jomamma
06.04.05, 18:41
Właśnie wróciłam z poczty, musiałam tam iść akurat dzisiaj i akurat z
maluszkiem (6 mies) w wózku. To mój debiut z małą w urzędzie, ba, w zasadzie w
ogóle w miejscu publicznym, dość ciasnawym i gęsto zaludnionym. Bardzo, ale to
bardzo się zawiodłam. Poinformowałam ludzi stojących do mojego okienka, że
jestem zmuszona podejść bez kolejki, i że przepraszam, ale widzą, że mam małe
dziecko. Najpierw zapadła cisza, a potem jedna pani (wcale nie starowinka)
zaczęła głośno komentować, że powinnam stać w kolejce, jak wszyscy, wtedy
spytałam się urzędniczki, czy mogę podejść bez kolejki - ta potwierdziła. Pani
nadal komentowała, przyłączyły się do niej jeszcze dwie. Reszta milczała.
Jedna dziewczyna po prostu oddała mi swój najbliższy numerek, a ja głupia
skorzystałam z niego, bo nie miałam siły ani nastroju na kłótnie.
Powiedzcie, proszę jak to jest? Jak Wy załatwiacie takie sprawy? Jedna z pań
sugerowała mi przyjście rano. Czy jest na to jakiś przepis? Nie wiem..., poza
tym rano wcale kolejka nie jest mniejsza! Kurczę, zbliża się czas, kiedy nie
będę miała intensywnej pomocy przy dziecku i będę zmuszona chodzić z małą
dosłownie wszędzie. Jak się wtedy zachowywać? Oczywiście z różnych względów
absolutnie odpada oczekiwanie w długich kolejkach. Jak Wy sobie radzicie? Pani
w okienku też obsługiwała mnie "z łaski". Hm..., niby przywilej, a jednak,
kurczę, trzeba sobie wszystko niemalże wybłagać...
Joanna