Dodaj do ulubionych

Sąsiadka - pianistka=horror

26.12.04, 12:36
Czy mieszka obok, nad lub pod wami osoba grająca na jakimś instrumencie?
Ja mam nad sobą pianistkę. Gra często do 22 -giej wieczorem i oczywiści ani
ja ani mój mały nie śpimy - istny horror. byłam już u mnich kilka razy,
prosiłam ale echo - odpowiedzi typu :"muszę ćwiczyć", "ale wcale przed chwilą
nie grałam", "może pani iść na skargę do spółdzielni" itp.
Nie wytrzymuję już nerwowo. Może macie jakieś rady?
Pozdrawimy
Grazyna i Michał
Obserwuj wątek
    • koleandra Re: Sąsiadka - pianistka=horror 26.12.04, 12:40
      Musisz zacząć grac na trąbce.
    • umasumak hmmm..... 26.12.04, 12:47
      Za bardzo nie wiem co Ci doradzić, bo sama kiedyś byłam taką "sąsiadką
      pianistką". Tyle, że moi sąsiedzi często przychodzili i prosili, żebym zagrała
      coś co oni lubią wink). Sąsiad z dołu wyznał mi kiedyś, że na początku mojej
      edukacji muzycznej poprostu wychodził z domu, gdy zaczynałam ćwiczyć wink).
      Jedyna sensowna rzecz która mi przychodzi do głowy, to próbwać ustalić z
      sąsiadką jakieś widełki czasowe, w których ona ćwiczy (np nie wcześniej niż 9
      rano i nie później niź 20 ). Ja jakoś dogadywał się z sąsiadami smile). Teraz całe
      szczęscie mieszkam we własnym domu i mogę grać kiedy mi się żywnie podoba smile).
      Pzdr
      • ikaikaj Re: hmmm..... 26.12.04, 13:08
        widze uma,ze mamy duzo wspolnegosmiletak samo "wjezdzalysmy" pod autobus(watek
        "obciachowy") i tak samo "zaklocalysmy" spokoj sasiadom,grajac na fortepianie.
        droga autorko watku, ja tez gralam,mieszkajac w bloku i nie robilam tego
        zlosliwie,zeby dokuczyc sasiadom tylko poprostu musialam cwiczyc. mysle,ze
        moglybyscie sie z sasiadka dogadac,ale tylko jesli zmienisz swoje nastawienie z
        wrogiego na wyrozumiale...to dziala tak,ze jak ty pokarzesz tej pani,ze
        rozumiesz jej pasje i zawod to ona zrozumie,ze ty masz male dziecko i
        osiagniecie consensus.
        mi tak jak umie,nie zdazyly sie nigdy skargi, raczej prosby,zebym nauczala grac
        dzieci sasiadowsmile
        dzis tez mieszkam w domu i gram kiedy chce i ile chce,a mojemu mlodszemu synowi
        absolutnie nie przeszkadza to w spaniusmile
        pamietajmy,ze muzyka lagodzi obyczaje.
        pozdrawiam
        ika
        • burza4 Re: hmmm..... 26.12.04, 14:44
          > pamietajmy,ze muzyka lagodzi obyczaje.

          Ale nie na siłę - i nie każdy rodzaj muzyki (mi np. jazz potwornie działa na
          nerwy). Zmuszanie kogoś do słuchania czyichś wprawek po kilka godzin dziennie
          jest w stanie doprowadzić otoczenie do obłędu i ja tam autorkę doskonale
          rozumiem. Tamta musi ćwiczyć, ale inni tez coś MUSZĄ - na przykład odpocząć.
          Mieszkanie to nie sala prób. W niektórych krajach takie sytuacje są
          niedopuszczalne bo umowa określa prezycyjnie warunki co wolno lokatorowi, a co
          nie - trzeba mieć zgodę sąsiadów na tego typu działalność (albo na posiadanie
          psa na przykład), mimo że tak samo płaci się czynsz. Wolnoć Tomku w swoim
          domku, ale o ile nie narusza to praw innych osób.

          Co by było, gdyby autorka w odpowiedzi na ćwiczenia sąsiadki puszczała heavy
          metal na cały regulator, albo od 6 rano (też już wolno) włączała głośno
          transmisję mszy świętej? czemu tylko ona ma obowiązek zrozumieć czyjeś
          potrzeby? a co z jej potrzebą ciszy?
    • kdb.se Re: Sąsiadka - pianistka=horror 26.12.04, 12:52
      Tylko wspolczuc .... ale musiz cos na to poradzic , mysle ze wyznaczenie
      przedzialu czasu w ktorym bedzie ta Pani grac jest troche zbedne , poniewaz do
      22 ma niestety prawo !!!

      Trzymaj sie i napisz jak cos wymyslisz lub sie cos zmieni !!

      Pozdrawiamy Swiatecznie ...

      Kamila , Darek i BARTOSZ
      • monique251 Re: Sąsiadka - pianistka=horror 26.12.04, 14:32
        Nie wiem czy będzie to dla ciebie pocieszeniem, ale niektórzy sąsiedzi mają
        chyba jeszcze gorzej (moi). Mój syn gra na klarnecie...
        Ale robimy co w naszej mocy by im za bardzo nie utruć. Są bardzo wyrozumiali.
        Nawet mówią, że to lubią. Hmm. Tak to już jest, że ćwiczyc trzeba. Pozdrawiam
        cię bardzo ciepło. Monique
    • kdb.se ..... 26.12.04, 16:30
      Kazdy ma prawo grac na instrumencie i oczywiscie cwiczyc .... ale dlaczego
      czasem kosztem wielu rodzin ???
    • olamad Re: Sąsiadka - pianistka=horror 26.12.04, 17:25
      W mojej spółdzielni, tak jak z resztą chyba w kazdej, cisza nocna obowiazuje od
      22 do 6 rano. Jednak jest także osobne, wewnętrzne zarzadzenie, że zabrania sie
      wykonywania szczególnie uciażliwych czynnosci (typu remonty) po godzinie 20 -
      chyba właśnie ze względu na małe dzieci. Pytanie tylko, czy granie na
      fortepianie do takich uciążliwych czynnosci należy? Myślę, ze powinnaś z tą
      sąsiadką porozmawiać, bo skargi do spółdzielni czy też awantury odniosą tylko
      odwrotny skutek - jak tylko będzie mogła, będzie robiła Ci na złosć. Wiem coś o
      tym.. hmm.
    • sakada Re: Sąsiadka - pianistka=horror 26.12.04, 18:29
      Jasne, że możesz się poskarżyć. Swoją drogą co to za świat? Muzyka przeszkadza
      ludziom...
      • cruella sakado 27.12.04, 20:00
        Muzyka ludziom nie przeszkadzasmile))
        Przeszkadzają uciążliwe próby, darcie kota ze skórysmile))))))) (w klatce obok
        mnie mieszka taki młody "muzyk"; teraz jego muzyka jest ukojeniem dla uszu ale
        kiedyś....ech...)
    • szymanka Re: Sąsiadka - pianistka=horror 26.12.04, 18:58
      Hmmm... sama gram na fortepianie, a mój syn właśnie rozpoczął naukę na tym
      instrumencie. Jednocześnie doskonale Cię rozumiem, juz teraz boję się co to
      będzie, gdy syn dotrze do starszych klas i dwugodzinne ćwiczenia gam i pasaży
      będą na porządku dziennym. Jak to zniosą sąsiedzi?
      Popieram porzedniczki, jedyne wyjście to dogadać się z sąsiadką. Może uda się
      ustalić jakieś stałe godziny godziny ćwiczeń. Nie licz na to, że sąsiadka
      przestanie ćwiczyć, to jej zawód, źródło utrzymania i pasja zarazem. Trudno
      żeby z tego rezygnowala bo Tobie się to nie podoba.
      Jeszcze inne wyjście to próby wyciszania.
      - wyciszyć sufit
      - instrument elektroniczny z możliwością regulacji głośności. Ale instrumenty
      dobrej jakości (a tu właśnie taki byłby potrzebny) są bardzo drogie. Czy
      sąsiadkę stać na taki?
      - z domowych sposobów: obłożenie pianina kocami i poduchami by tłumić dźwięk.
      • skarolina Re: Sąsiadka - pianistka=horror 26.12.04, 19:13
        > - wyciszyć sufit
        > - instrument elektroniczny z możliwością regulacji głośności. Ale instrumenty
        > dobrej jakości (a tu właśnie taki byłby potrzebny) są bardzo drogie. Czy
        > sąsiadkę stać na taki?
        > - z domowych sposobów: obłożenie pianina kocami i poduchami by tłumić dźwięk.

        Z tych trzech rad, dla pianisty, którego ćwiczenie ma przynieść jakieś efekty,
        rozsądna jest tylko pierwsza. Instrument elektroniczny nie zastąpi prawdziwego
        i nie uzyska sie na nim pożądanych efektów. A tłumienie kocami czy poduchami
        też jest co najmniej idiotyczne, bo nijak się nie da wydobyć niuansów
        dynamicznych i brzmieniowych, a między innymi o to chodzi w ćwiczeniu.

        Niestety, jeśli mieszkamy w bloku, musimy się liczyć z takimi niedogodnościami.
        Jeśli chce się mieć absolutną ciszę, należy zamieszkać w domku. W bloku możemy
        wymagać ciszy od godz.22, wcześniej to tylko dobra wola sąsiadów. A jeśli
        sąsiadka nie ma możliwości ćwiczyć gdzie indziej i kiedy indziej, to będzie
        ćwiczyć, dopóki może.
    • kawka74 Re: Sąsiadka - pianistka=horror 26.12.04, 19:12
      Czy mieszka obok, nad lub pod wami osoba grająca na jakimś instrumencie?
      Mieszka. Skrzypaczka. Zaczyna swoje rzępolenie około 22.00, kończy często grubo po północy. Śpi do dziesiątej, jedenastej, krząta się po domu, wychodzi, wraca, krząta się po domu, a na koniec bierze do ręki skrzypce. Żeby jeszcze zaraza jedna umiała grać...
      Co zrobić? Wielokrotne zwracanie uwagi nic nie dało, sytuacja ciągnie się latami. Zastanawiam się, jaki instrument sobie kupić, żeby się odwdzięczyć. Na razie nic poniżej puzonu mnie nie satysfakcjonuje.
      Aha, jeszcze jedno, to już do grających - tak, muzyka może przeszkadzać. Tak, jak rzewne zawodzenie księdza i wiernych, którego muszę słuchać każdego niedzielnego poranka również dzięki sąsiadom od skrzypiec. Tak, jak łomotanie drewniakami w po nocy. I tak dalej. Jasne, że grający mają prawo grać, ćwiczyć, ale muszą być jakieś rozsądne granice.
      • verdana Re: Sąsiadka - pianistka=horror 26.12.04, 19:25
        Dla mnie tłumaczenie, że jeśli się chce miec ciszę, trzeba miec domek jest nie
        do przyjęcia. Nie do przyjęcia jest też beztroskie tłumaczenie, że "muzyk musi
        ćwiczyć". Jeśli musi, to niech wyciszy ściany, sufit i podłogę pokoju do
        ćwiczeń. Ja tez pracuję w domu i absolutnie nie jestem w stanie pracować przy
        muzyce. Innym dzieci nie moga spać. To, że prawo nie zabrania, to jeszcze nie
        jest powód by marnować zycie wielu sasiadom.
        Nie ukrywam, ze miałam podobna sąsiadke . Prosiłam o wyciszenie sciany - nie
        chciała. Ile razy zaczynała cwiczyć puszczałam głosno bardzo rtmiczną i głosna
        muzykę. Ściane wyciszyła w przeciagu dwóch miesięcy. Polecam.
        • olamad Re: Sąsiadka - pianistka=horror 26.12.04, 22:17
          No właśnie... pisząc o odgrywaniu się miałam na mysli własne boje z sąsiadami.
          Kilka lat temu do mieszkania "przez ściane" wprowadził sie młody koleś. No i
          zaczęło się - imprezki, babeczki, pożyczanie fajek w środku nocy itp. Znosiłam
          to bezproblemowo, a nawet cieszyłam się, ze wreszcie w mojej klatce pojawił sie
          jakiś lokator z tego samego pokolenia (reszta to same dziadki i babcie). Jakiś
          rok później szanowny młodzian założył rodzinę. Ja w tym czasie mieszkałam z
          dwoma koleżankami - podczas studiów nie było mnie stać na samodzielne
          utrzymanie mieszkania. Już pierwszego dnia po przeprowadzce żonaka próbowała
          nam pokazać, ze teraz ona będzie tutaj rządzic, a mianowicie wezwała policję,
          bo w jej mniemaniu zachowywałyśmy sie zbyt głosno. Nie było zadnej imprezy, nie
          było gosci, były tylko trzy panny w szlafrokach czytające kiedyś bardzo modne
          zapiski z policyjnych dzienników. Po kilku takich policyjnych interwencjach
          oraz wizytach zawstydzonego męża w podkoszulku postanowiłyśmy cos z tym zrobić.
          Czyli tak jak verdana puszczałyśmy głośno muzykę, najgłośniej gdy wychodziłyśmy
          na uczelnię (z timerem nastawionym na 22 gdybyśmy się spóźniły). Efekt był
          porazający - mało, ze przestali się czepiać, to jeszcze sie wyprowadzili. Może
          nie o to nam dokładnie chodziło, ale w końcu przestałyśmy się czuć jak jakiś
          element, do którego regularnie przyjeżdża policjasmile) A tak wogóle, to same
          byłyśmy juz zmęczone tą głośną muzyką...
          Tak sobie teraz myślę, że niezły był ze mnie złośliwiec. Teraz to nawet
          głośniej telewizora nie włączam, bo mnie drazni..
          Pozdrawiam,
    • miriam_b Re: Sąsiadka - pianistka=horror 26.12.04, 23:38
      ja jako dziecko grałam na fortepianie i musiałam duuuużo ćwiczyć ale jakoś nie
      przeszkadzało mi ćwiczenie w szkole muzycznej!!!ona też napewno ma gdzie albo
      gdyby choć troszkę była ugodowa można by jakoś godziny ustalic że np.ona dwa
      razy w trygodniu gra...w jakieś tam dzień...
      • ursgmo Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 00:20
        Uważam że powinno to być ustalone odgórnie i zabronione takie granie w domu ,
        tak jak i inne uciążliwe czynności. Nie wyobrażam sobie takiego życia z artystą
        za ściana . Ja muzyka - sąsiada nie miałam , ale za to kretyna z cb radio ( no
        ładnych parę lat temu), który w lecie ( przy otwartych szeroko oknach) gadał
        głupoty przez całe noce + do tego jakieś tam szumy .....................
        Pomysł z odwydzięczeniem się za te wielogodzinne ćwiczenia uważam za jedynie
        skuteczny - polecam hip hop lub havy metal. A może inni sąsiedzi sie
        przyłączą???
        Ja tego od cb radio też tak wyleczyłam. Jak gadał całą noc, to ja mu raniutko
        tuż po 6 muzyczkena cały regulator . Po kilku awanturach doszliśmy do
        porozumienia. on zamykał okno jak gadał , a ja przestałam mu robić pobudki.
      • skarolina Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 12:30
        > ja jako dziecko grałam na fortepianie i musiałam duuuużo ćwiczyć ale jakoś
        nie
        > przeszkadzało mi ćwiczenie w szkole muzycznej!!!

        Albo ćwiczyłaś niewiele albo miałaś to szczęście, że większość kolegów ćwiczyła
        jednak w domu. Ile jest fortepianów w szkole? Ilu pianistów? Ilu nauczycieli?
        Fortepiany do ćwiczenia są wolne tylko wtedy, kiedy nauczyciele nie mają zajęć -
        na ogół w godzinach przedpołudniowych, kiedy uczniowie mają zajęcia
        ogólnokształcące. Ćwiczenie w szkole to koszmar i marnowanie bardzo dużej
        ilości cennego czasu.

        Dwa razy w tygodniu, to sobie można podgrywać dla przyjemności, a jeśli ktoś
        poważnie myśli o graniu, to musi niestety codziennie po parę godzin.
    • edytkus Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 06:23
      Mieszkam w wynajetym mieszkaniu, gdy pobieralam nauki gry na fortepianie niesamowicie sie
      stresowalam grajac w domu tym bardziej ze w ciagu dnia nie mialam kiedy cwiczyc. Wieczorami
      siadalam przy porzadnym keyboardzie ze sluchawkami zeby nie pobudzic sasiadow i rodziny a gdy
      moglam cwiczylam na uczelni. Dobry muzyk poradzi sobie nawet z instrumentem elektronicznym
      (takowe nowej generacji pozwalaja naprawde na wiele, do cwiczen wystarcza), jesli go nie stac to
      znaczy ze i tak nie ma porzadnego fortepianu (zreszta, jak to mowia, zlej baletnicy przeszkadza nawet
      rabek u spodnicy surprised) a skoro nie ma fortepianiu to i pianista z niego mierny! Ja jestem zlosliwa, jesli
      sasiadka nie zechce pojsc na kompromis, to zagluszalabym ja wink
      • skarolina Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 09:34
        > Dobry muzyk poradzi sobie nawet z instrumentem elektronicznym
        > (takowe nowej generacji pozwalaja naprawde na wiele, do cwiczen wystarcza),
        jes
        > li go nie stac to
        > znaczy ze i tak nie ma porzadnego fortepianu (zreszta, jak to mowia, zlej
        balet
        > nicy przeszkadza nawet
        > rabek u spodnicy surprised) a skoro nie ma fortepianiu to i pianista z niego mierny!
        > Ja jestem zlosliwa, jesli
        > sasiadka nie zechce pojsc na kompromis, to zagluszalabym ja wink

        Hehe, znasz się na tym jak kura na pieprzu.
        Jak będzie ćwiczył na instrumencie elektronicznym, to nigdy nie zostanie dobrym
        muzykiem.
      • allija Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 09:35
        Też uważam, że tłumaczenie typu "gram bo muszę ćwiczyć" to po prostu
        bezczelność, zupełne lekceważenie sąsiadów. U mnie także jest sąsiad grający na
        pianinie i, z tego co słyszę, na saksofonie. Dzięki Bogu od strony sypialni
        więc kiedy idę spać jest już cicho. Jednak kiedy wchodzę do tego pokoju kilka
        razy dziennie słyszę jego wprawki. Kiedyś ćwiczył kilka godzin, z miernymi
        rezultatami, temat z filmu "Żądło". Skądinąd bardzo ładny ale po kilku
        godzinach jego gry chyba bym znienawidziła. Współczuję tym mieszkającym bliżej.
        Swoją drogą jak to jest, że ci "hałasujący" w różny sposób sąsiedzi robią to
        kiedy chcą, przy szeroko otwartych oknach, w pełnym komforcie a zwykli
        lokatorzy muszą się znimi "dogadywać" o ciszę, wychodzić z domu i zamykać w
        upał okna? Coś tu nie tak.
        Ale konkretnie, w podobnym wątku czytałam, że prawo zmieniło się pod tym
        względem od niedawna i nie wolno już grac w domu, niezależnie od godziny. Nie
        znam konkretów ale gdybym była w sytuacji autorki postu na pewno bym się z nimi
        zapoznała, z wizytą u prawnika włącznie. Ludzie w końcu powinni nauczyc się
        jakiejś kultury bo dzisiejsza bezczelność i tupet jest porażająca.
    • yellow1 Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 09:36
      Moja siostra uczyla sie kiedys w szkole muzycznej w klasie waltorni smile Mozecie sobie wyobrazic te pielgrzymki sasiadow wink) Po kilku dniach grania w domu do szafy, siostra przeniosla sie do salki w szkole muzycznej, bo po pierwsze: sama czula sie swobodniej wiedzac, ze nikt jej nie ochrzani za to trabienie; po drugie: naprawde, sluchanie 2-3 godziny lub dluzej gam, wprawek itp. moze swietego wytracic z rownowagi. Ja bardzo lubilam sluchac jej grania, ale... z ulga przyjelam fakt przeniesienia sie do szkoly muzycznej smile Takze doskonale rozumiem autorke watku i jej poirytowanie, tak jak wiele osob radzilo: sproboj sie z pianistka dogadac, aby grala np. tylko do 20, bo potem dziecko musi isc spac. Pozdrawiam i zycze ugodowego rozwiazania sprawy!
    • abere8 Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 12:01
      rydz1 napisała:

      odpowiedzi typu :"muszę ćwiczyć", "ale wcale przed chwilą
      > nie grałam", "może pani iść na skargę do spółdzielni" itp.

      Piec lat temu mieszkalam z kolezanka uczaca sie m.in. w szkole muzycznej, ktora
      tez musiala cwiczyc w domu. Mimo ze ja nie przepadam za pianinem, jakos
      przezylam dwa lata mieszkania w jednym mieszkaniu z nia. Z sasiadami z dolu
      (jedyni, ktorzy mieli pretensje) byla umowiona, ze gra tylko do 19 czy 20. Ale
      jej wspolczulam, kiedy czasami wpadala z zajec, ktore sie konczyly powiedzmy o
      18, zeby jeszcze te pol godziny pocwiczyc. A sasiedzi bezdzietni, po
      piecdziesiatce, ale upierdliwi strasznie - ciagle dzwonili albo do nas, albo do
      wlascicieli mieszkania, ze imprezujemy. Raz mnie po prostu zastrzelili - sesja,
      kolezanka sie uczy w swoim pokoju, ja w moim, godzina ok. 19 dzwoni telefon.
      Sasiadka do mnie z pretensjami, ze skaczemy po domu i jakies cwiczenia
      gimnastyczne uprawiamy i ja juz glowa boli od tych halasow. Po tamtej rozmowie
      (w ktorej nie udalo mi sie pani przekonac, ze ma przywidzenia) przestalam miec
      jakiekolwiek wyrzuty sumienia.

      Przepraszam, ze tak troche moze nie na temat, ale rozumiecie chyba, dlaczego
      stoje po stronie grajacej smile Poza tym, pianino to nie perkusja, dla malych
      dzieci podobno nawet dobrze jest sluchac musyki klasycznej smile
    • iwonafilip Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 12:06
      to witam w klubie! nad nami tez jest pianino tyle ze gra na nim kilkuletni
      chłopiec to dopiero horror babcia pianistka cwiczy wnuka hałas nie do
      zniesienia bo w jego muzyce nie ma składu ani ładu zycze cierpliwosci
      • pechowa Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 13:22
        Wspolczuje.. na moim pietrze mieszka Pani,ktora gra na skrzypcach. Gra w operze
        wiec jej muzyka jest na wysokim oziomie. wprowadzalysmy sie rownoczesnie, na
        samym poczatku uprzedzila,z e beda zdarzaly si etakie sytuacje i ona
        przeprasza.. stara sie cwiczyc w operze, bardzo zadko zabiera instrument do
        domu. jesli cwiczy to sa to kawalki z ladem i skladem, az przyjemnie si etego
        slycha. Przestrzega ciszy nocnej a i tak nie cwiczy pozniej niz po 18
        [zazwyczaj na 18 idzie na spektakl do opery wraca okolo 22].

        uwazam, ze rozmowa to etap pierwszy i do widocznych efektow.. niestety ludzie
        sa rozni i niektorzy po prostu maja w dupie zycie innych..

        dla przykladu i rownowagi podam, dzisiaj w nocy, studenci mieszkajacy na ukos
        pode mna wyjezdzali na narty..
        byla 2ga w nocy obudzil mnie straszny halas na klatce schodowej, nie przesadze
        gdy stwierdze ze obudzilam sie zlana zimnym potem ze strachu, blok jest nowy
        klatka spora i przez to bardzo akustyczna.. ktorys patalach sprowadzal swoja
        walizke plastikowa na kolkach po schodach.. nie przyszlo mu do glowy podniesc
        ja iz niesc po prostu sciagal ja po schodach na kazdym stopniu ta robila
        potworny halas.. mieli otwarte drzwi do mieszkania a ktos kto po nich
        przyjezdzal ciagle dzwonil domofonem [domofony cyfrowe sa strasznie halasliwe,
        ja slysze jak dzwonia do kogos 2 pietra nizej jak ma drzwi zamkniete wyobrazcie
        sobie ten halas] inny patalach zaczal krzyczec z 2giego pietra to tych przed
        blokiem, ze juz ida a na koniec spiewac.. do tego glsne smiechy..

        mam silne wrazenie, ze to zachowanie ma scisly zwiazek z ich pozycja spoleczna:
        jezdza audi TT lub innym kabioletem, ewentualnie terenowa honda i vw bora..

        ja nie twierdze, ze ludzie jezdzacy takimi samochodami sa zli, niby mowia dzien
        dobry, pomoga z dzrwiami zakupami ale co z tego gdy przychodzi noc i zyc nie
        daja?? Wspolczuje sasiadom bezposrednim, z tego co widzialam imprezki co
        tydzien. ehh.. szkoda slow, postanowilam, ze zemszcze sie na czas
        ichnieobecnosci..nawet wymyslilam jak smile

        Pozdrawiam i zycze ulozenia sie z sasiadka smile
    • luccio1 Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 16:01
      Tę rzecz znam dobrze ze strony przeciwnej - tj. jak byliśmy przedmiotem agresji
      ze strony sąsiadów - łącznie z próbą wyłamywania nam drzwi od mieszkania -
      tylko z tego powodu, że moja siostra jako uczennica szkoły muzycznej kolejno
      coraz wyższego stopnia ćwiczyła na pianinie. W końcu wysiłkiem całej rodziny
      trzeba było przeprowadzić Siostrę do innego mieszkania - gdzie już żadnych
      problemów nie było, mimo że to blok i tamto blok, z jednego czasu (koniec l.
      60.). Ja sam przed kilku laty pożegnałem tamten budynek i tamtych ludzi, bez
      żalu - oni bezczelnie udawali idiotów, jakoby nic nigdy przeciw mnie nie mieli
      i nawet żałowali, że odchodzę! Dla wiedzy: Siostra została jednym z lepszych
      wirtuozów-organistów w Polsce.
      Dawniej myślałem: syfiasta architektura komunistyczna, gdzie jeden słyszy przez
      strop słowa drugiego wypowiadane piętro wyżej, żeby w razie potrzeby mógł
      donieść. Syf komunistyczny, w którym ludzie walczą ze sobą - w ten sposób nie
      będą walczyć z reżimem. I w dalszym ciągu komunistyczne myślenie: ściągnąć
      człowieka, który usiłuje polerować w niekorzystnych warunkach dany mu przez
      Boga talent, do poziomu ogólnego bagienka - niech zamiast grać samemu Mozarta i
      Beethovena (jakby ktoś nie wiedział: nauka w szkole muzycznej zaczyna się od
      klasyków), niech słucha metalu czy czego tam jeszcze - tak jak inni. Na koniec
      pytanie za milion złotych: dlaczego wśród laureatów ostatniego koncertu
      szopenowskiego Polaków nie było? Dlaczego Polaków w muzyce nie ma - poza
      kilkoma "sztandarowymi" nazwiskami?
      • verdana Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 16:25
        Luccio! Wcale sie nie dziwię, że sąsiedzi byli agresywni. Ja też bym była.
        Piszę w domu i muzyka mi przeszkadza. Mój talent, hmmm, wymaga ciszy. Dlaczego
        Twoja siostra miała mieć większe prawa, niż sąsiedzi, którym przeszkadzała? A
        swoją drogą zupełnie nie rozumiem, jak można wiedząc, że się przeszkadza i
        marnuje odpoczynek sasiadom grać dalej. To kompletne lekceważenie wszystkich
        innych, oprócz siebie i własnej rodziny, jakaś smutna bezduszność. Trudno -
        nich sasiedzi cierpią, niech nie moga spokojnie żyć we własnym mieszkaniu - co
        mnie to obchodzi, ja gram i zostanę, nawet po trupach, wirtuozem. To robienie
        kariery cudzym kosztem. Bagienko to właśnie uznanie, że moje zdolności są
        wazniejsze niż "szare życie" innych ludzi i ja ZDOLNY mogę marnować innym
        życie - bo mój talent się liczy, a nie wypoczynek po pracy jakiegoś niewaznego
        przeciętniaka. Niech sie cieszy, ze miał szansę usłyszeć wybitny talent - i
        niech milczy, bo sam talentu nie ma, jest zerem, z którymi lepsi liczyć się
        oczywiście nie musza i nie powinni.
        Twoja wypowiedź jest dla mnie przerażająca - ponieważ dzielisz ludzi na
        utalentowanych, którym wolno wszystko, którzy nie musza liczyć się z motłochem
        i tych przecietnych,m którzy powinni cicho siedzieć i utalentowanym nie
        zawadzać w drodze do kariery. Komunizm to wprawdzie nie jest, ale do faszyzmu
        już chyna niedaleko.
        • ikaikaj Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 17:06
          a dla mnie najbardziej przerazajace jest to,ze namawiacie dziewczyne do "walki"
          z sasiadka,poprzez puszczanie glosnej muzyki itd...kurcze,przeciez to sa dwie
          dorosle kobiety i jak spokojnie pogadaja to napewno cos uradza!
          ja, jak pisalam juz wyzej, probelmow z sasiadami nigdy nie mialam bo poprostu
          sie z nimi dogadalam!i nikomu nie przeszkadzalo to,ze klepalam jeden utwor
          tygodniami i to jeszcze mylac sie ciagle w tym samym miejscu.
          a poza tym zastanowmy sie wszyscy czy nie halasujemy nawet bez instrumentow?czy
          komus moga przeszkadzac nasze tupiace dzieci i szurajace krzesla?moga.czy komus
          moze przeszkadzac odkurzacz?moze.czy komus moze przeszkadzac
          dwumiesieczny,niczym nie przerwany remont?moze.a wiecie dlaczego moze?bo takie
          rzeczy wydaja sie nam normalne i na porzadku dziennym.a fortepian,skrzypce czy
          flet...juz nie.i to mnie smuci.
          • kawka74 Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 17:15
            To przykre, ale czasem nie sposób dogadać się z rzępolącym sąsiadem. Nie sposób też dogadać się z sąsiadem, który na chwilę napraw wszelkiego rodzaju wybiera sobie sobotni wieczór. Są takie typy, które można pobić tylko ich własną bronią.
            BTW dużo pracuję w domu (piszę zazwyczaj z terminem na karku, nie dlatego, że odkładam na ostatnią chwilę, ale dlatego, że w ostatniej chwili się dowiaduję) i do szału doprowadza mnie to, że nie mogę się skupić nad tekstem, bo, excuses le mot, krowa z góry o dwudziestej drugiej albo i później zaczyna te swoje wprawki na chyba rozstrojonych skrzypcach. Słowo, gdyby to była normalna godzina i gdyby ta pani umiała grać, nie czepiałabym się w ogóle, a przynajmniej nie tak bardzo.
            Aha, przykład pozytywny: sąsiadka z dołu szyje zarobkowo na maszynie - maszyna do szycia też cicha nie jest, ale sąsiadka sama zadbała o to, żeby nie przeszkadzać innym.
            Przepraszam, ale ja nie będę sobie wyciszać mieszkania za cięzkie pieniądze tylko dlatego, że ktoś ma ataki talentu po dwudziestej drugiej.
            • ikaikaj Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 17:31
              kawka74 napisała:

              > To przykre, ale czasem nie sposób dogadać się z rzępolącym sąsiadem. Nie sposób
              > też dogadać się z sąsiadem, który na chwilę napraw wszelkiego rodzaju wybiera
              > sobie sobotni wieczór. Są takie typy, które można pobić tylko ich własną bronią
              > .
              > BTW dużo pracuję w domu (piszę zazwyczaj z terminem na karku, nie dlatego, że o
              > dkładam na ostatnią chwilę, ale dlatego, że w ostatniej chwili się dowiaduję) i
              > do szału doprowadza mnie to, że nie mogę się skupić nad tekstem, bo, excuses l
              > e mot, krowa z góry o dwudziestej drugiej albo i później zaczyna te swoje wpraw
              > ki na chyba rozstrojonych skrzypcach. Słowo, gdyby to była normalna godzina i g
              > dyby ta pani umiała grać, nie czepiałabym się w ogóle, a przynajmniej nie tak b
              > ardzo.
              > Aha, przykład pozytywny: sąsiadka z dołu szyje zarobkowo na maszynie - maszyna
              > do szycia też cicha nie jest, ale sąsiadka sama zadbała o to, żeby nie przeszka
              > dzać innym.
              > Przepraszam, ale ja nie będę sobie wyciszać mieszkania za cięzkie pieniądze tyl
              > ko dlatego, że ktoś ma ataki talentu po dwudziestej drugiej.

              kawko-w jednym musze ci przyznac racje.osoba halasujaca sama powinna uprzedzic
              sasiadow,ze bedzie czasem halasowac.to fakt.ja tak zrobilam i bylo ok.
              a ataki talentu po 22 bardzo mnie rozbawilysmile))
              chyba rzeczwiscie jakies powazne ataki jak o tej porze i na rozstrojonych
              skrzypcachsmile
              pozdrawiam
              • kawka74 Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 17:55
                Słowo nauczyciela, gdyby ta .... no, sąsiadka umiała grać i nastroiła skrzypce, czekałabym wręcz na jej koncerty smile Ale te jej erupcje wrażliwości muzycznej, te jęki skrzypiec jak w trzeciorzędnej muzyce nowoczesnej - wierz mi, nie da się tego znieść bez znieczulenia. Im intensywniej ona torturuje ten Bogu ducha winny instrument, tym większy u mnie poziom agresji. Chwała Bogu, chyba na Święta wyjechali smile
        • luccio1 Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 17:47
          Tzn. Twoim zdaniem moja Siostra powinna sama zagrzebać swój talent, nie mając
          warunków, by go rozwijać? To jest moim zdaniem coś o wiele gorszego niż
          faszyzm, socjalizm z przymiotnikiem lub bez, i komunizm. To znaczy: szkoła
          muzyczna tylko dla bogatych?
          Nie chcę się licytować, kto z nas dłużej chodzi po tym świecie, kto więcej
          napisał w domu - ja napisałem w domu, gdy Siostra była z nami, dwie prace
          magisterskie, i to takie, które w maleńkim wycineczku pchnęły stan wiedzy o
          centymetr naprzód. Nie rozumiem, jak muzyka klasyczna może być przeszkodą w
          czymkolwiek.
          Przepraszam Cię, czasami zdaje mi się, że "pytasz o drogę" - czyli prowokujesz.
          Niech którakolwiek z dyskutantek powie, czy i co zrobiłaby, słysząc nad sobą
          awanturę (kolejną) w wykonaniu ciągle od nowa pijanego ojca i męża - głowy
          rodziny; czy miałaby odwagę wtedy interweniować? w takich razach nawet policja
          się ociąga. Nasza spółdzielnia mieszkaniowa była bardzo odważna względem mojej
          Mamy - wdowy z dwojgiem dobrze uczących się dzieci, ale już nie tak wobec mętów
          z ulicy wchodzących na nasze podwórko (były wśród nich dzieci milicjantów i
          ormowców); kiedy nam okradziono piwnicę, i spółdzielnia, i milicja rozłożyły
          ręce.
          • melka_x Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 17:59
            luccio1 napisał:

            > Tzn. Twoim zdaniem moja Siostra powinna sama zagrzebać swój talent, nie mając
            > warunków, by go rozwijać? To jest moim zdaniem coś o wiele gorszego niż
            > faszyzm, socjalizm z przymiotnikiem lub bez, i komunizm.

            Zawsze uważałam, że muzyka rozwija m.in. wrażliwość. Ucząc wyrażania emocji
            otwiera na innych. Miałam przez lata sąsiadów skrzypków. W ich przypadku to
            moje przekonanie o uwrażliwianiu przez muzykę sprawdzało się. Najpierw rodzice,
            a później już sami chłopcy ustalali z sąsiadami godziny ćwiczeń. I nawet jak im
            się czasem te godziny przedłużały, nikt im nogi nie podstawiał. Może dlatego,
            że cwiczący nie uważali, że talent upoważnia do nie liczenia się z otoczeniem.
            Warto czasem spojrzeć poza czubek nosa choćby nie wiem jak wybitnej siostry.
            Jeśli lekceważysz innych, oni będą lekceważyć ciebie. Trudno liczyć na
            wyrazumiałość sąsiadów dla potrzeb siostry, skoro samemu nie wykazało się
            żadnego zrozumiania dla potrzeb innych.
          • kawka74 Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 18:05
            Bardzo to wszystko piękne, ale muzyki klasycznej to pewnie większość z nas (a przynajmniej JA wink) woli słuchać w wybranej przez siebie interpretacji, a nie narzuconej z góry, zwłaszcza jeśli to jest niewprawne pukanie w klawisze czy piłowanie smyczkiem skrzypiec na pół.
            To jest tak, że w ciągu dnia standardowe hałasy mi - i pewnie innym - nie przeszkadzają, a w kółko trenowane gamy i etiudy giną między odkurzaczem, stukaniem młotka a płaczem dziecka. Nie zamierzam latać kolejno po sąsiadach, żeby 1.wyłączyli odkurzacz 2.przestali stukać 3.zakneblowali potomka, bo to są proste konsekwencje mieszkania w bloku na ponad 300 mieszkań. Ale, na litość, wytaczanie argumentów o SZTUCE i TWÓRCZOŚCI przez duże TFU! jeśli mowa jest o zakłócaniu porządku w godzinach, kiedy jest tak zwana cisza nocna, mija się z celem. W pewnych określonych godzinach pewnych określonych rzeczy się nie robi i nie ma to znaczenia dla mnie, czy złamię mojej sąsiadce karierę, jeśli będę się domagała, żeby po 22 odstawiła skrzypce na bok.
      • melka_x Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 17:40
        > I w dalszym ciągu komunistyczne myślenie: ściągnąć
        > człowieka, który usiłuje polerować w niekorzystnych warunkach dany mu przez
        > Boga talent, do poziomu ogólnego bagienka - niech zamiast grać samemu Mozarta
        >i Beethovena (jakby ktoś nie wiedział: nauka w szkole muzycznej zaczyna się od
        > klasyków), niech słucha metalu czy czego tam jeszcze - tak jak inni.

        Jakby ktoś nie wiedział, naukę gry na fortepianie zaczyna się od gamwink)). To
        oczywiście też swego rodzaju klasykawink)).

        Generalnie zgadzam się z Verdaną. Szacunek należy innym nie może być
        uzależniany od talentu, zawodu, upodobań czy to ćwiczącego, czy jego sąsiadów.
        Ja pracuję w domu. Piszę. Żeby pisać potrzebna mi cisza, ot nawyk wyniesiony
        jeszcze z dzieciństwa, tak jak do nauki potrzebowałam ciszy, tak jej teraz
        potrzebuję do pracy. Żeby odpocząć też potrzebuję ciszy. I czy prawo do niej ma
        być uzależnione od tego jak dobrze piszę i czy ćwiczący sąsiad jest wybitnie
        utalentowany? Czy prawo do względnego spokoju ma być uzaleźnione od tego czego
        słucham? Nie słucham metalu, lubię np. jazz i muzykę klasyczną, tylko co z
        tego?

        A tak jeszcze; ludzie zazwyczaj zupełnie inaczej reagują, gdy da im się
        poczucie, że mają na coś wpływ. Inaczej będą reagować sąsiedzi, których
        ćwiczący stawia przed faktem dokonanym (ćwiczę codziennie od 19-tej do 21-tej),
        a inaczej ci, do których się przejdzie i spróbuje ustalić jakiś kompromis, np.
        w jakich godzinach gra będzie najmniej uciążliwa. Że to niewygodne dla
        ćwiczącego, który musi później podporządkować temu swój rytm dnia? Trudno, taka
        jest cena za mieszkanie w większym skupisku. Przed egzaminem czy koncertem
        można jeszcze dodatkowo zapukać do sąsiadów i przeprosić, że w najbliższych
        dniach grania będzie więcej. Każdy kto ma za ścianą sąsiadów musi przestrzegać
        pewnych norm. Bez względu na to, czy jest wybitnie utalentowany, czy nie.
        • skarolina Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 20:34
          > Jakby ktoś nie wiedział, naukę gry na fortepianie zaczyna się od gamwink)). To
          > oczywiście też swego rodzaju klasykawink)).

          Ooo, ciekawe, sama zaczynałam naukę, również zaczynałam nauczać, moja mama robi
          to od 40 lat i pierwsze słyszę, żeby zaczynać od gam big_grin

          Skoro wymagacie, żeby pianistka nie ćwiczyła w domu, bo to przeszkadza, to ona
          może równie dobrze powiedzieć, żebyście sobie pracowały poza domem, bo cisza
          jej przeszkadza.
          Oczywiście tu już grubo przejaskrawiam, ale sytuacja wygląda rzeczywiście tak,
          że większość muzyków po prostu nie ma gdzie ćwiczyć.
          Poza tym powtórzę - mieszkanie w bloku wymaga liczenia się z tym, że sąsiedzi
          mogą być głośniejsi niż my, że mogą głośniej chodzić, biegać, mówić, grać, że
          mogą nas zalać, że mogą przeprowadzać remonty itd. Jeśli to wszystko nam
          przeszkadza, nie ma wyjścia - należy wyprowadzić się tam, gdzie się nie będzie
          miało sąsiadów.

          Doskonale rozumiem wzburzenie kawki74, bo jej sąsiadka łamie wszelkie normy
          społeczne, natomiast sąsiadka założycielki wątku, zdaje się, trzyma się
          przepisów?
          • edytkus Re: Sąsiadka - pianistka=horror 28.12.04, 08:18
            skarolina napisała:
            >Hehe, znasz się na tym jak kura na pieprzu.

            Muzyk znajacy sie na kurach? Czy Twoj pseudonim to Janko Muzykant?! smile))))

            >Jak będzie ćwiczył na instrumencie elektronicznym, to nigdy nie zostanie dobrym
            >muzykiem.

            Nie moja droga, napisalam ze do cwiczen na co dzien (szczegolnie w bloku) wystarczy wysokiej klasy
            instrument elektroniczny i mam racje. Wspolczesne keyboardy sa czule na dotyk, mozna podlaczyc
            pedaly oraz - co w tym watku najwazniejsze - sluchawki. I dobrze wiem co pisze, sama cwiczylam na
            takim keyboardzie, a w klasie fortepianu na mojej uczelni tak cwicza studenci, przyszli muzycy pod
            okiem (i uchem wink) miedzynarodowych jurorow - absolwentow Juiliard'a. Owszem rekomenduje sie
            zakup fortepianu ale nie kazdy ma warunki lokalowe i finansowe, a dobry fortepian kosztuje krocie i
            watpie zeby ta, pozal sie Boze, pianistka takim dysponowala wiec na pewno nie sprawi jej roznicy czy
            cwiczy na keyboard'zie czy rozstrojonym rzechu.



            > > Jakby ktoś nie wiedział, naukę gry na fortepianie zaczyna się od gamwink)).
            > To
            > > oczywiście też swego rodzaju klasykawink)).
            >
            > Ooo, ciekawe, sama zaczynałam naukę, również zaczynałam nauczać, moja mama robi
            >
            > to od 40 lat i pierwsze słyszę, żeby zaczynać od gam big_grin


            Ja tez zaczynalam od gam, zarowno w szkole muzycznej jak i na lekcjach prywatnych. Na gamach
            dzieci cwicza palcowki.
            >
            > Skoro wymagacie, żeby pianistka nie ćwiczyła w domu, bo to przeszkadza, to ona
            > może równie dobrze powiedzieć, żebyście sobie pracowały poza domem, bo cisza
            > jej przeszkadza.

            Ona cwiczy, a nie pracuje. Rownie dobrze moze cwiczyc tam gdzie pracuje!!! Albo wynajac sale
            chociazby w najblizszej szkole muzycznej. Problem w tym ze ona nie chce z Kawka nawet dyskutowac!

            >mieszkanie w bloku wymaga liczenia się z tym, że sąsiedzi
            > mogą być głośniejsi niż my, że mogą głośniej chodzić, biegać, mówić, grać, że
            > mogą nas zalać, że mogą przeprowadzać remonty itd. Jeśli to wszystko nam
            > przeszkadza, nie ma wyjścia - należy wyprowadzić się tam, gdzie się nie będzie
            > miało sąsiadów.

            ??? Kobieta wali w klawisze z premedytacja, dzien w dzien, a Ty porownujesz to z tymczasowym,
            awaryjnym zalaniem? Zreszta skad wiesz ze jej sie nie zdarza (oprocz glosnego grania) tupanie,
            zalewanie, remontowanie, chrapanie etc.?



            Poza tym Skarolina, zeby zostac wirtuozem fortepianu trzeba zaczac cwiczyc w wieku lat czterech czyli
            osoba dorosla (czyli sasiadka Kawki) ma nikle szanse na kariere pianistki wiec nie ma jej co tak bronic.
            • skarolina Re: Sąsiadka - pianistka=horror 28.12.04, 08:31
              Wiesz co Edytkus? Od paru lat podejrzewałam, że Ty kompletnie nie rozumiesz, o
              czy kto pisze i o czym w wątkach mowa. Weź no poczytaj jeszcze raz, może uda Ci
              się ze zrozumieniem, a potem pisz. Bo na razie Twoje odpowiedzi nijak się mają
              do tego co piszę ja i parę innych osób. I nie o sąsiadce Kawki tu jest mowa, bo
              sąsiadka Kawki rzeczywiście przegina. No, ale to trzeba po polsku rozumieć.
              Jeśli ćwiczy szesnastolatka, to można zakładać, że nie rozpoczyna nauki, tylko
              jest to już granie na jakimś poziomie, który wymaga większego nakładu pracy,
              niż brzdąkanie pół godziny dziennie.

              Ćwiczenie - waleniem z premedytacją? Ech, szkoda słów.


              A jeśli chodzi o zwrot "znasz się jak kura na pieprzu" - jest to przenośnia,
              zwrot potoczny, dobrze znany większości ludzi poprawnie posługujących się
              językiem polskim.

              Ćwiczyłaś na keyboardzie i jesteś profesjonalnym muzykiem big_grinDD? Dobre sobie.
              Tak to sobie można ćwiczyć, żeby podgrywać u cioci na imieninach.

              Przyzwoite pianino jest lepsze od najlepszego keyboardu. Nie sądzę, żeby
              sąsiadka założycielki wątku ćwiczyła na rozstrojonym rzęchu, bo ludzie, którzy
              poważnie podchodzą do muzyki dbają o swoje instrumenty i na byle czym (jak np.
              keyboard) ćwiczyć nie będą. Na keyboardzie to sobie można tekst rozczytać - dla
              zdolnego człowieka to robota na góra dwa dni.
              • edytkus Re: Sąsiadka - pianistka=horror 28.12.04, 10:33
                skarolina napisała:

                > Wiesz co Edytkus? Od paru lat podejrzewałam, że Ty kompletnie nie rozumiesz, o
                > czy kto pisze i o czym w wątkach mowa.

                Wiesz co Skarolina? Pare lat temu to mnie nawet na tym forum nie bylo smile)))

                >Weź no poczytaj jeszcze raz, może uda Ci
                >
                > się ze zrozumieniem, a potem pisz. Bo na razie Twoje odpowiedzi nijak się mają
                > do tego co piszę ja i parę innych osób.

                I nawzajem!!! Przypuszczam ze masz taki sam talent jak sasiadka Kawki i stad Twoje oburzenie smile)))

                I nie o sąsiadce Kawki tu jest mowa, bo
                >
                > sąsiadka Kawki rzeczywiście przegina. No, ale to trzeba po polsku rozumieć.

                Nie no, najwyrazniej masz racje bo w tym momencie to faktycznie nie wiem o co Tobie chodzi?

                > Jeśli ćwiczy szesnastolatka, to można zakładać, że nie rozpoczyna nauki, tylko
                > jest to już granie na jakimś poziomie, który wymaga większego nakładu pracy,
                > niż brzdąkanie pół godziny dziennie.

                To sasiadka Kawki ma 16 lat? wink))) Wiesz co, mozna grac i lat 40 i techniki nie opanowac smile Nie mowiac
                juz o talencie z ktroym czlowiek sie rodzi albo i nie wink
                >
                > Ćwiczenie - waleniem z premedytacją? Ech, szkoda słów.

                To bylo napisane (po polsku!) w odniesieniu do sasiadki Kawki, ktora wyraznie napisala ze kobieta
                talentem nie grzeszy. Nie przekrecaj moich wypowiedzi, bo poki co to Ty masz trudnosci ze
                zrozumieniem tekstu pisanego!
                >
                >
                > A jeśli chodzi o zwrot "znasz się jak kura na pieprzu" - jest to przenośnia,
                > zwrot potoczny, dobrze znany większości ludzi poprawnie posługujących się
                > językiem polskim.

                Nie no, nie domyslilam sie wink) I dlatego porownalam Ciebie do Janka Muzykanta smile)) Ach przepraszam,
                ale to naprawde bylo celowe wink))
                >
                > Ćwiczyłaś na keyboardzie i jesteś profesjonalnym muzykiem big_grinDD? Dobre sobie.

                ??? Ty rzeczywiscie masz jakies problemy, mozesz zacytowac mi w ktorym momencie napisalam ze
                jestem profesjonalnym muzykiem? Mam za soba pare lat nauki, pianina byly u nas od zawsze, moja
                Mama uczyla w szkole muzycznej wiec towarzystwo muzykow nie bylo mi obce, a ja sama uczylam sie u
                Min Kim wiec wiem o czym pisze, ale nigdzie nie twierdze ze jestem profesjonalnym muzykiem. Po raz
                kolejny udowadniasz ze sama masz problem ktory przypisujesz innym!



                > Przyzwoite pianino jest lepsze od najlepszego keyboardu.

                Nie zgodze sie, najwyrazniej nie masz pojecia o nowoczesnych keyboard'ach. A moze chcialas napisac
                ze przyzwotiy fortepian jest lepszy od najlepszego keyboard'u? W takim wypadku na pewno sie
                zgodze.

                Nie sądzę, żeby
                > sąsiadka założycielki wątku ćwiczyła na rozstrojonym rzęchu,

                Szanujacy sie pianista, z nieprzecietnym talentem, zainwestuje w dobry fortepian chociazby mial go
                kupic na raty i nie bedzie "grzeszyl" grajac na pianinie. Najwyrazniej sasiadka Kawki takowego nie
                posiada, wiec jaka roznice sprawi jej granie na keyboard'zie?

                bo ludzie, którzy
                > poważnie podchodzą do muzyki dbają o swoje instrumenty i na byle czym (jak np.
                > keyboard) ćwiczyć nie będą.

                Pewnie ze tak, nie watpie ze sama masz Steinway'a z poczatku zeszlego stulecia? W koncu wtedy byly
                najlepsze i wszystko inne to "byle co"!

                Na keyboardzie to sobie można tekst rozczytać - dla
                >
                > zdolnego człowieka to robota na góra dwa dni.

                He he, jaka sama piszesz dla "zdolnego" (az dwa dni? zdolny siada i czyta, a potem szlifuje) - a Kawka
                daje do zrozumienia ze sasiadka grac potrafi... na nerwach a nie na pianinie smile)
                • kawka74 Pozwolę sobie... 28.12.04, 14:01
                  ...się wtrącić smile Moja sąsiadka to dorosła kobieta, która z zawodu jest skrzypaczką. NIech sobie będzie, tylko, że ćwiczy w godzinach nocnych, a tego robić nie powinna.
                  Szesnaście lat ma sąsiadka założycielki wątku i gra na pianinie smile
                  To tak gwoli sprostowania smile
                  • skarolina Re: Pozwolę sobie... 28.12.04, 14:19
                    kawka74 napisała:

                    > ...się wtrącić smile Moja sąsiadka to dorosła kobieta, która z zawodu jest
                    > skrzypaczką. NIech sobie będzie, tylko, że ćwiczy w godzinach nocnych, a tego
                    > robić nie powinna.
                    > Szesnaście lat ma sąsiadka założycielki wątku i gra na pianinie smile
                    > To tak gwoli sprostowania smile

                    Kawka, ale to jest zupełnie jasne, każdy kto po polsku dobrze rozumie, ten
                    pojął. I w całej rozciągłości przyznaję Ci rację, że nie ma ona nie ma prawa
                    Was katować w takich nieludzkich porach. Z tym, że na nią to Ty się chyba
                    spokojnie możesz poskarżyć do spółdzielni, bo ona łamie prawo. Natomiast
                    sąsiadka założycielki wątku - póki co nie.
                    Przy okazji dodam, że ja na pewno nie jestem Twoją sąsiadką - po 22 jeśli na
                    czymś gram, to na komputerze big_grin
                • skarolina Re: Sąsiadka - pianistka=horror 28.12.04, 14:15
                  > Wiesz co Skarolina? Pare lat temu to mnie nawet na tym forum nie bylo smile)))

                  "Parę" po polsku znaczy "co najmniej dwa", a dwa lata temu byłaś na edziecku
                  jako e.t.

                  > Nie no, najwyrazniej masz racje bo w tym momencie to faktycznie nie wiem o co
                  > Tobie chodzi?

                  O to, że sąsiadka Kawki jest osobą, która rzeczywiście przegina, natomiast nie
                  rozumiem pretensji założycielki wątku do JEJ sąsiadki.

                  > To bylo napisane (po polsku!) w odniesieniu do sasiadki Kawki, ktora wyraznie
                  > napisala ze kobieta talentem nie grzeszy.

                  No chyba nie o sąsiadce Kawki, bo walenie w skrzypce to co najwyżej rozbiciem
                  skrzypiec mogłoby się skończyć, ku wielkiej uciesze Kawki nota bene.

                  > Nie no, nie domyslilam sie wink) I dlatego porownalam Ciebie do Janka Muzykanta
                  > smile)) Ach przepraszam,
                  > ale to naprawde bylo celowe wink))

                  Może i celowe, ale sensu w tym za grosz nie było, więc nie dziw się, że
                  podejerzewam Cię o stopniowe zapominanie języka.

                  > Nie sądzę, żeby
                  > > sąsiadka założycielki wątku ćwiczyła na rozstrojonym rzęchu,
                  >
                  > Szanujacy sie pianista, z nieprzecietnym talentem, zainwestuje w dobry >
                  fortepian chociazby mial go kupic na raty i nie bedzie "grzeszyl" grajac na
                  pianinie.

                  Nawet najbardziej szanujący się 16-latek, jeśli nie pochodzi z bardzo bogatej
                  rodziny, nie jest w stanie zainwestować w fortepian. Ćwiczy więc na tym, co ma
                  do dyspozycji, a kiedy tylko będzie go stać, na pewno kupi sobie fortepian, o
                  ile tylko będzie miał go gdzie postawić.

                  > Najwyrazniej sasiadka Kawki takowego nie
                  > posiada, wiec jaka roznice sprawi jej granie na keyboard'zie.

                  Zacznijmy od tego, że sąsiadka Kawki fortepianu do niczego nie potrzebuje, bo
                  na fortepianie nie grywa big_grin

                  > Pewnie ze tak, nie watpie ze sama masz Steinway'a z poczatku zeszlego
                  stulecia?

                  Niestety, posiadam tylko północnowłoskie skrzypce z końca XVIII stulecia. Nie
                  jest to Amati czy Guarneri, ale do grania w profesjonalnej orkiestrze
                  symfonicznej wystarcza big_grin

                  > He he, jaka sama piszesz dla "zdolnego" (az dwa dni? zdolny siada i czyta, a
                  po
                  > tem szlifuje)

                  W dwa dni z opanowaniem tekstu na pamięć, niezdolny szlifuje z nut, wtedy
                  rzeczywiście dwóch dni na rozczytanie nie potrzebuje.

                  >Kawka daje do zrozumienia ze sasiadka grac potrafi... na nerwach a nie na
                  pianinie smile

                  O, tu się z Tobą zgodzę, Kawka wyraźnie pisze, że nie na pianinie jej mało
                  utalentowana sąsiadka grywa.

                  Ale Ty znów nie zrozumiałaś po polsku - sąsiadka Kawki jest w tym wątku
                  postacią marginalną. Post wiodący dotyczy 16-letniej pianistki, być może
                  utalentowanej, która ćwiczy w domu, bo gdzieś ćwiczyć musi.
                  Może pora na korepetycje z rozumienia polskiego tekstu?
          • melka_x Re: Sąsiadka - pianistka=horror 28.12.04, 09:28
            > Ooo, ciekawe, sama zaczynałam naukę, również zaczynałam nauczać, moja mama
            robi
            >
            > to od 40 lat i pierwsze słyszę, żeby zaczynać od gam big_grin

            No cóż może byłaś wybitnym talentem, który zaczynał grać od mazurka
            Chopinawink)). Ja tłukwink zaczynałam od gam i nie wydaje mi się, żeby metoda była
            specjalnie nowoczesna i rzadka, mój ojciec również tak zaczynałsmile

            > Poza tym powtórzę - mieszkanie w bloku wymaga liczenia się z tym, że sąsiedzi
            > mogą być głośniejsi niż my, że mogą głośniej chodzić, biegać, mówić, grać, że
            > mogą nas zalać, że mogą przeprowadzać remonty itd.

            Remont zazwyczaj nie trwa latami. Głośne chodzenie czy mówienie nie jest
            najczęściej aż tak głośne jak gra na fortepianie czy pianinie. Powtórzę:
            mieszkanie w bloku wymaga by ustalać godziny ćwiczeń z sąsiadami, normy
            społeczne w takich skupiskach jak blok obowiązują wszystkich. Nie wymagam od
            muzyków by przestali ćwiczyć, mieszkałam lata przez ścianę z dwoma skrzypkami i
            nie było żadnych zadrażnien. Wymagam jedynie by ćwiczący wykazywali względem
            otoczenia elementarną wrażliwość i chęć do kompromisu.
            • skarolina Re: Sąsiadka - pianistka=horror 28.12.04, 10:08
              > No cóż może byłaś wybitnym talentem, który zaczynał grać od mazurka
              > Chopinawink)). Ja tłukwink zaczynałam od gam i nie wydaje mi się, żeby metoda
              była
              > specjalnie nowoczesna i rzadka, mój ojciec również tak zaczynałsmile
              >

              Nie byłam wybitnym talentem, nie zaczynałam od mazurka Chopina.
              Zaczyna się od ustawiania ręki, potem prostych ćwiczeń, króciutkich utworków,
              etiud, a dopiero po jakimś czasie przechodzi się do gam, które zresztą są mniej
              więcej 1/5 albo i 1/6 realizowanego na codzień programu. Jeśli utkwiło Ci w
              głowie zaczynanie od gam, to pewnie dlatego, że taki jest utarty stereotyp, ale
              nikt od gam nie zaczyna, bo to tak, jakby niemowlak poruszanie się zaczynał od
              pewnego chodzenia, a nie przekręcania się na boczek.
              • umasumak Re: Sąsiadka - pianistka=horror 28.12.04, 10:29
                skarolina napisała:

                > > No cóż może byłaś wybitnym talentem, który zaczynał grać od mazurka
                > > Chopinawink)). Ja tłukwink zaczynałam od gam i nie wydaje mi się, żeby metoda
                >
                > była
                > > specjalnie nowoczesna i rzadka, mój ojciec również tak zaczynałsmile
                > >
                >
                > Nie byłam wybitnym talentem, nie zaczynałam od mazurka Chopina.
                > Zaczyna się od ustawiania ręki, potem prostych ćwiczeń, króciutkich utworków,
                > etiud, a dopiero po jakimś czasie przechodzi się do gam, które zresztą są
                mniej
                >
                > więcej 1/5 albo i 1/6 realizowanego na codzień programu. Jeśli utkwiło Ci w
                > głowie zaczynanie od gam, to pewnie dlatego, że taki jest utarty stereotyp,
                ale
                >
                > nikt od gam nie zaczyna, bo to tak, jakby niemowlak poruszanie się zaczynał
                od
                > pewnego chodzenia, a nie przekręcania się na boczek.

                Zgadzam się. Ponadto, żaden rozsądny nauczyciel nie będzie rozpoczynał
                nauczania początkującego pianisty/skrzypka/czy też innego instrumentalisty od
                ćwiczenia gam, z tej prostej przyczyny, żeby nie zrazić nowicjusza. Wszak
                widomo, że ćwiczenie gam jest dość żmudne. Od ćwiczenia techniki dla
                początkujących są wprawki (Różycki, Klechniowska, Garścia). Od tłuczenia gam w
                początkowym okresie edukacji muzycznej odchodzono już kiedy ja zaczynałam grać
                (prawie 30 lat temu). Pzdr
                • melka_x Re: Sąsiadka - pianistka=horror 28.12.04, 10:38
                  Być może faktycznie etap ustawiania ręki i gry jakiś koszmarkówwink w
                  stylu "pieśń koników polnych" mi umknął, za to gamy z początku pamiętam
                  świetnie. Uff jak dobrze, że było minęłosmile))
                  • umasumak Re: Sąsiadka - pianistka=horror 28.12.04, 10:40
                    melka_x napisała:

                    > Być może faktycznie etap ustawiania ręki i gry jakiś koszmarkówwink w
                    > stylu "pieśń koników polnych" mi umknął, za to gamy z początku pamiętam
                    > świetnie. Uff jak dobrze, że było minęłosmile))

                    Być może dlatego tak źle wspomnasz swój epizod muzyczny, że byłaś uczona na
                    gamach wink). Pzdr
                    • melka_x Re: Sąsiadka - pianistka=horror 28.12.04, 10:46
                      Nie, Uma. W mojej rodzinie niemal wszyscy grali na fortepianie, salonowo, ale
                      zawsze. Niestety wskutek jakiegoś straszliwego genetycznego żartu muzycznie
                      jestem tłukiem i pędzenie mnie do fortepianiu z gamami czy bez było działaniem
                      wybitnie pozbawionym sensu. Dziś ilekroć zaczynam śpiewać, mój mąż mówi "a może
                      byś tak spróbowała malować? Bóg nie może być tak niesprawiedliwy"wink))
                      A o metody nauki spierać się nie będęsmile)), choć wydaje mi się, że etap gam
                      chyba nadal kiedyś nadchodzi i to chyba przed Chopinemwink))
                      • umasumak Re: Sąsiadka - pianistka=horror 28.12.04, 11:03
                        melka_x napisała:

                        > Nie, Uma. W mojej rodzinie niemal wszyscy grali na fortepianie, salonowo, ale
                        > zawsze. Niestety wskutek jakiegoś straszliwego genetycznego żartu muzycznie
                        > jestem tłukiem i pędzenie mnie do fortepianiu z gamami czy bez było
                        działaniem
                        > wybitnie pozbawionym sensu. Dziś ilekroć zaczynam śpiewać, mój mąż mówi "a
                        może
                        >
                        > byś tak spróbowała malować? Bóg nie może być tak niesprawiedliwy"wink))
                        > A o metody nauki spierać się nie będęsmile)), choć wydaje mi się, że etap gam
                        > chyba nadal kiedyś nadchodzi i to chyba przed Chopinemwink))

                        Owszem nadchodzi i zapewniam Cię, że trwa baaardzo długo, bo na uczelniach gamy
                        też są ćwiczone. Ja np zaczynałam ćwiczyć gamy w czwartej klasie, a polonezy
                        młodzieńcze Chopina grałam już w drugiej klasie smile). Widzisz zatem, że u mnie
                        Chopin zaczął się przed gamami smile). Pzdr
                        • melka_x Re: Sąsiadka - pianistka=horror 28.12.04, 12:30
                          > Owszem nadchodzi i zapewniam Cię, że trwa baaardzo długo, bo na uczelniach
                          gamy
                          >
                          > też są ćwiczone. Ja np zaczynałam ćwiczyć gamy w czwartej klasie, a polonezy
                          > młodzieńcze Chopina grałam już w drugiej klasie smile). Widzisz zatem, że u mnie
                          > Chopin zaczął się przed gamami smile). Pzdr

                          Ano wychodzi, że Twoje na wierzchusmile). Przyjmuję to z godnościąwink))
        • luccio1 Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 22:55
          > Jakby ktoś nie wiedział, naukę gry na fortepianie zaczyna się od gamwink)).
          To prawda. Wszakże już w drugiej klasie przychodzą pierwsze sonaty Mozarta, te
          najłatwiejsze - a bardzo szybko po nich np. partia solowa z I części 2.
          koncertu fortepianowego Beethovena (do dziś, kiedy odtwarzam sobie ten koncert
          z płyty, widzę w tym momencie moją Siostrę jako małą dziewczynkę przy pianinie).
    • rydz1 Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 17:43
      Dzieki za wszystkie odpowiedzi. Dodam, ze prosiłam ją żeby grała do max 21. Jak
      widać z mizernym skutkiem. Ta pianistka ma ok. 16 lat, ale dogadać nie mogę się
      z jej matką.Tylko proszę nie piszcie już więcej o tym, że to piękna muzyka
      klasyczna i należy jej słuchać cały dzień, że to talent, którego nie można
      zmarnować itp. Michał jak idzie spać w ciągu dnia to muszę go kłaść w wózku i w
      innym pokoju. Przykre jest to, że każdy widzi tylko czubek własnego nosa.
      Zobaczę co będzie dalej, ale jak nic się nie zmieni to bedę musiała użyć
      innych, niehumanitarnych sposobów.
    • ligia76 Re: Sąsiadka - pianistka=horror 27.12.04, 19:36

      Współczuję Ci bardzo. Jestem straszna jeśli chodzi o cisze i spokój.
      Może jestem egoistką, ale wszelkie ataki talentu po godzinie 22 zwlaczałabym wszelkimi sposobami.
      To samo tyczy się awantur, remontów itp.
      U mnie w spółdzielni jest nakaz zawiadamiania spółdzielni o dłuższym przerywaniu ciszy smile, są też ustalone godziny, o ile sie nie mylę od 8 do 20.
      Nie bardzo wyobrażam sobie dźwięk np. trąbki podczas usypiania dziecka.

      Pozdrowienia
      Ligia
      • verdana Do Luccio 27.12.04, 21:08
        Nie chcę Cię martwić, ale jestem mniej wiecej w tym samym wieku co ty, a wiec
        nie możesz epatować swoim doswiadczeniem zyciowym. Ja piszę w domu. Do pisania
        musze mieć ciszę - tzn nie przeszkadza mi, jak ktoś chodzi za ścianą, czy jak
        sasiadka czasem coś zagra - ale codzienne granie uniemozliwiłobymi całkowicie
        pracę w domu - a wiec musiałabym zrezygnować z posady - bo bez pisania praca
        naukowa nie istnieje. Dlaczego uważasz, ze Twoja siostra ma mieć więcej praw od
        sąsiadów? Jeśli wiadomo, ze bedzie się ćwiczyć mozna wyciszyć jeden pokój. Tak,
        to kosztuje - trudno. Spokój ludzki jest nie mniej ważny niz talent jednostki.
        I jakoś nie słyszałam, by w bloku duzo osób ćwiczyło na perkusji czy trąbie. A
        wiec znajdują inne rozwiazanie. Jesli wiadomo, ze nasza obecność jest dla
        sąsiadów uciążliwa, trzeba jakos temu zaradzić - a nie być powodem utrapienia
        dla wielu, wielu ludzi.
        • toman5 Pytanie do artystów/ek z bloków 27.12.04, 21:26
          Szanowni Państwo, czy ktokolwiek z was wyciszył pokój, w którym ćwiczyliście?
          Czy też uznaliście, że to zupełnie zbędny wydatek i wysiłek, bo sąsiedzi i tak
          wam nic nie zrobią, a ponadto kulturalni ludzie winni wspierać talenty?
          • luccio1 Re: Pytanie do artystów/ek z bloków 27.12.04, 23:02
            Czyli to, co mówiłem wyżej: muzyka - hobby dla bogaczy? (Wyciszenie w końcu
            kosztuje!).
            • toman5 Re: Pytanie do artystów/ek z bloków 28.12.04, 09:43
              Wiesz co, egocentryku? Widziałam na strzelnicy fajne wyciszenie. KArtony do
              jajek nalepione na sufit i ściany. Podobno świetnie działa. I tanie, tylko
              trzeba się postarać. Idę o zakład, że nawet nie sprawdziliście za ile i jak
              należaoby cokolwiek wyciszyć. Mam rację?
        • luccio1 Re: Do Luccio 27.12.04, 22:48
          Verdano! Gdybyś dokładnie przeczytała mój pierwszy post, doczytałabyś się w
          nim, że rozwiązaliśmy ten problem wycofując się gdzie indziej - szczęściem
          mogliśmy. Gdyby to się nie udało, moglibyśmy skończyć wszyscy bardzo źle,
          zaszczuci po prostu przez sąsiadów. Ale to wszystko to przeszłość ponad 20-
          letniej dawności.
          Trafiłem przypadkiem na wątek i cała ta przeszłość stanęła nagle jak żywa -
          włączyłem się w dyskusję, bo ogarnęła mnie nagła wściekłość, inaczej:zalała
          mnie nagła krew, gdzy wyczytałem, że wszyscy autorzy postów biją w jeden bęben -
          a przecież "już starożytni Rzymianie" nauczali, aby wysłuchać także drugiej
          strony, spróbować wczuć się w jej myślenie i pomyśleć chociaż przez chwilę a
          może rację ma właśnie ten drugi? - co się tutaj niestety nie stało.
          Jest mi przykro. Szacowałem Twoją, Verdano, inteligencję, wrażliwość i ogólny
          poziom człowieczeństwa znacznie wyżej.
          Pozdrawiam. Łukasz.
          • luccio1 Re: Do Luccio 27.12.04, 23:07
            I chciałem jeszcze jedno zapytać: Czy byłaś kiedykolwiek w położeniu, w którym
            musiałaś przepraszać za to, że w ogóle żyjesz - tak jak my wtenczas?
            • verdana Re: Do Luccio 27.12.04, 23:22
              Nie przepraszałeś za to ze żyjesz. Przepraszałeś za to, ze uniemożliwiałeś
              normalne życie innym ludziom - mieszkańcom swojego bloku, którzy Twoim zdaniem
              powinni podporzadkować całe swoje istnienie talentowi Twojej siostry. Czy to ma
              świadczyć o wrażliwości? I tak - uważam, że jeśli nie ma się pieniędzy, by
              mozna było zostać człowiekiem, ktory nie marnuje życia innym, trzeba
              zrezygnować. Trudno. Nie zawsze my i nasze zdolnosci są najwazniejsze - jak
              zdajesz się sadzić. Dobro innych może być wazniejsze nawet niż talent.
              Nigdy nie znalażłabym sie w sytuacji takiej, że wiem, iż przeze mnie inni nie
              mają spokoju, a ja mimo wszystko robię swoje. Parę razy proszono mnie, abym
              uciszyła dzieci, nie chodziła po domu w drewniakach itd. Przepraszałam i
              robiłam o co mnie poproszono. Bo nie uwazam, abym była najwazniejsza - w
              przeciwieństwie, zdaje się, do Ciebie.
              • odalie Verdana, Luccio 28.12.04, 00:09
                Miałam się dopisać pod postem Luccia, ale powstrzymałam się. Za mało danych.

                Luccio, gdybyś opisał konkretne przykłady - sytuacje? Jak na razie, mam
                wrażenie, że Verdana zarzuca zbyt wiele, ale może się mylę.

                Verdano: "normalne życie" zakłada pewien poziom natężenia dźwięków w porach, w
                którzych jest to zgodnie z regulacjami prawnymi (np. statutem
                spółdzielni/wspólnoty mieszkaniowej) dozwolone. Sąsiedzi muszą się z tym
                liczyć, jeśli godzą się na mieszkanie we wspólnocie, jaką tworzy blok. Muszą
                się liczyć, że tak powiem, w obie strony - ja np. nie mogę kuć w ścianach po 22-
                giej, a pani sąsiadka może zapomnieć o tym, aby robić mi pretensje o śmiech czy
                śpiew dziecka o godzinie 16-tej.

                Poza tym - są indywidualne ustalenia. Gdyby (przykład hipotetyczny) sąsiad
                przyszedł do mnie, tłumacząć, że ma chorą żonę, i prosi, aby dziecko się
                uciszyło, to ja mogę się na to zgodzić (przykład hipotetyczny - dziecko mam z
                natury cichutkie, a dodatkowo gdy była młodsza, uczyłam ją, że po 18-tej - tak
                mniej więcej - już się wyciszamy, co dobrze sobie przyswoiła). Ale - sąsiad
                prosi, z uśmiechem, i rozumie, że np. trudno dwulatka spacyfikować w deszczowe
                dni - nie ma postawy roszczeniowej i nie jest chamski. Bo jeśli nie zakłócam
                ciszy nocnej, czy innych ustaleń regulaminu, to już tylko moja dobra wola...

                Zakładają, że gra odbywa się w porze dziennej i nie jest zakazana regulaminem -
                pytanie do Verdany - czemu Twoja działalność literacka miałaby by bardziej
                wartościowa niż ćwiczenia sąsiadki-muzyczki? Ty potrzebujesz spokoju, ona
                ćwiczeń. Nie pozostaje Wam (czy raczej - nie pozostawałoby Wam) nic innego, jak
                negocjacje. Z postów Luccia natomiast wnioskuję, ale mogę się mylić (ten brak
                szczegółów) że brak było dobrej woli zrozumienia sytuacji Luccia przez
                sąsiadów - brak wczucia się w drugą stronę, czyli brak wspólnego gruntu do
                negocjacji i kompromisu.

                Pytanie do Luccio a jednocześnie do Verdany, do przemyślenia:

                - czy Twoja siostra, Luccio, grała w godzianch ciszy nocnej?

                - czy grała po 18-tej, albo po 20-tej?

                - czy grała codziennie?

                - czy sąsiedzi - no i Wy także - próbowaliście wynegocjować kompromis? np.
                ćwiczenia w poniedziałki, środy i piątki, pozostałe dni - krócej lub wcale?

                - czy sąsiedzi nigdy nie słuchali TV/radia/muzyki, nidgy nie robili imprez, nie
                mieli psów?

                - czy staraliście się wyciszyć pomieszczenie?
                • luccio1 Re: Verdana, Luccio 30.12.04, 22:22

                  > - czy Twoja siostra, Luccio, grała w godzianch ciszy nocnej?
                  Nigdy.
                  • toman5 Re: Verdana, Luccio 30.12.04, 23:50
                    A co z kartonami po jajkach?
                    I rozszerzając, jakie kroki (poza unikaniem koncertów po 22) podjęliście, żeby
                    zminimalizować swoją uciążliwość akustyczną?
              • robszym Re: Do Luccio 28.12.04, 00:24
                Bardzo ciekawy wątek!!!
                JA na szczęście nie sąsiaduję z wirtuozem żadnym, ale temat jest mi o tyle
                bliski że w pobliżu mojego mieszkania(1,2 piętra) mieszka śpiewaczka operowa.
                Jak zaczyna ćwiczyć te swoje arie to nie ukrywam, że mnie to też wkurza. Śpiewa
                bardzo głośno, parę razy wybudziła mi ze snu dziecko. Ale ja mam szczęście, bo
                jednak głos to nie instrument, szybko się męczy kobieta, oględnie mówiąc musi
                się oszczędzać. Aha, wizyta w operze spowodowała, że mam dla niej nieco
                wyrozumiałości. Ale jak nas denerwuje, latem szczególnie to ona śpiewa a my
                głośno, baardzo głośno słuchamy metalu.
                Chyba pomagasmile

                Gdy spaceruję z dzieckiem, to z jednego z mieszkań wydobywają się o stałej
                porze dźwięki pianina, dziękuję bogu że tam nie mieszkam i chyba przy zmianie
                mieszkania na większe popytam sąsiadów o talenta muzyczne innych.
    • lola211 Re: Sąsiadka - pianistka=horror 28.12.04, 09:13
      SZczerze ci wspolczuje.Ja swego czasu mialam sasiada perkusiste, całe szczescie
      ze nie w bloku, a w kamienicy, ale i tak to dudnienie podnosilo mi cisnieniesmile.
      Z kolei moja mama mieszka w bloku i ma sasiada majsterkowicza- potrafi
      godzinami wiertarka operowac.Moj sposob to walenie w kaloryfery czyms
      metalowym, tak po godzinie tego wiercenia, az facet przestanie.Dodam, ze zadne
      prosby nie odniosly skutku.
      Moze i ty zacznij wiercic, wbijac gwoździe pare godzin dziennie?
      Wiem, durno to brzmi, ale trudno znaleźć sensowna rade..
      • lola211 Re: Stopery 28.12.04, 09:19
        Tak mi sie przypomnialo- gdy lezalam w szpitalu z chrapiacymi pacjentkami(obled
        po prostu)zakladalam do uszu stopery i mialam swiety spokój, tylko nie wiem czy
        dziecko da sie przekonac.
        • verdana Re: Stopery 28.12.04, 09:59
          Problem polega na tym, ze moje pisanie nikomu nie przeszkadza, a ćwiczenie na
          pianinie - nawet nie w godzinach ciszy nocnej - dezorganizuje życie całemu
          domowi. Jeśli sąsiedzi nie protestują - mozna grać. Ale jeśli wiadomo, ze to im
          przeszkadza - wówczas trzeba wyciszyć pokój. Nie przekonuje mnie argument, ze
          na wyciszenie trzeba mieć pieniądze. Trudno. Jeśli wprowadzamy się do domu,
          wiedząc, ze bedziemy przeszkadzać, trzeba liczyć się z wydatkami, a nie olewać
          potrzeby wszystkich pozostałych mieszkańców.
          • melka_x Re: Stopery 28.12.04, 10:28
            Ja jeszcze dodam, że o ile 20 lat temu wyglądało to inaczej, to teraz
            wyciszenie naprawdę nie przekracza możliwości przeciętnie zarabiającej rodziny.
            Nie mówię o profesjonalnych metodach i przerobieniu pokoju na dźwiękoszczelne
            studio, bo to faktycznie droga zabawa, ale o częścowym wygłuszeniu
            pomieszczenia domowymi metodami. Ściany można obłożyć wieloma materiałami,
            które naprawdę nie koszują majątku, podobnie jak położenie dodatkowej warstwy
            pod podłogą. Nie wyciszy to całkowicie, ale jednak dżwięki będą znacznie mniej
            głośne.
            • grzalka Alternatywy 4 28.12.04, 12:05
              Pamiętacie tą scenę, jak śpiewaczka zaczyna arię
              -" niech kooooonik pooolnyyy..."
              na co z dołu odzywa się głos:
              -"mam ochote na chwileczke zapomnienia.."
              i mąż tej spiewaczki idzie do baby z pretensjami, że ona nie może ćwiczyć smile))
              piekne to było smile))

              ja na szczęście z żadnym muzykiem nie sąsiaduję wink
              • anma Re: Alternatywy 4 28.12.04, 21:26
                Też mi się ta scena przypomniałasmile)

                A jeśli chodzi o wątek...przeczytałam wnikliwie cały i nie będę się powtarzać.
                Powiem tylko, że podpisuję się pod tym co napisała Verdana.
                Nasuwa mi sie tylko takie pytanie: czy obrońcy praw do grania na instrumentach
                wszelakich byliby tak samo wyrozumiali mając za sąsiada hobbystę-
                majsterkowicza, który by codziennie (powtarzam: codziennie) uzywał wiertarki,
                stukał młotkiem, heblował itp. w godzinach, a jakze dozwolonych do 22.00? CZy
                sami grający na instrumentach, rozumiejący przeciez, że ludzie mają pasje,
                znosiliby cierpliwie odgłosy majsterkowania podczas kiedy sami ćwiczylibyby
                grę? Prawdopodobnie wiercenie przeszkadzałoby w grze na pianinie czy skrzypcach
                podobnie jak gra na instrumencie przeszkadza w skupieniu na pisaniu, odrabianiu
                lekcji przez dzieci czy spaniu po prostu (a w blokach mieszkają ludzie starsi,
                małe dzieci, pracujący na nocki, którzy w dzień odsypiają). Dlatego uważam, ze
                decydując się na mieszkanie w bloku musimy przyjąć do wiadomości dwie sprawy.
                Pierwsze to to, że rzeczywiście pewien poziom hałasu i zakłóceń spokoju musimy
                tolerować, bo zdarzają się remonty, bo ludzie czasem słuchają muzyki, bo ludzie
                mają różne uroczystości i wtedy moze być NIECO głośniej, itd. Ale sa to
                zdarzenia incydentalne a nie regularne. A druga rzecz to to, ze mieszkając w
                bloku musimy pohamować nieco skłonności do hałaśliwego hobby (i tu mieści się
                zarówno majsterkowanie jak i słuchanie głośnej muzyki jak i granie na
                instrumentach), jeśli hałas bedzie regularny, codzienny to nawet jeśli jest w
                tzw. dozwolonych godzinach musi w końcu wywołać sprzeciw najspokojniejszych i
                najbardziej nawet wyrozumiałych sąsiadów. A jeśli granie na instrumencie to nie
                hobby tylko praca? No cóż, wykonywanie pracy w lokalu mieszkalnym, zwłaszcza
                uciązliwej dla otoczenia wymaga zdaje mi sie zgody lokatorów i sp-ni
                mieszakniowej.
                I ostatnia uwaga na temat wypowiedzi, ze jeśli komus przeszkadza hałas w bloku
                to powinien się wyprowadzic do domku za miastem... Powiem tak: jesli ktos ma
                zamiar hałasować regularnie w miejscu zamieszkania niech się wyprowadzi do
                domku za miastemsmile
                Pozdrawiam obie strony dyskusjismile
                • odalie Re: Alternatywy 4 28.12.04, 21:49
                  Ale chodzi o to, aby próbować się dopgadać - a tu tyle postów typu "a weź
                  walnij czymś w kaloryfer"... sad

                  Moje stanowisko jest takie - pośrodku. Bronię prawa do swobodnego życia w
                  godzinach ogólnie przyjętych - dla mnie jest to przedział między mniej więcej
                  7.30-8 rano a 18-18.30. W tych godzinach niech się dzieje co chce - no, mniej
                  więcej. Sądzę, że gra na instrumencie w wyciszonym pomieszczeniu czy
                  majsterkowanie jest do przyjęcia - chyba nikt nie gra pełne, nieprzerwane 12
                  godzin?

                  Niech każdy żyje po swojemu, nawet codziennie, czemu nie? Przecież są odgłosy
                  ruchu ulicznego, nasze domowe hałasy typu pralka, zmywarka, rozmowy, radio.

                  Tymczasem wydaje mi się - e, nie wydaje mi się smile))) tylko doświadczyłam tego
                  po prostu - że są osoby, które uporczywie wsłuchują się w odgłosy dobiegające
                  od sąsiadów. Bardzo często hałasy czy nawet szmery są powodem do wszczynania
                  wojny o dominację, na zasadzie, ja pokaże kto tu rządzi (jak w poście kilka
                  pięter wyżej, o młodej pani domu co to wołała policję do studnetek).

                  Verdana ma rację - jak komuś coś przeszkadza, niech zakłócający się ograniczy.
                  Tylko czemu tylko zakłócający ma iść na kompromis i poddać się totalnie? A może
                  i sąsiedzi powinni nieco ustąpić? Podtrzymuję swoje zdanie, że każda ze stron
                  mogłaby z czegoś zrezygnować na koszt drugiej.

                  W godzinach wieczornych i wczesnorannych owszem, hałasy powinny być ograniczane
                  w miarę możliwości, sporadyczne zakłocenia typu remont, czy impreza - czemu
                  nie. W czasie ciszy - cisza, wiadomo.
                  • wegatka Re: Alternatywy 4 28.12.04, 22:54
                    odalie napisała:


                    > Moje stanowisko jest takie - pośrodku. Bronię prawa do swobodnego życia w
                    > godzinach ogólnie przyjętych - dla mnie jest to przedział między mniej więcej
                    > 7.30-8 rano a 18-18.30. W tych godzinach niech się dzieje co chce - no, mniej
                    > więcej.


                    Tylko że jak się słucha pewnych denerwujących dźwięków systematycznie dzień w
                    dzień, zwłaszcza jeśli pokrywa się to z porą np. snu dziecka, to w końcu kiedyś
                    cierpliwość się może skończyć każdemu. Zastanawiam się, który pianista byłby
                    szczęśliwy gdyby musiał słuchać codziennie (nie cierpiąc tego z całego serca)
                    przez jakieś dwie godziny włączonego na full metalu albo disco polo. Chyba by po
                    jakimś czasie jednak upierdliwemu sąsiadowi wizytę złożył.


                    > Verdana ma rację - jak komuś coś przeszkadza, niech zakłócający się ograniczy.
                    > Tylko czemu tylko zakłócający ma iść na kompromis i poddać się totalnie?


                    A no temu, że to on komuś życie zatruwa, a nie na odwrót.


                    > A może
                    > i sąsiedzi powinni nieco ustąpić? Podtrzymuję swoje zdanie, że każda ze stron
                    > mogłaby z czegoś zrezygnować na koszt drugiej.


                    Przypomina mi się pewien gorący wątek na temat palaczy, którzy twierdzili, że
                    niepalący powinni iść na kompromis i jakoś dym znosić, bo przecież oni muszą
                    gdzieś palić. Codzienna, głośna muzyka może zdrowia nikomu nie rujnuje ale nerwy
                    raczej tak.

                    Pozdrowienia. Wegatka
                    • odalie Re: Alternatywy 4 29.12.04, 16:01
                      A ja się uprę smile)))

                      Przecież gdyby muzyka/ćwiczenia dobiegała tylko w określone dni, w określonych
                      porach (rezultat kompromisu idącego w obie strony) - to nie jest systematyczne
                      słuchanie denerwujących dźwięków?

                      A to, że ktoś ma dziecko, to nie znaczy chyba, że otoczenie ma cały czas
                      (czytaj - kompletny zakaz gry we wszystkie dni) chodzić wokół na paluszkach.

                      Przeraża mnie ten ton (niekoniecznie Twój akurat, Wegetka): "walcie w rury,
                      nastawcie heavy-metal itd"...

                      Co do papierosów - różnica jednak jest. Ten argument do mnie nie przemawia.
                  • lola211 Re: Alternatywy 4 30.12.04, 14:10
                    > Ale chodzi o to, aby próbować się dopgadać - a tu tyle postów typu "a weź
                    > walnij czymś w kaloryfer"... sad

                    Przeciez załozycielka watku wyraźnie napisała, ze próbowala sie dogadac, a
                    pianistka ja olała.Z pewnymi ludzmi nie sposób sie dogadac, bo maja wszystkich
                    gdzies, jak opisany przeze mnie sasiad, na ktorego skutkuje tylko walenie w
                    kaloryfery.Z takimi typami nie da sie rzeczowo i normalnie..
    • umasumak Przemyślenia po przeczytaniu całego wątku 28.12.04, 22:47
      Przeczytałam cały wątek i powiem szczerze, że nie przypuszczałam, że kiedyś
      mogłam stać się źródłem podobnych emocji wśród moich sąsiadów. Nie stałam się
      nim i chwała Bogu za wyrozumiałość tych ludzi, bo wtedy zapewne nie mogłabym
      ćwiczyć. Niestety nie jest to takie proste, żeby ćwiczyć poza domem.
      Doświadczyłam tego, kiedy podczas tzw "okienek", nie opłacało mi się jechać do
      domu i wtedy próbowałam dorwać jakąś salę, żeby choć trochę poćwiczyć.

      W domu ćwiczyłam bardzo dużo, w tygodniu po 4-5 godzin dziennie, a weekendy
      nawet po 8 godzin. Nikt nigdy się nie skarżył - wręcz przeciwnie - spotykałam
      się z samymi oznakami sympati i wręcz podziwu dla mojej wytrwałości. Ba! Nawet
      uczyłam parę osób z sąsiedztwa gry na fortepianie (głównie koledzy byli
      zainteresowani wink). Fakt, że nie było małych dzieci wokoło. Ani starszych
      ludzi. Gdyby byli, pewnie sytuacja wyglądałaby inaczej.
      Oczywiście nigdy nie grałam po 22. Najczęściej ćwiczyłam od 16 (wtedy
      docierałam do domu z zajęć i pierwsze co po zjedzeniu obiadu, było otwarcie
      instrumentu) do 21 prawie bez przerwy. W soboty i niedziele zazwyczaj od 9 do
      18 - 19 z dłuższymi przerwami. Ćwiczyłam przy zamkniętym "skrzydle", tak aby
      dźwięk był nieco stłumiony. Kiedyś w rozmowie z sąsiadami dowiedziałam się, że
      nie jest to aż tak uciążliwy chałas. Twierdzili, że na poziomie innych
      codziennych odgłosów zza ściany (telewizor, radio itp).

      Do autorki wątku - postaraj się porozmawiać z mamą tej dziewczyny albo z nią
      samą, ale tak na spokojnie, bez grożenia skargami itp. jestem przekonana, że
      dojdziecie do porozumienia. Poproś o wyciszenie. Nie zawsze jest konieczny
      remont aby to zrobić. W moim przypadku wystarczało jak widać, nie podnoszenie
      skrzydła.
      A autorkom pomysłów typu "na full hevy metal" itp, radzę się zastanowić. Bo to
      już moje drogie, jest czysta złośliwość, a nie załatwienie problemu. Pzdr
      • wegatka Re: Przemyślenia po przeczytaniu całego wątku 28.12.04, 23:02
        umasumak napisała:

        > Nikt nigdy się nie skarżył - wręcz przeciwnie - spotykałam
        > się z samymi oznakami sympati i wręcz podziwu dla mojej wytrwałości.

        Może Ty, Umo, po prostu bardzo pięknie grałaś smile Gorzej gdy trzeba znosić grę
        kogoś, komu wydaje się, że ma talent.
        • umasumak Wegatko :)) 28.12.04, 23:16
          wegatka napisała:

          > umasumak napisała:
          >
          > > Nikt nigdy się nie skarżył - wręcz przeciwnie - spotykałam
          > > się z samymi oznakami sympati i wręcz podziwu dla mojej wytrwałości.
          >
          > Może Ty, Umo, po prostu bardzo pięknie grałaś smile Gorzej gdy trzeba znosić grę
          > kogoś, komu wydaje się, że ma talent.

          Wegatko, lejesz miód na me serce wink). Ale tak poważnie, to przecież nie od razu
          pięknie grałam, a nawet po latach ćwiczeń, gdy się pracuje nad jakimś problemem
          w danym utworze, to nieraz powtarza się dziesiątki, a nawet setki razy jakiś
          mały fragment.
          Zapewne miałam duuużo szczęścia. Sąsiadów miałam wpaniałych, ale też mimo
          wszystko fortepian nie jest tym z najbardziej uciążliwych instrumentów,
          szczególnie gdy się gra przy opuszczonym skrzydle.
          • bea.bea Re: Wegatko :)) 29.12.04, 22:24
            Moj sąsiad...smile ...nie mylić z "juz mniej upierdliwą sąsiadką" gra na waltorni.
            i ostatnio siedziałam na schodach pod jego drzwiami tak ładnie mu szło...aż
            mnie przyłapali na podsłuchiwaniu smile))
    • mynia0 Re: Sąsiadka - pianistka=horror 29.12.04, 22:13
      tak sobie przeglądam wątek.... hm..... ja jestem zawodową pianistką, ćwicze w
      domu, ale staram sie nie przeszkadzać sąsiadom. gram w porach dopołudniowych, a
      po południu w pracy. wiem, ze ćwiczenie może być uciążliwe, ale to niestety
      konieczność. spróbuj się dogadać z kobietą. może coś wspólnie ustalicie - na
      przykład, ze nie ma ćwiczenia o 17, bo właśnie o tej porze śpi Twoje dziecko.
      poza tym, nie wierzę, ze ktokolwiek jest w stanie ćwiczyć przez cały
      dzień. /Zimmermann jest tylko jeden, no ale on mieszka we własnym domu i gra
      nocami/. ja po 5 godzinach łącznie w ciągu dnia mam dosyć. jak nie pomoże -
      ciężka sprawa, bo prawo spółdzielniane jest po stronie sąsiadki, niestety. mnie
      trafiało, jak sąsiad wiercił przez 3 miesiące, bo robił remont, ale nic nie
      mogłam zrobić.

      no i słówko o instrumentach - żaden, powtarzam - żaden elektroniczny instrument
      nie zastąpi pianina lub fortepianu. nie ten dźwięk, nie te klawisze, nie ta
      technika. wiem, co mówię, bo pracowałam na takich instrumentach na studiach /
      najczęściej były to Yamahy i Kawai/. "żywego" instrumentu nie zastąpi nic.
    • olkawo Re: Sąsiadka - pianistka=horror 30.12.04, 15:48
      to jest właśnie to czego nie cierpię, ludzie mieszkając w blokach zachowują się
      tak jakby mieszkali we własnym domu na 200 hektarowej posiadłości gdzie do
      najbliższego sąsiada mają 100 km, granie na instrumentach, pólroczne remonty,
      wiercenie dziur o 20.00 w sobotę, psy wielkości cielaków, karmienie gołębi,
      kotów i innych stworzeń a człowiek boi się zwrócić uwagę bo mu np. w odwecie
      szybę wybiję w samochodzie albo coś innego zrobią.
      Ja na Twoim miejscu poszłabym do niej i grzecznie ale stanowczo powiedziała że
      po załóżmy godzinie 20tej nie życzysz sobie by grała, jeśli to nie pomoże, idź
      na skargę do spóldzielni a jeśli oni to oleją to wezwij policję albo straż
      miejską w końcu zakłóca ciszę nocną, możę coś pomoże.
      Pozdrawiam
      Ola i Mateo (15.08.03)
      • skarolina Re: Sąsiadka - pianistka=horror 30.12.04, 21:44
        > to jest właśnie to czego nie cierpię, ludzie mieszkając w blokach zachowują
        się
        >
        > tak jakby mieszkali we własnym domu na 200 hektarowej posiadłości gdzie do
        > najbliższego sąsiada mają 100 km

        To jest właśnie to, czego nie cierpię - ludzie mieszkając w blokach życzą sobie
        mieć warunki takie, jakby mieszkali we własnym domu na 200 hektarowej
        posiadłości, gdzie do najbliższego sąsiada mają 100 km - ma być idealna cisza,
        spokój i nikt nie ma prawa im tego w żadnen sposób zakłócić.

        > Ja na Twoim miejscu poszłabym do niej i grzecznie ale stanowczo powiedziała
        że
        > po załóżmy godzinie 20tej nie życzysz sobie by grała, jeśli to nie pomoże,
        idź
        > na skargę do spóldzielni a jeśli oni to oleją to wezwij policję albo straż
        > miejską w końcu zakłóca ciszę nocną, możę coś pomoże.


        Ciszę nocną to ona by zakłócała grając po 22.
        • wegatka Re: Sąsiadka - pianistka=horror 31.12.04, 11:24
          skarolina napisała:


          > Ciszę nocną to ona by zakłócała grając po 22.


          Sęk w tym, że sąsiadka autorki wątku właśnie zaczyna ćwiczenia po 22-iej.
          • wegatka Zakręcona, zakręcona... 31.12.04, 11:39
            Czytałam kilka razy ten wątek i dopiero teraz zauważyłam, że owa pianistka gra
            do 22-giej, a nie od 22-giej. Bardzo przepraszam za moje zakręcenie smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka