nisar
12.05.06, 10:36
ale napiszę co myślę bo szlag mnie trafił straszny.
Ten temat niewątpliwie był już poruszany, niemniej chcę go przypomnieć
niejako z innej strony.
Rozmawiałam wczoraj z - powiedzmy - przyjaciółką mojej mamy, która ma dorosłą
córkę. Córka ta wyszła za mąż w ubiegłym roku, kilka tygodni temu obroniła
pracę magisterską i teraz szuka pracy.
Najlepiej w szkole. Bo ona chciałaby mieć dziecko, w szkole są krótsze
godziny pracy, sporo przerw, więc dla młodej matki lepiej. Ok, faktycznie,
małe dziecko nie bardzo można pogodzić z pracą "na pełnych obrotach" typu 10
godzin dziennie + dojazd. Ok, faktycznie, praca w szkole byłaby w tej
sytuacji korzystna.
Szlag mnie trafił z innego powodu: na moją uwagę, że pracodawcy niechętnie
zatrudniają młode mężatki, bo często (bardzo często) po zajściu w ciążę nie
pokazują się w pracy tylko natychmiast idą na zwolnienie lekarskie OBOJĘTNE
CZY JEST TAKA KONIECZNOŚĆ CZY NIE, ciotka (przyszywana, tak do niej mówię,
więc niech tak będzie), stwierdziła: a co, jak można skorzystać to czemu nie.
Pracuję jako kadrowiec od kilkunastu lat i napatrzyłam się na różne
przypadki: na dziewczyny, które próbowały się dogadać z pracodawcą o krótszy
wymiar czasu pracy w ciąży, zabieranie części pracy do domu itd. oraz na te,
które po prostu automatycznie szły na zwolnienie. Rekord pobiła jedna,
która "wpadała" do biura od czasu do czasu, donieść kolejne zwolnienie i
opowiadała o swoich wojażach po Europie, no bo teraz wreszcie ma czas na
podróże. No do diabła, jak się ma siłę jechać samochodem do Paryża to ma się
siłę przyjść na kilka godzin do pracy.
Najgorsze jest to, że pracodawca nie wie, jak zachowa się pracownica po
ewentualnym zajściu w ciążę i w związku z tym coraz częściej unika tego jak
ognia. Kto na tym traci? No oczywiście te dziewczyny, które starają się
zachować normalnie i jeśli czują się w miarę dobrze to przynajmniej część
swoich obowiązków wykonują. Ale potem wraca taka gwiazda po paru latach i
strasznie pomstuje na pracodawcę, który nie zapewnia jej świetnych warunków
pracy. Bo pracodawca w stosunku do panienki powinien być fair. Ona w stosunku
do niego nie musi "bo firma przecież zawsze jakoś sobie poradzi".
Ludzie, trochę szacunku do pracy. Inaczej nie macie żadnego moralnego prawa
oczekiwać potem szacunku dla siebie.
A i jeszcze jedno: proszę mi nie tłumaczyć, że przecież niektóre kobiety
muszą w ciąży leżeć, przebywają w szpitalu itd. Nie o nich tu mowa, co mam
nadzieję jest zrozumiałe.