perelkidwie
14.06.05, 08:05
Pewno pomyślicie, że lubię sobie utrudniać życie, ale tym razem nie potrafię
już ustąpić, dopasować się do życzenia męża.
Otóż w związku z konsolidacją mojego zakładu pracy zmuszona byłam zmienić
termin urlopu, wiadomo jak teraz jest z pracą, dlatego urlop ostatecznie
rozpocznę tydzien wcześniej
Z moim mężem nigdy niczego nie planowaliśmy, tak samo terminu urlopu ani
miejsca. Jedyne plany ograniczały się do tego, kiedy wyjeżdzamy do rodziców,
i jak długo posiedzimy u każdych (aby przypadkiem u kogoś nie dłużej).
Zarezerwowałam już wczasy nad morzem, w związku ze zmianą terminu urlopu
zmieniłam też termin wyjazdu (inaczej tracę zaliczkę), ale nie tylko o
pieniądze tu chodzi. Ja po prostu w tym roku chcę jechać na urlop. Nie
byliśmy nigdzie od trzech lat, wiem że synkowi bardzo spodoba się nad morzem,
że wypoczniemy, sporo zwiedzimy, jednak radośc wyjazdu psują mi awantury
męża. On nie zgadza się na wcześniejszy wyjazd, nie dojedzie do nas po
tygodniu, twierdzi, że będzie się mścił jeżeli pojadę beż niego.
Niestety nie rozumiem takiego postępowania, spotkałam się raczej z tym, iż
mężowie zawożą swoją rodzinę nad morze, czasami nawet na miesięczny
wypoczynek, a sami dojeżdżają na weekendy.
Mąż mi grozi, że utrudni mi życie, że nie będzie zajmował się synkiem, że
będę musiała zawozić dziecko autobusem do przedszkola (a on będzie jeździł
samochodem).
Ale pojadę, juz nie mogę się doczekać.
pozdrawiam serdecznie