marcik_k
17.12.05, 20:54
Mam problem który spędza mi sen z powiek. Cały czas myśle nad rozwiązaniem i
nic. Za każdym razem gdy już jestem pewna że znalazłam rozwiązanie mój mąż
mnie wyprowadza z błędu. Znamy się dość długo, od 1,5 roku jesteśmy
małżeństwem, mamy małego synka. Rok mieszkaliśmy z moimi rodzicami bo
musiałam skończyć studia moi rodzice pomagali mi zajmować się małym. Od paru
miesięcy mieszkamy u męża razem z jego rodzicami. Mieszkania mamy na jednym
poziomie, korzystamy z ich kuchni gdyż własnej jeszcze nie mamy. Od jakiegoś
czasu dziecko zaczęło chorować notorycznie przynajmniej 2 razy w miesiącu.
Lekarz poradził mi żebym pobyła jakiś czas u moich rodziców bo być może coś
go uczula. Tak więc zrobiłam. Oczywiście mój mąż się postawił i on mieszka u
siebie a ja z małym u moich rodziców. Dzieko jest od dłużego czasu zdrowe.
Lekarz stwierdził że uczula go dym z papierosów (zaznacze że teściowie palą w
mieszkaniach około pół paczki w ciągu godziny). Żeby wrócić do tego domu
musieli by to ograniczyć a przynajmniej nie palić w mieszkaniach zwłaszcza że
dziecko jest małe. Rozmawiałam o tym z mężem ale on powiedział że to nie jego
dom i on sie nie może rządzić. Pozatym jest problem gdyż oni w nocy nie śpią
i też palą więc z wyjściem na zewnątrz czy do piwnicy jest
gorzej.Zaproponowałam wynajęcie mieszkania odpowiedź była jedna - nie mamy
tyle pieniędzy żeby opłacić mieszkanie i wyżyć. Na domiar wszystkiego
dowiedziałam się że jestem w ciąży. Nie moge nosić mojego brzdąca gdyż jest
za cięzki, papierosy w tym przypadku też raczej mi nie posłużą na dobre. Do
tego dochodzi to że mąż praktycznie się dzieckiem nie zajmuje, jak mu
mówiłam to powiedział mi że jak ja pójde do pracy to on się może dzieckiem
zająć i zostać w domu. Teściowie pracują więc cały czas byłabym sama z
dzieckiem i rosnącym bruchem zero sąsiadów do najbliższego sklepu mamy 2 km.
Pozatym nie mam zaufania do teściów i przekonania żeby zajęli się dzieckiem.
Pozatym jak oddać pod opiekę taką małą istotkę komuś kto "śmierdzi" jak
popielniczka a zapach po trzymaniu przez taką osobę dziecka na rękach zaraz
na nie przechodzi. Jestem w kropce. Zbliżają się święta a my jesteśmy osobno
jedno tu drugie tam. Nie mam pomysłu jak wybrnąć z tej sytuacji, jak dotrzeć
do męża. Co innego jakbym wiedziała że mogę na niego liczyć i że mi pomoże
ale jak on podchodzi do tego w ten sposób. Przychodzi z pracy kładzie się
spać bo jest zmęczony wstaje jak dziecko i ja idziemy spać. Nie poczuwa się
do obowiązku zajmowania sie nim bo on pracuje a ja nie.Może jakbyśmy byli na
swoim było by inaczej, skazani na siebie gdyż w domu u męża nie mamy
prywatności non stop wchodzą teściowie jak tylko są żeby zobaczyć wnuka.
Proszę o rady w tej sprawie.