Dodaj do ulubionych

juz po spotkaniu- mieszane uczucia.

28.11.05, 11:26
W sobote mielismy spotkanie w 4 ( my i brat mojego męża z żoną).
Spotkaliśmy się by wyjasnić sobie pewne sprawy związne z konfliktem ,który
trwa od 7 lat. Do jakiegoś szczególnego porozumienia nie doszło, ale
przynajmniej zaczęliśmy rozmawiać. Oni wytoczyli armaty przeciw nam ,my
przeciw nim i na tym sie skończyło.
Poprosili jeszcze raz męza na bycie ojcem chrzestnym ich dziecka. Zgodził się
choć wiem ,widac to po nim było ,że nie jest tym zachwycony ,poniewaz w ogóle
nigdy nie chciał byc chrzestnym.
Jedna rzecz nam się nie podobała w tym wszystkim a mianowicie, brat mojego
męża jest ojcem chrzestnym mojej córci, nie widział jej rok. Pojawił się nie
przynosząc nawet czekolady, my zaś kupiliśmy małemu grzechotkę, ot taki
drobiazg. No cóz jak stwierdził mój mąż oni są niereformowalni .
Jedną pozytywną sprawą tego spotkania była rozmowa ( wcześniej nie
rozmawialiśmy), ale ciekawa jestem czy gdy spotkamy się u teściów też
będziemy rozmawiać czy nie?
Obserwuj wątek
    • marychna31 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 11:50
      Moniu, jesli i tak już nas wciągnęłaś w swoje rodzinne sprawy to czy mogę
      zapytać, jakie zarzuty oni postawili Wam? Jestem ciekawa bo do tej pory zawsze
      pisałaś o tym, co Wy macie im do zarzuceniasmile
      pzdr.
      • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 11:56
        Tak oczywiście.
        1. Że się nie interesujemy nimi, nie pytamy się o nich jak jestesmy u teściów.
        2. Że unikamy kontaktów z nimi.
        3. ze robimy sobie na złość ( wy nam tak to my wam tak)

        Nic więcej sobie nie przypominam.

    • 18_lipcowa Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:11
      Czyli nadal nie wiadomo czyja będzie chata????????
      • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:15
        tego tematu nie poruszaliśmy bo nie było teściów, ale mam nadzieje ,że wkrótce
        to się wyjaśni.
        • 18_lipcowa Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:16
          monia323 napisała:

          > tego tematu nie poruszaliśmy bo nie było teściów, ale mam nadzieje ,że
          wkrótce
          > to się wyjaśni.


          Hehe sępy...
          • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:25
            wcale nie sępy.
            Uwazam, że wiekszość z nas pozyskała mieszkania po dziadkach.
            Teraz nasze dzieci powinny kiedys tam pozyskac je od naszych rodziców.
            a skoro ma się 3 wnucząt to nalezy podzielic na 3 a nie dać tylko jednemu.
            Prawda że sprawiedliwie?

            • 18_lipcowa Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:29
              Sępy.
              Skoro masz takie podejście to jesteś sęp.
              Wasze dzieci nic nie powinny, dziadkowie nie powinni też tylko MOGĄ.
              Poza tym nie widzę nic złego w przepisywaniu domu na 1 wnuka. To dziadków
              sprawa, wcale nie musi byc po równo.
              Gdybym miała taką rodzinkę jak Ty i gdybym o tym wiedziała, to w zyciu bym nic
              nie przepisała, prędzej bym oddała na dobroczynne cele.
              • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:30
                Ty masz takie a ja inne zdanie.
                Więc daj spokój ,tak jestem Sępem!!!!
                • chloe30 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:37
                  To Twoi teściowie mają ten dom przepisać, tak???
                  W takim razie pytam: co Twoi rodzice zostawią wnukowi. A jeśli nic nie mają, to
                  również jest niesprawiedliwe: jedni dają, drudzy nie.
                  • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 13:09
                    mieszkanie ponad 60 m i działkę 2000 m z domem w pięknej okolicy.
                    A tesciowie maja nie dom tylko mieszkanie.
                    • 18_lipcowa Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 13:11
                      monia323 napisała:

                      > mieszkanie ponad 60 m i działkę 2000 m z domem w pięknej okolicy.
                      > A tesciowie maja nie dom tylko mieszkanie.

                      Hehe jak wszystko wie, ile metrów, jaka działka, jaka okolica.Wszystko
                      obcykane, oblukane, zmierzone, pewnie wartosc tez juz znasz.
                      Ja nie mam pojęcia ile metrów ma mieszkanie moich rodziców, a juz tym bardziej
                      dziadka czy babci.

                      Skoro teściowe mają mieszkanie to nie ma co dzielić mieszkania na 3 wnucząt.
                      Lepiej na jedno.
                    • kalina_p to po co Ci ich mieszkanie? 28.11.05, 13:11
                      skoro po rodzicach bedziesz miala cos dla syna???
                      Po co, wyjasnisz mi?
                      W imie czego?
                      • 18_lipcowa Re: to po co Ci ich mieszkanie? 28.11.05, 13:15
                        kalina_p napisała:

                        > skoro po rodzicach bedziesz miala cos dla syna???
                        > Po co, wyjasnisz mi?
                        > W imie czego?


                        W imie zasad. Należy sie i TYLE. Nie dyskutuj kalina. NALEZY SIE PO ROWNO.
                      • monia323 Re: to po co Ci ich mieszkanie? 28.11.05, 13:16
                        dla zasady. Mam 2 dzieci. Kiedyś któreś z nich przejmie mieszkanie moich
                        rodziców a działka z domem to letnisko
                        • 18_lipcowa Re: to po co Ci ich mieszkanie? 28.11.05, 13:18
                          Dla zasady to teściowe mogą przepisac to na schronisko dla bezdomnych.
                          Ty natomiast NIE MASZ ZADNYCH ZASAD.
                          Porodziłas dzieci? To sama im zapewnij 4 kąty.
                        • kalina_p monia, posłuchaj... 28.11.05, 13:21
                          calego mieszkania tesciow i tak nie dostaniesz.
                          Może kup dziecku mieszkanie, co..?
                          Skoro twoi rodzice kupili Tobie, to kup Ty swojemu dziecku i juz.
                          Fajny pomysł, prawda?

                          Wiesz, odpisuję, bo juz mnie to smieszy ale tak zupełnie na powaznie - żenada,
                          totalnasad
                          Nie wierzę, że piszesz to wszystko zupełnie serio, nie chce w to wierzyc, bo az
                          przykro sie robi, jak sie to czyta.
                          Fuj.
                          • 18_lipcowa Re: monia, posłuchaj... 28.11.05, 13:27
                            Nie Monia nie kupi mieszkania.
                            Nie slyszalas ze to dziadki powinni zapewnic wnukom byt?
                • 18_lipcowa Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:42
                  I oby teście mieli inne zdanie,ale z drugiej strony jak np, przepiszą nie na
                  was, to i tak nie popuścicie i bedziecie się sądzic 20 lat pewnie...
                • hancik5 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:46
                  Nie, ja nigdy nie będę się kłociła o kasę...
                  Niszczycie swoją rodzinę, tu zgadzam się z lipcem..

                  Ja czytam to, to oczom nie wierzę...
                  Na szczęście u mnie jest zupełnie inaczej...
                  • 18_lipcowa Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:49
                    Ja nie wiem skąd się biorą tacy ludzi " bo się należy nam/naszym dzieciom i
                    tyle". Fajnie jest dostać , jasne super, też bym chciała, ale ku...a za życia
                    teściów rozporządzać ich majątkiem?
                    Na dodatek to teście a nie rodzice, więc tym bardziej by mi było wstyd.

                    I powtarzam, dziadki mogą podzielić jak chcą.
                    • kalina_p prawda 28.11.05, 12:53
                      moga zapisac na Kościół, na Dom Dziecka i moni323 nic do tego.

                      Ja, na miejscu tesciów, mocno bym sie zastanawiala, czy w takiej sytuacji w
                      ogóle moni cokolwiek zapisać.
                      Dziwne klimaty, niemiełe, niewyobazalne dla mnie - za zycia tesciów gdac z nimi
                      wprost o tym, ile matrów mieszkania/domu komu zapisza. Paranoja.

                      Moniu, mąż Twój może sobie sam z rodzicami i bratem o tym pogadać, bo takie
                      sprawy pewnie jego rodzice tez chcieliby wyjasnić, ale zeby sie o to kłócić???
                      Dopominać o "swoje"??? Swoje w cudzysłowiu, bo Twoje to nic z tego ich
                      mieszkania nie jestsad
                  • dzindzinka Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:51
                    Koszmarna rodzinka, cieszę się że mam afajne rodzeństwo, a mąż jest jedynakiem.
                    Chyba jesteście siebie warci.
                  • chloe30 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:51
                    hancik5 napisała:

                    > Nie, ja nigdy nie będę się kłociła o kasę...
                    > Niszczycie swoją rodzinę, tu zgadzam się z lipcem..

                    I żeby to jeszcze o nich chodziło. Ale o wnuka??? To niech Monia zadba o
                    przyszłośc swojego dziecka, a nie ogląda się na Rodziców.
            • zona_wojtka Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 19:51
              monia323 napisała:

              > wcale nie sępy.
              > Uwazam, że wiekszość z nas pozyskała mieszkania po dziadkach.
              > Teraz nasze dzieci powinny kiedys tam pozyskac je od naszych rodziców.
              > a skoro ma się 3 wnucząt to nalezy podzielic na 3 a nie dać tylko jednemu.
              > Prawda że sprawiedliwie?
              >

              Grunt to rościć sobie prawo do czyjejś własności...
              Nie mają żadnego obowiązku dawać cokolwiek wnukom. Jeśli mają ochotę to mogą
              wszystko co mają przekazać obcej wam wszystkim osobie, ale która np. pomnagała
              im w ostatnich latach życia. Zupełnie bezinteresownie.
              • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 09:16
                Nire roszczę sobie żadnego prawa, ale rozmowa wyjasniajaca jest wskazana.
                Teściowie sami powiedzieli ,że wykupili mieszkanie ale cały czas powtarzaj ,że
                to dla ...( brata męża) a co mój mąz wypadł sroce spod ogona?
    • g0sik Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:51
      Tylko grzechotkę? No nie ktoś, kto przywiązuje, aż taką wagę do rzeczy
      materialnych daje dziecku biednych i niezaradnych rodziców TYLKO grzechotkę???
      Widzę, że chętnie dzielisz, ale majątkiem innych.......Jeśli masz taką wolę to
      możesz wszystko, czego się dorobiliście podzielić równiutko pomiędzy swoje
      dzieci. Teściowie mogą oddać swój majątek komu chcą a synowej to już najmniej
      do tego.......Było uprzedzić przyszłych teściów, że wychodzisz za ich syna dla
      ewentualnych korzyści majątkowych – zweryfikowaliby na pewno Twoje plany, co do
      ich chaty i uniknęłabyś teraz rozczarowania.....
      • cocollino1 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:54
        a w ogole to nie jest najwazniejsze, ze zostal uczyniony krok do przodu w celu
        poprawienia stosunkow pomiędzy braćmi, nie, nie to w ogole nie jest wazne,
        wazne jest to, ze nie bylo czekolady dla dziecka, ehhhh, sazkoda slow...
      • dzindzinka Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:55
        Mnie też ta grzechotka powaliła.
        • 18_lipcowa Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:56
          Mnie też.
    • g0sik Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 12:59
      >Uwazam, że wiekszość z nas pozyskała mieszkania po dziadkach.
      >Teraz nasze dzieci powinny kiedys tam pozyskac je od naszych rodziców

      Można się wtedy mnożyć jak króliki! Jeśli do teściów należy zapewnienie Twoim
      dzieciom dachu nad głową w przyszłości to pewnie masz ich pisemną zgodę na
      każde dziecko? A co dostaną od Was? A przepraszam, zgodnie z Twoją logiką -
      wszystko dla wnuków.......

      Ech ludzie i jak tu żyć mając taką synową...A mamusia szanownej pani to coś
      dorzuci?

      • 18_lipcowa Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 13:02
        Masakra. Wstręta, roszczeniowa synowa co to przyszła do rodziny z przysłowiową
        reklamówką a teraz się domaga czegoś do czego nawet ręki nie przyłożyła....

        Jak Ci nie wstyd dziewczyno!
        • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 13:13
          Mylisz się i to bardzo.
          To dzięki moim rodzicom mamy mieszkanie ( bez kredytu).
          To moi rodzice pomagali nam na początku małżeństwa bo maz nie dostał nawet gaci
          na wyprawkę.
          • 18_lipcowa Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 13:17
            monia323 napisała:

            > Mylisz się i to bardzo.
            > To dzięki moim rodzicom mamy mieszkanie ( bez kredytu).
            > To moi rodzice pomagali nam na początku małżeństwa bo maz nie dostał nawet
            gaci
            >
            > na wyprawkę.

            I co ztego?
            Wiele osob nie dostaje nic od rodziców na wyprawke. To nie wieś by panna młoda
            wnosiła w posagu 3 komplety poscielu i obrusów a pan mlody 2 krowy.
            Bredzisz po prostu.
            • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 13:19
              nie pochodze ze wsi.
              • zona_wojtka Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 19:57
                monia323 napisała:

                > nie pochodze ze wsi.

                To może z Afryki? Tam dalej ojcu przyszłej panny młodej płaci się wielbłądami i
                kozami...?
                • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 09:17
                  jesteś bardzo złośliwa. Pochodzę ze stolicy jak chcesz wiedzieć, tu się
                  urodziłam i mieszkam.
            • cocollino1 teraz juz wiem 28.11.05, 14:31
              ze mam zla tesciowasmile))) nie dala mezowi gaci na wyprawke, nie wiem jak wam
              dziewczyny to napisac, wstyd, ale on mial swoje gaciesad( nic tesciiowa nie
              dala, ai jednej pary buuuuuuuuuuuuuu
          • natiz Moniu 28.11.05, 13:21
            Mój mąż też nic nie dostał na wyprawkę, a raczej dostał w prezencie ślubnym
            kołdrę z jedną poduszką (dla niego), ja sobie musiałam juz dokupić. Uśmiałam
            się tylko z tego. I też WSZYSTKO co dostajemy to dostajemy od mojej mamy, ze
            strony rodziny męża nic nie mamy. I nikt nie rozumie Cię tak jak ja, ale nadal
            uważam, że NIE MASZ PRAWA (ani ja) żądać czegokolwiek od teściów
            • monia323 Re: Moniu 28.11.05, 13:25
              alez ja nie żądam od nich. Chcemy tylko obie z nimi pogadac na ten temat i
              tyle. Zrobia to co uwazaja za słuszne. To lipcowa na mnie napadła.
              Ja napisałam post w zupełnie innej sprawie.
              Moge miec własne zdanie ale to nie znaczy ,ze ktos ma sie ze mną zgadzac
              Prawda?
              • 18_lipcowa Re: Moniu 28.11.05, 13:28
                Biedni teście.
                Sępy się zjadą i bedą dzielic ich własne mieszkanie...
              • zona_wojtka Re: Moniu 28.11.05, 19:59
                monia323 napisała:

                > Chcemy tylko obie z nimi pogadac na ten temat i
                > tyle. Zrobia to co uwazaja za słuszne.
                Pogadać? Matko, chyba bym się pod ziemię zapadła ze wstydu........
                "Kochana Teściówko i Kochany Teściuniu, czy aby spisaliście już testament?...."
                • monia323 Re: do zony wojtka 29.11.05, 09:15
                  Przecież to nie ja poruszę ten wąterk tylko mój mąz .Ja będę w tym uczestniczyć
                  i jak będzie trzeba to zabiorę głos.
    • natiz Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 13:04
      To ja Wam powiem:
      moja mama powiedziała, że zapisze swoje mieszkanie mojej córeczce (nie prosiłam
      jej o to). Jestem jedynaczką, więc obejdzie sie bez "mordobicia". Synowi kupimy
      mieszkanie razem z mężem.
      Teść "wypiął się" na swoich synów i wnuki (jego wola), kazał zrzec się dwóm
      synom swojej doli i zapisał swe mieszkanko najmłodszemu synowi.
      Po co to piszę? Każdy dysponuje swym majątkiem jak chce,a my możemy porządzić
      tylko tym, co sami posiadamy na własność.
      • kalina_p natiz! monia by się o zachowek procesowała 28.11.05, 13:14
        zeby miec na waciki, hehehe.
        Oj, szkoda czytac, szkoda gadac, pozostaje tesciom współczuc takiej synowejsad
        • 18_lipcowa Re: natiz! monia by się o zachowek procesowała 28.11.05, 13:19
          Na 100 % bedzie proces o zachowek, panna nie popuści nawet jak to bedzie wbrew
          woli teściów.
          • monia323 Re: natiz! monia by się o zachowek procesowała 28.11.05, 13:20
            ależ oczywiście ,że nie. to słowa mojego męża.
            • 18_lipcowa Re: natiz! monia by się o zachowek procesowała 28.11.05, 13:22
              Twoje.
              • g0sik Re: natiz! monia by się o zachowek procesowała 28.11.05, 13:25
                E na pewno męża - indoktrynacja przez lata przyniosła efekty!
            • verdana Re: natiz! monia by się o zachowek procesowała 28.11.05, 13:24
              Gdyby moje dzieci tak się kłóciły za mojego życia o MOJE i tylko moje
              mieszkanie, to żadne by grosza nie dostało. To jest do zrobienia. Mozna np.
              mieszkanie przepić, co z satysfakcją bym zrobiła.
              A jak miło musi byc tesciom, gdy widzą z jakim utęsknieniem wyczekujecie ich
              śmierci. Jedyne co mnie pociesza, to fakt, że Twoje dzieci, dla których teraz
              tak walczysz o mieszkanie, jak dorosną bedą wyglądały z niecierpliwoscią spadku
              po Tobie. Zamiast miłosci i troski od dorosłych dzieci możesz oczekiwać
              wyłącznie życzenia szybkiej śmierci.
    • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 13:22
      Wracając do pierwszego mojego postu ,(tam nic nie było o dzieleniu),
      jak uważacie czy stosunki nasze moga ulec poprawie?
      Rozmowa była taka sobie o wszystkim i o niczym.
      Mąz nie zaintersowany przyszłym chrzesniakiem w ogóle.

      chociaż tyle ,ze rozmaiwaliśmy.
      • kalina_p nie poprawia się, dopóki Ty się nie zmienisz. 28.11.05, 13:24
        absolutnie nie ma szans na poprawe, bo z tego, co piszesz, wynika, że źle jest
        z Twoje winy, Twojego powodu i dopóki Ty sie nie zmienisz, to dobrze nie będzie.
        A mieszkanie pewnie i tak Ci umknie ;P
        • monia323 Re: nie poprawia się, dopóki Ty się nie zmienisz. 28.11.05, 13:27
          A niech umyka! Dlaczego to ja mam się zmienić?
          Zaprosiłam ich ,przygotowałm się na spotkanie ,rozmawialiśmy, mąż będzie
          chrzestnym choć nie za bardzo chce i tyle.
          Czas pokaże jak będzie, rozmaiwac będziemy i tyle.
          • 18_lipcowa Re: nie poprawia się, dopóki Ty się nie zmienisz. 28.11.05, 13:30
            No moze i sie ulozy ale sie popsuje jak tescie umrą bo zacznie sie dzielenie.
            Nie wiem czy jest sens godzenia sie, zalezy ile tescie maja lat i czy sa zdrowi?
            • monia323 [...] 28.11.05, 13:30
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • chloe30 Re: nie poprawia się, dopóki Ty się nie zmienisz. 28.11.05, 13:31
                monia323 napisała:

                > odwal się suko!

                Tak powinni Tobie teście powiedzieć.
                Kulturka, no ja cie kręcę.
          • kalina_p moniu 28.11.05, 13:39
            żeby sie poprawilo, to misisz odpuścic.
            Juz wypominasz brak czekolady a Wasza grzechotkę. To jest naprawde śmieszne.
            Nie tedy drogasad
            W ten sposób nigdy, przenigdy sie nic nie polepszy. Lepiej sobie juz na wstepie
            daj spokój z polepszaniem stosunków, skoro masz takie nastawienie - sledzić
            każdy ich błąd i potem wytykac, rozpamietywac...Bez sensu, kompletnie.
    • monia323 Do Lipcowej 28.11.05, 13:29
      Czy mogłabyś nie zmieniac wątku?
      Nie o tym napisałam w pierwszym poście.
      Lepiej zajmij się swoją przyszłością , bo czas leci a ty stoisz w miejscu.
      • 18_lipcowa Re: Do Lipcowej 28.11.05, 13:34
        No ale o tym jest własnie wątek.
        O wydzieraniu z rodziny jak najwięcej, począwszy od czekolady koncząc na
        mieszkaniu, eee ile ono metrów miało, hę?

        > Lepiej zajmij się swoją przyszłością , bo czas leci a ty stoisz w miejscu.

        To znaczy że co mam zrobić?
        Znaleźć gościa z zamożnym rodzicami i czekąć aż mi teście coś dadzą?
        To masz na mysli pisząc 'czas leci ja ja stoje w miejscu'?
        Ze co? Ze moze nie znajde juz majętnych teściów?
        • monia323 [...] 28.11.05, 13:36
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • zebra51 Re: Do Lipcowej 28.11.05, 13:34
        A Ty wciąż mielisz w żarnach przeszłość. Twoje posty przerażaja mnie.
    • monia323 Ponawiam swój I post, Lipcowej dziekuję 28.11.05, 13:39
      Czy uważacie ,że został zrobiony krok w kierunku poprawy stosunków, czy nie. Ja
      mam mieszane uczucia ,ponieważ rozmowa była o wszystkim ale tak naprawdę to nie
      padło "i co dalej będzie "
      • 18_lipcowa Re: Ponawiam swój I post, Lipcowej dziekuję 28.11.05, 13:45
        Nie został zrobiony owy krok.
        • monia323 Re: Ponawiam swój I post, Lipcowej dziekuję 28.11.05, 13:47
          Według mnie został, ponieważ spotkaliśmy się i rozmawialismy pierwszy raz od 7
          lat( dokładnie nie pamiętam od ilu bo to było dawno)
          • 18_lipcowa Re: Ponawiam swój I post, Lipcowej dziekuję 28.11.05, 13:53
            Tak ale Ty zaczełaś o tej grzechotce i czekoladzie i znowu sie niedobrze
            zrobiło mi.
          • zona_wojtka Re: Ponawiam swój I post, Lipcowej dziekuję 28.11.05, 20:06
            monia323 napisała:

            > Według mnie został, ponieważ spotkaliśmy się i rozmawialismy pierwszy raz od
            7
            > lat( dokładnie nie pamiętam od ilu bo to było dawno)

            Bo zbyt dużo wysiłku wkładasz w zapamiętywanie metrażów...
            • monia323 Re: Ponawiam swój I post, Lipcowej dziekuję 29.11.05, 09:19
              nie zgadzam się z Tobą.
      • malila Re: Ponawiam swój I post, Lipcowej dziekuję 28.11.05, 13:46
        Zgadzam się z Kaliną. Dopóki będziesz tak rygorystycznie przestrzegać równości,
        zwracać uwagę na każde ich niedociągnięcie nie widząc bądź usparwiedliwiając
        własne - to raczej marne są szanse na porozumienie.
      • cocollino1 brak nawet czekolady??? nie bedzie poprawy:((( 28.11.05, 14:36
    • anna_geras NIE DZIEL SKÓRY NA NIEDZWIEDZIU 28.11.05, 13:40
      a tesciowie zywi jeszcze nie? juz widze jak odejda na tamten swiat to sie
      pozabijaciebig_grinDD
      • monia323 Re: NIE DZIEL SKÓRY NA NIEDZWIEDZIU 28.11.05, 13:42
        Nie na ten temat był post.
    • g0sik Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 13:49
      Cała rodzina siebie warta. Mąż pier..oła bo nie umie odmówić, a Ty nakręcasz
      spiralę zawiści. Jak już Ci kiedyś napisałam szanse na poprawę stosunków są w
      dwóch przypadkach: Twoja śmierć lub Wasz rozwód. AMEN
      • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 13:51
        Ni odmówi bo się rodzina obrazi? - takie tam panują zwyczaje.
        Mąż już kiedyś dawno temu (i rodzina o tym pamięta ) mówił ,że niechce być
        niczyim chrzestnym, ale oni i tak swoje na przekór.
        Zgodził sie bo MUSIAŁ
        • 18_lipcowa Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 13:55
          Nic nie musiał.
          Jest pierdoła i tyle.
          Ja bym nie była czyjąś chrzestną gdybym sie z kiś żarła 7 lat.
          I nikt by mnie nie zmusił.
          • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 13:57
            MUSIAŁ, nie miał wyjścia.
            Mógł odmówic ,ale wtedy to by była już walka na całego.
            • 18_lipcowa Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 14:02
              Nie MUSIAł.
              Jest dorosłym facetem a nie bezmózgą kukłą.
    • g0sik Pewnie z Tobą też musiał się ożenić.... 28.11.05, 14:01
      • monia323 Re: Pewnie z Tobą też musiał się ożenić.... 28.11.05, 14:05
        nie musiał.
        Ale w tej rodzinie tak juz jest ,że się nie odmawia.
        Zrobił to co uwazał za słuszne i to jego sprawa.
        • 18_lipcowa Re: Pewnie z Tobą też musiał się ożenić.... 28.11.05, 14:10
          Ahaaa wiec myslisz ze jak sie nie odmawia to jak powiesz tesciom zeby
          przepisali chałupe na Ciebie to nie odmowia?
          • verdana Re: Pewnie z Tobą też musiał się ożenić.... 28.11.05, 14:16
            Myslę, ze nie tylko nie ma poprawy, ale jest i będzie coraz gorzej.
            Bo pierwszy raz rozmawiacie od 7 lat, brat próbuje poprawic stosunki (zaprasza
            Twego męża na chrzestnego) , a ty zauważasz przede wszystkim brak głupiej
            czekolady.
            Teraz bedziecie się kłócić o to, że Twój mąż za dużo daje chcrzesnicy, że bratu
            urodziło się nastepne dziecko, to dla Was będzie mniej itd.
            Myslę, że nie ma możliwości przy Twoim nastawieniu aby miec z rodziną dobre
            stosunki.
            • monia323 Re: Pewnie z Tobą też musiał się ożenić.... 28.11.05, 14:20
              Mój maż powiedział im ,że będzie takim samym chrzestnym jak jego brat jest dla
              naszej córci. więc chyba są świadomi, nieprawdaż?
              • 18_lipcowa Re: Pewnie z Tobą też musiał się ożenić.... 28.11.05, 14:25
                monia323 napisała:

                > Mój maż powiedział im ,że będzie takim samym chrzestnym jak jego brat jest
                dla
                > naszej córci. więc chyba są świadomi, nieprawdaż?


                Super.Rewelacja.
          • monia323 Re: Pewnie z Tobą też musiał się ożenić.... 28.11.05, 14:19
            wcale tak nie uwazam.
            Znowu zaczynasz z tym mieszkaniem? Daj sobie juz spokój.

            Rozmowa to pierwszy krok ku poprawie stosunków.
            Na pewno nigdy one nie będą super dobre, bo tego już sie nie da naprawić.
            Im chodzi o to,że cyt" Teściowa ma już dosyc naszych kłótni i przestała sie już
            wtracać " - ale sie q.. wtracała i mieszała a teraz chowa głowe w piasek i chce
            odczekać.
            " żebyśmy normalnie rozmawiali a nie wychodzili od teściów jak drudzy
            przychodzą" itd.
    • onika27 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 14:26
      Nic juz z tego nie rozumiem.Chcesz z nimi rozmawiać ? no to
      porozmawialiście.Twój mąż ma byc chrzestnym ok dziecku sie nie
      odmawia.Właściwie nie mam pojecia o co ci chodzi? Tak bardzo wam ich brakuję?co
      ma byc potem?zycie.Spotkanie 3 razy do roku no może 4 święta i imieniny teściów
      i tyle.O co ci chodzi?jakie rozmowy?po prostu zyjcie obolk siebie.Jesteście
      tylko rodzina i nikt nie mówi ze musicie sie przyjaznić naprawdę.A juz
      najbardziej mnie śmiesza wasze :zarzuty" jak wygląda sprawa robienia sobie na
      złość strasznie mnie to ciekawi.Albo sprawa zainteresowania.Jak wchodzisz do
      teściów zapytaj co słychać u brata męża co u ich dzieci i kwestia
      zainteresowania załatwiona.Prezenty? chrzestni nie maja zadnego obowiązku dawać
      prezentów!Ty po prostu robisz igły z widły i niepotrzebnie rozdmuchujesz
      sprawę.Zastanów sie po co ci kontakty z nimi a moze po co im kontakty z toba?
      Aha i co to znaczy "Oni wytoczyli armaty przeciw nam ,my
      > przeciw nim i na tym sie skończyło" a co mialo byc jeszcze podejzewam ze
      każde z was ma swoje racje i nic ich nie przekona wiec pozostaja jeszcze
      rękoczyny smile paranojasmile.
      • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 14:32
        chyba masz rację, stosunki będą na odleglośc tak od swięta.
        • onika27 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 14:34
          Naprawde nie wiem o jakie stosunki ci chodzi?co rozumiesz pod tym pojęciem?smile
          • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 28.11.05, 14:38
            stosunki między naszymi rodzinami
            • gorgolka A ja uważam że żle zrobiliście 28.11.05, 19:44
              bo mimo wszystko mąż nie powinien sie zgodzić. No ale skoro musiał to jego
              wola. Co do tego ze będzie chrzestnym takim jak jego brat dla waszej córki to
              popieram (też niech ją odwiedza raz na jakiś czas).
              Poza tym z twoich poprzednich postów wnioskuję że macie lepszą sytuację
              materialną niż oni. Może tylko dlatego prosili Twojego męża na chrzestnego?
              W niektórych rodzinach tak sie robi. Tym bardziej nie chciałabym być wybrana na
              chrzestną z takiego powodu.
              Szczerze to nie uważam żeby stosunki sie poprawiły, ale jeśli chcesz poprawy i
              masz na to nadzieję to radze odpuścić i nie poruszać sprawy mieszkania. I tak
              mogą teściowie dać komu chcą i stawiam że wybiorą biedniejszego czyli szwagra.
              To w jakiś sposób jest też sprawiedliwe
              pozdrawiam
              • amhali Re: A ja uważam że żle zrobiliście 28.11.05, 20:42
                A ja uwazam a) ze wiekszosc tu dziewczyn ma racje ze takie rozpamietywanie
                glupot (bo czekolada to glupota) tylko szkodzi w takiej sytuacji. Bo ktos troche
                tolerancji musi wykazac, a to ze dyskusja zeszla sie na temat dziedziczenia -
                jednak ma zwiazek ze sprawa, bo z takim podejsciem ciezko normowac kontakty z
                rodzina.

                A podejscie ze Twoj maz bedzie takim samym chrzestym jak brat jest bardzo nie
                fair w stosunku chociazby do dziecka. Bo bedzie sytuacja - "oooo oni kupili
                grzechotke za 5 zl, to ja nie kupie cos dokladnie za tyle samo - sprawiedliwosc
                musi byc" - to chore, a dziecko cierpi. Bo mi by bylo przykro ze moj chrzestny
                nie interesuje sie mna (nie chodzi o prezenty ale np. o kontakty) dla ZASADY
                rownosci.

                pozdrawiam
                • monia323 Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 09:13
                  Masz rację ,a wiec mojemu dziecku jest równiez przykro ,że od 11 lat ma a tak
                  naprawdę nie ma chrzestnego.
                  Wczoraj rozmawialismy z mezem o tym i powiedział ,że już ma dosyć i olewa to co
                  oni myśla i robia włącznie ze swoimi rodzicami ,którzy nigdy nie okazali mu
                  miłości.
                  • amhali Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 09:23
                    No wlasnie - Twojemu dziecku jest przykro? Wiec co zrobicie? Przykrosc dziecku
                    brata - no wybacz...rozumiem oko za oko, ale szkoda odbijac sobie na dziecku, bo
                    ono nic nie zawinilo!

                    pozdrawiam
                    • monia323 Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 09:28
                      Ale oni wiedzą jaki będzie mój mąz jako chrzestny, zostali o tym poinformowani
                      i się zgodzili. Tak jak już pisałam mój mąz wcale nie chce być chrzestnym.
                      My zagraliśmy fair.
              • monia323 Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 09:21
                Ja tez tak uważam,ale to wybór mojego męza i nic mi do tego.
                Powtarzam tylko jego słowa.

                • nchyb Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 10:01
                  moniu, piszeszsuspicious Ja tez tak uważam,ale to wybór mojego męza i nic mi do tego.

                  Czy sama wierzysz, że nic Ci do tego, czy tylko piszesz sobie a muzom. Przecież
                  to już kolejny długaśny wątek na ten sam temat i wynika z niego (podobnie jak i
                  poprzednich), że więcej Tobie do tego, niż Twojemu mężowi...
                  • monia323 Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 10:24
                    Dlatego ,ze ja pisze na tym forum?
                    A nie wolno mi ?
                    to on zadecydował tka będę chrzestnym i ok a jakim będzie to wszyscy wiemy.
                    • nchyb Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 10:27
                      moniu, pisać możesz ile chcesz, w końcu forum jest również by się pożalić,
                      wyżalić itp. Ale jesteś zdecydowanie temu (m.in. utrzymywaniu przez Twojego
                      męża kontaktów z jego rodziną przeciwna, dajesz i dawałaś temu wyraz wszem i
                      wobec, więc nie rozumiem skąd tekst - nic mi do tego...
                      • monia323 Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 10:43
                        Bo to jest moje zdanie. Mąż może miec zdanie inne.
                        Ja uważam ,ze powinien odmówić ,on uważa ,ze się nie odamwia,bo to zle wróży
                        dziecku na przyszłość.
                        Uważam ,ze postąpiłam dobrze nie wtracając się.
                        • nchyb Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 10:49
                          oj moniu, moniu. Odnoszę wrażenie, że Ty byś chciała, byśmy Ci napisałyże to
                          właśnie Ty masz rację, a nie on. Może jeszcze pogłaśkać Cię po główce? No to
                          głaskam, głaskam...
                          • chloe30 Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 10:52
                            Dziecku się nie odmawia bo to źle wróży.
                            ALe potem można je olać.
                            Nie no, powiedzcie mi co to za logika, bo chyba nie rozumiem?
                            • monia323 Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 11:04
                              Rodzice dziecka zostali o tym poinformowani.
                              Więc to ich sprawa nie nasza.
                              Mogli powiedzieć to my znajdziemy kogoś innego. Moj M.napewno by się ucieszył.
                              Gorzej by było gdyby mąż ich nie uprzedził.
                              • chloe30 Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 11:07
                                Może u Was wystarczy, że pro forma chrzestnym sie jest. W normalnych rodzinach
                                to o znacza pewne obowiązki jakie się ma i podejmuje.
                                Zaznaczanie, że się chrzestnym będzie tylko na papierku jest śmieszne, głupie,
                                i nie wiem co jeszcze.
                                Jak zresztą cały ten wątek, który masochistycznie czytam.
                          • monia323 Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 11:05
                            Po główce to ma mnie kto głaskac. Nie o to chodzilo w tym poście.
                            • ledzeppelin3 Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 11:09
                              Cała ta gadka o "porozmawianiu", "pogodzeniu" itp można o kant dupy rozbić. Mam
                              wrażenie, że na stosunkach tych rodzin ciąży niepoewnośc, kto sie więcej
                              nachapie po śmierci teściów. Do ich zejścia stosunki będą "poprawne z wzajemnym
                              obrabianiem tyłków", wojenka zacznie się potem- oczywiście w imię "dobra
                              dzieci!!!" Ciekawe, jak dobro dzieci jest przykrywką dla zachłanności rodziców.
                              • monia323 Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 11:24
                                Jesteś w wielkim błędzie. Na naszym spotkaniu nie było o tym w ogóle mowy.
                                Chodziło o przełamanie lodów pomiędzy nami. Wcześniej nie rozmaiwaliśmy, nie
                                mówiliśmy sobie cześć, po prostu wzajemnie się olewaliśmy. Najcześciej
                                spotykalismy się u teściów. Nie było rozmowy więc albo jedni albo drudzy
                                wychodzili.
                                Teraz mam taką nadzieję gdy będziemy się spotykac" przypadkiem" u teściów np
                                podczas imienin będziemy normalnie rozmawiać o wszystkim.
                                Raczej nie sądzę byśmy się spotykali ot tak np. w sobotę.
                                Po prostu my jestsmy inni ,oni inni.
                                To że poprosili mojego męża na chrzestnego to u nich w rodzinie taka tradycja.
                                Mój mąż się zgodził po długich namysłach, bo tak naprawdę to wcale mu na tym
                                nie zalezy.
                                • nchyb Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 11:29
                                  > Mój mąż się zgodził po długich namysłach, bo tak naprawdę to wcale mu na tym
                                  > nie zalezy.
                                  Oj monia, monia. Przecież już we wcześniejszych wątkach ustaliłyśmy, że to nie
                                  do końca tak. Ty po prostu nie wiesz, czy mąż chce, czy nie, czy też może
                                  bardziej obawia się wypowiadania swojego zdania na ten temat, bo znając Twoje -
                                  wybiera święty spokój w domu i mówi to, czego Ty oczekujesz smile
                                  • monia323 Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 11:41
                                    A więc powiem Ci tak w 100 % jestem przekonana,że nie chce.
                                    Nie ma zaswiadczenia o bierzmowaniu.
                                    Bierzmowany był dawno temu na zachodzie Polski podczas pobytu w szkole.
                                    Nawet nie pamięta w jakim kościele tak wiec będą problemy ,bo ksiadz żada
                                    takiego zaświadczenia.A co na to mój mąż?
                                    Olewa to i ma nadzieję, ze w związku z tym nie będzie chrzestnym.
                                    Więc jak uwazasz chce nim być czy nie?
                                    Ocenę zostawiam Tobie.
                                    • nchyb Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 11:49
                                      a ja odpowiem tak jak Ty - nic mi do tego. Tylko, że mi naprawdę nic do tego...
                              • beata132 Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 11:32
                                Popieram w 100%.
                                Przypadek moni przypomina mi rodzinkę mojego ojca.
                                Po śmierci dziadków była straszna awantura o dom. Nieważne, że każdy z
                                rodzeństwa miał swoją chatę. Darli koty aż miło. Mój ojciec chciał aby chtę dać
                                mojej kuzynce, która z 3 dzieci mieszkała u kogoś kątem. Mówił, że wtedy
                                przynajmniej zrobią coś dobrego a i będzie można dom rodzinny odwiedzić.
                                Niestety reszta wolała sprzedać dom. Było to jakieś 15 lat temu. Dom
                                (poniemiecki) sprzedali za niecałe 5 tys. i każdy (była ich siódemka rodzeństwa)
                                dostał po 700 zł. Teraz to mogą sobie domek pooglądać z daleka. Do tej pory ze
                                sobą nie rozmawiają.

                                Przewiduję, że u moni będzie identycznie. Tylko u nas nikt nie czekał na
                                śmoierć dziadków. Afera była dopiero po śmierci.
                                • beata132 Oczywiście popieram led 29.11.05, 11:33

                                • lila1974 Re: A ja uważam że żle zrobiliście 29.11.05, 11:56
                                  A można i tak:

                                  Babcia pożyczyła sporą sumę najmłodszemu synowi. Trzymał długo, dawno już
                                  powinien był oddać ale jakoś nie miał i babci się zmarło. Rodzeństwo zjechało
                                  się na naradę - 5 sztuk plus 3 sztuki obce (synowa i 2 zięciów). Przy kawce
                                  ustalono.

                                  Najmłodszy ową kasą ma się podzieliś z najstarszą siostrą, gdyż to ona
                                  opiekowała się matką, wcześnie owdowiała, powodzi się jej raczej kiepsko itp.
                                  Ustalono kwote, którą wujek ma zwrócić (dużo mniejszą niż stanowiła pożyczka)
                                  oraz zobowiązano wujka do kupienia pomnika. Reszta pieniędzy przepadła - w
                                  sensie nikt z rodzeństwa się nie upominał o rozdysponowanie całej kwoty na całe
                                  rodzeństwo.

                                  Ale!
                                  Dziadkowie potrafili wychować swoje dzieci w poszanowaniu do siebie na wzajem a
                                  nie do pieniędzy.
    • elasz4 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 12:09
      Ale na Ciebie wsiaddły laski o to mieszkanie, kurczę zgodnie z moją wiedzą to bez względu na to komu zostanie ono zapisane to i tak należy się pozostałym spadkobiercą tzw. zachowek i nie ma znaczenie tutaj sporządzenie testamentu.
      Jesli chodzi o twój problem to nie sądzę, abyście się pogodzili i zaczęli normalnie funkcjonować, bo moim zdaniem brat męża wraz ze swoją żoną nie wykazują chęci aby się pogodzić.
      W sumie to nie rozumiem wielu z dziewcząt, które wypominają ci to że masz żal o kupienie grzechotki a oni nawet nie przyniesli twojej córci czekolady, a ja cię rozumiem. Bez przesady w końcu to są dzieci i one nie muszą uczestniczyć w jakichś tam waszych sporach, to kurczę wy się poczuwacie, a oni nie ? I jakoś dla wszystkich to jest takie normalne ? Dla mnie nie jest, nie jestem "materialistką" i ty też nie, ale w końcu skoro wy kupicie coś ich dziecku, a wasze muszą obejść się smakiem to dla mnie nie jest dobrze, bo własnie te pieniążki moglibyście wydać na czekoladę dla waszych dzieci. Trzymaj się, ale nic z tego nie będzie. A twój mąż (z tym bierzmowaniem) wymyślił niezły sposób aby się ztego wywinąć.
      Pozdrawiam i trzymaj się, najważniesza jest twoja rodziną a ją stanowią twój mąż i twoje dzieci
      • monia323 Re:do elasz 29.11.05, 12:15
        Dziekuję bardzo, tak własnie uważam.
      • janowa Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 12:26
        Nie rozumiem co wami kieruje, gdy kupujecie prezenty? Nadzieja na sprawiedliwy
        rewanz? To ohydne. Albo sie kupuje, zeby sprawic komus przyjemnosc (w tym
        wypadku dziecku) albo nalezy dac sobie spokoj.
        Co do zachowku - w przypadku testamentu, ktory nie uwzglednia jednego z dzieci
        majatku nie dzieli sie po rowno. Ten kto jest wydziedziczony dostaje duzo mniej
        niz polowe.
        ---
        "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
        fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
        kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
        • elasz4 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 12:34
          Nie, nie dzieli się po równo, masz rację jest to 25%, tyle wynosi zachowek i mimo, że jest testament to zachowek się nalezy zgodnie z polskim prawem.

          A z tymi prezentami to ja kupuję żeby sprawić dziecku przyjemność, ale gdybym była w sytuacji Moniki, że przy każdej okazji dziecko coś by dostało, a moje dziecko musiałby patrzeć i "obejść się smakiem" to niestety olałabym całą sprawę, bo skoro druga strona uważa, że jest to nie potzrebne to nie ma powodu się obrażać, że nie pamięta się o ich dziecku tym bardziej jak się jest chrzestnym. Ja jeśli kupuję coś dla innego dziecka niesty pozbawiam w tym momencie moje tego co mógłby ode mnie dostać.
          • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:07
            a jak zrobia darowiznę na syna, to zachowek się należy?

            co do prezentów zgadzam sie z eliasz
            • nchyb Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:15
              jak przed swoją śmiercią to nie. Bo zachowek jest od spadku, a spadek dopiero
              po śmierci...
              • nchyb Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:15
                a darować mogą komu chcą i co chcą. Ich w końcu jest.
            • elasz4 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:17
              Z ta darowizną to jest tak, ze jeśli on już ma mieszkanie to gdyby teraz zrobili na niego darowiznę to niestety zapłaci duży podatek (bo wtedy jest to już podatek od wzbogacenia), ale niestety tesciowie będą wtedy na łasce syna do końca swoich dni. Nie należy się wtedy niestety zachowek, bo zachowek jest po śmierci, a nie ma czegoś takiego jak darowizna po śmierci.

              • nchyb Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:24
                zawsze mogą wnusiowi przepisać mieszkanko...
                • elasz4 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:27
                  Ale nie wiem jak to jest z pełnoletnością, bo przepisać mogą ale jesli będzie testament no to należy się zachowek, a jesli darowizna dla niepełnoletniego ?? Nie wiem dokąłdnie jak to jest, czy można dać darowiznę niepełnoletniemu, który w żaden sposób nie moze się ani rozliczyć z Urzędem Skarbowym, ani pójśc do notariusza ?
                  • nchyb Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:31
                    małoletnim prezenty dawać można. Pewnie te podatkowe sprawy na rodziców
                    spadają. Podobnie jak i administrowanie majątkiem małolata.
                    • elasz4 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:32
                      No właśnie tego nie wiem i tutaj się nie mogę wypowiedzieć.
                      • nchyb Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:42
                        a ja wiem, że dzieci mogą zarówno być spadkobiercami jak i obdarowywanymi.
                        Tylko zarząd ich majątkiem podlega rodzinie, czasem sądowemu kuratorowi.

                        A, że wnusio w prostej linii I grypy zstępnnych to i ulga spora od podatku
                        byłaby...
                        • elasz4 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:45
                          Tak masz rację tylko kwestia darowizny za życia powoduje, ze dziadkowie na łasce wnusia do końca swoich dni byliby, a nigdy nie wiadomo co może być.
              • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:44
                nie ma swojego mieszkania.Mieszka w mieszkaniu swojej żony.
                Jak teściowie zrobia za życia darowizne na 1 syna to 2 nic nie dostanie i nie
                bedzie miał prawa do tegoz mieszkania.
                Czy tak?
                • nchyb Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:46
                  dokładnie tak.

                  Jeśli chcą, swoje mieszkanko dać mogą za swego życia komu chcą.
                • elasz4 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:49
                  Wiesz to jest teraz kwestia jak jest uregulowanie prawnie z tym mieszkaniem żony.
                  Czy jest to tzw. majątek odrębny jego żony ?
                  Czy jest on do tego mieszkania dopisany ?
                  A poza tym z tą darowizną dla syna jest tak, ze chodzi o to, ze to jest darowizna dla niego, ale tylko dla tego, ze nie ma własnego mieszkania i nie ma gdzie mieszkać, a tutaj jest mieszkanie żony, które podejrzewam jest ich wspólnym majątkiem, bo prawdopodobnie nie mają rozdzielności majątkowej ani przed ślubem nie została spisana intercyza. Ale pomijając to wszystko jeśli przepiszą na niego swoje mieszkanie w formie darowizny to zapłaci duży podatek (od wzbogacenia) ale będą na jego łasce do końca swoich dni.
                  • nchyb Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:57
                    > e została spisana intercyza. Ale pomijając to wszystko jeśli przepiszą na
                    niego
                    > swoje mieszkanie w formie darowizny to zapłaci duży podatek (od wzbogacenia
                    niekoniecznie taki duży - darowizna dla najbliższej rodziny jest inaczej
                    opodatkowana niż dla osób obcych.
                    • elasz4 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:01
                      No niezupełnie, bo z tymi sprawami co pisałaś, która grupa pokrewieństwa jest właśnie związane to czy ma się już mieszkanie czy nie i rzeczywiście tam te opłaty są małe (symboliczne), ale w przypadku gdy ma się mieszkanie itp. to już nie jest tak różowo. Ale wiadomo jesli chodziłoby o konkrety to trzeba byłoby zaciągnąć poradę specjalisty, który wszystko by wyliczył.
                      • nchyb Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:21
                        No cóż, monia pisze wyraźnie, że brat jej męża mieszkania swojego nie ma,
                        mieszka w ieszkaniu żony. Jeżeli mieszkanko jej (np. nbyte przed ślubem) to on
                        dostać od rodzinki może mieszkanko i skorzystać z ulgi.

                        A nawet, gdyby mieszkanko było ich wspólne, to oni mogą je podarować swojemu
                        dziecięciu, a przyjąć to od mamusi. Wszystko zależy, czy będą chcieli rodzinkę
                        moni wywieźć na to mieszkanko, czy też nie...
                        (art. 16, ust. 2, pkt.3 ustawy o podatku od spadków i darowizn).
                        • elasz4 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:29
                          Ok racja, wiesz z tym mieszkaniem żony to nie jestem pewna, bo zgodnie z przepisami to nie musi być twoja własnośc w 100% czyli jak został dopisany do mieszkania żony i jest jego współwłaścicielem to niestety darowizna mieszkania teściów spowoduje, ze dla US nie będzie miało znaczenia że jest w pierwszej grupie bo jest już właścicielem jednego mieszkania i niestety za tamto będzie musiał zapłacić podatek od darowizny, a jak już wspomniałam rodzice będą na jego łasce do końca swoich dni. No cóż nie kazdy się na to porywa tym bardziej, ze według moich odczuć ten młodszy syn (chyba tak wywnioskowałam) nie jest niestety ideałem.

                          Masz rację mogą przepisać na swoje dziecko mieszkanko i wtedy przejąć mieszkanie teściów, ale musieliby być biegli w sprawach prawnych, bo np. niewiele osób wie o tym, że jest coś takiego jak "zachowek" i należy się on nawet wtedy gdy zostanie sporządzony testament. Więc musieliby nieźle zakombinować żeby wywieźc w pole drugiego brata. A podejrzewam, ze zarówno oni jak i teście uważają że testament wystarczy i niestety są w błędzie.
                          • nchyb Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:38
                            >>jak został dopisany do mieszkania żony i jest jego współwłaścicielem
                            Jeżeli to mieszkanko było żony przed ślubem, to jest jej. Chyba, ze mężowi
                            darowiznę uczyniła smile

                            > stanie sporządzony testament. Więc musieliby nieźle zakombinować żeby wywieźc
                            w
                            > pole drugiego brata. A podejrzewam, ze zarówno oni jak i teście uważają że tes
                            > tament wystarczy i niestety są w błędzie.
                            Przede wszystkim, dlaczego niestety - czy chcesz być tak wredna, by twierdzić,
                            że lepiej byłoby, gdyby się znali i jednak rodzinkę moni wywieźli wink
                            Jak tak, to zawsze możesz im uprzejmie donieść smile

                            A na serio, jeżeli będą chcieli coś uczynić, to uczynią. I wszystkiego się
                            dowiedzą. Osoby mające złe zamiary z reguły dowiadują się wszystkiego, co
                            czynić, by drugiemu było bardziej niemiło smile
                            • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:41
                              To ich mieszkanie nie jest jej ,tylko jej rodziców.
                              Ona ma jeszcze jedna siostrę i są podejrzenia ,ze ta siostra tez kiedyś
                              wyciągnie rekę po to mieszkanie.
                              • nchyb Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:43
                                no to mogą dostać od Twoich teściów mieszkanko bez problemu i Twojemu mężowi
                                zachowek należeć się nie będzie. Jeśli zaś w testamencie zapiszą, to zachowek
                                jak najbardziej...
          • janowa Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:25
            Bez przesady, tak strasznie sie chyba na te grzechotke nie wykosztowala, zeby
            mowic o pozbawianiu wlasnego dziecka czegokolwiek. Dziecko glodne chodzi przez 2
            dni, bo mama na grzechotke wydala? Nie rozsmieszaj mnie. Dla mnie to totalna
            zenada. Trzeba bylo nic nie kupowac, jak sie ma takie podejscie.

            Ale wieksza zenada (chociaz to za malo powiedziane) jest dla mnie zdecydowanie
            pazernosc na mieszkanie tesciow, ktorzy jeszcze zyja i nie widac, zeby sie na
            tamten swiat wybierali. To jest po prostu obrzydliwe. Czy oni pod mostem
            mieszkaja z dziecmi, ze tak im na tym zalezy? Niech jeszcze im remanent w domu
            zrobi i dokladnie policzy wszystkie srebrne lyzeczki. A co, potem druga synowa
            wezmie o dwie wiecej i dla jej dzieci nie starczy! Wstretne to jest, bleeee...
            ---
            "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
            fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
            kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
            • nchyb Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:33
              srebrne łyżeczki to jest coś, ja znałam takich, co to każdą podartą ścierkę do
              naczyń wyliczali sad
            • elasz4 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:34
              Ale poczekaj ta grzechotka to był drobiazg i wcale nie pisałam, że dzieci Moni dwa dni były głodne tylko ten mój post był odpowiedzią na jej wszystkie posty kiedy ona pisała, ze brat męża, który jest chrzestnym ich dziecka (córki) nie interesuje się nią w żaden sposób, w związku z tym nie rozumiem dlaczego oni nagle mają się interesować dzieckiem brata. Ja wszystko rozumiem, ale jeśli ktoś olewałby moje dziecko wielokrotnie to ja zadziałałabym w drugą stronę tak samo, a te pieniądze na grzechotkę czy inną rzecz dla cudzego dziecka wydałabym na swoje i to poradziłam Moni, ze takie nastawienie nie jest złe.
            • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:37
              Widocznie ty tak podchdzoisz do sprawy.
              Sprawy związane z mieszkaniem reguluje sie zawsze przed a nie po smierci- to po
              pierwsze.
              Po drugie- tu nie chodzi o to ,że ja dałam grzechotkę i nie stac mnie teraz na
              jedzenie dla dzieci. Po prostu uwazam, że każdy wychowany i inteligentny
              człowiek wie ,że jak przychodzi do kogoś do domu w odwiedziny ( po raz
              pierwszy) obojętnie czy sa tam dzieci czy ich nie ma to zawsze cos przynosi -
              jakis maleńki drobiazg.W tym wypadku nikt nie wymagał od nich aby wtoczyli sie
              z masą prezentów ,ale gdyby chociaż jakieś małe cudo lub coś słodkiego dali
              mojej córce to świat by się nie zawalił a jej by było przyjemnie a
              przypominam ,ze brat męża jest jej chrzestnym który nie widział jej od ponad
              roku.
              Grzechotke kupiłam ot tak sobie dla małego nie zastanawiajac się czy mała coś
              dostanie czy nie- tak od serca.
              Pozdrawiam
              • janowa Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:45
                monia323 napisała:

                > Widocznie ty tak podchdzoisz do sprawy.
                > Sprawy związane z mieszkaniem reguluje sie zawsze przed a nie po smierci- to
                po pierwsze.
                -
              • elasz4 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:45
                I właśnie mi o to chodzi Moni, ze nie rozumiem dlaczego wiele osób postrzega że to ty jesteś zła bo wypominasz grzechotkę (chociaż ja tak nie uważam), a tamci jak niczym i nimik się nie interesują to są tacy dobrzy i pokrzywdzeni.
                • janowa Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:46
                  Kto tu jest pokrzywdzony? Nie przesadzasz czasem? Moim zdaniem cala rodzinka
                  jest siebie warta...
                  ---
                  "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
                  fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
                  kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
                  • elasz4 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:51
                    Poczekaj jest konflikt w tej rodzinie to nie podlega dyskusji. Już w poprzednim wątku pisałam Moni, ze akurat taką (podobną) sytuację obserwuję w rodzinie męża gdzie jest dwóch braci i jeden z nich jest ok, zaś drugi jest zły bo tak chociaż w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie, ale jak rodzice zaczynają się mieszać i wtrącają swoje pięć groszy to nigdy nic z tego dobrego nie wyjdzie.
                    Sama pisała, ze teściowa najpierw motała, jedni od początku byli "be" a drugi "cacy" i jak już wszyscy się skłócili to teraz "Bóg wie czego" oczekują od Moni i jej męża a tym bardziej, ze jak widzę z tych postów brat się przyzwyczaił, ze zawsze brał ile wlezie i był gładzony po główce więc dlaczego teraz ma odpuszczać, dlatego ten konflikt będzie trwał. I nigdy nie będzie dobrze.
                    • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:57
                      dokładnie tak. Ile razy słyszałam ,bo oni sa biedni ,bo oni nie mają itp a w
                      rzeczywistości sytuacja wygladała tak : on pracował,ona siedziała w domu i
                      miała zero chęci do pracy. Teraz przynajmniej ma się czym zająć -dziecko.
                      Więc nie brońcie ich. Skoro mieli ciężką syt. mat. to ona mogła pójść do
                      jakiejkolwiek pracy by miec na życie.
                  • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:53
                    Kupiłam zle,gdybym nie kupiła to ja bym była chamska,nieobyta i
                    nieinteligentna. I tak zle i tak niedobrze.
                    I własnie tak jest w tej rodzinie wszystko co my zrobimy,powiemy jest złe, co
                    oni powiedza ,zrobią jest super. I jak tu z nimi zyć w zgodzi skoro cały czas
                    jesteś kopany w d...
                    Mój mąz powiedział wczoraj koniec z tym cyrkiem - do rodziców jeżdzę od
                    przypadku do przypadku ,z bratem, spotkam się przypadkowo jak będe u rodziców.
                    A z drugiej strony to zastanawiające jak mąż ma jakiś problem to pyta sie moich
                    rodziców a nie swoich. To tez świadczy o czymś, nie uważacie?
                    • elasz4 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 14:59
                      Ja uważam, ze dobrze, ze kupiłaś, po prostu zachowałaś się normalnie, ale umiem postawic się w twojej sytuacji i byłoby mi przykro jako matce, ze ja się staram dla cudzego dziecka a ktoś kopie mnie w dupę i mówi, ze to ja mam problem.
                      Nie martw się myślę, ze nie będzie dobrze, ale przecież najważniejsza jest twoja rodzina, a twój mąż nie jest idiotą i jeśli jego rodzice mają go za kogoś gorszego to nie dziwię się, ze zwrócił się w stronę twoich rodziców dla których na pewno jest dobrym i wartościowym człowiekiem.
    • agao_72 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 12:40
      A mnie bawi podejście do chrzestu. Iście po "katolicku" (dziewczyny wierzące,
      proszę o zwrócenie uwagi na cudzysłów). Typowo polska hipokryzja.
      Dać im noże to się z anielskimi uśmiechami wymordują - za czekoladę.
      • monia323 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:05
        chyba miało byc" podejście do chrztu"
        • agao_72 Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 13:18
          po ch... podchodzić w takim klimacie? weźcie się na ringu spotkajcie na
          przykład. lepiej będzie i wiadomo do kogo te metry kwadratowe będą należeć.
          • gorgolka Re: juz po spotkaniu- mieszane uczucia. 29.11.05, 15:21
            Nie rozumiem zmasowanego ataku i posądzanie moni o materializm.
            Tu chodzi o zasadę, ja np wstydziłabym sie iść w takiej sytuacji w odwiedziny
            do chrześniaczki dawno nie widzianej z pustymi rękami. Wiadomo, nikt nie wymaga
            prezentów ale drobiazg zawsze mozna przynieść.
            W tym że monia się wyzaliła nie widzę pazerności. Podobnie w kwestii
            mieszkania, ani razu nie słyszałam że chce je dla siebie. Tu chodzi o normalne
            ludzkie załatwianie takich spraw. Z zasady rodzice powinni podobnie traktować
            dzieci, to nie znaczy tak samo. Uzasadnione jest, że chcą przepisać mieszkanie
            na tego syna który jest biedniejszy(bez względu na powód biedy). Jednak w
            cywilizowany sposób mozna to zrobić. Mądrzy rodzice chcąc uniknać kłutni miedzy
            rodzeństwem biorą ich na rozmowę wspólną, mówią co komu i dlaczego, ewentualnie
            czasem w zamian reszcie rodzeństwa coś innego np jskąś małą sumę pieniędzyitp.
            I wtedy wiadomo kto na czym stoi.
            Moni chyba nie chodziło o sam fakt tylko o okoliczności. Takim cichociemnym
            postępowaniem rodzice pogłębiają konflikt między dziećmi a to już jest
            niedopuszczalne.

            Odnosząc sie do tematu Ja nie mam złudzeń że sytuacja miedzy braćmi sie nie
            poprawi. Jak napisałam we wcześniejszym poście bardzo prawdopodobne że wzieli
            męża na chrzestnego z powodów finansowych, no to sie zawiodą. Moim zdaniem
            powinien owszem zainteresować sie czasem dzieckiem, zadzwonić, zapytać
            natomiast prezenty z jego strony powinny być jedynie symboliczne. I takie
            postępowanie nie będzie krzywdzeniem dziecka. Odnośnie chrztu, to my kupiliśmy
            dziecku wszystko: świece, szatkę i inne żeby chrzestnych nie obciążać kosztami.
            I każdy rodzic powinien sie o te rzeczy zatroszczyć sam a nie oglądać sie na
            chrzestnych.

            I jeszcze w kwestii zachowku: o ile dobrze pamietam to bierze sie pod uwagę nie
            tylko zapis testamentowy ale też wielkość darowizn z ostatnich 10 lat.
    • nchyb Moniu, załóż nowy wątek :-) 29.11.05, 14:54
      Bo tu już się za dużo postów porobiło, a tak miło podyskutować...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka