Drogie emamy, proszę o wsparcie bo jeszcze do teraz nie moge dojśc do siebie.
Dzisiaj po pracy pojechałam do teścia, który opiekuje się naszym 22
miesięcznym synkiem kiedy jesteśmy z mężem w pracy. Jak to zawsze bywa zaczął
opowiadać mi co sie wydarzyło w ciągu dnia, co i ile zjadł Jasio,jakie kupki,
ile spał itd.W pewnym momencie wywnioskowałam z rozmowy, że on zostawił
śpiące dziecko samo w domu i wyszedł na 10 min. przestawić samochód jakieś
tam sąsiadki, bo po południu na parkingu już by nie było miejsca. Skoczyłam
jak oparzona na co on się zdziwił, że przecież nic się nie stało, że po co
panikuję. Zaczęlam mu wymieniać ile to rzeczy mogło się stać przez te 10 min,
a on jak zawsze optymista, że nic się nie stanie, że co ma się
stać.Zaznaczam, że mój teść na każde zwrócenie mu uwagi, że to on jako
dorosły ma wyprzedzać fakty odpowiada, że nic się nie stanie(aż nie szlag
trafia jak to słyszę). Szczerze mówiąc nie wiem co mam robić. Jeszcze jak by
tego było mało zadzwoniłam do męża, który akurat jest w delegacji i
opowiedziałam mu o wszystkim, a on skwitował to tak jak jego tatuś...Ręce mi
opadły. Dodam jeszcze, że ten stary pierdoła(musiałam to napisać żeby sobie
ulżyć) na wszystko małemu pozwala tłumacząc, że dziecko to dziecko i musi być
zadowolone. W grę wchodzą młotki, nożyczki...Aż strach pomysleć co się tam
dzieje jak mnie nie ma i o ilu rzeczach nie wiem...Brrr. Chyba na własną rekę
zaczne szukać opiekunki, bo nie widzę ciekawej przyszłości w opiece nad moim
dzieckiem.
Proszę napiszcie mi co o tym sądzicie. Jestem normalna tak myśląc, a może
zbytnio przewrazliwiona

((((((((
Pozdrawiam Ola