miirabelka
14.04.06, 13:54
Na początek pozwolę sobie przytoczyc fragment książki „Duśka. Opowieśc o Darii
Trafankowskiej:
„Mimo przeprowadzki rodziców na Usynów, tata odwiedzał nas codziennie. W
drodze z pracy przyjeżdżał na Orlą i wyręczał mnie, w czym mógł (…

Gotowałam
mu więc przynajmniej zupę, do której wkładałam mnóstwo marchewki, wiedząc, że
marchew uwielbia. Któregoś dnia przeprosiłam go, że dziś nie zdążyłam kupic
marchewki i zupa nie będzie mu pewnie smakowac. „To cudownie, Dusieńko –
powiedział tata z entuzjazmem. – Nienawidzę marchwi, jadłem ją przez całe
życie, bo mama uwielbiała marchewkę!” Złapałam się za głowę. „Trzydzieści lat
nie powiedziałeś, że nie znosisz marchwi?”. Tata zamilkł, a mnie to pytanie
wydało się nagle niestosowne.
Już, gdy taty nie było na świecie, jeździłam do mamy z obiadami. I starałam
się niemal do każdej zupy dodawac dużo marchewki. Któregoś dnia mama
powiedziała: „Córeczko, czy musisz dodawac do każdej zupy tę marchew? Mam już
jej serdecznie dośc. Jadłam ją całe życie tylko, dlatego, że tata uwielbiał
marchew”. Nie powiedziałam ani słowa. Zostałam do końca życia strażnikiem tej
tajemnicy, nie mogąc jednak wyjśc ze zdumienia. No, bo jak? Czy oni się
kochali, czy nie kochali? Przecież to bez sensu nie umiec sobie powiedziec tak
prostych rzeczy. Z jednej strony w tym śmiesznym bezsensownym poświęceniu
musiała być miłośc, ale z drugiej strony – jak wielka bariera dzieliła tych
dwoje kochających się ludzi!”
Według mnie piękna i straszna zarazem historia. A jak jest w Waszych
małżeństwach? Czy możecie z ręką na sercu powiedziec, że nie ma takiej
„marchewki” u Was

))
♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥