SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE.

17.01.05, 00:48
Witam serdecznie. Może zacznę od początku. W 2001 roku, jako młoda i
bezdzietna para wprowadziliśmy się do mieszkania /trzecie piętro, kawalerka/
w czteropiętrowym bloku. Tymczasem nad nami mieszkało już młode małżeństwo z
maleństwem, w dodatku kobieta to jakaś tam kuzynka mojego męża.
Nieodzywaliśmy się do siebie bo jakoś nigdy się bliżej niepoznaliśmy. Pewnego
dnia /jeszcze za naszej kawakerki, bo zdazało nam się pomieszkiwać tam przed
ślubem/ około 13.00 przyszedł do nas sąsiad z góry z prośbą o sciszenie
muzyki bo jego ciężarna żona chce sie przespac, a my jej to utrudniamy.Ok,
troszke zgłupiałam bo muzyka szła ciszej niż zwykle u sąsiada DJ-a /ich
przekątna, a mieszkania przerażliwie akustyczne/, ale dobra wyłączyliśmy
muzyke.Mając na uwadze powiązania rodzinne i prośbę sąsiada nie zdażyło nam
się przeszkadzać zbytnio muzyką.I nikt się nie uskarżał. Jak już wspomniałam
wprowadziliśmy się na dobre jak już mieli dzidziusia. Po pół roku sami już
oczekiwaliśmy na dzidzie i w związku z tym owa kuzynka uznała że zaczniemy
rozmawiac. Chyba myślała żejest strasznie doświadczona- a ja nie specjalnie
trawię małolaty udające mądrzejsze ode mnie samej. Jednak wbrew pozorom było
miło się odzywac. No i dobra. Zrobiliśmy remont, pojechaliśmy na wakacje,
wróciliśmy, a w łazience świeża plama na malowanym suficie /przy rurkach
akurat/. No to lecę z tym brzuchem na czwarte i mówię jej o swoich
spostrzezeniach, a ta na to że to pewnie z rur bo u niej wszystko ok.
Ponieważ nas nie było więc nie wiedzieliśmy że kupili właśnie pralkę i
zapewne jest zle podłączona. W sumie zalali nas trzy razy wtym raz w taki
sposób, że aż do parteru doszło. Za każdym razem byłam u nich i prosiłam o
zrobienie czegoś, a także poprosiłam zeby była tak miła i przy robieniu
porządków nie rzucała wszystkim o podłogę /mają nieszczęsne panele/.
    • nika8811 Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 01:05
      Byłam stanowcza acz miła. Wkrótce i u nas był dzidziuś.I zaczeło się wieszanie
      przez sąsiadkę kapiących rzeczy na wysięgnikach za balkonem, zwrócenie uwgi
      kończyło się tym, że pralka nie chce wirować / co mnie to obchodzi, a zalany
      wózek mojego dziecka, bo to było lato?/,zamiatanie balkonu akurat wtedy gdy
      werandowałam małą. Ale przebolałam. Miedzyczasie ich syn rósł, kopał, darł sie
      w domu i na klatce /histerie jak to dziecko/, rzucał garnkami budząc moje
      dziecię i dj za ścianą grał do wiwatu. No cóż, powiedziałam to są bloki i
      trzeba to jakoś przeboleć. I jaka zapłata??? Otóż od pewnego czasu przebywanie
      w domu stało się dla nas straszne. Syn tegoż kuzynostwa /jakieś 4 latka/ budzi
      się o godz. 6.00., a czasem o 5.00. Wtedy zaczyna się dla niego luz blues.
      Biega jakby go ktoś nakręcił, a chód ma ciężki jak jego matka, rzuca cierpliwie
      klockami po panelach, przewraca krzesła może taborety, skacze z łózka lub
      foteli, w każdym bądz razie hałas z rana nieziemski.Trzęsie się sufit i dzwoni
      szkło w szafkach. Mąż pracuje na zmiany, a nasze dziecko pragnie sypiać do 10.00
      • nika8811 Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 01:15
        I co z tego? Jeśli im sąsiad przeszkadza dzwonią po policję, a ja co? rozmawiam
        z takimi. Naiwna? Wczoraj w nocy godz.24.00 już nie wytrzymałam. Rozchorowało
        im się dziecko i narobili takiego hałasu na podłodze że szok.Obudzili moją
        córę, ale jakoś wytrzymałam do rana. O 9.00 poszłam z rozbudzoną córcią do
        nich i grzecznie chciałam wygarnąć o co mi chodzi. I dowiedziałam się zebym jej
        nie nachodziła, że cisza nocna jest do 6.00 i że wogóle to jak mi nie pasuje to
        wyprowadz się do tesciów. Ryczałam całą niedzielę bo co tu można zrobić, jeśli
        prośby nie skutkują. Pomóżcie bo już jestem na lek uspokaj. Co ja mogę zrobić?
        • nika8811 Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 01:27
          Nie stać nas na kupno lub zmianę mieszkania. Czy jest jakiś paragraf który mi
          pomoże przy składaniu skargi do spółdzielni? Pomóżcie kochani Rodzice.
          P.S. dodam, że gdy rano w jej domu jest mąż to jest cisza jak makiem zasiał i
          dziecko jakoś się obywa bez rzucania wszystkim o podłogę. Dzisiaj dotarło do
          mnie, że są ludzie do których kompletnie nic nie dociera i potrafią w twarz
          wyprzec się, że są sprawcami czegoś, a w ogóle to ostatnie piętro to chyba
          jakaś nobilitacja do uprzykrzania życia innym- oczywiście to się tyczy tylko
          mojej sąsiadki nie Was. Też mam dziecko i mam świadomość, że pode mną są
          sąsiedzi.Wybaczcie, że długie okropnie, ale mam już dosyc. Pozdrawiam
          wszystkich.Może ktoś coś poradzi. Monika mama 2-letniej Marysi.
        • mama_oli_i_tomka Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 01:31
          Wiesz sama znam ten problem, bo też mieszkam w bloku. Z jednej strony rozumiem,
          że moje mieszkanie należy do mnie i mam w nim prawo do swobody. Ale z drugiej
          strony mam świadomość, że owa swoboda musi uwzględniac nader bliskie sąsiedztwo
          innych osób. Osobiście Bogu dziękuję, że mieszkam na parterze, bo napewno
          miałabym trucie za dzieci biegające po mieszkaniu.
          No cóż. Ciężko być sąsiadem z dołu. Po prostu musisz zwracać im uwagę -
          grzecznie acz stanowczo za każdym razem. A jak Was zalewają to wzywasz fachowca
          z administracji i niech sprawdza. Jak to u nich - masz świadka i możesz ich
          ścigać. Co do balkonu - proponuję latem rozstawić grill, bo zapach zazwyczaj
          idzie do góry. Może to coś da. Ja niestety mam wojowniczą naturę i ZAWSZE
          zwracam uwagę. A jak nad nami o północy ktoś chodził w chodakach po klepce? To
          następnego dnia powiedziałam co myślę - grzecznie acz stanowczo i chyba
          zrozumieli bo było cicho.
          Możesz ew prowadzić wojnę. Jeśli ich młody wariuje przed 6 wzywaj policję...
          Jeśli słyszysz dzikie wrzaski czy jęczenie młodego - wzywaj policję... Zalali -
          wzywaj hudraulika... Zaśmiecają balkon - wezwij administratora budynku...
          A poza tym myślę, że Ty jesteś dla nich za miła, za grzeczna. Powiedz im
          stanowczo, że nie będziesz ich egoizmu tolerować, bo swoje prawa znasz i w
          końcu zaczniesz je egzekwować.
          Może to cos pomoże.
          Pozdrawiam
          • nika8811 Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 01:46
            Dziękuję mamo Oli, ale myśle, ze moje zwracanie im uwagi lata im wiesz gdzie.
            Dzisiaj dano mi do zrozumienia,że albo ich będę znosić albo won z mieszkania. W
            ogóle ich nie interesuje to, że moje to też dziecko, że my to też ludzie i że
            mieszkamy na tych samych prawach. Fakt, prawie codziennie nie ma ich do
            wieczora w domu, ale co z tego jak od 6.00 do 8-9.00 mamy z głowy, albo nawet
            cały dzień. Nie mogę zrozumiec jak można siedziec w takim hałasie bez przerwy
            bo ich syn robi to z uporem maniaka non stop. Sama bym przy dzecku takiego
            zachowania nie zniosła. A moze ona torobi celowo? Nie wiem. Dlaczego innym
            przeszkadza to że dziecko śmieje się podczas kąpieli, że robię schabowe o porze
            obiadowej, że dziecko się huśta na wiszącej huśtawce, dlaczego ja zbraniam
            dziecku i szanuję innych cisze, a mojej nikt nie chce uszanować. Ale z tą
            policją to nie omieszkam tym bardziej że zdarza im się przesadzic przy
            weekendzie. A może jednak wojna? brrrrrrrr
            • nika8811 Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 01:50
              A może kupię jakieś porządne głośniki i naraże się przy okazji innym sąsiadom.
              Nie wiem jakiś paragraf może by ich potzrąsnął. Nigdy nie miałam problemów ze
              zdrowiem, ale czuje, że zaczynam sie psychicznie podłamywac. No bo jakoś trzeba
              zyc ale jak tu funkcjonować? Pozdrawiam mamusie i tatusiów.
              • nika8811 Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 01:52
                Przepraszam.t.j. Mamo Oli i Tomka.
        • mama_agaty Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 14:32
          Dla policji nie ma czegoś takiego jak cisza nocna - jeśli hałas jest obiektywnie
          uciążliwy, to godzina nie ma znaczenia. Mozesz zadzonić o każdej porze, policja
          ma obowiązek przyjąć zgłoszenie i pojawić się na miejscu wezwania. Zbyt wiele
          zapewne nie zdziałają - przyjadą, wylegitymują, pouczą, ale może to da Twoim
          sąsiadom do myślenia. A skargę do spółdzielni napisz koniecznie!


          Pozdrawiam serdecznie,

          Katarzyna
    • vatum Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 08:33
      Zadzwoń w ciągu dnia na najbliższy komisariat i powiedz jakich uciążliwych masz
      sąsiadów, zaznaczając że dzieje się to w bardzo późnych godzinach lub w xzbyt
      wczesnych i spytaj się czy możesz wezwać policję a jeśli tak to co oni wtedy
      mogą zrobić. Dowiedz się też kto jest dzielnicowym w tej okolicy i pójdź do
      niego i złóż skargę - jego obowiązkiem będzie interweniować w tej sprawie.
      Jeśli po wezwaniu policji czy dzielnicowego będziesz miała nieprzyjemności, to
      znów złóż skargę zaznaczając, że ci grożą czymkolwiek. JPowinno im się znudzić.
      A no i jeszcze złóż skargę w spółdzielni mieszkaniowej. Wszędzie gdzie tylko
      się da. Możesz myśleć, że przesadzasz i może nie jest tak źle ale ja też
      odchodziłam od zmysłów jak robili remont nad moją głową - dwa lata koszmaru!
      Skończyło się na interwencji policji. Jest spokój. Mam nadzieję, że poradzisz
      sobie i szybko wszystko się uspokoi.
      I jeszcze jedno! Ludzie, którzy mają panele nie zdają sobie sprawy z tego ile
      hałasu robią, więc niech Twój mąż zaprosi męża sąsiadki do Was pod jakimś
      pretekstem by w czymś pomóc, może on wtedy usłyszy jaki hałas robi jego
      pociecha i może coś z tym zrobi.
      Pozdrawiam!
      • wolf7777 Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 09:37
        Nie jestes sama. Oj nie. Ale ja też nie bardzo mam pomysł na rozwiązanie.
        Rozumiem że sąsiedzi upierdliwi są na górze? U nas tak jest. Konflitky częste
        choć teraz mamy trwającą przez ponad 7 mc ciszę. Tzn unikanie jakichkolwiek
        kontaktów. U nas konfliktowa jest pani, z tatą byś my się pewnie jakoś tam
        dogadali. Oni mają dwójke dzieci, my jedno. Oni wstają o 5 rano, my o 8 lub
        wczesniej jak juz sie nie da wytrzymac. Najbardziej przeszkadzali mi o 6 rano
        jak dziecie bylo b. male i rano akurat byla chwila zeby odespac noc - wtedy
        cora ich rozpoczynala harce, biegi i co najgorsze spiewanie - b. ladnie i b.
        glosno - slyszelismy kazde slowo. Mysle ze w duzej mierze ludzie nie zdaja
        sobie sprawy z hałasu który oni i ich dzieci robia. My teraz czesto pytamy
        naszych sasiadow z doly czy wszystko jest ok.
        Teraz troche sie z tego smieje np. ona zawsze odkurza mieszkanie wtedy kiedy ja
        usypiam dziecko (12-13) nie wiem czy te jej dzieci w ogole spia w dzien. No
        coz zato my odkurzamy z reguly kolo 18-19.30 - i nie wiem czy ich wtedy nie
        spia. smileAcha sasiad jest super majsterkowicz, zawsze cos naprawia i wierci. Byl
        moment kiedy mialam dosc i myslalam koniec z blokiem, tylko wlasny dom bez
        sasiadow ale jakos na razie mi przeszlo .I mam wrazenie ze sasiedzi zmienili
        wspolna sypialnie na inny pokoj dzieki czemu my mamy wiecej spokoju.
        Ale dobrze wiem co czujesz. Czasem dobrze dzialaja korki do uszu. My tez
        mielismy w planie uszczelnienie rur od kaloryferow takim klejem bo z nich chyba
        najwiecej niesie ale na razie brak nam weny zeby to ruszyc. Zycze spokoju i
        ciszy.
        • ewma Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 09:49
          O Boże ,czytając o waszych problemach z sąsiadami,czuje ulge że mieszkam w
          domku jednorodzinnym.My też mamy dziwnych sąsiadów ,ale z tym plusem że
          denerwują mnie tylko wtedy gdy jesteśmy na ogrodzie. W razie czego moge wejść
          do domu i tyle. Wam zostaje spacer , gorzej gdy to środek nocy! Pozdrawiam
    • ezagraj Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 11:30
      Witam i współczuję ja też kiedyśmiałam sąsiada który umilał życie ludziom w
      bloku tyle tylko że raz to inni mu niedziele uprzykrzyli. A było to tak gościu
      nie rozumiał ze o ile w tygodniu jedni idą do pracy rano to wcale nie znaczy że
      każdy punkt 6 musi sie zrywać bo jego dziecko odstawia podobne numery do
      opisywanych przez ciebie. Róznica tu była taka że gość mieszkał podspodem ale
      cały blok słyszał to przynajmniej na 1 piętro w góre i w dół. Ale przed
      zastosowaniem tego proponuję dzień wcześniej ostrzec sąsiadów i powiedzieć im
      co jest tego przyczyną i dlaczego to robisz w tak dyrastyczny sposób bo moga
      inaczej Cię nie zrozumieć.
      A robi się to tak w niedzielę koniecznie kiedy jest mąż twojej sąsiadki w domu
      i smacznie sobie śpi np o 6;15 bo to już po ciszy nocnej, warunkiem jest
      posiadanie metalowych futryn w domu, bierzesz młot udarowy bez wiertła
      oczywiście dostawiasz do futryny włączasz udar i uwierz że twój sąsiad w ciągu
      5 minut jest u Ciebie a Ty mu możesz wygarnąć wszystko co ci leży na wątrobie
      jak sądze to mąż owej pani o niczy m nie wie że to żona z dzieciakiem wam życie
      uprzyjemnia. Możesz go spytać do czego trzeba się posunąc żeby zrozumieli że są
      uciążliwymi sąsiadami i że żyjąc w bloku trzeba brać pod uwagę innych. U nas
      pomogło wiem że ktoś może powiedzieć że to było chamskie co zrobiliśmy ale to
      była ostateczność i gość zrozumiał że coś jest nie tak i dał sobie na
      wstrzymanie. Z chamami trzeba walczyć ich metodami bo rozmowy nie uznają są za
      ograniczeni żeby pojąć co do nich mówisz
      Pozdrawiam Edyta
    • mamazuzika Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 12:03
      witajcie!rety skad ja to znam!pocieszam sie tym ze moja mala ma mocny sen i robi sie coraz starsza a potem halas tak bardzo nia przeszkadza . drugie dziecko na pewno bede wychowywac w halasie to wtedy przywyknie i nie bedzie sprawy bo z sasiadami na pewno nie wygram
    • desire.et Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 12:24
      u mnie sytuacja jest w pewnym sensie odwrotna. To ja mieszkam na ostatnim
      pietrze i mam problemy z sasiadami. Przestrzegamy ciszy zarowno nocnej jak i
      poobiedniej (u nas obowiazuje od 12 do 15, chociaz teoretycznie jest to juz
      zniesione). Kiedy dziecko zaczelo raczkowac, zaczely sie pretensje,
      nachodzenia, grozby itp. Nasze pietro jest dobudowka i ma wady konstrukcyjne.
      Nie da sie w nim chodzic tak, zeby nie bylo slychac. A fruwac poki co czlowiek
      jeszcze nie umie. Sasiedzi maja juz nastoletnie dzieci i chyba zapomnieli jak
      to jest miec malenstwo.. Nasze dziecko nie biega w mieszkaniu, nie gra w pilke
      (od tego sa place zabaw) nie skacze, a mimo tego ciagle mielismy wizyty z dolu.
      Doszlo do tego, ze sasiad grozil nam mafia, napadl meza i go uderzyl. Do
      tesciowej dzwonia anonimowi ludzie z grozbami, sasiad robil mi zdjecia...
      awanturowali sie w spoldzielni. Ile mozna zniesc? Powiadomiona zostala policja
      kilka razy, co jeszcze bardziej rozsierdzilo sasiadow. I niestety to juz nie
      chodzi o poruszenie sie po mieszkaniu, bo tu naprawde nie mieli nam nic do
      zarzucenia. Dziecko wstaje po 8, w weekend ok 9 a idzie spac o 19 i nie ma mowy
      o naruszaniu ciszy. Ten typ tak juz ma... po ataku dostali ostrzezenie ze
      spoldzielni, ze zostana usunieci z mieszkania, jesli taka sytuacja sie
      powtorzy. Dodam,ze to jest ich ktores tam z kolei mieszkanie i wszedzie mieli
      konflikty. Czy wiecie, jak balam sie wchodzic do wlasnego domu, bo po drodze
      otwieraly sie drzwi i rozlegalo sie "szczekanie" ?? Dziecko szlo o 19 spac, a w
      pokoju pod nim rospoczynala sie "dyskoteka" - przyznali sie sami do tego. Nawet
      moi goscie zostawali obrzucani obelgami.. Koszmar. A na rozmowie w spoldzielni
      klamali w zywe oczy mowiac, ze MY meble codziennie przestawiamy wink W tej chwili
      jest spokoj, boja sie, ze ich wyrzuca, a ja wreszcie spokojnie wchodze do
      mieszkania. Jakos przestalo im przeszkadzac, ze ktos nad nimi mieszka.
      Naprzeciwko sasiadow mieszka malzenstwo - ona wysuszona, zastraszona kobieta,
      on - pijak i awanturnik (spanie do 11, potem sniadanko i do knajpy, powrot 1-2
      w nocy i awantura, wyzwiska, szarpanina). Nad nimi (a naprzeciwko nas) mieszka
      malzenstwo z malenkim dzieckiem.. ci dopiero maja... i jeszcze nie moga okien
      otwierac bo tamci maja tak przepalone mieszkanie od papierosow (z 40 lat juz)
      ze smierdzi..
      Co ciekawe, pijak im nie przeszkadza, chociaz slychac go na parterze, a dziecko
      owszem...
      Ehh.. ale sie wygadalam wink
      • iwcia75 Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 14:33
        ja mam troche inna historie. mieszkamy na 4, ostatnim pietrze i mamy bardzo
        przyzwoitych sasiadow- chociaz ich juz raz zalalismy. nie bylo nas wtedy w
        domu,a cos sie stalo ze zlewem i cieklo. sasiad szukal nas po zakladach pracy,
        bo caly sufit w przedpokoju mu zalalo. jak sie o tym dowiedzialam,to pedzilam
        do domu z placzem, bo myslalam,ze nie tylko sasiad zalany,ale ze pewnie w
        kuchni wody po kolana. nie bylo tak zle,ale u sasiada tragicznie. zaraz poszlam
        do niego,a on przyszedl do mnie, zakrecil wode i przestalo leciec. nawet nie
        krzyknal-powiedzial,ze to przeciez nie nasza wina. zaraz przylecial maz z
        pracy, poszedl pogadac z sasiadem, obejrzal zacieki, pogadali o remontach.
        u nich sa czesto wnuczki- halasuja na cala klateke, krzycza, biegaja,ale jak to
        dzieci. trzeba byc czlowikiem- niedlugo moje dziecko bedzie halasowac.
        • nika8811 Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 22:55
          I oto chodzi kochane e-mamy, TRZEBA BYĆ CZŁOWIEKIEM jak to napisała iwcia75.
          Przecież tez mamy dziecko i nad kims mieszkamy, ale staramy się nie byc
          uciażliwymi. Próba jakiegokolwiek ponownego kontaktu z sąsiadami nie wchodzi w
          grę, przynajmniej z tą dziewuchą.Stało się to dla mnie poniżajace bo i tak mają
          wszystko w d... Owszem taki miałam plan zanim tam poszłam, żeby porozmawiac z
          mężem sasiadki bo myślałam, ze moze on by nią wstzrasnął. Wiem ze podczas
          naszej rozmowy on był w domu i prosiłam o rozmowe z jej meżem, ale uparła sie,
          ze nie ma go w domu wobec czego to ona była moją rozmówczynią. Lecz nie sądzę
          zeby nie wiedział lub nie słyszał o co chodzi.grają nam poprostu na nosie bo
          niewiele mozemy im zrobic. Ale skargę napiszę i to porządną, a o policji to już
          będę pamiętać i wezwę bez skrupułów. Oni na pewno by nam nie odpuscili.
          • nika8811 Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 17.01.05, 23:14
            Serdecznie dziękuję mamom które zechciały mi jakoś pomóc i mam nadzieję, że nie
            bedę musiała skorzystać z niektórych drastycznych sposobów uświadamiających.
            Troszkę mi się humor poprawił bo pewna znajoma sąsiadka spróbuje mi pomóc /pani
            cieszy się ogólnym poszanowaniem i zna mnie od dziecka, a w dodatku mieszka w
            mojej klatce/, a w ogóle to była w szoku jak jej opowiedziałam o zaistniałej
            sytuacji.Nie mogła mi uwierzyć, ze można mieć takiego złośliwca nad sobą.Wiem,
            że może lepiej nie narzekac bo może się trafić gorsze towarzystwo, ale za długo
            udawać ze nic się nie dzieje to też nie można bo to nie zdrowe. Pozdrawiam
            serdecznie i jeszcze raz wielkie dzieki za odzew. monika mama 2-letniej
            Marysi.Jak się coś zmieni to napisze.pa
    • malazuzia Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 18.01.05, 19:41
      Mam dokładnie ten sam problem, z tym, że dzieci mają po 17-18 lat. Muzyki
      słuchają w taki sposób, że szklanki dzwonią. A na dodatek jedno z nich gra na
      wiolonczeli. Ile razy z mężem chodziliśmy na górę nikt nam nawet drzwi nie
      otworzył. A dziś kielich goryczy się przelał i wezwaliśy policję. Nagle zrobiło
      się przyjemnie. Horror nasz trwa już ponad 6 lat.
      W zeszłym roku zapadł wyrok a Sądzie Administracyjnym skazujący jakąś rodzinę
      za to, że dzieci za głośno chałasowały.
      Wzywać policję do bólu, bo za trzecią interwencją sami muszą złożyć wniosek do
      sądu i musisz powiadomić administrację.
      Każdy lokator ma się tak zachowywać, aby nie przeszkadzać drugiemu. Cisza
      nocna trwa w nocy, ale kultura trwa całą dobę.
      Jeżeli twoja sąsiadka płaci rachunki i zachowuję się tak jak chce, to ty płacąc
      rachunki też masz prawo do spokojne mieszkania tak jak to ty sobie chcesz. Ona
      może chcieć jeżeli będzie mieszkała w swoim domu sama. Zresztą o tym mówi
      paragraf 144 kodeksu cywilnego: " właściciel nieruchomości powinien przy
      wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały
      korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze
      społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych".
      Zagadnij jej o tym paragrafie to może zmięknie i się przestraszy. Albo pogadaj
      z dzielnicowym. napewno ktoś ci musi pomóc.
      Pozdrawiam
    • agacz2905 Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 18.01.05, 21:50
      Dobry sąsiad potrafi być niczym miód na zbolałą duszę, zły - bywa największym
      koszmarem i przekleństwem, skąd ja to znam... Jeszcze rok temu z kawałkiem
      mieszkałam raptem po drugiej stronie jednej z rzeszowskich ulic, w 2 pokojowym
      mieszkaniu, na I piętrze 3-piętrowego starego (w sensie: porządnego, z
      cegły...hehe) bloku. Kupując mieszkanie, nie patrzyliśmy np. na to, że
      wszystkie jego 3 okna wychodzą na tzw. wewnętrzne, zamknięte podwórze, że
      mieszkanie nie ma balkonu, że być może kiedyś będziemy mieli dziecko lub dzieci
      ( a mieliśmy szybciej niż się spodziewałam). Nie widzieliśmy, że wokół nas
      mieszkają same starsze osoby, które mieszkają tam od powiedzmy 55 lat i
      stanowią w jakimś sensie hermetyczne, dość specyficzne plotkarskie środowisko,
      mają swoje nawyki, które są niezauważalne dla dwojga pracujących i
      przebywających poza domem ludzi, natomiast stają się koszmarem dla osoby
      przebywajacej non stop w mieszkaniu (np. dla mnie na leżącym ciążowym
      zwolnieniu) lub dla ludzi , którzy mają małe dziecko. Summa summarum -
      mieszkaliśmy tam 4 lata bez tygodniasmile) - od listopada 1999 do listopada 2003.
      Przez ten czas zniosłam wiele uciążliwości, nerwów, upokorzeń za sprawą uroczej
      leciwej sąsiadki mieszkającej pode mną, na parterze. Tak uciążliwej osoby nie
      spotkałam jak długo żyję, długo by o tym pisać. Przeraźliwie głośne rodzinne
      imprezy suto zakrapiane procentami. Radio Maryja słuchane na full na parapecie
      kuchennego okna. Dłuuuuugie i głośne (od bladego świtu do zmierzchu) Polaków (a
      właściwie leciwych Polek) rozmowy (a właściwie ordynarne ploty). Miałam dość, o
      innych zachowaniach tej pani już mi się pisać nie chce. Będąc w drugiej ciąży,
      miałam jeden cel i zarazem obsesyjne marzenie: wyprowadzić się stamtąd. Udało
      się, bo urodziło się drugie dziecko płci odmiennej (choć moim skromnym zdaniem
      bez względu na płeć drugiego dziecka byłoby nam tam niemożliwie ciasno).
      Wyprowadziliśmy się stamtad, postawiłam na swoim (mąż nie za bardzo chciał się
      zadłużać, kupować, remontować i organizować przeprowadzkę). Obecnie jestem
      mieszkaniowo i sąsiedzko szczęśklliwym i spełnionym człowiekiemsmile). Wiem
      skądinąd, że niechęć policji do podejmowania interwencji w biały dzień, gdy
      chodzi o zakłócanie spokoju i porządku - jest ogromna. Tu nie liczą się
      konkretne uregulowania prawne, reguulaminy pisane przez administratora budynku,
      czy spółdzielnię mieszkaniową. Nie ma znaczenia treść poszcz. przepisów K.w.
      Liczy się tylko niechęć policjantów do CZEGOKOLWIEK, jakiegokolwiek działania
      zmierzającego do przywrócenia względnej CISZY W MOIM MIESZKANIU. Nikogo nie
      obchodzi, że baba ma cholernie donośny głos, że dziemie od świtu do późnej
      nocki. Że słucha ze 2 razy dziennie mszy św. transmitowanej drogą radiową i Bóg
      wie jakich jeszcze audycji na full. Że tu niby musi drzeć gębę, bo rzekomo jest
      głucha - ale przeszkadzał jej mój wówczas dwulatek biegający po wykładzinie na
      filcu grubości kilku cm. Nie ma rady, walka o swoje prawa jest bardzo ciężka, a
      często jałowa. Byłam w takiej desperacji, że zgłębiałam przepisy, regulaminy,
      ba! orzecznictwo sądów adm. i cywilnych, jeśli chodzi o zakłócanie spokoju z
      k.w. i przestępstwo naruszania tzw. miru domowego z k.k. Odchodziłam od
      zmysłów, będąc w drugiej ciąży, z szalejącym dwulatkiem u boku i wysłuchując od
      rana do nocy dziamania sąsiadki (trudno np. podczas upału nie otwierać w lecie
      okna w mieszkaniu, w którym jest zero wymiany powietrza,przeciągu, bo okna są
      na jedną stronę). Często - gęsto obwiniałam się za to, że ta baba tak mi
      przeszkadza! Szukałam przyczyny w mojej nadwrażliwości, skłonnościach do
      histerii i wyolbrzymiania problemów. Myślę, że jesszcze trochę bym tam
      pomieszkała i wylądowałabym w wariatkowie. Na szczęście do tego nie doszło.
      Wylądowałam w przestronnym, wyremontowanym mieszkaniu na 7. piętrze w punktowcu
      z wielkiej płyty, hehe! I mieszka się tu o niebo lepiej, panują przede
      wszystkim normalne stosunki sąsiedzkie, ludzie się nawzajem szanują i pomagają
      sobie na ile zechcą i uznają to za słuszne. Wiem, że o dystans wq wypadku
      takiego sąsiedztwa jak je opisałaś - jest szalenie trudno. Więc niby absolutnie
      nie chcę Cię podjudzać, dając pod rozwagę to, co napisałam o podejściu policji -
      ale jednak jestem za WOJNĄ. Dodam, że za taką prowadzoną w białych
      rękawiczkach. Pozdrawiam, życzę zdrowia, siły psychicznej i dystansu.
      Agnieszka
      • nika8811 Re: SĄSIEDZI.POMOCY-DŁUGIE. 20.01.05, 00:19
        Dzisiaj zanieślismy z mężem pisemną skarge do spółdzielni i mam nadzieję, że
        sasiedzi dostaną chociaż upomnienie, i da to mojej sąsiadce do myślenia.
        Zaczynam podejrzewać, że jej działania są umyślne i tak np. teraz jest noc, a
        co jakiś czas coś gdzieś puknie lub spadnie, dziwne bo tego nie można zgłosic
        jako zakłócanie spokoju. Cwane. Poza tym obawiam się właśnie pomocy policji w
        biały dzień. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Na razie to czekam na decyzję
        spółdzielni. I jeśli czeka mnie wojna to trudno. Żałuje tylko, że do tej pory
        byłam tak wyrozumiała. Ludzie to potrafią człowieka rozumu nauczyć. Dziekuję za
        życzenia i za ten paragraf bo myślałam, że już nic takiego nie istnieje.
        Pozdrawiam wszystkie bardziej lub mniej doświadczone przez sąsiadów mamy.
        Normalności życzę. Monika mama 2-letniej Marysi.
    • kubusala Do Nika8811 dot. rzucania na podłogę. 20.01.05, 10:18
      Hej,Jeszcze do niedawna mieszkałam w bloku(10piętro), pod nami sąsiedzi, którzy
      często o wszystko nam zwracali uwagę, oczywiście zawsze reagowalismy, jednak
      jestem w szoku z tymi panelami. Tez mielismy panele i nasze dziecko notorycznie
      wszystkim rzucało na podłogę( na pewnym etapie życia). Jednak nigdy sąsiad nam
      nie zwrócił na to uwagi, wręcz sami się zastanawialismy jaki to musi byc u
      niego huk, skoro nas doprowadzały do szału klocki rzucane na podłogę. No ale
      sasiad się nie skarżył, tylko dlatego że tego nie słyszał, bo w końcu sama go o
      to zapytałam.Więc nie wiem jak to jest,że u ciebie słychac, może inna
      konstrukcja bloku?
      Z tym rzucaniem na podłogę zabawek, to uwierz mi wcale to nie jest takie
      proste, żeby temu zapobiec. Nasze dziecko miało taki etap w zyciu,że cokolwiek
      wzięło do ręki to rzucało tym na podłogę, a nasze zwracanie mu uwagi dawało
      odwrotny efekt. Jedyne co moglismy zrobic, to rozkładać koc na podłoge w
      trakcie zabawy- troche amortyzowało, w pokoju małego na podłoge dalismy puzle z
      takiej pianki. Więc wiesz da się to ajkoś załatwić, ale potrzeba dobrej woli do
      tego.
      Musisz sie przyzwyczaić,że zycie w bloku tak wygląda czasami, ja tez na wiele
      spraw przymykałam oko, ile razy sie zdarzyło,że wreszcie udało mi sie uspac
      małego, a tu sąsiad wyskakuje z jakąś wiertara, a drugi nastawiał sobie budzik
      w postaci radia- o 6 rano 100 decybeli budziło cały blok, ech mogłabym tak
      długo wymieniać.
      No ale wreszcie dorobilismy sie własnego domku i teraz już tylko sąsiada pies
      za płotem czasami wyje bez sensu, ale da się z tym zyć, czego i tobie zyczę.
      Pozdrawiam
      • nika8811 Re: Do Nika8811 dot. rzucania na podłogę. 26.02.05, 23:49
        Też bym się chciała domku dorobić, eh, ale to kosmiczne marzenia. Póki co to
        sąsiedzi dostali aż trzy wezwania i nie wiem czy się stawili na spotkaniu w
        spółdzielni. Możliwe że tak bo jest zdecydowanie lepiej. Częściej jest spokój i
        sporadyczne przestawianie mebli, ale nadal uważam, że sąsiadkę i tak "walą"
        wszystkie uwagi, a jedynie to jej mąż ma coś rozumu. To ze dziecko się bawi
        potrafię zrozumieć, ale nie do końca. Mam w domu dwulatkę i uświadomiłam ją,
        żeby nie rzucać na podłogę garnków itp. chociaż nie mam paneli i sama nawet
        zwraca mi uwagę gdy mi coś upadnie, żeby cicho bo na dole śpi dzidzi. A ich
        dziecko ma nie dwa a ze cztery lata i chyba więcej powinno rozumieć. No ale to
        już jest szkoła tej krnąbrnej matki, dziecko tu nic nie jest winne. A jeszcze
        dodam, że to jest m-2, czyli jeden pokój z którego tak sąsiedzi jak i my
        zrobione mamy dwa pokoiki i naprawdę wszystko bardzo słychać nawet normalną
        rozmowę.Czasami mi się śni, że nad nimi budują jeszcze jedno pietro. To by mnie
        usatysfakcjonowało. Oczywiście to tylko fikcja ale poprawia mi to humor.
        Pozdrawiam wszystkich ciemieżonych i nieświadomych ciemiężycieli. Monika mama
        Marysi.
Pełna wersja