby te pieniądze dała mi do ręki.
      Dała nam książkę Wisłockiej "Sztuka kochania" i powiedziała że powinniśmy
      trochę sobie urozmiaicić życie i rzucać sie poduszkami smile))))Nasze nowe
      mieszkanko okazało sie bardzo fajne - jedyny mankament brak windy i czwarte
      piętro. To wielki minus, ale my sobie radzimy, ona nie musi. Gdy byłam w ciąży
      wciskała mi swoje stare ciuchy, zebym nosiła, wszystko wyladowało w pudle, a po
      ciaży wyprałam i oddałam - zdołałam sie jedynie wybronić przed futrem, w którym
      wyglądałam jakbym była szafą, i które ważyło 3 tony. Oczywiście dobre rady co
      do odżywiania, bo jestem młodziutka (wtedy miałam 30 lat) i nie wiem. Ciągle
      pchała łapy do mojego brzucha, a ja nie cierpie jak mnie ktoś obcy obmacuje.
      Powiedziałm jej wtedy ze nie mozna dotykać brzucha bo to wywołuje przedwczesne
      skurcze - pomogło. Potem wybieraliśmy imię dla synka. Dostalismy od niej całą
      listę imion które jej się podobaja i które będzie pasowało do naszego
      nazwiska. Oczywiście cały czas zapewniała ze to nie znaczy ze tylko z tych
      mamy wybierać tylko tak zrobiła listę , żeby było nam łatwiej. Wybraliśmy inne.
      Jeszcze w szpitalu po porodzie wydzwaniała do mnie i mnie męczyła.
      Podczas naszego wyjazdu na wakacje miała podlewać nam kwiatki. Na balkonie do
      dwóch skrzynek ponasadzała jakieś swoje badyle. Wyrzuciła moja przekwitniętą
      maciejke, z której chciałam zebrać nasionka. Ziemie w kwiatkach w domu
      obsypała piaskiem. Do niedawna wchodziła do nas sama, bo ma swoje klucze. Ale
      napusciałm męża żeby jej zwrócił uwagę. Bardzo ją to zdziwiło, ze mamy coś
      przeciwko. Ale teraz dzwoni. Na początku dzwoniła 3 długie dzwonki zebyśmy
      wiedzieli że to ona ( a ich stały sygnał w domu to 3 krótkie). Mąż jej
      powiedział, ze jeden raz cichutko wystarczy. A nie chciała dzwonić, żeby nie
      budzić małegosmile

      • ania175 Re: Teściowa - dłuuuuuuuuuuugie - cz.2 22.12.04, 12:43
        A ostatnio zadzwonił do nas mój teść, nas nie było a tesciowa opiekowała się
        moim małym wiec z nim porozmawiała. My weszliśmy akurat gdy rozmawiali, więc
        mój mąż wziął słuchawkę i kontynuował. Usłyszałam jak mąż mówi do ojca a co ty
        jesteś w takim złym humorze? A dalej: no widzisz akurat źle trafiłeś. Pewnie
        chodziło jeszcze o coś innego, ale teściowa z wielką radościa w oczach
        oznajmiła mi ze tato wysle nam trochę pieniędzy. Nam i siostrze męża. Ona co
        jakis czas do niego wydzwania i naciąga na kasę. Czujecie? Ona w ogóle nie ma
        honoru. My pracujemy, nie przelewa się nam ale nie głodujemy, płacimy kredyty i
        żyjemy. Jej córka (w moim wieku) no faktycznie nie pracuje, ale ona byle jakiej
        pracy nie weźmie, tylko taką, która odpowiada jej ambicjom. Mówie Wam, a ten
        głupi ojciec chce nam wysłać pieniądze. A mój mąż drugi mądry, zamiast
        zaprotestować to podał mu numer konta, mimo że zgodził się ze mną że to
        przesada i ze my nie potrzebujemy. A teść w zeszłym roku drugi raz się ożenił,
        jest na emeryturze i trochę dorabia, ale starcza mu to na raczej skromne życie.
        Ale tego się uzbierało. To były takie niby małe szczegóły, ale teraz każdy taki
        drobny szczegół potrafi mnie nieźle wytrącić z równowagi.
        Przypomniało mi się, ze w końcu w prezencie ślubnym miała się nam opiekować
        dzieckiem jak się już nam urodzi. Mój synek urodził się 3 i pół roku po ślubie.
        Owszem przychodziła i wydzwaniała z radami, bałam się odbierać telefonu (przez
        co bardzo denerwowali się moi rodzice bo nie mogli się dodzwonić). W końcu
        zapytaliśmy się jej, czy będzie chciała na stałe opiekowac się małym gdy my
        będziemy pracować. Baliśmy się wynajmować opiekunki, no i to trochę drogo.
        Zaproponowaliśmy jej 300 zł i bilet na wszystkie linie (ja mam wykupiony bilet
        na dwie linie i tylko od poniedziałku do piątku). Powiedziała, że może
        spróbować, a jeśli chodzi o pieniądze to możemy jej nic nie dawać, albo na ile
        nas stać. A teraz gdy raz się trochę spóźniliśmy z opłata to nam zwrócila
        uwagę. Fajnie, nie? Poza tym już narzeka, ze jest zmęczona i nie ma czasu dla
        siebie. Przychodzi mniej wiecej na 11 wychodzi o 18, czasami gdy ja wrócę
        wcześniej to zamiast iść i korzystać z wolnego czasu (do czego ją serdecznie
        zachęcam) to ona jeszcze siedzi i ogląda coś w telewizji, czasami zajmie się
        małym żebym ja zjadła. Chciała mieć jeden dzień wolny. Akurat możemy jej na to
        pozwolić bo mój mąż pracuje na uczelni i ma tak ułożone zajęcia. Ale ma do
        napisania doktorat i chciał to robić właśnie w tym wolnym czasie a tu nie ma
        jak.
        A no i jeszcze ja gotuje obiady, ona czasami ugotuje ziemniaki lub zrobi
        surówkę, czasami zrobi placki z ciasta naleśnikowego i jabłek.
        Zatrudniając tesciową jako opiekunkę wiedziałam na co się decyduję więc jestem
        winna sama sobie. Po przyjściu z pracy gdy jestem zmęczona i głodna nie chce mi
        się gadać a szczególnie z nia. A ona przypisuje sobie większość umiejętnosci
        zdobytych przez mojego syna, a on robi to albo to. A ja mówie wtedy, że wiem bo
        przy mnie też tak robi. Albo widzę jej nowe porządki w moich szafkach
        kuchennych (z tego już ją wyleczyłam). Czasami nie chce mi się wracać do domu,
        tylko łaże po sklepach.
        Trwa to jakieś 4 miesiace. Jedyne z czego się ciesze to to, ze ona twierdzi ze
        jest zmęczona i nie ma czasu dla siebie a mój mąż że nie może z nią już
        wytrzymać. I tak naprawdę to otwarcie mogę mu powiedzieć ze ja też. W przyszłym
        roku spróbujemy wysłać synka do żłobka, a jak to nie wypali to wtedy
        zastanowimy się nad opiekunką.
        Oto cała moja historia, choc na pewno o wielu rzeczach zapomniałam napisać.
        Musze jednak dodać, ze teściowa dzieckiem zajmuje się dobrze, choć często nie
        chce jej się wyjść na spacer – może to zrobić tylko wtedy gdy mój mąż wróci z
        pracy (bo sama nie zniesie małego z 4 piętra) a mąż wraca albo na stałe albo na
        chwile właściwie codziennie i o takiej porze ze można pójść spokojnie na
        spacer. Mały za nią przepada, czasami aż jestem zazdrosna, ale co się dziwić ja
        po powrocie z pracy mam dużo zajęć, a ona ma za zadanie tylko opiekować się i
        bawić z małym.
        No i cały czas rady i rady i rady. Ale my i tak robimy po swojemu. Dałaby już z
        tym spokój skoro widzi, ze do nas i tak nie dociera.
        Pozdrawiam
        • cubus1 do ania 24.12.04, 00:27
          A moge miec kilka pytan?

          1.Sami zaproponowaliscie jej pieniadze.Zgodzila sie.Dlaczego wiec teraz masz
          pretensje ze sie upomina?
          Po pierwsze, ja nigdy nikomu z mojej rodziny nie zaproponowalam pieniedzy za
          zostanie z moim dzieckiem.Nie miesci mi sie to w glowie.Po drugie, mysle ze
          powinnas byc jej raczej wdzieczna bo opieka nad dzieckiem piec dni z tygodniu
          od 11 do 18 to zajecie sobie calego dnia.Ona nie ma ZADNEGO obowiazku.To
          jedynie jej dobra wola.Po trzecie- zaproponowaliscie to wywiazujcie sie.Mysle
          ze raczej liczyliscie na to ze nie zgodzi sie na placenie.No coz,trzeba bylo
          nie proponowac.
          2.Jesli masz taki stosunek do tesciowej powinniscie zaczac od zlobka.
          3.Kurcze 4 pietro bez windy i dziwisz sie ze starsza kobieta jak wnioskuje na
          emeryturze nie chce wychodzic sama na spacer????
          4."a ona ma za zadanie tylko opiekować się i
          > bawić z małym." Kochana zajecie sie dzieckiem od 11 do 18 to cholernie
          wyczerpujace zajecie nawet jak nie musisz ugotowac obiadu smile))))))

          Nie znam Ciebie i nie znam Twojej Tesciowej.Wnioskuje tylko po tym co napisalas.

          A niestety mysle ze w duzej mierze brak miedzy wami prostej komunikacji.Nikt
          nie jest idealny ale juz to ze tesciowa tak poswieca sie dla Twojego dziecka( a
          jest to poswiecenie) powinno Ci poprawic jej obraz w twoich oczach.
          Milych Swiat smile
    • anfaneczka Re: Teściowa - duuzy problem 23.12.04, 03:02
      Hej! czytam wasze posty z zazdrością- ja mieszkam z teściową i mam DOSC.
      Najchętniej wynioslabym się dokądkolwiek, ale moja tesciowa jest
      niepełnosprawna i ktos musi sie nią zajmowac, a jej wlasna corka NIE CHCE.
      Cztery miesiące po slubie, jak wyremontowalismy mieszkanie (tesciowej, w ktorym
      nikt nie mieszkal przez 2 lata)i sprowadziliśmy sie wreszcie do mieszkania,
      siostra męża w ten sam dzień, w ktorym przyjechaliśmy z kartonami, przywiozla
      teściową, z innego miasta. Wcześniej tesciowa przez 2 lata mieszkala z corka,
      ktora tez miala jej juz dosc. Moja tescowa jest TOKSYCZNA. wykorzystuje swoja
      chorobe, aby sie nia zajmowac. Przyznaję szczerze ze duzo mi pomogla i przy
      dziecku i w ogole w domu, ale swietnie poradzilabym sobie bez niej! Niby
      wiedzialam na co sie decyduję zamieszkując w domu tesciowej, ale dobija mnie
      kontrola rodzinki męza, co my z tesciowa robimy - jak tylko zapłacze do
      sluchawki komus z rodziny, zaraz telefony, przyjazdy, co się takiego dzieje.
      Oczywiscie ja dowiaduje sie na koncu, po tym jak juz wypłacze sie w słuchawkę
      rodzince. Dam przyklad ostatni: nie chcialam wyprawiac wigilii dla rodzinki
      meza, bo przy malej nie mam jak, poza tym pracuje, niedawno mialam egzamin,
      wyprawiałam dopiero roczek małej, i po prostu chcialam odpoczac!!! Siostra meza
      nie chciala robic wigilii i zadecydowala ze swieta spedzamy kazdy u siebie. Ok
      mysle , niech jej bedzie, wiec ide do mamy i wpraszam nas na wigilie (z
      tesciowa). Mama sie zgadza, ustalamy co robimy, mowie tesciowej i niby jest ok.
      Az tu przyjezdza corka i dowiaduje sie o planach naszych na wigilie - jakie
      pierwsze pada pytanie do mnie? A dlaczego nie robie wigilii?- oczywiscie
      oskarzycielskim tonem, po czym coreczka zaprasza tesciowa do siebie na wigilie,
      nas juz nie zaprasza. I teraz zaczynaja sie chocki- klocki, tesciowe obrazona
      na mnie (nie wiem za co?), swoim humorem spieprza mi dwa dni i w ogole
      odechciewa mi sie jakichkolwiek swiat!!! Wypłakuje sie rodznce, jaka ze mnie
      straszna synowa, ze nie robie wigilii!(bo gdybym wyprawiała ,to cała rodzinka
      teściowej byłaby na jednej wigilii, tak jakby bylo przestepstwem ze w tem dzien
      chce isc do mamy - ale moze nie mam prawa mieszkajac z tesciowa?!) Pomijam, ze
      olała moja mame i nawet słowa nie powiedziala o wigilii u moich rodzicow, mimo
      ze bylo to ustalone juz ponad tydzien temu! W tej chwili jest juz u corki, nie
      musze jej ogladac i jestem szczesliwa!!!
      Pomijam oczywiscie wszystkie rady dotyczace wychowania dziecka i miny
      niezadowolenia kiedy robie cos inaczej! Na przyklad chciala na roczek ubrac
      mojej malej opaske z siatki do kwiatkow,do ktorej mialy byc doczepione zywe
      GOZDZIKI jako kwiatki na glowie! Oczywiscie sie nie zgodzilam. W zwiazku z czym
      musialam sie dowiedziec jak beznadziejnie chce ubrac mala na roczek (dodam ze
      wszystkim sie bardzo podobala!). Takich przykladow, kiedy musze uwazac by jej
      nie urazic sa TYSIACE, ale jak to mowi rodzinka meza, musimy na mame uwazac, bo
      jest chora i ze trzeba jej ustapic! Ustępuję,jesli nie dotyczy to mojego
      malzenstwa i dziecka! Szkoda mi meza, bo jest miedzy mlotem a kowadlem.
      Ostatnio powiedzialam mu, ze jak tak dalej bedzie to sie wyprowadzamy, a on na
      to - ale co bedzie z mama?
      Kazdy musi nosic jakis krzyz w zyciu i moim jest tesciowa, KTOS MUSI z nia
      mieszkac. Czasami sie zastanawiam, czy ja przysiegalam przed Bogiem mezowi czy
      tesciowej? Moj problem z tesciowa jest wiekszy niz kazdej z was, bo
      1- nie moge sie od niej uwolnic, przez swoja chorobe stracila kolezanki, a jej
      jedyna przyjaciólka zmarla, wiec ona do nikogo nie chodzi...
      2- musze z nia mieszkac
      3- musze znosic rady rodzinki meza nie tylko jak postepowac z dzieckiem!!!, ale
      jeszcze dostaje ,, instrukcje obslugi" postepowania z chora tesciowa!!!
      4- ze wzgledu na meza musze dbac, by w domu w miare gralo, jesli idzie o
      atmosfere
      5- cokolwiek jednak bym nie zrobila i tak zawsze w koncu jestem czarna owca, na
      ktora sie wypłakuje tesciowa do słuchawki rodzince (do sluchawki, bo cala
      rodzinka męze mieszka w innych miejscowosciach).
      Jednym slowem beznadzieja!
      Cale moje szczescie to moj maly promyczek, ktory rozswietla mi zycie, no i moj
      kochajacy mąz - bo jest wspanialy!
      Wy mieszkające bez tesciowych i mające zdrowe tesciowe - trzymajcie sie . Niech
      moj przyklad tchnie w was optymizm. Bo przecież zawsze moze być gorzej!
      • asientos Re: Teściowa - duuzy problem 23.12.04, 10:29
        Wyrazy współczucia...Ja WIEM, że rodzina męża traktuje mnie jak czarną owcę...
        no i staram się zasłużyć na to miano. Jak mają obrobić mi tyłek, to niech mają
        powód...żyje mi się dobrze, mąż dobrze się bawi...i teściowa też....Zbiorowo
        przestaliśmy zwracać uwagę na malkontentów. Teściowa się rozluźniła i powoli
        awansuje na świetną kobietę... Dużo sił życzę i oparcia w mężu. Pozdrawiam,
        Asia z Emu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka