yenna_m
10.05.05, 17:43
Przyszła do nas wczoraj logopeda.
No i fajnie. Dobrze byłoby zaprezentować umiejętności językowe malucha.
- Zaśpiewaj piosenkę pani logopedzie - mowi do Michała mąż.
Michał kryguje się. Takie publiczne śpiewanie to dla niego nowość (nigdy
dotąd nie postawiliśmy dziecka w takiej sytuacji).
- Nasia babcia ukokana bajdzo pypne jobi dania... - śpiewa Michał.
Nerwowo pociągam nosem.
Potem świat zdaje się wyglądać coraz dziwniej i dziwniej - jakbym patrzyła
przez dwie soczewki nałożone na żrenice.
Znów pociąga nosem.
- To słońce strasznie razi - mówi logopeda widząc, jak wycieram załzawione
oczy.
A mi... Mi się jakoś szkoda tego mojego niewyraźnie mówiącego dzieciaka
zrobiło. Gdy pomyślałam o nadziei, z jaką czekał na te logopedę. Gdy
patrzyłam na kłębiące się nim emocje. Gdy słyszałam jak z wielkim przejęciem,
mocno stremowany, śpiewał.
Czy da się jakoś przenieść oczy w mniej mokre miejsce?
Jak myślicie?