Dodaj do ulubionych

Co byscie zrobily?

19.07.05, 08:49
Wczoraj sasiadka jak bylam u niej ze swoim 9 miesiecznym synkiem (ma malego
tez 9 m-cy), zbila pasem 10 letniego starszego syna za to ze nie chcial
pospszatac zabawek.Dadam ze chlopiec byl bardzo rozpieszczony, ale od chwili
narodzin malego poszedl w odstawke. Ciagle na niego kszyczy, narzeka,
przeklina.Sasiadka jest dosc wygodnicka i nie radzi sobie sama z dziecmi i
domem, choc za nic sie do tego nie przyzna. Zazwyczaj jak maz wyjedzie do
pracy jedzie z dziecmi do rodzicow. Dlatego widuje ja ostatnio rzadko. To co
zobaczylam wczoraj to byl szok.A byla zaledwie jeden dzien bez dodatkowej
nianki. Powiedzialam co sadze o biciu dzieci ale ona to zignorowala. Podobnie
jak ignorowala jak jej mowilam zeby nie dawala malemu humany bo ma skaze
bialkowa, takze mi mowila ze ona wie lepiej co szkodzi jej dziecku, chociaz
ja jestem lekarzem.
Czy powinnam zrobic cos jeszcze. Dodam ze doszlam do wniosku ze kontaktyz
sasiadka, jakze naturalne z racji dzieci postanowilam ograniczyc, bo chociaz
kobieta jest po studiach (co prawda wieczorowych)to jednak nie moj poziom.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 08:53
      Dowartościowałaś się już? To super... a teraz znajdź kogoś na swoim poziomie.
      • atenka11 Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 09:35
        Jak bym sie chciala dowartowartosciowac to pisalabym tak jak ty : duzo,
        cynicznie, zgryzliwie. Osiagnelas w tym mistrzostwo i uznanie na tym forum ,
        czego naturalnie nie omieszkalam dostrzec.Szczerze podziwiam.
      • atenka11 Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 09:51
        Rzeczywiscie zabrzmialo to bardzo wyniosle, ze nie moj poziom. Ale jest to
        obserwacja poczyniona ze znacznie wiekszej ilosci przeslanek, nie bede
        wymieniac bo to nie jest(choc faktycznie tak to troche wyszlo)post na temat
        sasiadki.
        Problemem jest dla mnie to ze moja SASIADKA bije syna gdyz uwaza ze jest to
        naturalna metoda wychowawcza. Przyznaje, ze sama byla bita i na dobre jej to
        wyszlo!!
        Ja natomiast jestem gleboko i szczerze przekonana, ze dla rozwoju psychicznego
        tego chlopca ta nagla zmiana stosunku JEGO mamy do niego jest traumatyczna.
        (DRASTYCZNIE ZMIENILO SIE ZACHOWANIE CHŁOPCA)
        W sytuacji, gdy dziecku krzywda sie dzieje, tak jak bicie, czy cierpienie z
        powodu powaznych zmian atopowych, rzeczywiscie JESTEM ZŁA, ZE KTOS MNIE NIE
        SŁUCHA, a raczej NIE SŁYSZY
        Jestem zla bo chcialabym cos zrobic, a czuje sie bezsilna.
    • mamaloli Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 08:53
      Podobnie
      > jak ignorowala jak jej mowilam zeby nie dawala malemu humany bo ma skaze
      > bialkowa, takze mi mowila ze ona wie lepiej co szkodzi jej dziecku, chociaz
      > ja jestem lekarzem.
      > Czy powinnam zrobic cos jeszcze. Dodam ze doszlam do wniosku ze kontaktyz
      > sasiadka, jakze naturalne z racji dzieci postanowilam ograniczyc, bo chociaz
      > kobieta jest po studiach (co prawda wieczorowych)to jednak nie moj poziom.


      To forum to również nie twój poziom!
      Fajna podpucha!
    • atenka11 Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 09:01
      To piszcie sobie hymny pochwalne nadal, skoro prawdziwe problemy was nie
      interesuja.A to sie dzieje u mnie za sciana, nie moge byc glucha i nie slyszec.
      Natomiast nie musze pic herbatki, moja wola. Swoja droga ciekawe obserwacje
      mozna poczynic, czytajac wasze wypowiedzi, niesety nie na temat.
      • triss_merigold6 Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 09:12
        Powiedz cherie co jest prawdziwym problemem?
        To, że 10-latek dostał lanie? Przykre, ale jeśli zdarzyło się to raz to nie ma
        co robić dramatu.
        To, że sąsiadka nie słucha Twoich uwag? Nie musi, fakt, że jesteś lekarzem nie
        czyni Cię wszechwiedzącą.
      • e_r_i_n Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 09:12
        Ale moze dziewczyny boja sie na temat pisac. Pewnie wsrod nich sa osoby po
        studiach wieczorowych, albo nie daj Boze zaocznych.
        • czajkax2 Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 09:30
          No ja własnie Erin, boję się wypowiadac,bo jestem po wieczorowych. I co ja w
          taki razie mogę doradzic?
          • umasumak Czajka ;-) 19.07.05, 09:33
            czajkax2 napisała:

            > No ja własnie Erin, boję się wypowiadac,bo jestem po wieczorowych. I co ja w
            > taki razie mogę doradzic?

            To już lepiej faktycznie zamilcz wink
            • czajkax2 Re: Czajka ;-) 19.07.05, 09:36
              umasumak napisała:
              > To już lepiej faktycznie zamilcz wink
              >

              Uma ale wtym wątku,czy juz na zawsze? Bo to delikatna różnica
              • umasumak Re: Czajka ;-) 19.07.05, 09:47
                czajkax2 napisała:

                > umasumak napisała:
                > > To już lepiej faktycznie zamilcz wink
                > >
                >
                > Uma ale wtym wątku,czy juz na zawsze? Bo to delikatna różnica

                no nie wiem, mi Twoje wieczorowe wykształcenie nie przeszkada, niech inni sie
                wypowiedzą wink
                • lajlah Re: Czajka ;-) 19.07.05, 10:15
                  Boże , a ja jestem po zaocznych! I co mam teraz zrobić? Na dziennych mi
                  powiedzieli, że to nie moj poziomsmile)))
                  • niutaki Re: boszsz a ja nie jestem wcale 19.07.05, 11:53
                    po żadnych studiach i co ja teeraz zrobię????????? proszę moderatora o
                    wykasowanie wszystkich moich wątków, a dziewczyny po studiach nie czytajcie!!!!
    • mamafilipcia Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 09:07
      No właśnie - co robić ? Reagować czy nie ? Sama nie wiem, musiałabym znaleźć
      się w konkretnej sytuacji... co nie znaczy, że gdyby to była moja siotra lub
      dobra koleżanka to powiedziałbym natychmiast co myślę.
      Twoja sąsiadka, wg Mnie, robi źle ze swoim starszym synem - bicie w niczym tu
      nie pomoże...zresztą to jest oczywiste.
      Jeśli ignorowała twoje uwagi na temat mleka to nie wiem czy posłucha Cię w
      kwestii starszego syna tzn. czy weźmie sobie do serca - to co powiedziałaś Jej
      na temat bicia. A konsekwencje będzie sama odczuwać kiedy już naprawdę nie
      będzie dawała sobie rady z dorastającym synem, kiedy już nie będzie mogła zbić
      Go pasem - jakie wtedy będzie miała argumenty ?
      A jeśli sądzisz, że to nie "twój poziom", to nie spotykaj się z nią. Chociaż wg
      Mnie studia chyba nie mają nic wspólnego z tym czy ktoś jest mądry czy nie. A
      jeśli nie skończyłaby studiów to nie spotykałabyś się z nią ?
    • ykke Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 09:20
      Widzisz, trudna sytuacja - trudny człowiek. Juz próbowałaś mówic i nic to nie
      dało, a może przy Tobie to zignorowała, a w głowie przemyślała? A moze po
      prostu nie spotykaj sie z nia, bo i tak nie Twój poziom - nerwów sobie
      zaoszczędzisz...
    • umasumak Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 09:27
      Skoro nie Twój poziom, to nie zaprzątaj sobie nią głowy
    • ezagraj najlepiej się odciąc bo nic nie wskórasz 19.07.05, 10:06
      Witam
      Miałam podobny problem. Męża przyjaciel rozwiódł się z żoną i na dobrą sprawę
      to my zaczęliśmy utrzymywać z nim kontakty już po rozwodzie. Nadmienię że ich
      dziecko było wychowywane przez babcie a teraz po 7 latach się zeszli. No i
      fajnie tylko nasz kontakt się uciął bo w żaden sposób nie potrafimy spędzać
      czasu z jego żoną. Jak widzę jak ona szarpie to dziecko, krzyczy i klnie na
      niego to mnie szlak trafia. Zwracanie uwagi nic nie pomogło. Są pewne kanony
      wychowania, których ona nie rozumie, jak np. to że dziecko powinno myc zęby
      przynajmniej 2 razy dziennie i jak ma próchnicę to nie daje mu się całej
      czekolady na raz codziennie po jednej, że dziecko się kąpie a nie mówi że jest
      na tyle duże żeby samo się umyło – bo takiego starego konia ona myć nie będzie
      i każe mu się prac samemu bieliznę. Pomijają już że jak zwróciłam uwagę małemu
      że taki się nie mówi , bo przekręcił słowo, to usłyszałam od mamusi że u nas
      na wsi tak się mówi, to miał być taki błyskotliwy zwrot. No przykro mi to
      powiedzieć ale jak dla mnie to osoba ograniczona i tyle. Żeby sobie nerwów nie
      strzępić to się z nimi nie spotykamy. Teraz jestem w wygodnej sytuacji, bo się
      przeprowadziliśmy i już nie mieszkamy w W-wie a te 200 km to duża bariera. Co
      do wykształcenia to miarą inteligencji to ono nie jest , choć tu ma w pełni
      odzwierciedlenie. Jednocześnie zdaję sobie sprawę że wszystkich pod jedną
      kreskę się nie bierze, bo mam kilku znajomych którzy maja niższe wykształcenie
      niż ja i mi to nie przeszkadza, wszystko kwestia ludzi.
      Pozdrawiam Edyta
      gg5895723
      • grzybnia Re: najlepiej się odciąc bo nic nie wskórasz 19.07.05, 10:18
        Jeśli katowanie (a za takie uważam lanie pachem) dziecka ma charakter nagminny
        to nie jest kwestia Twojego dobrego samopoczucia w towarzystwie prymitywnej
        kobiety ale bezpieczeństwa jej synka. O przemocy domowej należy powiadomić
        policję.
    • g0sik Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 10:11
      Ja też nie lubię sąsiadek które wiedzą lepiej jak mam wychowywać swoje dziecko.
      Ale panicznie boję się "lekarzy" którzy robią takie błędy (pospszatac,
      kszyczy)!!! Jak sobie pomyślę, że mogłabyś wypisać jakąś receptę dla mojej
      córki to mi skóra cierpnie.
      Jak widzisz i po studiach dziennych można być na bakier z wykształceniem.
      • ewa2233 Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 10:29
        A ja mam brata chirurga, który robi OKROPNE błędy ortograficzne - od czasów
        podstawówki. Skończył medycynę z wynikiem bardzo dobrym.

        Robić błędy ortograficzne to NIE ZNACZY być na bakier z wykształceniem.
        Ale mieć wykształcenie, to nie zawsze znaczy być mądrym.
        Tak samo, jak nie mieć wykształcenia = być głupim.


        A na lanie pasem trzeba zwracać uwagę! Jeśli ktoś ma odwagę, można nawet
        postraszyć policją. Pas, to nie zwrócenie dziecku uwagi, czy też "zwyczajny
        klaps" - choć osobiście jestem przeciw każdej formie bicia.
        Czy milczałybyście gdyby sąsiad lał pasem żonę?
        ------------------------------------------------------
        çççççççççççççççççççççĂçççççç
      • atenka11 Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 10:41
        bardzo mi przykro mam dysgrafie i to byl moj odwieczny problem, wrzystkich
        wrazliwych przepraszam.
        • e_r_i_n Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 13:46
          atenka11 napisała:

          > bardzo mi przykro mam dysgrafie

          Eee, dysgrafia na forum internetowym nie przeszkadza, bo nie jest widoczna smile
    • atenka11 Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 10:20
      dziwczyny nie mam nic przeciwko studiom wieczorym, zaocznym. Sama czasem jak
      biore wyplate to załuje ze ja taka droge wybralam.
      Jestem zla jak ktos mnie nie słucha czy raczej nie słyszy, a dziecku dzieje sie
      krzywda. Bicie czy powazne zmiany atopowe sa krzywda dziecka.Jestem zla bo
      czuje sie bezsilna. Chcialabym sie podzielic tym co wiem, dla dobra dziecka,
      ale adresata to nie interesuje. ( z dawania rad na prawo i lewo wyroslam , bo
      jestem juz ładnych pare lat po studiach).

      Wkurza mnie to strasznie.Czy wy byscie dalej probowaly, dalej ?Mam troche
      doswiadczen z dziecmi i problemami po naropdzinach rodzenstwa, a tu dochodzi
      jeszcze zmiana stosunku matki do starszego chłopca, co uwazam za traumatyzujace.
      • lajlah Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 10:31
        No widzisz, a nie mogłaś tak od razu napisać , w tym tonie? Wydaje mi sie,że
        jedyne co możesz w tej sytuacji zrobić to próbować tłumaczyć matce chłopca, że
        wyrządza mu krzywdę takim zachowaniem. Co do bicia pasem, jeśli nie przestanie
        zagrozić, że zgłosisz to odpowiednim organom. Mozematka chłopczyka też jest
        zagubiona i nie potrafi odnależć się w tej sytuacji? Czasem ludzie tak
        reagująna stres.
    • iwles Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 11:14
      Myślę, że zamiast konkretnych rad potrzebna jest jej konkretna pomoc.

      Dziewczyna sobie nie radzi, bo ze wszystkim została sama. Wiele z nas mając
      tylko jedno dziecko w wieku 9 m-cy nie radzi sobie. I z domem, i z dzieckiem, i
      ze sobą.

      To bardzo dobrze, że jeździ do swojej mamy, tam chociaż ma wsparcie, bo od
      Ciebie - to raczej go nie dostanie - tylko krytyka i wytykanie błędów.

      Jeżeli chcesz pomóc - zaproponuj konkretne rozwiązania - np. skoro uważasz, że
      bycie podwójną mamą to taka prosta sprawa - weź czasami któregoś berbecia
      sąsiadki do siebie, raz tego małego, raz dużego. Wtedy sąsiadka trochę
      odpocznie, może wyluzuje i będzie mogła więcej uwagi poświęcić np. starszemu.
      Wybierzcie się razem na spacer, na plac zabaw itp.

      Bo same słowa i tzw. "dobre rady" to ... o kant d...* rozbić.

      No i ton. Nie z góry, nie z pozycji: "bo ja mam rację", tylko ewentualnie
      delikatne sugestie.

      Pozdrawiam.
      • atenka11 Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 11:35
        Nie ma potrzeby, jej rodzice mieszkaja blok dalej, prawie caly czas albo ona
        jest u nich albo jej matka bawi mlodszego, a ojciec gotuje i bawi stwrszego.Jej
        rodzice "przechwalali sie , ze jak przyrzneli w dupe kazdemu po koleji, mowili
        o wlasnych dzieciach, to chodzily jak szwajcarskie zegarki" To poglady calej
        rodziny.
        Proponowalam pomoc wielokrotnie.
        • iwles Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 13:43
          No to faktycznie....
          Myślałam, że może to taki pojedynczy wybryk ze strony zestresowanej i
          wycieńczonej mamusi, która nagle straciła cierpliwość.

          Jeśli zaś jest to metoda popierana przez cała rodzinę, to az przykro słyszeć.
          A gdzie jest tata tych dzieci?

          Teraz są wakacje, ale w roku szkolnym - może mogłabyś pójść do szkoły tego
          chłopca? Porozmawiać z wychowawczynią, albo z pedagogiem szkolnym?

          W końcu szkoła jest instytucją, która powinna zainteresować się sytuacją ucznia
          nawet poza jej murami. Myślę, że mądry nauczyciel będzie wiedział jak pomóc
          temu dziecku.
    • mariola233 Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 11:27
      w takim razie to ja juz calkiem tu niemam nic do powiedzeniasad((ja nawet niemam
      calej szkoly sredniej skonczonej poco ja wogule tu jestem? jakby sie zemna
      kolegowala to by sie mnie pewnie wstydzila i na kilometr mijala
      • ewa2233 Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 11:37
        Iwles, nie chodzi o to, że łatwo, bądź trudno być podwójną mamą, tylko o to, że
        sąsiadka LEJE DZIECKO PASEM!!!
        I jak o czymś takim słyszę, to miałabym (niestety!) chęć odpłacić mamusi tym
        samym!
        A problem, że starsze dziecko (ile by ono nie miało 2 czy 9 lat), po urodzeniu
        drugiego - zawsze natychmiast robi się "duże" - to druga sprawa.
        Opiekowanie się którymś z dzieci sąsiadki problemu nie rozwiąże.
        Jeśli fizycznie nie daje rady - powinna opiekunkę zatrudnić, albo zapisać
        dziecko do przedszkola. Ale tu chodzi o to, że starszak NAGLE dorósł w jej
        oczach. A Ona nie widzi, że to jest NADAL dziecko.
        ------------------------------------------------------
        çççççççççççççççççççççĂçççççç
      • aglesnik jesteście żałosne......... 19.07.05, 11:38
        tak sobie czytam, nie pisuje często, ale tak naprawde, to nikt nie zabrał
        właściwie głosu na temat, tylko przepychacie się kto mądrzejszy??
        wazniejszy??,ładniejszy?? lepszy?? kto lepiej wykształcony...??? która z was
        bardziej uszczypliwa??
        chyba niestety wykształcenie i kultura to dwie różne sprawy! pozdrawiam i życze
        samokrytyki.ag.
        • ewa2233 Re: jesteście żałosne......... 19.07.05, 11:55
          aglesnik
          a Ty?
          co dodałaś "na temat" ??? wink
          ------------------------------------------------------
          çççççççççççççççççççççĂçççççç
          • aglesnik Re: jesteście żałosne......... 19.07.05, 13:05
            nie będe dyskutowac na temat wyższości studiów nad ogólniakiem,studiów
            dziennych nad wieczorowymi, bo nie to jest istotą sprawy i zapewne wiele
            fachowców się wypowie na temat postów.
            myślę, ze intencje sa bardzo dobre, a wykonanie postu nieco nawaliło. nie każdy
            potrafi znieśc krytyke, bądź dzielnie ja zwalczać kiedy przekracza jakieś
            granice. nie znamy do końca szczegółów i intencji tej rozmowy.
            ponoć najgorzej jest zauwazyć błędy własne a zawsze łatwiej cudze. mnie też
            czasem puszczają nerwy i klapne moim dzieciom, ale na zbytnie "szaleństwo"
            napewno bym zareagowała ,,,, pozdrawiam!!ag.
    • lidkakn Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 11:38
      Pewnie nadal próbowałabym wytłumaczyć sąsiadce, że bicie nie jest żadnym
      rozwiązaniem. Ale z tymi studiami wieczorowymi to grubo przesadziłaś. Wytłumacz
      mi, czy po takich studiach jest się gorszym, czy może niedouczonym, bo nie
      trybię?
    • atenka11 Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 11:59
      Nie jest sie gorszym po studiach wieczorowych. To przytyk do sasiadki, ktora
      swoim postepowaniem mnie wyprowadzila z rownowagi. Ona w kazdej rozmowie
      podkresla, ze jest bardzo wyksztalcona i zaradna, ogolnie jest zarozumiala
      osoba, ktora wie wszystko najlepiej, na sugestie wszelkie jest głucha, bo co ja
      tam moge wiedziec ona ma dwoje ja tylko jedno dziecko. Jak komus takiemu
      powiedziec o tym biciu tak zeby usłyszal!!!
      Moje wyksztalcenie kierunkowe, akurat wiarze sie z tematem, co nie znaczy ze
      dla tej kobiety ma to jakiekolwiek znaczenie.
      Teraz jest duzo dobrych zaocznych studiow, moj brat na takich studiuje, ale
      kiedys tak nie bylo. Stad taka gafa z mojej strony.Nie chcialam, nikogo urazic.
      przepraszam
      • melka_x Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 12:22
        Dziecko to człowiek dlatego biciu jestem przeciwna, ale jest jednak różnica
        między maltretowaniem dziecka a sporadycznym laniem. Jeśli sasiadka maltretuje
        dziecko możesz zgłosić sprawę policji (aczkolwiek zawsze należy rozważyć czy
        ryzyko wyżycia się na dziecku lub wylądowania dziecka w pogotowiu opiekuńczym
        jest tego warte, to są rozwiązanie zarezerwowane dla ekstremalnych sytuacji).
        Jeśli to są sporadyńcze i niezbyt mocne uderzenia, to prócz zwrócenia uwagi
        raczej nic nie możesz zrobić (co nie zmienia faktu, że to marny sposób
        dyscyplinowania dziecka)

        Nie chcę być złośliwa - serio- ale czytając Twoją wypowiedź zastanawiam się,
        czy nie należysz przypadkiem do osób, które zwracają uwagę w tak drażniący
        sposób, że ludzie automatycznie te rady odrzucają, nawet jeśli są sensowne.
        Sposób w jaki sforumułowaś ten post może sugerować, że jest coś takiego w Twoim
        tonie (kategoryczność? poczucie wyższości? oceny?) z czego być może nawet nie
        zdajesz sobie sprawy, a co powoduje, że sąsiadka się jeży i zamiast Cię
        wysłuchać okopuje się na pozycjach obronnych. Jeśli zależy Ci na dziecku, a nie
        na udowodnieniu sąsiadce, że masz rację, postaraj się porozmawiać z kobietą
        tak, żeby nie czuła się atakowana.
      • aleksandrynka Cześć Atenko! 19.07.05, 12:26
        Rzeczywiście, trochę "przypał" z tym poziomem i zaocznymi, dziewczyny się nad
        Tobą poznęcały, dobra, nie ważne. W tym wszystkim NAJWAŻNIEJSZE jest to, ze
        chłopcu za ścianą dzieje się krzywda. Dzisiaj dostanie pasem, a jutro czym,
        sznurem od żelazka? Pejczem? To i tak nie ma znaczenia czym, ważne, ze chłopiec
        cierpi i nikt nie stara się go nawet zrozumieć.
        Nie dziwię Ci się, ze chcesz ograniczyć te kontakty, ja jednak spróbowałabym
        jeszcze trochę wytrzymać z nią, nawiązać głębszy kontakt. Może kiedy staniesz
        się jej bliższa będzie bardziej przejmować się tym, co mówisz. Bo moim zdaniem
        masz rację. Dziwi mnie trochę jej postawa - lekarz ostrzega o
        niebezpieczeństwach związanych z nieprawidłowym żywieniem, a ta nic. Hmm,
        więcej kontaktu może rzeczywiście nie przynieść efektów, ale spróbować można. A
        jak nie? Pozostaje Ci monitorować, co się u nich dzieje, i następnym razem jak
        usłyszysz dźwięki bicia i wrzask młodego zadzwonić na policję. Możesz też
        ostatecznie ostrzec ją, że nie zostawisz tego tak, że jej postępowanie to
        nie "metody", ale po prostu znęcanie się i na to nie będziesz obojętna. Tyle
        tylko, ze łatwo sobie zrobić u sąsiada wroga niewiele osiagając... Dlatego
        najpierw poszukaj innej drogi, może opowiedz "historyjkę", jak to u znajomych
        było podobnie i jak sobie radzili (wymyślisz coś konstuktywnego)... Tak sobie
        jeszcze myślę, że Ty jesteś dla niej "podejrzana" z racji charakterystycznego
        zawodu, wiesz, o czym mówię smile Dlatego przykład innych, "normalnych" smile ludzi
        może być lepszy niż Twoje osobiste uwagi.

        Pisz, co dalej!
        Pozdrawiam!
        Ola

        p.s.
        Napiszę na priv w sprawie kota, mam pytanko smile
        • atenka11 Re: Cześć Atenko! 19.07.05, 12:54
          Moze masz racji z tym podejrzanym zawodem i traktowaniem mnie z przymrozeniem
          oka.Bylysmy dosc blisko jak na sasiedzkie stosunki, bo obydwie mialysmy
          zagrozona ciaze i siedzialysmy w domu.Synek bardzo czesto tak placze, ale nie
          wiedzialam, ze ona go bije i to meskim skorzanym pasem.Wczoraj zwrocilam uwage,
          ze on nkie rozumie, taka zmiana w zyciu , rodzenstwo, stres, zemoze nauczyc go
          sprzatac. (wczesniej , jeszcze w ciazy sama sprzatala, po mamusi kroliczku, jak
          wtedy mowila), sasiadka zbagatelizowala.Stwierdzila, ze ona dostawala i na
          dobrze na tym wyszla.Po czym usmiechnela sie do mojego synka i powiedziala"a ty
          co niedlugo tez bedziesz dostawal", no i mnie zatkalo.
          Chcialam dzisiaj z grubej rury, ze zle postepuje, ale wiekszosc forumek, na
          mnie.Mozecie macie prawo. Ja nadal uwazam, ze ludzie bijacy swoje dzieci i
          traktujacy przemoc jako metode wychowawcza to nie moj poziom.Bo to nie
          szanowanie wlasnego dziecka.
          • ewa2233 Re: Cześć Atenko! 19.07.05, 13:15
            Może uciąć krótko, takie uwagi, że "wyszło jej na dobre", że
            NIESTETY NIE WYSZŁO!?
            ------------------------------------------------------
            çççççççççççççççççççççĂçççççç
          • mamafilipcia atenko11 !!! 19.07.05, 13:23
            Mam nadzieję, że mimo wszystko twoja sąsiadka zrozumie, że robi źle... że jeśli
            nie daje sobie rady to nie powinna wyładowywać złości na starszym dziecku. Bo
            jeśli przed pojawieniem się drugiego dziecka robiła wszystko za Niego a nagle
            teraz bije Go bo nie chce posprzątać zabawek... to właściwie co ona chce od
            Niego ? Sama Go tak nauczyła...
            Jeśli bije swoje dziecko przy Tobie i nic nie robi sobie z twoich uwag ... to
            nie wiem czy jest siła która powstrzyma Ją od tego - mimo mojej nadziei na
            początku postu...
            A Jej mąż ? Czy też jest przy tym ?
        • atenka11 Re: Cześć Atenko! 19.07.05, 12:55
          Oczywiscie serdecznie pozdrawiam Aleksandrynko, ze zlosci zapomnialam...
          • pade Re: Cześć Atenko! 19.07.05, 14:10
            Atenko11, masz dobre intencje, tylko może podejście nie takie jak trzeba.
            Chwali Ci się to, że reagujesz, inni przymykają oczy, a za plecami obgadują.
            Jeśli chodzi o młodsze dziecko sąsiadki, może poproś lekarkę z przychodni, żeby
            wezwała sąsiadkę i palnęła jej "kazanie" na temat żywienia dziecka?
            A Ty sie do tego nie przyznawaj, zrób to za jej plecami, bo Ciebie na pewno nie
            usłucha.
            Starszy chłopczyk...hmm, strasznie mu współczuję, mój syn tez bardzo przezył
            to, że po 5 latach bycia jedynakiem pojawiła mu się konkurencja. Ja tez byłam
            dla niego "niemiła", nie raz nawrzeszczałam, a i z kilka razy klapa dostał. Nie
            dawałam sobie rady psychicznie (córcia miała od urodzenia powazne problemy
            zdrowotne), a nie fizycznie. Powoli dochodzę ze sobą do ładu, staram się nad
            sobą panować i coraz mniej krzycze na dzieci, właściwie to już bardzo rzadko...
            Ale musiałam sobie wiele rzeczy uzmysłowić, przemysleć. Sąsiadka faktycznie
            jest wygodna i...głupia. Ma pomoc od rodziców, to jest bardzo cenne, ale chyba
            uważa, że jej się to należy. Nie docenia starszego dziecka, chce żeby zaczął
            zachowywać się jak dorosły, ale go do tego nie przygotowała. Biedny chłopczyk.
            Jego matka swoim zachowaniem robi mu straszną krzywdę, a konsekwencje tego
            odczuje w niedalekiej przyszłości. Straszenie policją nic nie da, można sobie
            tylko wrogów narobić. Może ją namówić na pójście ze starszym do kina, albo do
            macdonalda? Gdyby trochę więcej czasu spędziła ze starszym dzieckiem sam na
            sam, może przekonałaby się, że to jeszcze dziecko, że to jej ukochany
            synek, "króliczek". Może spróbuj od tej strony,zagraj na jej uczuciach, podpuśc
            ją troszeczkę, zainteresuj sie dzieciństwem starszego, niech ci o nim opowie,
            pokaże zdjęcia?
            To ważne, że próbujesz, że chcesz pomóc. Powstrzymaj się od notorycznego
            udzielania rad, bo one takim osobom wpadają jednym uchem, a drugim wypadają.
            Opracuj strategię.
            Powodzenia!

            ps. daj znać co dalej
          • basia313 Studia studia... 19.07.05, 14:14
            Atenko11, rzeczywiscie dziwnie zabrzmialo z tym poziomem. PRoblem natomiast
            jest rzeczywisty, bo dzieje sie dziecku krzywda. Nie wiem co mozna zrobic, moze
            poza porozmawianiem z sasiadka i napomknieciem, ze dzieci czsem bardzorzezywaja
            narodziny maluszka i trzeba im pomoc sie przystosowac do nowej sytuacji. Mozesz
            nawet wymyslec jakas historie o takim dizecku, ze niby slyszalas gdzies i ze to
            dziecko po prostu nie wiedzialo jak w nowej sytuacji zyc. No i w koncu mama i
            tata postanowili ze codziennie znajda 15 minuit tylko dla tego starszaka i juz
            pozniej wszystko bylo dobrze. Moze po prostu w ten sposob.
            P.S. Kiedys roznica miedzy studiami zaocznymi i dziennymi byla rzeczywiscie
            kolosalna. Nie wiem, jak jest teraz, ale pamietam naszego jednego wykladowce,
            ktory mowil, ze na zaocznych to zaiste omawia sie mniej wiecej jedna trzecia
            czesc materialu co na studiach dziennych. FAkt.
            ALe oczywiscie osoba na poziomie nie musi miec studiow a i osoba ze studiami,
            nie musi byc na poziomie.
          • aleksandrynka :))) n/t 19.07.05, 14:52

    • allija Re: Co byscie zrobily? 19.07.05, 14:12
      No nie wiem czy jestem na odpowiednim poziomie zeby odpowiadać jednak wydaje mi
      sie, ze ty właśnie, jako lekarz, najlepiej powinnaś wiedziec co zrobic w takiej
      sytuacji. Sa przecież odpowiednie poradnie, pedagodzy, kuratorzy czy w
      ostateczności jakaś niebieska linia.
      • pade Ale jesteście złośliwe... 19.07.05, 14:21
        Przecież dziewczyna przeprosiła, przyznała się do błędu.
        Juz chyba wystarczy tych uwag na temat poziomu i wykształcenia, nie uważacie?
        Swoją drogą, też bym się zastanawiała nad utrzymywaniem kontaktów z taką osobą
        jak sąsiadka atenki11. A w nerwach różnych słów się używa i czasami można
        przegiąć, Wam się to nie zdarza?
        • pasibrzuszek Re: Ale jesteście złośliwe... 19.07.05, 14:26
          mnie ostatnio uwagi triss dobijają. Co do wykształcenia - to wierzcie są
          ludzie, po których nigdy bym się nie spodziewała, że mają wyższe, ale znam też
          bardzo wiele osób, po których bym się nie spodziewała, że mają zawodowe.
          Studia są dla wszystkich..... Którzy mają pieniądze. niestety.
          • e_r_i_n Re: Ale jesteście złośliwe... 19.07.05, 14:34
            pasibrzuszek napisała:

            > Studia są dla wszystkich..... Którzy mają pieniądze. niestety.

            Nie zgodze sie. Studia sa dla tych, ktorzy sa na tyle zmobilizowani, zeby je
            ukonczyc. I sa w stanie zrobic wiele, by ten cel osiagnac.
          • triss_merigold6 Cherie 20.07.05, 10:16
            Studia dzienne są dla tych co zdali egzamin. Przygotowali się, włożyli trochę
            pracy, ambicji, zdolności i zdali. W życiu nie płaciłam za studia, to mnie
            płacono stypendia naukowe. I jakoś wśród moich znajomych 30-latków zdecydowana
            większość nie płaciła tylko konczyła normalne dzienne na państwowych uczelniach.

            Kupić sobie dyplom to zapewne no problem. Tylko wstyd później cos takiego
            prezentować.
            • e_r_i_n Re: Cherie 20.07.05, 10:23
              triss_merigold6 napisała:

              > Studia dzienne są dla tych co zdali egzamin. Przygotowali się, włożyli trochę
              > pracy, ambicji, zdolności i zdali.

              Otóż to.
            • czajkax2 Re: Cherie 20.07.05, 20:24
              triss_merigold6 napisała:

              > Studia dzienne są dla tych co zdali egzamin. Przygotowali się, włożyli trochę
              > pracy, ambicji, zdolności i zdali. W życiu nie płaciłam za studia, to mnie
              > płacono stypendia naukowe. I jakoś wśród moich znajomych 30-latków
              zdecydowana
              > większość nie płaciła tylko konczyła normalne dzienne na państwowych
              uczelniach
              > .
              >
              > Kupić sobie dyplom to zapewne no problem. Tylko wstyd później cos takiego
              > prezentować.

              Triss tym razem to napisałas totalną bzdurę. Wstyd coś takiego prezentować
              ludziom do przeczytania.
    • atenka11 Re: Co byscie zrobily? 20.07.05, 10:10
      No coz postanowilam porozmawiac z sasiadka, ale na spokojnie jak malego nie
      bedzie, bo nie powinien słyszec takich rozmow.Na razie sasiadka pojechala do
      rodzicow.Wroci zapewne za 2 tyg jak maz przyjedzie. Maz takze bije synka "jak
      ten zasłuzy".No coz ja sie poprostu dziwie ze kobieta nie lubi spedzac czasu z
      wlasnymi dziecmi, ze ciagle krzyczy na chlopca, jaki to on byl straszny jak byl
      maly, w porownaniu z mlodszym bratem, jaki jest tepy i nieudany. Bicie to dla
      mnie juz wogole bez komentarza. Jak ma taki mlody czlowiek w przyszlosci
      tworzyc glebokie zwiazki oparte na zaufaniu, jak jego relacje z najukochanszym
      obiektem jakim jest matka tak wygladaja. Juz widac ze od narodzin brata
      chlopiec zmienil sie nie do poznania zle sie zachowuje, bije dzieci w szkole,
      ma klopoty w nauce.
      klasyczne obj dziecka ktore czuje sie odtracone i chce na siebie zwrocic uwage.
      Złoszcza mnie takie matki i nic na to nie poradze.
      Dziekuje wszystkim manom za odpowiedzi.
      • triss_merigold6 Re: Co byscie zrobily? 20.07.05, 10:21
        Przypuszczam, że rozmowa niewiele zmieni. Przykre ale prawdziwe. Twoja sąsiadka
        kulturowo i rodzinnie ma wkodowany taki model wychowywania dziecka, jej mąż
        podobnie. Problemy starszego chłopca i jego "złe" zachowanie tylko prowokują do
        kolejnych kar i zaostrzania dyscypliny. Błędne koło.
        W skrajnej sytuacji możesz oczywiście uruchomić całą machinę tj. opieka
        społeczna, policja, instytucje zajmujące sie przemocą w rodzinie ale jeśli
        rodzina jest generalnie wydolna wychowawczo (nie chodzi głodny, obdarty, chodzi
        do przedszkola/szkoły, ma gdzie spać, zabawki, opieka ze strony dorosłych) to
        niewiele wskórasz.
        Pamiętaj, że Polska podpisała Konwencję Praw Dziecka z zastrzeżeniem co do p.
        mówiącego o zakazie kar cielesnych, znaczy w tym kraju można karać fizycznie
        jeśli rodzina uznaje to za metodę wychowawczą.
    • verdana Do Triss 20.07.05, 14:11
      Triss, bardzo zazwyczaj cenię Twoje wypowiedzi, ale tym razem mi podpadłaś.
      Moja córka zdała w tym roku maturę. Zdawała wstepny na uniwersytet, zdała,
      dostała się. Jej koleżanki z klasy zdawały w tym roku maturę. Też mogłyby
      zdawać, jesli chodzi o pracowitość i wyniki, ale nie mogą. Bo rodzice
      stwierdzili, że nie maja kasy. Albo że po prostu dorosłych panien nie będą
      utrzymywać. Muszą iść do pracy - i to nie jest jeden przypadek, ale wręcz masowe
      zjawisko. Szkoła ma ok. połowy mlodzieży spod warszawy, z rodzin, w których
      szczytem ambicji była matura.
      Dziewczyny idą na zaoczne. Nie dlatego, ze są słabe. ale dlatego, ze są
      zdeterminowane i chcą studiować za wszelką cenę, nawet wbrew woli rodziców. Czy
      naprawdę uwazasz, że są gorsze?
      • triss_merigold6 Moje pokolenie 20.07.05, 14:19
        W sumie to miałam na myśli moje pokolenie. Kiedy 1/3 klasy z podstawówki szła
        do ZSZ, 1/3 do techników i również nie myśleli o studiach a pozostali po
        liceach też nie wszyscy wybierali. Mniejsza konkurencja była i zupełnie inne
        podejście do studiów, skoro po zawodówce człowiek też mógł nieźle zarabiać i
        mieć gwarancję pracy.

        Nie spotkałam się osobiście z przypadkiem, żeby rodzice preferowali wysłanie
        młodego człowieka do roboty zamiast nastawić się na pomoc finansową przez 5 lat
        studiów ale widocznie żyłam w dziwnej enklawie.
        Cóż, mogę tylko współczuć i nie rozumieć takiej postawy. Gdyby dziewczyny się
        uparły to pewnie za cenę fatalnych kontaktów z rodzcami wyegzekwowałyby
        obowiązek alimentacyjny.
        Naprawdę masowe zjawisko? Shit, myslałam, że aspiracje rodziców też już
        wzrosły...
        • verdana Re: Moje pokolenie 20.07.05, 14:29
          Moje okolenie też inne było...
          Ale zjawisko to raczej masowe, tyle że nie w warszawskich rodzinach
          inteligenckich...
          Jedna z dziewczyn z rodziny alkoholików. Drugiej rodzice nie rozumieją jej
          aspiracji. W kilku innych taka bieda, ze na bilety do kina z całą klasą nie
          starczało. Tu nie da sie nic wyegzekwować, bo rodzice godza się utrzymywać te
          dziewczyny, ale musiały by one i tak pracować, aby miec na książki, ubranie itd.
          Nawet bezpłatne studia kosztuja kupę kasy!
          Zresztą niektóre sa na tyle przyzwoite, że nie chca obciążać rodziców dalszymi
          wydatkami, a dołożyć sie do gospodarstwa. Tylko podziwiać.
          • triss_merigold6 Re: Moje pokolenie 20.07.05, 14:34
            Czyli standard - wyjściowy status społeczny determinuje życiowe wybory. Uroki
            życia w warunkach kapitalizmu i konkurencji.
            Za czasów moich rodziców było duzo łatwiej - akademiki naprawdę b. tanie,
            stołówki studneckie, skrypty kosztowały grosze, a ci z upośledzonych
            kulturalnie rodzin czyli robotniczych i chłopskich mieli punkty dodatkowe, żeby
            wyrówać różnice między dziećmi z rodzin od pokoleń inteligenckich.
            Nie podobało się w socjaliźmie? To jest kapitalizm.
            Zgoda, że bezpłatne studia kosztują (ksero chociażby).
            • agmusz Re: Moje pokolenie 20.07.05, 21:54
              a przepraszam, gdzie ten kapitalizm widzisz?
              • triss_merigold6 Re: Moje pokolenie 20.07.05, 22:12
                W komercjalizacji nauki chociażby. Do akademików dopłaty są minimalne i teraz
                akademik kosztuje niemal tyle co stancja, stołówka studencka UW została jedna,
                a podręczniki mają ceny rynkowe - jeśli mówimy o dziennych studiach, czyli tych
                najmniej kosztownych.
                Rynek podzielił chętnych na studia na tych co mają i mogą oraz na tych co nie
                mają i w efekcie są w dużo gorszej sytuacji.
                Nie podobał się rodzicom dzisiejszych maturzystów PRL? To mają III RP i niech
                sobie radzą i dziękują za zmiany.
      • e_r_i_n Re: Do Triss 20.07.05, 14:20
        No coz, ja znam osoby, ktore studiuja dziennie i same sie utrzymuja.
        Wakacje przed pierwszym rokiem spedzily w pracy, zarabiajac, potem postaraly
        sie o stypendium socjalne plus kredyt studencki, a po pierwszym roku doszlo
        jeszcze naukowe. I daja sobie rade.
      • e_r_i_n Re: Do Triss 20.07.05, 14:21
        Aha, jescze jedno. Zarobienie na studia plus pelne utrzymanie po LO jest bardzo
        trudne.
        • triss_merigold6 Re: Do Triss 20.07.05, 14:27
          I dlatego uważam, że rodzice powinni wspierać dzieci w ich dążeniu do nauki za
          wszelką cenę. Kredyt przyznają przy b. niskich dochodach, większość się nie
          łapie. Stypendium naukowe jest po I roku a na wielu kierunkach jest je po
          prostu bardzo ciężko zdobyć. Praca pełnoetatowa kłóci się z ideą studiów
          dziennych, chodzeniem do biblioteki, na dodatkowe wykłady, uczestnictwem w
          kołach zainteresowań studenckich. Można dorabiać ale rzadko kiedy samodzielnie
          się utrzymywać bez olewania studiów.
          • verdana Re: Do Triss 20.07.05, 14:30
            Własnie.
            Studia+ pełen etat, to nie studia, tylko "zdobywanie papierka"!
            • e_r_i_n Re: Do Triss 20.07.05, 14:32
              Ale ja nie mowie o pelnym etacie, tylko dorabianiu plus maksymalnym sprezaniu
              np. w wakacje. Osoba, ktora tak robi, jet rewelacyjnym studentem.

              A ze rodzice powinni wspierac dzieci w zdobyciu wyksztalcenia - to pewne.
              • triss_merigold6 Re: Do Triss 20.07.05, 14:36
                Wierzę. Tylko jakim kosztem? Dla mnie studia były fantastycznym okresem uczenia
                się czegoś co mnie interesuje ale także balowania, dyskusji, wyjazdów. W ciągu
                roku dorabiałam jak miałam fazę a tak 2 stypendia naukowe i życie jak w bajce.
                • verdana Re: Do Triss 20.07.05, 15:54
                  Dorabianie nie wystarczy, aby samodzielnie utrzymac się na dobrych studiach w
                  Warszawie. Akademik kosztuje, jedzenie kosztuje, książki kosztuja.
                  Jesli młody człowiek spręży się i pracuje, to kiedy siedzi w bibliotece? Nie
                  mówiac już o tym, ze dorabianie w wakacje to fajna sprawa, pod warunkeim, ze nie
                  jest to pięć lat bez tygodnia wypoczynku.
                  • triss_merigold6 Re: Do Triss 20.07.05, 16:05
                    Otóż to. Moi rodzice wychodzili za założenia, że dorabiać (jeśli stypendium nie
                    starcza) mogę na wakacje, imprezowanie, ekstra ciuchy czy pozaakademickie
                    książki.
                    W gorszej sytuacji jest młodziez spoza ośrodka akademickiego, bo dochodzą
                    koszty akademika, żywienia i przejazdów.
                • e_r_i_n Re: Do Triss 20.07.05, 22:42
                  Wiesz Triss, jak ktos ma do wyboru studia, nawet kosztem braku imprez
                  i atrakcji zycia studenckiego albo brak studiow, a bardzo mu na studiach
                  zalezy, to nie ma dylematu. I pewnie, ze dobrze by bylo, gdyby kazdy, kto chce
                  studiowal, mial na to srodki. Ale tak nie jest i czasami trzeba z czegos
                  zrezygnowac, zeby miec cos innego.
                  • verdana Re: Do Triss 20.07.05, 22:57
                    No tak, ale prqacując na pełny etat na studiach rezygnuje się właśnie ze
                    studiów... Nie z prostej nauki na obowiazkowych zajęciach, ale ze studiow w
                    bibliotece, dyskusji z kolegami, czytania kolejnych książek na interesujacy temat.
                    A więc to nie takie proste, że rezygnujemy z imprez i jest OK. Dla mnie to
                    stawia pod znakiem zapytania cały sens studiów - no chyba, ze traktuje się je
                    jedynie jako środek do zdobycia dyplomu i lepszej posady.
                    Ale dla takich osób chyba szkoda miejsca na dziennych studiach.
                    • e_r_i_n Re: Do Triss 20.07.05, 23:12
                      Tak jak pisalam - osoba, ktora znam i ktora pracuje (nie na caly etat, raczej
                      w weekendy plus po zajeciach) bardzo dobrze sobie na studiach radzi i nie jest
                      to nauka 'na odwal'.
                      Oczywiscie nie twierdze, ze to optymalne rozwiazanie. Ale mozliwe.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka