sierpien81
02.03.06, 16:42
Mieszkam za granica,jakis czas temu zadzwonila do mnie kolezanka (pracuje w
sasiednim kraju)z liceum ze bedzie miala urlop, nie chce sie jej jechac do
Polski,bo niedawno byla,czy moze przyjechac. Ja sie zgodzilam. Moja
sytuacja:mieszkam z mezem i z dzieckiem-utrzymujemy sie z jednej pensji.
Napiszcie mi czy ze mna jest cos nie tak czy z nia.....??Przyjechala na 10
dni i od poczatku nie ruszyla palcem aby cos mi pomoc-nie mowie o sprzataniu
czy nie wiadomo o czym...Chodzi o np.przygotowanie obiadu,ja stalam dwie
godziny nad garami a ona siedziala w kuchni przy stole i mi mowi ze sie
nudzi.Raz ja poprosilam o obranie czterech ziemniakow do zupy to zrobila ale
z wielkimi minami.Nie wiem jak uwazacie,ale to ze w domu wszyscy za nia robia
(babcia,mama) to nie znaczy ze ona ma sobie robic wakacje moim kosztem. A na
dodatek od poniedzialku mialam grype z temperatura 39 stopni to nawet nie
zapytala czy mi zrobic herbate, nie mowiac o jedzeniu czy zaopiekowaniu sie
dzieckiem...Takie przynies,zanies,pozamiataj...Nic jej nie powiedzialam,bo mi
bylo glupio,dobrze zrobilam???Dzis pojechala!uffffff...