natiz
02.03.05, 09:51
Mam męża, a co za tym idzie i teścia (teściowa zasnęła w Panu, przez co i ja
mogę już spokojnie spać).Od czasu kiedy zostałam żoną mego wybranka teściu
gnębi mnie o umycie mu okien.Niby nic, ale jakoś nie mogę... Po pierwsze
oboje z mężem pracujemy zawodowo, oprócz podstawowych ośmiu godzin dochodzą
szkolenia, delegacje, kolacje z klientami itd. (wieczorami padamy na twarz ze
zmęczenia)i mamy dwoje małych dzieci (nie muszę chyba nic dodawać).Nie mam
czasu pomóc nawet własnej mamie, która zajmuje się młodszym synkiem.Teściu ma
jeszcze 2-ch synów (młodszy mieszka razem z nim).Jest jeszcze jedna synowa,
ale też ma dwoje dzieci.Teściu jest sprawny fizycznie.Mają siłę ze szwagrem
robić remont w ogromnym mieszkaniu, mają siłe biegać po hipermarketach (mnie
czsami tam głowa boli od nadmiaru wrażeń), więc okna umyć to chyba pikuś dla
nich, nie? I ostatnia przyczyna - moim zdaniem najważniejsza - chodzi tu o
okna, bo chce się popisać przed sąsiadami (mieszka na parterze),że ktoś mu
okna myje - jaki to on kochany dziadziuś i jak o niego wszyscy dbają (nie
poprosi o jakieś prace wewnątrz, bo tam nikt nie zobaczy). To robienie
wszystkiego na pokaz zalatuje mi dulszczyzną i tego nie lubię.A może ja
uprzedzona jestem? A może umyć mu te okna i mieś spokój?To dlaczego czuję
taki wewnętrzny sprzeciw? A może dlatego,że on nigdy nie prosi tylko mówi do
moich dzieci (kiedy np. łapkami dotykają jego szyb), żę mamusia musi przyjść
i umyć po was okna?