Dodaj do ulubionych

O zabezpieczeniach

31.03.05, 00:41
Dziewczyny, macie jakieś patenty co trzeba i jak zabezpieczyc w domu przed
dzieckiem???
Ja narazie kupilam gotowce: zabezpieczenie drzwi przed zatrzasnieciem
(jeszcze nie uzylam), zabezpieczenie przed otwarciem lodowki i takie
silikonowe zaczepki polaczone tasma, na szuflady i szafki (nie wiem co bedzie
przy ich odklejaniu z mebli). Mam jeszcze w planie - zaslepki na kontakty i
silikonowe narozniki. Czytajac posty doszlam do wniosku ze jeszcze z oknem
cos musze wymyslic, ale mam czas. Maly zaczyna sam chodzic, ale ma dopiero 10
miesiecy.
Napiszcie co jeszcze moze byc niebezpieczne i co z tym zrobic. Czy wasze
dzieci mialy jakies niebezpieczne sytuacje w domu i jak sobie poradzilysci.

Pliiiiz, bede wdzieczna
Obserwuj wątek
    • edytkus Re: O zabezpieczeniach 31.03.05, 05:30
      zapomnialas o:
      1. blokady kurkow przy kuchence (zeby maluch nie odkrecil gazu)
      2. blokada wierzchniego blatu kuchenki (zeby dziecko nie sciganelo sobie garnka na glowe)
      3. zwijaczae sznurkow od zaluzji (zeby dizecko sie nie udusilo)
      4. bramki w drzwiach
      5. bramki na schodach
      6. ochraniacze na komputer, TV, Video itp.
      7. blokady na przedluzacze pradu
      8. mocowniki mebli do scian (maluch moze np. probowac wspinac sie po wysunietych szufladach -
      komoda traci rownowage i przyganiata dziecko)
      9. zabezpieczenie piekarnika przed otwarciem (gdy jest goracy)
      19. blokady na klamki
      i jeszcze pare zabezpieczen by sie znalazlo wink)
      • marzena75 Re: O zabezpieczeniach 31.03.05, 08:02
        Edytkus kochana smile))
        No, przesadziłaś trochę wink))
        Dziewczyna autentycznie się martwi o swoją młodą latorośl, a ty jej kubeł
        zimnej wody...
        A tak na poważnie (to do autorki wątku), Twoje dziecko absolutnie nie musi
        obijac się o każdy narożnik, wchodząc na krzesło natychmiast z niego spadać
        (oczywiście na głowę) itp. To zalezy od dziecka i trochę też od Ciebie. Jeśli
        jeszcze do tej pory tego nie zrobiłaś, to naucz je jak najszybciej schodzić
        tyłem z kanapy, fotela, czy co tam macie w domu. Przechodząc koło stołu,
        powtarzaj: uważaj na główkę, asekurować przez kilka tygodni (lub dni, zależy
        jak szybko załapie). Coś co radzę zamontować to zaślepki do kontaktu, tu
        naprawdę może (choć nie musi) byc problem. Uwierz, dziecko, gdy mu pomożesz,
        bardzo szybko nauczy się schylać główkę przy przechodzeniu koło narożników,
        będzie schodzić bezpiecznie tyłem z siedzeń, mówiąc nowocześnie: szybko
        zaprogramuje się na te czynności.
        tylko trzeba wcześnie zacząć, to naprawdę działa.
        No i oczywiście życzę takiego dziecka, które będzie chciało z Tobą
        współpracować, ale wierzę że się uda.
        PA
        • kalina_p Re: O zabezpieczeniach 31.03.05, 10:34
          Najbezpieczniej chyba dziecko do keloryfera przywiązać, z tego wynikawink
          A tak serio - ja tez na kontakty zabezpieczenia zamontuję i na szuflady. Wiecej
          raczej nie, bedę w końcu pilnować.A! Na okna! Zeby nie weszła na parapet i nie
          otworzyła okna!!!
          • kasia-sapulka Re: O zabezpieczeniach 31.03.05, 10:47
            Mam zabezpieczenie na kontakty - Filip sobie z nim radzi bez problemu, mam
            silikonowe zabezpieczenie naróg zlewu bo wystaje ten metalowy i jest ostry, ale
            tasma dołączona do przyklejenia go to kiepscizna i Filip odkeił. Poza tym nei
            mam zadnych innych. Jak sam zamyka drzwi to mu powtarzam, żeby uważał na palce
            i od razu je zabiera, jak wchodzi pod stół to sam patrzy w górę, zeby głową nie
            uderzyć. A z łóżka i fotela i schodka już dawno umie schodzić tyłem. Myślę że
            to wystarczy.
            • juska2 Re: O zabezpieczeniach 31.03.05, 10:53
              O rany!!! W życiu bym nie pomyślała, że tyle tego potrzeba. Osobiście nie
              miałam ani jednego z tych zabezpieczeń, a dzieci (dwoje) przeżyły okres nauki
              chodzenia bez większych wypadków. Nie obyło się bez kilku guzów i siniaków,ale
              chyba w ten sposób dziecko uczy się najlepiej, że coś może byc niebezpieczne. A
              druga rzecz to kwestia wczesnej nauki tego co wolno, a czego nie. Tak myślę,
              ale może się mylę...? Pozdr. J
          • marzena75 Re: O zabezpieczeniach 31.03.05, 10:54
            Apropo szuflad.
            My użądziliśmy jedną szufladę dla córki. Tzn włożyliśmy do niej jej małe
            zabawki, jakieś pudełka, buteleczki, po prostu takie rzeczy które były dla niej
            bezpieczne.
            To była najnizsza szuflada, do której nie miała problemu z dostępem. I muszę
            powiedzieć, ze dłuuuugi czas inne szuflady jej nie isteresowały,
            ciągle "walczyła" z tą swoją. Kiedy zaczęła się dobierać do innych to
            włożyliśmy pomiędzy uchwyty zwykła ale dużą chochlę (czytaj łyżkę), która
            uniemozliwiła jej degradację w pozostałych szufladach.
    • zona_mi Re: O zabezpieczeniach 31.03.05, 11:24
      Chroniąc tym razem pranie, a nie dziecko, zakleiłam papierowym plastrem
      pokrętło do temperatury. Moja pralka stoi w kuchni, więc dostęp do niej synek
      ma stały. Dwa plastry na krzyż, zdążę zareagować, gdy nawet pierwszy odklei.
      Nie chciałabym mieć np. polarów wypranych na 95 smile.
      Przez krótki czas stosowałam też wiązanie nóg krzeseł pod stołem, bo uporczywie
      usiłował któreś na siebie wywrócić...smile)
    • koleandra Re: O zabezpieczeniach 31.03.05, 11:57
      Zabezpieczenia? A co to? Dziecko to jakaś małpa co jak sie do domu wpuszcza to
      demoluje? Czy Wy te dzieci chcecie same w domach zostawiac czy jak?
      Ja ze swoim dzieckiem rozmawiałam.... tłumaczyłam i ono rozumiało. Jak miało
      rok zaczęło chodzić i wiedziało, że szafkę sobie może otworzyć, zobaczyc co
      jest w srodku a ja pilnowałam, żeby np. noża albo słoika nie wyciągnęło. Nigdy
      nie miałam nigdzie w domu żadnych antydziecięcych zabezpieczeń i moje dziecko
      krzywdy sobie nie zrobiło.
      A co będzie jak w pewnym momencie te zaslepki powyciągacie? Toz to sie
      dzieciaki pozabijają bo nie będą wiedziały czy to niebezpieczne czy nie.
      Zobaczą kontakt bez zabezpieczenia i będą leciały sprawdzac co to takiego bo do
      tej pory tego nie widziały.
      Dziecko jak się raz o kancik stołu stuknie to na drugi raz będzie wiedziało,
      żeby uważać. Albo jak do szklanki z gorącą herbatą leci... to się delikatnie
      paluszka przytyka żeby poznało, że to jest gorące... i jakos sie te dzieci
      zycia i świata uczą (pod naszą opieką!) a nie, że wszystko jest bezpieczne i
      dobre...
      Takie moje zdanie...
      • twinmama76 Gdyby nie zabezpieczenia, to bym zwariowała! 31.03.05, 12:47
        Niestety nie mam genialnych dzieci, które biora sobie tłumaczenia do serca.
        Moje maluchy owszem słuchają uwaznie, a potem i tak robia swoje.
        Mam nakładki na kontakty (swoją drogą sama nie umiem ich wyciągnąc bez
        kluczyka, więc nie bardzo wiem, jak radzi sobie z nimi synek innej
        forumowiczki????).
        Mam tez plastikowe skobelki na szafki w kuchni. Niestety szafek mam tak mało,
        że nie moge dzieciom żadnej udostępnić.
        Nie mam bramki w drzwiach, ale czasem zastawiam wejście do kuchni łóżeczkiem.
        Mea culpa, niestety nie jestem w stanie pilnowac moich dzieci cały czas.
        P.S.
        Czy ktos widział zabezpieczenie na piekarnik, coby się nie dało go owtorzyć?
        Stanie na otwartej klapie piekanika to ostatnio ulubiona zabawa moich
        maluchów sad
        • kalina_p Re: Gdyby nie zabezpieczenia, to bym zwariowała! 31.03.05, 15:02
          Windywidualizowalismy się z rozentuzjazmowanego tłumu z powyłamywanymi rękamiwink
          to a`propos sygnaturki.
          Oj, ja Ci współczuję, może tasmą przyklej te drzwi od piekarnika? Ja tak
          szuflady pozaklejałam...
        • zona_mi Re: Gdyby nie zabezpieczenia, to bym zwariowała! 31.03.05, 23:04
          Ładnym lecz mocnym sznureczkiem przywiązuję uchwyt piekarnika do kurka od gazu
          tegoż. Rzadko go używam, więc jest nie wyrobiony, kurek się nie zsuwa i jakoś
          się ta konstrukcja trzyma...smile Do tej pory żadne z moich dzieci nie
          przeskoczyło tej zapory.
          • twinmama76 Dziękuje za patent :-) 01.04.05, 08:36
            Sznurek przetrwał jak na razie jeden szturm wink Zobaczymy jak długo wytrzyma.
        • kasia-sapulka Re: Gdyby nie zabezpieczenia, to bym zwariowała! 01.04.05, 18:12
          Są takie zabezpieczenia chyba cannpol babies chyba nawet w Smyku kiedyś
          widziałam
      • kasia-sapulka Re: O zabezpieczeniach 01.04.05, 18:07
        Koleandra z gorącą herbatą robiłam identycznie, dotykałam Filipa paluszkami i
        tłumaczyłam że to gorące, teraz już nie chce łapać, ale np. zaślepki w kontakty
        musiałam włożyć bo wkładał tam końcówkę ładowarki tą, którą wkłada sie do
        telefonu. Ale niestety poradził sobie i z wyciaganiem zaślepem, więc pokazałam
        mu co wkłada się do kontaktu, kótą stoną i juz go to nie interesuje.
    • jagienkaa Re: O zabezpieczeniach 31.03.05, 12:33
      to wszystko zależy jakie się ma dziecko.
      Mój synek jest taki ostrożny, że nawet bramki przy schodach zdjęliśmy bo on bez
      nas raczej się sam po schodach nie porusza, do kontaktu nigdy nie zaglądał,
      herbata/czajnik to wie że jest gorące, szuflady owszem otwiera ale nie jest
      specjalnie zainteresowany...ja róznież pokupowałam kiedyś zabezpiecznia i tak
      naprawdę nic nie użyłam
      Ale za to synek koleżanki jest WSZĘDZIE i wszystko otwiera, rusza, dotyka,
      wkłada do buzi...no ale przecież rzadko się zostawia dziecko samo, więc bez
      przesady!
    • rufusowa Re: O zabezpieczeniach 31.03.05, 14:25
      monanan napisała:
      Napiszcie co jeszcze moze byc niebezpieczne i co z tym zrobic. Czy wasze
      > dzieci mialy jakies niebezpieczne sytuacje w domu i jak sobie poradzilysc

      "niebezpieczne" mogą być też wszelkie obrusy, serwetki, makatki itp które dzieci
      mogą ściągnąć wraz z całą zawartością. "Trujące" kwiatki, drobiazgi guziki itp
      nici ( jak się taką nitką palec obwiąże...) reklamówki (można się udusić) To
      wszystko gdzieś upychasz poza zasięgiem i tyle smile)
      U mnie zaślepki na kontakty też funkcjonują bez zarzutu, podobnie jak narożniki.
      To wydaje mi się u małych dzieci nie jest kwestią wytłumaczenia dziecku żebu
      uważało na kanty, bo gdy dopiero zaczyna chodzić i kroki są chwiejne i niepewne,
      to uważanie nie pomaga gdy straci się równowagę i leci "byle gdzie". Podobnie
      może być z drzwiami lub drzwiczkami od szafki. Upadając dziecko może się ich
      przytrzymać w dobrej wierze i przytrzasnąć palce zamykając je swoim ciężarem
      Krzesła składane i na kółkach też lepiej mieć pod kontrolą
      Z oknem musisz już wymyślić, bo ani się obejrzysz jak synek będzie mistrzem we
      wspinaczcesmile) Moje dzieci przez chwilę miały taki okres, że wyrzucały przez okno
      co się dało (dobrze że to był partersmile)
    • czajkax2 Re: O zabezpieczeniach 31.03.05, 14:50
      Jedyne co mam w domu z zabezpieczeń,to takie zamnknięcia na szafki kuchenne. I
      to bardziej chodziło mi o święty spokój niż o bezpieczeństwo dziecka(1 szafka
      gdzie stoi kosz na śmieci i 2 szafka gdzie są mąki itp). Po prostu miałam dość
      ustawicznego sprzątania podłogi,gdy córka dobierała się do ich zawartości smile
      Kilka razy stuknęła się o stół (okrągły), przycięła sobie paluszki szufladą i
      jakoś żyje. Teraz za to już wie jak to jest jak boli i baaardzo ostrożnie
      zamyka szufladę i drzwi. Do kontaktów nigdy nie lezie,nie interesują ją i już.
      Moim zdaniem żeby dziecko było bezpieczne w 100% to trzeba byłoby pokój watą
      obić i wynieść wszystkie meblesmile Pozdrawiam
    • kingaolsz Re: O zabezpieczeniach 31.03.05, 14:56
      Nie rozumiem tej ironii niektorych mam.
      Ja tak jak Twinmama, mam dziecko, ktore na razie ani nie uczy sie na bledach,
      ani nie da sobie nic wytlumaczyc, a ma prawie 2 lata.
      Zaslepki na kontakty sa na wiekszosci. Narozniki tam, gdzie jest zagrozenie, ze
      sie udezy ( albo juz taka sytuacja byla), bramka do kuchni i teraz chce zalozyc
      zabezpieczenia na szafki i szuflady, bo wiecznie albo widelce albo sloiki mi
      podbiera jak nie widze, a dostanie sie do kuchni.

      I pomimo zabezpieczen, moje dziecko ma zawsze przynajmniej 2 guzy na glowie (
      teraz 3) bo cos nowego wymysli, albo przypomni sie stara zabawa. I nic nie da
      pilnowanie, bo z nim to sa ulamki sekund.

      Nie wszystkie dzieci ( a wrecz powiedzialabym niewiele) ma od poczatku "zmysl"
      wykrywajacy niebezpieczenstwa, a jeszcze wiecej nie reaguje na tlumaczenie, bo
      dla nich to poprostu abstrakcja.

      Pozdrawiam
      Kinga
    • mama_oli_i_tomka Re: O zabezpieczeniach 31.03.05, 23:42
      Ja mam dwoje dzieci i conieco zabezpieczeń (wygodna jestem smile
      Kontakty - tylko jeden jest na otwartej przestrzeni, mało używany i ma założone
      zaślepki. Reszta kontaktów kryje się za meblami.
      Blokady na szafki i szuflady - tak choć nie wszędzie. I tak w dużym pokoju
      szafki i szuflady pełne dokumentów (!), ręczników, pościeli i szkła -
      zabezpieczone zwykła taśmą rzepową. Wygodne i tanie rozwiązanie.
      U dzieci jest szafa duża z drzwiami suwanymi i tu blokady brak oraz dwie komody
      z szufladami (ubranka dzieci) i tez nie są zabezpieczone. Czasem coś wyciągną,
      ale raczej nie mam z tym problemu. Najgorzej w kuchni, bo zwłaszcza młodsze
      jest żywo zainteresowane: koszem na śmieci, słoiczkami, mąką itp, garnkami. Te
      szafki sa zablokowane dla mojej wygody - nie mam czasu na wieczne sprzątanie.
      Natomiast szuflady nad tymiż szafkami zablokowane już nie są i często palce
      zostają przycięte. Dodatkowo zablokowałam piekarnik, ale też tylko dlatego że
      młodsze chciało doń wejść.
      Reasumując - blokady owszem są, ale tylko dla mojej wygody. Tam gdzie nie muszę
      blokad nie zakładam. Poza tym mieszkanie mam dość małe więc i upilnować dzieci
      łatwo.
      Nie mam blokad na drzwi - jedyne "typowe" prowadzą do łazienki, drugie łamane
      nie są tak niebezpieczne. Nie mam też ochraniaczy na narożniki, bo i tak
      niewiele by dały.
      Aha co do okien - blokad nie mam, bo ciężko się do nich dostać i poza tym mam
      kraty, które dosć skutecznie chronią przed nieplanowanym wyjściem na spacerek.
      Pozdrawiam i życzę rozsądku w instalowaniu zabezpieczeń
    • sweet.joan Re: O zabezpieczeniach 01.04.05, 09:02
      U mnie są tylko zaślepki na kontakty, chociaż i tak moje dziecko wie, że tam
      paluchów wkładać nie należy, jednak wolę chuchać na zimne. Miałam też kiedyś
      narożniki na meble, ale sa beznadziejne, chociaż kilka razy może i wybawiły
      dziecko od guza. Teraz też wie, że stoły należy omijać. Nie mam żadnych
      zabezpieczeń na szafki i szuflady. Jego ubranka leżą w komodzie, ze dwa razy
      przyciął sobie palucha, teraz uważa. Nawet szafki w kuchni są dostępne i nie
      leżą tam same bezpieczne przedmioty. Mały wie, co może sobie z niej wyciągnąć,
      jeszcze nigdy nie pokusił się na coś niebezpiecznego, mimo to zawsze pilnuję
      kątem oka (lub ucha) i gdy trzeba, przypominam po raz tysięczny, że coś jest nie
      dla niego. Kuchenka też po prostu należy do strefy zakazanej.
    • juska2 Re: O zabezpieczeniach 01.04.05, 12:41
      Może rzeczywiście niektóre wypowiedzi (w tym pewnie i moja) były zbyt
      ironiczne, ale tak jak we wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek i nie
      popaść w skrajność. Zastanowiłam się nad zabezpieczeniami w moim domu i w sumie
      okazało się,że też jest tego trochę. Np. nigdy nie otwieram dolnej części okna,
      wyłącznie górną, dokumenty,lekarstwa, śr. czystości, szkło itp. trzymam też w
      miejscach niedostepnych dla dzieci. Ale muszę powiedziec, że nawet najlepsze
      zabezpieczenia nie są w stanie uchronić dzieciaka od wypadków. Mój synek mając
      10 m-cy, kiedy uczył się chodzić (przy trzech dorosłych osobach, pilnujących
      aby nic mu się nie stało)przewrócił sie i stracił przytomność. Wszystko
      skończyło się dobrze, ale niewiele brakowało...No i wynika z tego,że musiałabym
      całe mieszkanie poduszkami wyłożyć. Tak więc zalecam dużo ostrożności, ale bez
      przesady.pozdr. J
    • bazylea1 Re: O zabezpieczeniach 01.04.05, 13:02
      jak czytam posty od mam które nic nie zabezpieczają bo „można dziecku
      wytłumaczyć” to mi się chce płakać sad

      mój synek to 2 letni mały tajfun. dla niego właściwy byłby dom bez klamek i
      okien. czasem po prostu ręce nam opadają jak widzimy co on jeszcze potrafi
      wymyślić. u lekarki w 3 sekundy otworzył szafkę, wyjął płyn do dezynfekcji i
      niemalże wypił, dlatego środki chemiczne u mnie są zabezpieczone na pierwszym
      miejscu. ponadto szuflady i szafki w kuchni, szuflady szafek nocnych żeby nie
      powyciągał dokumentów, płyta grzewcza w – niestety otwartej – kuchni. jak
      mieszkalismy w 2 poziomowym mieszkaniu to także na schody mieliśmy bramkę.
      natomiast nigdy nie chroniłam go przed upadkami i kantami, jak się nauczył
      raczkować i chodzić to dosłownie 3 dni się obijał a potem się nauczył poruszać
      bezkolizyjnie. ostatnio w domu odkrył że może podstawiać sobie krzesełko i
      zapalać światła, to taki nieszkodliwy konik, ale też wchodzi na parapet i tam
      stoi na oknie sad nie mam pomysłu co z tym zrobić!!!! przez całe jego życie
      przestrzegaliśmy zasady żeby nigdy go nie stawiać na parapecie żeby się nie
      nauczył a on i tak sam to odkrył. dodam że jego wejście trwa dosłownie kilka
      sekund, nie sposób go upilnować. przez to podstawianie krzesełka zaczął sięgać
      w miejsca które były dotąd bezpieczne. oczywiście zakazujemy, krzyczymy,
      tłumaczymy a on i tak swoje. nawet jak się mu zapewnia non stop rozrywkę to on
      i tak się oderwie od niej żeby coś zbroić. jak widzę u znajomych że mają na
      wierzchu komputer, papiery, wazony i inne rzeczy to aż mnie zazdrość trafia...
      a pójscie z synkiem gdzieś z wizytą to jest jak bieg przez płotki, wychodzimy
      spoceni od ganiania za nim i pilnowania żeby nie zrobił krzywdy sobie albo
      domowym sprzętom. temperamencik mały odziedziczył po mężu, on był takim łobuzem
      do 14 roku życia. teściowa miała całe mieszkanie spowite w siatkę ogrodniczą
      żeby nic nie mógł zbroić... a ja jestem spokojną, powolną osobą i po prostu nie
      nadążam za moim dzieckiem sad
      • agak73 Rozumiem Cię Bazylea! 01.04.05, 13:35
        Bazylea - pozdrawiam! Mam tak samo, ale nie mogę zwalić na męża, on podobno był
        wiecznie rozpłakanym marudą, mój synalek jest nieustannie uśmiechniętym 2,5-
        latkiem. Teraz nauczył się wykorzystywać momenty naszej nieuwagi: np mąż
        wejdzie do kuchni to bawiący się akurat w innym pokoju Pawełek błyskawicznie
        znajdzie się przy "zwolnionym" komputerze, ma szósty zmysł w tych sprawach,
        nigdy nie zapomina czego mu zabroniono i wykorzysta to przy sprzyjającej
        okazji. Ma to po mamie...smileAga
        • kasia-sapulka do twinmamy 01.04.05, 18:10
          Już ci tłumaczę, w tych zaślepkach są dziurki na bolce od uziemienia, a w
          anszym pokoju tych bolców nie ma, wieć jest zwykła dziurka. Filip wkładał np.
          wtyczkę od ładowarki w ta dziurkę i ciągnął aż zaślepkę wyjął.
      • edytkus Re: O zabezpieczeniach 01.04.05, 19:07
        bazylea1 napisała:

        > przez to podstawianie krzesełka zaczął sięgać
        > w miejsca które były dotąd bezpieczne.

        U mnie to samo, niedawno stalo sie cos okropnego. Ja musialam skoczyc do toalety, a mala w tym
        czasie siedziala wpatrzona w TV. Przychodze po dwoch minutach a ona cos je. Okazalo sie ze
        przystawila sobie krzeslo i po dolnej szafce w kuchni dostala sie do gornej z lekarstwami, wziela
        opakowanie kolorowych tabletek przeciwbolowych dla dzieci. Tabaletki byly zalaminowane wiec sie do
        nich przegryzla i wyssala. Zjadla wszystkie, bez telefonu do poison center sie nie obeszlo, cale
        sczescie nic jej nie bylo. To byly dwie minuty sad

        >oczywiście zakazujemy, krzyczymy,
        > tłumaczymy a on i tak swoje. jak widzę u znajomych że mają na
        > wierzchu komputer, papiery, wazony i inne rzeczy to aż mnie zazdrość trafia...
        > a pójscie z synkiem gdzieś z wizytą to jest jak bieg przez płotki, wychodzimy
        > spoceni od ganiania za nim i pilnowania żeby nie zrobił krzywdy sobie albo
        > domowym sprzętom.

        znam ten bol, tez biegam z jezykiem na brodzie. Najgorzej ze inni nie rozumieja ze dziecko moze
        miec po prostu taki temperament, spada na mnie ze nie umiem przypilnowac a ja nie moge miec jej na
        oku 24/7 chociaz bardzo sie staram. Jej zagrania dzieja sie w ulamkach sekund i jak tu wytlumaczyc
        ze mala byla szybsza i sprytniejsza?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka