nika8811
17.01.05, 00:48
Witam serdecznie. Może zacznę od początku. W 2001 roku, jako młoda i
bezdzietna para wprowadziliśmy się do mieszkania /trzecie piętro, kawalerka/
w czteropiętrowym bloku. Tymczasem nad nami mieszkało już młode małżeństwo z
maleństwem, w dodatku kobieta to jakaś tam kuzynka mojego męża.
Nieodzywaliśmy się do siebie bo jakoś nigdy się bliżej niepoznaliśmy. Pewnego
dnia /jeszcze za naszej kawakerki, bo zdazało nam się pomieszkiwać tam przed
ślubem/ około 13.00 przyszedł do nas sąsiad z góry z prośbą o sciszenie
muzyki bo jego ciężarna żona chce sie przespac, a my jej to utrudniamy.Ok,
troszke zgłupiałam bo muzyka szła ciszej niż zwykle u sąsiada DJ-a /ich
przekątna, a mieszkania przerażliwie akustyczne/, ale dobra wyłączyliśmy
muzyke.Mając na uwadze powiązania rodzinne i prośbę sąsiada nie zdażyło nam
się przeszkadzać zbytnio muzyką.I nikt się nie uskarżał. Jak już wspomniałam
wprowadziliśmy się na dobre jak już mieli dzidziusia. Po pół roku sami już
oczekiwaliśmy na dzidzie i w związku z tym owa kuzynka uznała że zaczniemy
rozmawiac. Chyba myślała żejest strasznie doświadczona- a ja nie specjalnie
trawię małolaty udające mądrzejsze ode mnie samej. Jednak wbrew pozorom było
miło się odzywac. No i dobra. Zrobiliśmy remont, pojechaliśmy na wakacje,
wróciliśmy, a w łazience świeża plama na malowanym suficie /przy rurkach
akurat/. No to lecę z tym brzuchem na czwarte i mówię jej o swoich
spostrzezeniach, a ta na to że to pewnie z rur bo u niej wszystko ok.
Ponieważ nas nie było więc nie wiedzieliśmy że kupili właśnie pralkę i
zapewne jest zle podłączona. W sumie zalali nas trzy razy wtym raz w taki
sposób, że aż do parteru doszło. Za każdym razem byłam u nich i prosiłam o
zrobienie czegoś, a także poprosiłam zeby była tak miła i przy robieniu
porządków nie rzucała wszystkim o podłogę /mają nieszczęsne panele/.