papatkaa
24.06.05, 20:33
pojechałam z dziećmi i psem nad jezioro(taka dzika plaża w lesie),bo na
strzeżonom u nas z psem nie wolno. na plaży byli tylko trzej panowie w
średnim wieku, siedzieli przy brzegu jeziora i grali w karty. odpiełam moją
jamniczke ze smyczy żeby sobie pobiegała, podbiegła do koca tych panów, a
jeden z nich na mnie że mam tego psa przypiąć bo on nie lubi psów i ma alergie
(powiedział to bardzo niegrzecznym tonem),przypiełam psa i zapytałam - może
jeszcze kaganiec,on cos tam odburknał niezrozumiale, we mnie juz się
gotowało, ale nie chciałam wstrzynac awantury. moje dzieci oczywiscie szalały
w wodzie,a ze jegomosc siedział przy brzegu został ochlapany wodą i
oczywiscie znowu burczał ze chlapią gó..arze. no po tym to ja myslałam że
cholery dostane, nakrzyczałam na niego żeby się wyprowadził na pustynie
itp...i tak byłam za grzeczna, wszystko sie we mnie gotuje z nerwów do tej
pory. ludzie czy człowiek nie może sie odstresowac nawet nad wodą. niektórym
się chyba wydaje że są sami na świecie, a może to ja zle oceniam sytuacje...