ula_max
05.09.05, 11:53
Czytam i czytam, co tam działo się u niektórych Pań na weekendzie, awantury,
kłótnie... Smutne są niektóre małżeństwa. Wczoraj tzn. w niedzielę mój małżon
porwał mnie i synka (dosłownie)do restauracji daleko za miasto, w porze
jeszcze nie obiadowej, a więc mały ruch. Ach świeże powietrze, zielona trawa,
cisza, szum drzew, piękny ogród, a w nim: wygodne ławy z stołami porozrzucane
po ogrodzie,wsród drzew, śnieżnobiałe obrusy, oczko wodne z rybkami, no i
plac zabaw dla dzieci... Zjedliśmy cudowny obiad wśród ciszy i zieleni, na
zielonej trawce, wsłuchując się w szum wody z pobliskiego strumyka, synek
wyszalał się na huśtawkach w piaskownicy, a apetyt mu dopisywał jak nigdy!
Różne miewa pomysły mój małżon, zresztą ja też, lubimy zrobić coś dla
odmiany, nie tylko praca-dom-praca. No nie?