Ciekawa jestem Waszych opinii. Przepraszam za dubla, bo zamieściłam to
wcześniej na "wychowaniu", ale tam mały ruch
Cała sobota była do kitu. Mąż wyjechał, ja teżm iałam jechać z nim, ale
zrezygnowałam, bo miałam super ważną sprawę do załatwienia. Oczywiscie
zaspałam. Taksówka przez całe miasto, najpierw do teściów żeby młodego
zostawić, ten zostać nei chce, ja na zegarek patrzę nerwowo, uff w końcu
został u dzidków przekupiony ciastkiem

egzamin oblany

Potem odbieram
synka i jedziemy do Pałacu Kultury - to miał być miły dzień, obiecałam, że
obejrzymy miasto z góry. Były targi ksiązki edukacyjnej (dużo fajnych książek
nawet dla przedszkolaków - nie miałam ich okazji przejrzeć niestety, bo cały
czas spędzony był na tym, żeby opanować moje dziecko, które tego dnia najadło
się małpiego rozumu: nie zrzucaj tych książek, nie bij pana, nie dotykaj
tego, nie wkąłdaj tu ręki. Koszmar, dobrze, że był mój brat z nami, to on się
trochę pouganiał za moim rozbrykanym trzylatkiem

Młody dostał balona.
Wracamy metrem i balon służy do walki z każdym, kto do wagonu wsiada.
Pięć minut spokoju po tym jak balona zabieram i mówię, że go "pęknę" i
wyrzucę jak się nie uspokoi.
Poranne nerwy zaczynają dawać się we znaki i wiem, że muszę
jak najszybciej do domu po lekarstwa, bo inaczej zaraz padnę na ulicy. Mój
błąd, bo syn dostał tego balona z powrotem - obiecał, że będzie grzeczny.
Grzeczność polega na nowej zabawie: moczy się balon w kałuży i pryska
błotkiem na przechodniów. A ja już nie mam siły żeby syna dogonić i zabrać mu
tego balona

Prośby nie skutkują.
Przy kolejnym ochlapanym i "pobitym" balonem przechodniu (ten akurat się z
tego usmiał) krzyczę: Antek, przestań!
Bardzo głośno, to fakt. Po prostu się wydarłam.
Zza rogu wychodzi kobieta i się zaczyna: Ona zaczyna wrzeszczeć na mnie, że
powinnam pójść do więzienia, bo na dziecko krzyczę, że jestem nienormalna
itd. Jak ona krzyczy, to jej pies zaczyna strasznie ujadać, dziecko wpada w
panikę i zaczyna płakać.
A ta dalej wrzeszczy, już do syna: powiedz w przedszkolu, że matka cię
katuję, żeby wezwali policję i za kratki ją wsadzili, poleciało też parę
bardzo niecenzuralnych słów. Ja jak głupia stoję i czuję, że zaczynam
odpływać - po prostu słabo mi. a ona do syna: matka taka blada, bo cała jest
gów... wypełniona od środka. Itd, itp. Poszła.
Do mnie podeszła jakaś kobieta, powiedziała, żebym się nie przejmowała, bo ta
pani znana jest z niezrównoważenia psychicznego, pomogła się pozbierać i
odprowadziła do domu.
Wzięłam leki, ale sporo czasu minęło zanim naprawdę byłam spokojna.
Moje dziecko przez całą niedzielę cytuje tę kobietę. W całej tej sytuacji
najgorsze było to właśnie, że syn słuchał jak ktoś mnie obraża, mówi naprawdę
bardzo przykre i niemiłe rzeczy o jego mamie, a ja zupełnie nie wiedziałam
jak mam zareagować. I jak wytłumaczyć teraz synowi tę sytuację? Nie mogę
chyba olać i udawać, że nic się nie stało, bo on to doskonale zapamietał.
Tyle, że jest na tyle mały, że niebędzie potrafił zrozumieć.
Owszem, czuję się winna, że oddałam tego balona: gdybym go wyrzuciła, to
popłakałby trochę, ale byłaby kara za wcześniejsze zachowanie i ja nie
wydarłabym się na niego. Posżłam na łatwiznę, bo nie miałam siły się znim
kłóci o tego balona.Ech, co ja mam mu powiedzieć jak wróci z przedszkola i
znów będziecytował tę babę?