mila311
12.04.05, 11:26
Postaram się Wam drogie mamy opisać wszystko jak najbardziej obiektywnie i
proszę o Wasze wypowiedzi. Spodziewam się krytyki, ale bardzo proszę bez
obrażanie.
Jestem mężatką z dość dużym stażem małzeńskim, dwoje dzieci, dobra praca,
dobry mąż, generalnie niezła i stabilna sytuacja życiowa. Nie ma w naszym
życiu większych zmian, spontaniczności, raczej więcej rutyny, ale nie
narzekałam, bo w dzisiejszych czasach chyba czasem lepsza rutyna niż atrakcje
związane z brakiem pracy, pieniędzy, problemami zdrowotnymi czy też innymi
wspaniałościami.
Mój kolega z pracy, żonaty, jedno dziecko, chyba nieżle ułożone małżeństwo.
Jest sympatyczny i miły, fajny kumpel, taki żeby pogadać i się pożalić ale
nigdy nic więcej. Czasem opowiadaliśmy sobie o naszych współmałżonkach,
dzieciach, nigdy nie mówił nic złego o swojej żonie ani ja o mężu.
Znależliśmy się teraz oboje daleko od domów, od naszych rodzin, obowiązków -
po drugiej stronie kuli ziemskiej w podróży służbowaej. Własciwie nikt nas tu
nie zna, raczej małe prawdopodobieństwo, że spotkamy kogoś znajomego.
On jest teraz - jakby to powiedzieć - bardziej miły niż powinien być, widzę
to w jego spojrzeniu, w tym co mówi, komplementach, które są bardziej niż
dwuznaczne. Gdybym powiedziała raz coś co by go zgasiło, myślę że wszystko
wróciło by do normalności, ale ja nic nie mówię, nic nie robię żeby go
zgasić. Wydaje mi się że ja wcale nie chcę żeby wszystko wróciło do
normalności, to jest miłe, dawno się tak nie czułam, dawno nie czułam się
kobietą. Z dnia na dzień posuwamy się coraz dalej, ja wiem że lepiej uciąć to
teraz, ale jak już mam coś powiedzieć to wciąż odsuwam decyzję na jutro.
Boję się że za dużo możemy popsuć, i nie myślę tu o jakiś rozwodach czy
rozbijaniu rodzin bo to nawet nie wchodzi w grę, oboje sobie zdajemy z tego
sprawę, ale mimo wszystko, takie zauroczenie na boku nie może pozostać bez
echa w układach małżeńskich.
Powiedzcie mi coś, jak trzeba wylejcie kubeł zimnej wody
Emilia