ewek3
12.05.05, 16:46
Jestem od 8 lat w związku z mężczyzną który był zonaty. Poznalismy sie w
trakcie trwania jego rozwodu. Na początku naszej znajomosci i nawet przez
jakieś 2-3 lata nie myslałam o małżeństwie, było mi z nim dobrze, myślałam ze
to jest naturalne ze kiedys weżmiemy slub, juz wtedy rozmawialismy o dziecku,
wiedziałam o jego przeszłości itd. do momentu kiedy nasi dobrzy znajomi
zaczeli przygotowania do swojego slubu. Koleżanka prosiła mnie o pomoc w
wyborze sukni, a ja czułam sie podle, stałam się opryskliwa, przestałam sie
do niego odzywac, miałam do niego zal ze to nie ja bede brała slub, ze pomimo
tego iz jestesmy ze soba dłużej niz nasi znajomi on mi tego nie zaproponował.
Zaczęłam z nim rozmawiac o tym i dowiedziałąm się.....ze on juz miał zone, ze
sie zawiódł, ze sie boi ze jeśli weżmiemy ślub to sie wszystko spieprzy , ze
chce abyśmy mieli dziecko i może kiedys, a nawet na pewno on dojrzeje do tej
mysli...czekam juz 3 lata...Pomimo tego zdecydowałam sie na to aby miec z nim
dziecko.Urodziła nam sie przesliczna córeczka-wykapany tatus, ja od tamtej
pory w ogóle nie wspomniałam o ślubie- on nawet pomimo tego ze mamy dziecko
również. Właściwie teraz dochodze do sedna sprawy...mianowicie chodzi mi o
kwestie finansowa. Oboje pracujemy, on pracuje w branzy prawniczej-nie wiem
ile zarabia, ale z tego co zdazyłam sie zorientowac baardzo duzo, ja zarabiam
ok. 2 tys. Od poczatku mamy osobne konta, ja nie miałam zadnych zastrzezen co
do tego, byo mi z tym nawet dobrze, do momentu kiedy urodziłam dziecko.
Mieszkamy w jego własnościowym mieszkaniu, on jezdzi super samochodem, ja
jezdze samochodem po nim. On opłaca mieszkanie, większość rachunków, wakacje
(czasami jak mam to sie dokładam)wieksze zakupy. ja ztych pieniedzy kupuje
dziecku ubrania, wizyty lekarskie, mniejsze zakupy, w tyg, płace swoj
telefon, prad, wydatki dla siebie i spłacam kredyt studencki. z reguły nie
zostaje mi nic. Chodzi mi o to ze mój partner (tak mi sie wydaje) jest albo
bardzo skąpy albo mi po prostu nie ufa. Wielokrotnie prosiłam go , aby
wyrobił mi karte do swojego konta, powiedziałam ze nawet nie bede jej nosiła
przy sobie, chce aby lezała w domu i abym mogła w sytuacji kiedy skoncza mi
sie pieniadze skorzystac z niej, głownie chodzi mi o dziecko.Tłumaczyl ze nie
moze bo coś tam...nie słuchałam nawet tych bzdur które mówił. Boje sie tej
niepewności, braku poczucia bezpieczeństwa, boje sie ze jesli coś mu sie
stanie, bede musiała wyprowadzic sie z mieszkania z córką i nie bede miała
srodków do zycia. Dodam ze te 2 tys które zarabiam, to nie sa pieniadze
stała, na reke dostaje 1100, reszta to km które zostaja mi wypłacone za
uzywanie samochodu prywatnego do celów słuzbowych, samochód jest oczywiście
jego. Lubi, gdy jestem dobrze ubrana, ładnie pachnę, lubi miec przy sobie
ladna i zadbana kobiete, za która faceci sie oglądaja na ulicy, ale
oczywiscie nigdy mi nic nie kupi, moze oprócz urodzin czy gwiazdki.Napiszczie
prosze czy jedynym spadkobierca jego majatku jest nasa córka? nie ma on
zadnego rodzenstwa ani dzieci z poprzedniego zwiazku, ma rodziców. co o tym
myślicie?