Tytuł śmieszny, ale mi naprawdę nie jest do śmiechu

. Mojemu mężowi zachciało
się dziś kaszanki, a ja bardzo mu ją chciałam zrobić i poprosiłam go, żeby
zatrzymał się przed mięsnym, kiedy wracaliśmy autem z pracy.Kaszankę kupiłam
szybciutko, a ze obok był warzywniak, dokładnie drzwi w drzwi, nie było
kolejki więc weszłam po ogóreczki kiszone, bo jestem w szóstym tygodniu ciąży
i wiadomo... Kupiłam ich cały kilogram, pech tylko chciał, że coś sie tam
sprzedawczyni z beczką zrobiło, wzywała właściciela i wyciąganie ogórków
przeciągnęło się o jakieś 10 minut. Łącznie nie było mnie jakieś 15. Wróciłam
szczęśliwa do auta z kaszanką i ogórkami i usłyszałam taki tekst: "Jak zwykle
w ogóle nie myślisz! Ja mam tu, ku.., stać na włączonym silniku?! Miałaś iść
tylko do mięsnego. Bo, ku.., jej się teraz ogórków zachciało!" Dodam, że z
tyłu siedział nasz czteroletni syn i wszystko słyszał. Zrobiło mi się
strasznie przykro i oczywiście dużo mnie kosztowało, zwłaszcza teraz w tym
stanie, żeby nie rozryczeć się przed powrotem do domu. Przyszłam do domu i
oczywiście się rozbeczałam. A on nic. Rzucił zakupy i siadł sobie z synkiem do
komputera i zaczeli się bawić jakimiś idiotycznymi grami. To, że mnie nie
przeprasza i w ogóle ma mnie gdzieś rozwaliło mnie kompletnie, już nie mogłam
opanować ryku i siedziałam na podłodze w łazience. Położyłam się w pokoju i
ciągle płakałam, a on nic, widział i grał. Za to synkowi odechciało się gier i
przyszedł do mnie, przytulił się i prosił, zebym nie płakała, bo muszę być
dzielna i wtedy rozkleiłam się już kompletnie i nic nie było mnie w stanie
uspokoić, zresztą nikomu na moim uspokojeniu nie zależało

. Powiedziałam mu
kilka przykrych słów, że jest "chamem" i że po co mi robił dziecko, skoro mu
teraz wcale na nim nie zależy, znów mi coś odpowiedział i dalej grał.
Usłyszałam jeszcze, "że teraz ciążą się będę zasłaniac", "że chyba mam coś z
hormonami" ?!!! Kiedy synek wyszedł z pokoiku, podniosłam się i po prostu
dałam mojemu ślubnemu w gębę. Nie wiem, dlaczego to zrobiłam, ale dużo go
kosztowało, żeby mi nie oddać. Powiedział mi tylko, że teraz to on już sie do
mnie nie odezwie. Ryczałam tak cały wieczór, do teraz, w między czasie,
przyszedł do mnie i powiedział, że powinnam go przeprosić, za tego boksa!!! On
oczywiście nic, niewinny! Zaczam mu spokojnie tumaczy tak sie nie robi, nie
mowi, nie przeklina przy dziecku, ze w koncu jestem w ciazy. Powiedzial
przepraszam, ale bez przytulenia, na zimno, bez zadnej skruchy. Teraz robi
sobie kaszanke, a ja probuje sie uspokoic. I nie wiem, czy nie zaczac pakowac
manatek??? A co Wy o tym wszystkim myslicie?