Witajcie Dziewczyny!
Pierwszy raz w życiu wypowiadam się na forum (choć czytam Wasze wypowiedzi
już rok i dziewięć miesięcy i niejednokrotnie odnajdywałam w Waszych postach
radę i pocieszenie)i kiepski to będzie start, ale muszę dać upust mojej
złości. Otóż: straaaasznie nawrzeszczałam na teściową! Wiem, wiem, pokiwacie
pewnie głowami i pomyślicie: ale nuda, nie ona pierwsza i nie ostatnia, a
takich historii czytałyście już pewnie setki. Ale ja nie chciałam, od ponad
trzech lat robiłam wszystko, żeby nasze stosunki były poprawne w porywach do
ciepłe (choć niejedna synowa po akcji sprzedaży jej połowy mieszkania i
wyłudzeniu w ten sposób ogromnej sumy pieniędzy pod pretekstem rzekomej
spłaty młodszego syna już dawno zerwałaby wszelkie kontakty). Ale ja już nie
wyrabiam! Ponad miesiąc temu stwierdzono u naszej córeczki opóźnienie rozwoju
psycho-ruchowego, musi być poddawana intensywnej rehabilitacji, dzięki której
istnieje duża szansa, że opóźnienie to nadrobi, ale są pewne żelazne zasady,
których nie wolno łamać: 1. trzeba z dzieckiem ćwiczyć - co moja teściowa
kwituje stwierdzeniem, że maltretuję dziecko (mała drze się podczas tych
ćwiczeń wniebogłosy) 2. nie wolno stwiać jej na nogi - rehabilitantka na
wyraźne żądanie lekarza uczy naszą córcię pozycji czworaczej, czyli
potocznego raczkowania, żeby wzmocnić mięśnie i przygotować cały aparat
kostno-stawowy do nauki chodzenia za x-miesięcy. Stawianie jej wcześniej
spowoduje skrzywienie kręgosłupa, deformację stawów i inne okropieństwa,
których żadna mama nie chciałaby widzieć u swojego ukochanego dziecka.
Moja teściowa jest mądrzejsza od wszystkich. Skończyła wszelkie kierunki
studiów, jest wszechstronnie wyedukowana, tudzież elokwentna i wygadana, co
oczywiście uprawnia ją do kwestionowania zaleceń lekarzy. Z uporem maniaka
stawia ją na nogi - gdy nie widzę, lub pod moją nieobecność, bo przecież "kto
to widział, żeby roczne dziecko nie umiało stawiać nóżek do chodzenia".
Dziś nie wytrzymałam i - ja osoba bardzo spokojna i raczej ugodowa -
nawrzeszczałam na nią ile sił w płucach, a głos mam niewspółmierny do
postury

Teściowa uciekła z mojego domu jak niepyszna, piszcząc cieniutkim
głosikiem, żebym się tak nie awanturowała, bo co sobie pomyślą sąsiedzi ...
(?!)
No i teraz targają mną sprzeczne uczucia: z jednej strony cieszę się, bo
teściowa po takim ataku furii z mojej strony chyba długo nie zawita w naszych
progach, z drugiej zaś strony jestem pełna obaw o reakcję mojego męża, który
z nią pracuje na codzień, niby wie jakim jest człowiekiem, ale często stoi po
jej stronie. No i jeszcze trzy lata moich wysiłków chba niebawem pójdą na
marne, a tak mi zależało na rodzinie na miejscu, bo moja ukochana jest tak
daleko...
Pocieszcie Dziewczyny...
P.S. Żeby Miłe Moderatorki nie wyrzuciły mojego postu, bo żadne inne
uczestniczki nie przypadły mi tak do gustu

możecie mi poradzić jak to
jest z tym fluorem w kroplach dla niemowląt? Od kiedy, ile, czy na receptę?