basia313 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 15:40 Z wiekszoscia przykladow sie zgadzam. No ale do fryzjera na komuni corki musialam pojsc i nie mialam nikogo, kto popilnowalby mojego Maluszka. CO ialam zrobic. Wzielam ze soba, Maluszek troche powariowal, ale sie w koncu uspokoil. Nie no z tym fryzjerem to sie nie zgadzam. Nie mialam innego wyjscia. A pani fryzjerka byla przemila i zrozumiala, ze inaczej nie moglam i nawet jedna z jej kolezanek pobawila sie z moim dzieckiem. Odpowiedz Link Zgłoś
zonka77 jeszcze raz o piaskownicy 12.05.06, 16:11 Sytuacja sprzed około miesiąca.Kraków, osiedlowy plac zabaw. Przyszła mama z 3 dzieci. Najmłodszy około 1,5 - 2 latek. Dziecko zabierało wszystkie zabawki innych dzieci na jedną kupkę i zasypywało piaskiem. Dzieci zabierały swoje zabawki a tamto znowu zabierało i tak w kółko. Moja córka dala maluchowi do zabawy 2 zabawki, trzecią (kucyka ukochanego) zostawiła sobie. Maluch upodobał sobie moją córkę. Przyszedł raz - sypnął na nią pół wiaderka piasku. Mama nic, ja nic - niech sobie radzi. córka krzyknęła "nie wolno sypać" Za chwilę maluch przyszedł znowu i wysypał kolejne pół wiaderka - tym razem wszedł również w środek zbudowanego z trudem domku dla kucyka. córka w płacz, ja jej spokojnie tłumaczę że to maluszek i czekam na reakcję mamy. NIC. cisza. Odwraca wzrok. Córka się uspokoiła. Maluch wraca. Zabiera jej kucyka (zostawiła go na kilka sekund na piasku bo dołek kopała) Mała w ryk, ja odwracam uwagę malucha jej pozostałymi zabawkami i oddaję jej kucyka tłumacząc żeby spróbowała zrozumieć bo to maluch. Mamusia NIC Za chwilę maluch przychodzi i wysypuję mojej córce na łebek foremkę piasku. I Tutaj moje panie trafił mnie szlag. Mamusia NIC. Siedzi twardo i się NIE WTRĄCA. Powiedziałam mamusi stanowczo ze rozumiem że dziecko jest malutkie ale zachowuje się niegrzecznie i moglaby to zauważyć. Pani odpowiedziała mi że "wychowuje trójkę dzieci i jakby się chciala przejmować piaskownicą to by osiwiała" Powiedziałam jej że ja wychowuję jedno dziecko i nie obchodzi mnie czy ma jedno troje czy pięcioro byleby potrafila je wychowywać. Córkę zabrałam z placu zabaw i pojechałyśmy gdzie indziej gdzie bylo już bardzo miło. Na koniec dodam że maluch zachowywał się tak również w stosunku do swojego rodzeństwa które znosiło to w milczeniu ale ze złością na twarzach. Mamusia do końca nie reagowała. Może takich sytuacji miałam tylko kilka w życiu i rzeczywiście częściej jest miło i przyjemnie a ludzie są normalni. ale to że ich doświadczyłam sprawia że mnie denerwuje troszkę taka poza typu "nie wtrącam sie" i jestem chyba wyjątkowo cięta w tym temacie.... Nie chodzi mi o wtrącanie się w zabawy i sterczenie nad dziekiem ale o interweniowanie kiedy dziecko zachowuje się niegrzecznie i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
ivia Re: jeszcze raz o piaskownicy 12.05.06, 23:42 Nasi znajomi z trójką dzieci też maja takie podejście, uważają że przy trójce dzieci oni nie mogą się przejmować każdą głupotą, dzieci mają sobie same radzić. I radzą sobie. Najmłodszy trzylatek jest już tak wyszkolony, że w supermakecie jak się zgubi to idzie to obsługi klienta i wtedy rodzice słyszą przez megafon: Mały mateuszek czeka na mamusię przy obsłudze klienta. Niezłe nie? A ile słoiczków z półki zrzucił podczas zwiedzania sklepu tego nikt nie wie. Byliśmy raz nimi w markecie sportowym (dodam, że my też mamy trójkę), cały czas biegałam za ich dziećmi, bo to był naprawdę duży sklep, ciągle się bałam, że się pogubią, przestraszą, a oni w najlepsze zrelaksowani, ogladali sobie co chcieli, ja nie zobaczyłam nic bo biegałam za rozłażącymi się dziećmi i wyszłam wykończona. Odpowiedz Link Zgłoś
edorka1 Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 15:51 chyba na pewno nie masz dzieci. Ja mam dwójkę. Nie uważam, ze wszystko im wolno i że są świętymi krowami. Wychowuję i strofuję. I nawet w ostateczności daję klapsy, ku zgorszeniu niektórych mamuś. Ale: dziecko jest tylko dzieckiem. Pomijając sytuację kiedy dorosły powinien się stuknąc w czółko - typu scena 1 i scena 2 i zwykłą głupotę typu dziecko i samochód, jest cała masa sytuacji nieprzewidzianych. Niezamierzonych. Niezaplanowanych... Moja córka lat 4 potrafi wpasć do piekarni i rzucić się na ciastka. Dostaje za to ochrzan. Ale nie ma gwarancji, że się nie powtórzy...Zdarzało mi sie spóźnić do pediatry, bo mam 2 maluchów i wychodzenie z nimi jest obłędem, gdy byli młodsi i np w zimie juz ubrani do wyjścia i okazywało sie np, że oboje!!! właśnie zrobili kupę...No i nie było rady - przebieranka i godzina w plecy... W wózkach w marketach siedza w środku. I fiu. I tu akurat nie masz racji.Te wózki i tak są brudne i stoją zwykle na zewnątrz... Więc ...no cóż...poprawkę trzeba małą zrobić na fakt, że dzieci są tylko dziećmi i nie zawsze akurat mają świadomość - zwłaszcza maluchy - że akurat grzecznie nie są. I wkurzają mnie mentorskie tonu mądrych paniuś. O. Bo ja mam dwoje dzieci i choć bardzo się staram dobrze je wychować, nie zawsze są grzeczne. Na szczeście. Bo mam dzieci, nie tresowane małpy. A do dyskusji proponuję wrócić....kiedy juz będziesz miała dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
agawamala Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 16:02 No to możemy wrócić już, bo jestem matką od dobrych kilkunastu lat. Mam dzieci w wieku licealnym. Dwoje. Z małą różnicą wieku. Też nie żyję na pustyni, też chadzałam do fryzjera ( ale nie w towarzystwie dzieci), też musiałam zrobić zakupy ( i to w cięższych czasach, bo pierwsze dziecko miałam, gdy były jeszcze .......kartki). I zawsze starałam się, aby moje dzieci nie były uciążliwe dla otoczenia. Nie rzucały się na ciastka, bo wiedziały, że zjeść mogą tylko to co jest zapłacone ( nigdy nie byłam zwolenniczką jedzenia na ulicy). Cenię swo czas i czas innych. Ze względu na powiązania rodzinne praktycznie nie korzystalam z przychodni, ale jeśli już nie wkraczałam z dzieckiem na ręku - przy okazji wyrzucając innych. Słowem -zachowywałam się tak, abym ani ja, ani moje dzieci nie były uciążliwe dla otoczenia. I pewnie dlatego, dziś moje dzieci, odruchowo przyciszają muzykę, gdy wiedzą, że jest późno ( niekoniecznie 22.00), widzą nie tylko swoje potrzeby ale i innych. Zapewne nie zobaczą tego dzieci wychowywane w poczuciu, że są świętymi krowami, że z racji wieku mogą sobie pozwolić na wszystko. W życiu nie uderzyłam dzieci, ale wychowywałam. Od urodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
lila1974 I chwała Ci za to, że ... 12.05.06, 16:05 potrafiłaś wychować dzieci. W Twoich postach brakuje mi tylko słowa "NIEKTÓRE" mamy. Odpowiedz Link Zgłoś
cocollino1 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 16:09 Wszystko fajnie, ale wychowanie to pewien proces tak? Czyli dziecko w wieku dwoch lat moze jednak popelniac bledy typu zagarniecie bulki w sklepie, mimo ze rodzic mu tlumaczy przed wyjsciem do sklepu, jak i po zdarzeniu, dwulatek nie wszystko zrozumie " na zawsze". Oczywiscie nasza, jako rodzicow rola jest tlumaczenie co wolno, czego nie wolno, jest ponoszenie konsekwencji zachowania niesfornego kilkulatka, przepraszanie otoczenia za rozne sytuacje. Ale nie wymagajmy zeby dziecko kilkuletnie szlo jak przy linijce. Moj wywod tyczyl sie sytuacji kiedy rodzic naprawde nie jest w stanie przewidziec ze dziecko chwyci np. nie swoja zabawke w p[iaskownicy, nie swoj towar w koszyku. Nie mowie tu o syt wkladania dziecka do kosza, gdzie inni wkladaja zywnosc. Odpowiedz Link Zgłoś
agawamala Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 16:16 Jeśli dziecko złapie bułkę, trzeba po prostu za nią zapłacić. Trudno. Nawet gdyby była to 10 nieprzydatna kajzerka. Odpowiedz Link Zgłoś
cocollino1 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 16:19 zgadzam sie Odpowiedz Link Zgłoś
edorka1 No to po co ten ton ??? 12.05.06, 16:22 Ja mam dwoje, róznica 22 miesiące, sama jestem z nimi cały dzień. I wszędzie - nawet do fryzjera chodzimy razem i nawet zdarzyło mi się do ginekologa z dzieckiem pość. Są wychowywani i są w miarę grzeczni. Ale są też pełni energii i radości życia. Wkurzył mnie Twój post, bo jest zadęty i przebija z niego poczucie wyższosći. Nie jestem młodziutka mamuśką, mam 36 lat i uniesione tony o szacunku do innych i do czasu innych mnie wkurzają. Mam szacunek. Mogłabym wysmarować posta na kilometr, o paniach które mi zamykają drzwi na nosie gdy ja z 2 dzieci idę za nimi, o autobusie co mi ucieka sprzed nosa, choć kierowca widzi, że biegnę z wózkiem i dzieckiem na ręku (!!!), o wysokich krawężnikach i kolejce na poczcie gdzie stoję godzinę, bo nikt mnie nie wpuści, a tupetu żeby sie wepchać i wysłuchać tekstu jak to mi się zachciało dzieci nie mam. I to też byłby głupi post. Chyba już zapomniałaś jak to jest, kiedy się ma małę dzieci. Zrozumienie i szacunek działaja w obie strony. A zrzędzenie też jest uciażliwe. Nawet bardzo. Sciągam czapkę z głowy przed wspaniałą i idealną matką.... Odpowiedz Link Zgłoś
agawamala Re: No to po co ten ton ??? 12.05.06, 16:34 Tu piszemy o dzieciach. Nie o kierowcach autobusów, nie o dziurach w jezdniach, nie o niegrzecznych sąsiadkach - tylko o mamach i dzieciach. W każdej dziedzinie życia możemy doszukać się nieprawidłowości i piętnować je. Ja robię to tu, na tym forum, dotyczącym dzieci. Czy to, że chamski rowerzysta jedzie po chodniku mając obok ścieżkę rowerową ( i słusznie wkurza tym matkę, która musi mieć oczy dookoła głowy) ma oznaczać, że ta sama matka ma pozwolić, aby jej dziecko swoim uciążliwym zachowaniem obrzydziło życie innym? Moim zdaniem nie! Wymagamy, żeby inni respektowali nasze prawa- róbmy to samo! Bardzo dobrze pamiętam i radości i uciążliwości związane z małymi dziećmi. Tylko z perspektywy czasu mam chyba szerszy obraz i większą perspektywę. Czy rodziców na zebraniu klasowym ( ważnym, bo związanym z maturą) musi obchodzić krzyczące dziecko? Nie! Oni muszą wiedzieć co nauczyciele mają do powiedzenia, nauczyciel musi mieć spokój i możliwość skupienia się, takiego, aby nie zapomnieć o rzeczach istotnych. Nie winię 2 latka , że nudził się na zebraniu szkolnym, winię jego rodziców, za to, że ważne dla prawie 30 osób zebranie było zakłócane. Odpowiedz Link Zgłoś
marghe_72 Re: No to po co ten ton ??? 12.05.06, 18:00 edorka1 napisała: > Ja mam dwoje, róznica 22 miesiące, sama jestem z nimi cały dzień. I wszędzie - > nawet do fryzjera chodzimy razem i nawet zdarzyło mi się do ginekologa z > dzieckiem pość. Są wychowywani i są w miarę grzeczni. Ale są też pełni energii > i radości życia. > Wkurzył mnie Twój post, bo jest zadęty i przebija z niego poczucie wyższosći. > Nie jestem młodziutka mamuśką, mam 36 lat i uniesione tony o szacunku do innych > > i do czasu innych mnie wkurzają. Mam szacunek. Mogłabym wysmarować posta na > kilometr, o paniach które mi zamykają drzwi na nosie gdy ja z 2 dzieci idę za > nimi, o autobusie co mi ucieka sprzed nosa, choć kierowca widzi, że biegnę z > wózkiem i dzieckiem na ręku (!!!), o wysokich krawężnikach i kolejce na poczcie > > gdzie stoję godzinę, bo nikt mnie nie wpuści, a tupetu żeby sie wepchać i > wysłuchać tekstu jak to mi się zachciało dzieci nie mam. I to też byłby głupi > post. > Chyba już zapomniałaś jak to jest, kiedy się ma małę dzieci. Zrozumienie i > szacunek działaja w obie strony. A zrzędzenie też jest uciażliwe. Nawet bardzo. > Sciągam czapkę z głowy przed wspaniałą i idealną matką.... cały Twoj wywód nijak sie na do tego co chciała napisac autorka wątku. Ogranioczyła sie do dziecoi, bo akurat ma takie a nie inne obserwacje.. Odpowiedz Link Zgłoś
zonka77 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 16:15 edorko dzieci są dziećmi i chyba nie chodzi o to że mają być idealne bo nie są i nie będą. Chodzi tylko o to co na to rodzice. Jeśli ty swoim dzieciom uwagę zwracasz i starasz się je uczyć grzeczności to chyba problemu nie ma ani dla mnie ani dla autorki wątku... Odpowiedz Link Zgłoś
edorka1 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 16:24 Nooooo....ja to inaczej odebrałam. Może mam zły dzień. Odpowiedz Link Zgłoś
marghe_72 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 17:55 edorka1 napisała: > chyba na pewno nie masz dzieci. > Ja mam dwójkę. > Nie uważam, ze wszystko im wolno i że są świętymi krowami. > Wychowuję i strofuję. I nawet w ostateczności daję klapsy, ku zgorszeniu > niektórych mamuś. > Ale: > dziecko jest tylko dzieckiem. Pomijając sytuację kiedy dorosły powinien się > stuknąc w czółko - typu scena 1 i scena 2 i zwykłą głupotę typu dziecko i > samochód, jest cała masa sytuacji nieprzewidzianych. Niezamierzonych. > Niezaplanowanych... > Moja córka lat 4 potrafi wpasć do piekarni i rzucić się na ciastka. Dostaje za > to ochrzan. Ale nie ma gwarancji, że się nie powtórzy...Zdarzało mi sie spóźnić > > do pediatry, bo mam 2 maluchów i wychodzenie z nimi jest obłędem, gdy byli > młodsi i np w zimie juz ubrani do wyjścia i okazywało sie np, że oboje!!! > właśnie zrobili kupę...No i nie było rady - przebieranka i godzina w plecy... to ja spytam - jak sie wtedy zachowałas w przychodni? Odpowiedz Link Zgłoś
marghe_72 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 17:58 edorka1 napisała: Moja córka lat 4 potrafi wpasć do piekarni i rzucić się na ciastka. Dostaje za to ochrzan. Ale nie ma gwarancji, że się nie powtórzy... ? > W wózkach w marketach siedza w środku. I fiu. I tu akurat nie masz racji.Te > wózki i tak są brudne i stoją zwykle na zewnątrz... no tak, skoro już są brudne, to można dobrudzić > Więc ...no cóż...poprawkę trzeba małą zrobić na fakt, że dzieci są tylko > dziećmi i nie zawsze akurat mają świadomość - zwłaszcza maluchy - że akurat > grzecznie nie są. nikt tu o dzieciach nie mówi, tylko o dorosłych. własnie dlatego,ze dzieci są tylko dziećmi, to my jesteśmy za nie odpowiedzialni > I wkurzają mnie mentorskie tonu mądrych paniuś. no comment. Odpowiedz Link Zgłoś
edorka1 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 20:28 Ha, no to wyklikam Ci jeszcze - żeby się już cakiem pogrążyć hahaha, że nie tyle treść tego postu mnie nakręciła, co ton. Ton ex catedra, mądry i nie znoszący sprzeciwu. Bo napisałam wyraźnie jak sądzę, że nie popieram zabawy bankomatem, maszynką w banku i innych tego typu, i bynajmniej nie wychowuję dzieci bezstresowo. Ale życie życiem. Nie wierzę w idealne mamy, które mają idealne dzieci, grzeczne i od kołyski dobrze wychowane. Wierzą natomiast w to, że łatwo się idealizuje. Zwłaszcza w odniesienu do samej siebie.I zbyt łatwo się czasem krytykuje innych. A ja jestem matka daleka od pomnikowych ideałów. I zadrzają mi się wpadki. Mea culpa. I ja się do tego przyznaję. Ot co. Odpowiedz Link Zgłoś
marghe_72 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 13.05.06, 00:14 edorka1 napisała: > Ha, no to wyklikam Ci jeszcze - żeby się już cakiem pogrążyć hahaha, że nie > tyle treść tego postu mnie nakręciła, co ton. Ton ex catedra, mądry i nie > znoszący sprzeciwu. Bo napisałam wyraźnie jak sądzę, że nie popieram zabawy > bankomatem, maszynką w banku i innych tego typu, i bynajmniej nie wychowuję > dzieci bezstresowo. > Ale życie życiem. > Nie wierzę w idealne mamy, które mają idealne dzieci, grzeczne i od kołyski > dobrze wychowane. Wierzą natomiast w to, że łatwo się idealizuje. Zwłaszcza w > odniesienu do samej siebie.I zbyt łatwo się czasem krytykuje innych. A ja > jestem matka daleka od pomnikowych ideałów. I zadrzają mi się wpadki. Mea > culpa. I ja się do tego przyznaję. Ot co. > i Ty to wszystko wyczytałas w pierwszym poście? moje gratulacje bo ja nic takiego nie zauwazyłam. Ot obserwacje, do przemyslenia i skomentowania Odpowiedz Link Zgłoś
ludzikowa1 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 14.05.06, 13:39 w pelni sie podpisuje pod wypowiedzia edorki1) Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 15:57 Bezmyslnosc nie jest tylko domena matek, po prostu ten typ tak ma. Ale z drugiej strony dzieci sa wsrod nas i musimy sie pogodzic, ze mozna je spotkac takze u fryzjera, trudno domagac sie odizolowania ich od spoleczenstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
axela Ojjj jak ja nie lubie..... 12.05.06, 16:11 jak ktos pisze, poczekaj, az sama bedziesz miala dzieci. Wrrrrrrrr Co do postu autorki, generalnie sie zgadzam. Faktycznie z tymi wozkami w supermarkecie troche przesadzilas, one i tak sa brudne. Ostatnio bylam swiadkiem sytuacji jak mamusia przyprowadzila dziecko do fryzjera, dzieciak latal i wrzeszczal, sciagal z blatow nozyczki, zachcialo mu sie bawic suszarka. Jednemu z fryzjerow wylal farbe przygotowana do balejazu. Wszyscy starali sie byc mili i delikatnie zwrocic uwage dziecku, mamusia nie reagowala, kiedy zwrocono uwage mamusi, ta odparla : syneczku nie wolno brac suszarki bez pozwolenia, zapytaj pana moze Ci pozwoli sie pobawic (noz k....) A na koniec stwierdzila, ze on tak lubi z nia wszedzie chodzic, a dzis nie chcial zostac z babacia i plakal ....po czym usmiechnieta wyszla. No bez przesady. Ja rozumiem, ze dzieci sa i nie mozna ich izolowac, ale pozwalanie im na wszystko to juz lekka przesada. W dodatku swieta obraza jak ktos zwraca uwage. Odpowiedz Link Zgłoś
blou1 Re: Ojjj jak ja nie lubie..... 12.05.06, 16:25 Nie chcę tutaj bronić mam rozwydrzonych dzieciaków ale zajmę nieco inne stanowisko. Do niedawna byłam uziemiona drugim małym dzieckiem i naprawdę nie miałam jak wyrwać się z domu. Na kontrolę do ginekologa pojechałam po kilku miesiącach, nie dałam rady z dwójką, mąż pracuje teść zjechał do Polski i takie właśnie okazje wykorzystuję na załatwienie swoich spraw solo. A zmierzam do tego że ja też jeżdżę z dziećmi bo do licha ciężkiego nie mam innego wyjścia. Trudno, dzieci są czasem głośne, uciążliwe ale matki też maja swoje potrzeby. A zbulwersowanym zachowaniem dzieci kobiet, pozostaje cieszyć się swoją niezależnością. Powtarzam że nie popieram akceptowania przez matki zachowania rozwydrzonych, rozpieszczonych dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
axela blou1 12.05.06, 16:33 Potrzeby to potrzeby i nikt nie kwestionuje tego ze czasem nie ma innego wyjscia. Jednak uczenie dwulatka obslugi bankomatu, czy pozwalanie mu na wrzucanie rzeczy ludziom do koszyka i jeszcze uwazanie tego za dobry zart i zachwycanie sie tym to juz inna sprawa. Odpowiedz Link Zgłoś
marghe_72 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 18:03 lola211 napisała: > Bezmyslnosc nie jest tylko domena matek, po prostu ten typ tak ma. > Ale z drugiej strony dzieci sa wsrod nas i musimy sie pogodzic, ze mozna je > spotkac takze u fryzjera, trudno domagac sie odizolowania ich od spoleczenstwa. ale tego akurat nikt nie neguje. dziecko też człowiek ale warto go wychowywac od małego, nie tresować a po prostu wychowywać. I uczyć szacunku dla innych, Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 23:12 >W restauracji, W pociągu, U fryzjera ( do >którego przychodzą ludzie , aby się zrelaksować i uczesać a niekoniecznie >słuchać wrzasku nudzących się dzieci, Dla mnie ma to jednoznaczny wydzwiek- dzieciom wstep wzbroniony, bo ja sie przyszlam zrelaksowac. Slowo daje, mieszkam chyba w innej Polsce , bo naprawde nieczesto widuje tak ekstremalne przypadki, by az watek o tym zakladac. Zdarza sie jakas szurnieta mamuska z rozwydrzonym dzieciakiem, ale to wyjatek, wiekszosc jest ok. Odpowiedz Link Zgłoś
chupachups1 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 17:53 Mam Dziecko 2-letnie i chodzę z nią praktycznie wszędzie, bo nie mam jej z kim zostawić. Moje dziecko jest grzeczne, czasami nawet zastanawiam się, czy nie za bardzo ją "strofuję", bo czasami nie daje sobie rady w szkole przetrwania jaką jest plac zabaw. Nie popieram zachowań zakochanych w swoich dzieciach mamuś, ale na Boga nie można zamknąć matek z dziećmi do 15-go roku życia w domu i udawać, że ich nie ma. Dzieci bywają żywe, zmęczone, nudzą, ale czasami nie ma innego wyjścia, trzeba iść z dzieckiem. Czy ja mam nie chodzić do fryzjera przez 10 lat, bo nie mam z kim zostawić dziecka? Zauważcie też drugą stronę medalu, jak chcę iść na obiad (podkreślam obiad w porze obiadowej) do restauracji z dzieckiem, to w ilu miejscach są choćby najzwyklejsze kredki i kartka, żeby dziecko mogło się czymś zająć czekając na posiłek? w Krakowie nie zbyt wiele. Odpowiedz Link Zgłoś
anula2000 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 21:07 agawamala napisała: > > Scena VI - W hipermarkecie - > Dziecko w wieku 2-3-4 lat siedzi( a właściwie stoi) w wózku na zakupy. W > butach. W tym samym wózku za chwilkę ktoś położy zakupy. I być może będą to > produkty żywnościowe. > >W pewnych względach moge się zgodzić, jednak z tym dzickiem w wózku to przegięcie, widać , że jesteś zrzęda, masz już dzieci w LO i nie pamiętasz jak to było. Moje dzieci zawsze są wsadzane do wózków i jeszcze się nie zdarzyło, żeby pobrudziły, nawet w zimie. MOje dzieci zachowuja się różnie, ale zawsze panuję nad sytuacją, jestem z nimi sama cały dzień i musze pozałatwiać różne sprawy to ciekawe gdzie mam je zostawić. Podejrzewam też, że pewne sytuacje podkolorowałaś, np. z bankomatem, z fryzjerem czy z bułkami - jeszcze się z tym nie spotkałam. Kiedys miałam niezłą jazdę na poczcie, młody bardzo się nudził, a kolejka spora, cały czas jednak panowałam nad sytuacją, aby nie przeszkadzał, jednak przewidzieć nie mogłam, że krzyknie i starszy pan się wystraszy - miałam awanturę na całego urządzoną przez żonę - pewnie też taka jesteś agawamala, a ja to święta krowa, bo nie przewidziałam, że dziecko krzyknie. Ciekawe jak można w takim np. przypadku przewidzieć zachowanie 3 latka. Odpowiedz Link Zgłoś
volta2 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 21:38 Agawa sama się przyznała, dzieci ma w liceum. I ona nie wie, że dzieci do wózka można włożyć, bo w czasach, gdy jej dzieci małe były to w Polsce nie było marketów, nie było numerków na poczcie, nie było sklelów samoobsługowych(no, jeden suprersam przy kinie moskwa). Nie było miliona innych rzeczy, a w kolejkę trzydniową po szynkę trudno faktycznie było zabrać dziecko. Ścieżki rowerowe? Toż rower to tylko na komunię był, a i to nie dla wszystkich starczyło, w wawie dopiero te ścieżki się buduje, więc wcześniej ich nie było, więc wniosek taki, że twoje dzieci na ścieżkę nie wchodziły, bo nie miały takiej możliwości. A restauracje? Toż to dla badylarzy i prywaciarzy rozrwyka była a nie dla ludu, więc i tam się dzieci nie zabierało. Och jak to łatwo teraz pouczać i paluszkiem grozić. I wieszczyć o złym wychowaniu. Poproszę o odpowiedź szczerą, kto ci z dziećmi siedział, gdy tak po fryzjerach chodziłaś i w tych kartkowych czasach za zakupami biegałaś? Dzieci kiedyś tak nie były widoczne, i jej się poprzestawiało myślenie, bioroąc pod uwagę, że agawa mieszka tam gdzie mieszka. Dzielnica, gdzie na jedno miejsce w przedszkolu jest chętnych 4-5 osób. To dzielnica młodych rodziców, uwierzcie że starszy człowiek u nas to rzadkość. Może stąd te narzekania?(agawa, coś mi się kojarzy, że ty u nas na forum lokalnym bywasz, nie sprostowałaś, więc sprawdzę przy okazji, czy mam pamięć dobrą) Odpowiedz Link Zgłoś
zonka77 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 21:47 Słuchaj volta2 ja mam dziecko teraz, małe chyba jeszcze dość (5 lat) u fryzjera nigdy z niąnie byłam (nie wpadłabym na to bo by się nudziła i rozrabiał z nudów na 100%) Jeśli już bym musiała z nią iść (nie wiem co by mnie mogło zmusić) to nie pozwoliłabym jej bawić się suszarkami, mieszać w narzędziach fryzjerów i ogólnie przeszkadzaćinnym. Myślę że zabrałabym tonękolorowanek, jakieś laleczki i bajeczki - żeby zapewnićjej zajęcie nieuciążliwe dla innych. W restauracji moje dziecko NIGDY nie łaziło między stolikami, nie krzyczało i nie właziło pod stoły tylko siedziało z nami a jak sięjej nudziło to na zmianę szliśmy na spacerki. A wogóle rzadko chodziliśmy z maluszkiem do restauracji, teraz jest większa, usiedzi na jednym miejscu i już miło nam z nią iść Aha a jeśłi chodzi o ścieżki to mała WIE że tam rowery jeżdżą i ma nie włazić. Jak była młodsza to sięza niąlatało. Dlaczego? Bo sami jeździmy na rowerach i wiemy jakie to wkurzające kiedy jedziesz sobie wyznaczonym miejscem a tu nagle ni z tego ni z owego wyskakuje ci na tą drogę malec powodując że się niemal przewracasz usiłując w niego nie wjechać. ZAWSZE wtedy ochrzaniam mamusięktóra dziecka nie pilnuje. Odpowiedz Link Zgłoś
agawamala Re: Święte krowy czy...... 13.05.06, 09:26 Na forum likalnym ( Kabaty) bywam. Nie jestem jednak zgrzybiała staruszką - mam 41 lat i dzieci w wieku licealnym. Pamięć także mam nie najgorszą: moje dzieci miały rowery - i to nie z okazji komunii, bo do takiej nie przystępowały. Hipermerketów nie było, to prawda, skpey samoobsługowe - były. Numerków na poczcie nie , kolejki po sznkę - gdy moje dzieci miały 3 czy 4 lata- nie istniały ( szynka była do kupienia równie łatwo jak teraz). Restauracje w Warszawie nie należały do rzadkości i dostępne były nie tylko dla badylerzy. Dziećmi ( a wcześniej dzieckiem) zajmowała się cała moja rodzina: babacia, mama, tata, siostra - i ja dziećmi siostry-. Zakupy robiliśmy na 3 czy nawet 4 domy- hurtem. Babcia była na emeryturze, rodzice- pracowali, mąż równiez, my z siostrą studiowałyśmy. Jednak do głowy nam nie przyszło ciągnąć ze sobą dzieci. Zaś jeśli chodzi o przedszkole: nie miałam szczęścia "dostać" się przedskola państwowego - gdy było potrzebne studiowałam, a więc nie mogłam przedtawić zaświadczenia o zatrudnieniu. Dzieci poszły więc do niepublicznego. Nie wiem ile masz lat i jakie masz doświadczenie życiowe- z postów wynika, że jesteś jedną z tych roszczeniowych mam uważających, że skoro masz dzieci mogą one robić dokadnie wszystko, a inni muszą się nimi zachwycać. Ciekawe co będzie za 10-15 lat. Powybijają dla rozrywki szyby w sklepach czy powyrywają drzwa z korzeniami? Odpowiedz Link Zgłoś
agawamala Re: Święte krowy czy...... 13.05.06, 09:09 Jak się zachować? Wyjść z poczty. Po prostu i zwyczajnie. Nie wszyscy muszą znosić fanabierie TWOJEGO dziecka. Mają prawo do spokoju. I nie dziw się, że reagują agresywnie. Odpowiedz Link Zgłoś
anula2000 Re: Święte krowy czy...... 13.05.06, 10:29 agawamala napisała: > Jak się zachować? Wyjść z poczty. Po prostu i zwyczajnie. Nie wszyscy muszą > znosić fanabierie TWOJEGO dziecka. Mają prawo do spokoju. > I nie dziw się, że reagują agresywnie. No to już bezczelność!!!! Amoze tak w drugą stronę??? MOże inni mogliby ustąpić kobiecie z dzieckiem, są takie przepisy, że jak matka jest z dzieckiem na ręku to ma prawo podejść bez kolejki, ale jak już to zrobi to własnie takie marudy jak ty robią raban. A dlaczego mam niby wychodzić z poczty??? bo dziecko krzyknie niespodziewanie??? nie uważam się za pępek świata, mam swoje prawa i skorzystać z urzędu muszę. Z tego co pisałaś to miałaś pół rodziny na wychowywanie dzieci, inne matki są odpowiedzialne i robią to same, a nie podrzucają dzieci innym. A w ostatnim swoim poście wyszło, że nienawidzisz dzici, bo generalizujesz i dla ciebie większość matek to święte krowy. Stara moze nie jesteś rocznikowo, ale z poglądów to stetryczała starucha. Z twoich tekstów wynika, że nie lubisz nie tylko matek z dziećmi (dzieci to chyba nienawidzisz wszystkich, tak na zapas) ale ogólnie ludzi, to masz dziewczyno problem ze sobą... Zobaczymy za kilka latek, jak będziesz miała wnuki - już im współczuję. Odpowiedz Link Zgłoś
agawamala Re: Święte krowy czy...... 13.05.06, 19:54 Nikt nie ma obowiązku przepuszczania w kolejce matek z dziećmi. Być może stoi w nich osoba słaniająca się na nogach np. po chemioterapii, z początkowym okresie ciązy, z trudem panując nad mdłościami, osoba, która zostawiła swoje własne dziecko w domu pod opieką sąsiadki ( albo samo), pani mająca bolesną miesiączkę, albo po prostu śpiesząca się. Twoje dziecko - Twoja sprawa ( także taka, aby nie zatruwało życia innym). Ja nie nienawidzę dzieci- irytują mnie wszelkiej maści święte krowy. I czytając takie posty jak Twój - wcale się nie dziwię, że dzieci budzą u niektórych ludzi agresję. I same są jej ofiarami. Odpowiedz Link Zgłoś
anula2000 mylisz się 14.05.06, 00:03 agawamala napisała: > Nikt nie ma obowiązku przepuszczania w kolejce matek z dziećmi. I tu sie mylisz, bo matki mają to zagwarantowane prawem, wystarczy poczytać, np. na poczcie przy okienku jest informacja Być może stoi w > > nich osoba słaniająca się na nogach np. po chemioterapii, z początkowym okresie > > ciązy, z trudem panując nad mdłościami, osoba, która zostawiła swoje własne > dziecko w domu pod opieką sąsiadki ( albo samo), pani mająca bolesną > miesiączkę, albo po prostu śpiesząca się. Twoim tokiem rozumowania: a coż mnie to obchodzi, kobiety okres - kobiety sprawa, > Twoje dziecko - Twoja sprawa ( także taka, aby nie zatruwało życia innym). MOje dziecko nikomu życia nie zatruwa, za to twoja osoba troszkę mi zatruła, ale to już mój ostatni post, na twoje prowokacje > Ja nie nienawidzę dzieci- irytują mnie wszelkiej maści święte krowy. I czytając > > takie posty jak Twój - wcale się nie dziwię, że dzieci budzą u niektórych ludzi > > agresję. I same są jej ofiarami. NIe wiem co takiego cię poruszyło, a jeszcze się nie zdarzyło, zeby w kimkolwiek moje dziecko wzbudziło agresję, na szczęście tu gdzie mieszkam ludzie sa przyjaźni. Ale nie martw się, dzieci rodzi się coraz mniej i coraz mniej będą ci przeszkadzały, będzie coraz większy spokój.... Przy okazji współczuję bardzo twojej rodzinie, mieć w domu kogoś tak zjadliwego brrrr pozdrawiam serdecznie dziwna kobieto Odpowiedz Link Zgłoś
agawamala Re: mylisz się 15.05.06, 07:46 Jeśli moje posty ( bo nie osoba, przecież się nie znamy) zatruwają Ci życie - możesz ich nie czytać. Ludzie w miejscach publicznych , niestety, MUSZĄ znosić zachowania, o których wspominałam. Dziś dzieciaczek, ku radości mamusi, bawi się suszarką u fryzjera, wali łopatką kolegę czy zrzuca pieczywo z półek - jutro- przekonany, że wszystko mu wolno powiela zachowania kiboli Legii. Czytając niektóre Wasze wypowiedzi - nie dziwią mnie ani kibole, ani psie kupy na chodnikach, ani połamane ławki. Same, niktóre z Was, wychowują dzieci w takim duchu. Odpowiedz Link Zgłoś
anek.anek ja się przyznaję:( 12.05.06, 21:13 jeśli syn jest ze mną na zakupach to stoi w wózku. I nie widzę w tym wielkiego problemu: do tych samych wózków wkładane są ziemniaki, czasem jakiś kwiatek w doniczce i nie raz nie dwa rozleje się np. jogurt. Ponieważ w supermarkecie niemożliwością jest chyba kupienie niezapakowanej zywności, to nie mam zbyt dużych wyrzutów sumienia. Zapewniam też, że doskonale wiem kiedy moje dziecko wdepnęło w psią kupę albo biegało po błocie. W piaskownicy nie reaguję dopóki nie ma prawdziwego zagrożenia. I do szału doprowadzają mnie mamy, które z byle powodu ingerują w dziecięcą zabawę. Na poczcie pozwalam synowi brać dwa numerki. Potem po prostu szybko dyskretnie wymieniam mu je na takie porzucone przez innych i te odkładam na panel. Ogólnie rzecz biorąc: bez paranoi. Odpowiedz Link Zgłoś
anek.anek i jeszcze o wózkach w supermarketach 12.05.06, 21:33 Z synem jeżdżę po zakupy tylko w sytuacjach kiedy muszę. Nie mam opiekunki, mąż bardzo częśto wyjeżdża na kilka tygodni. W ciągu dnia nie mam czasu. Syn od dawna nie mieści się na tej podstawce- siedzisku. Nie ma mowy żeby puścić go samego - dopiero wtedy byłaby afera o bieganie, ściąganie z półek różnych rzeczy itd. Młodego w takich miejscach ogarnia szaleństwo i jakbyś spotkała go na swojej supermarketowej drodze to dopiero byś się wściekła. Wózek-samochód nie spełnia swojej funkcji, bo robię zakupy w supermaketach bardzo duże - właśnie po to żeby robić je rzadko. Odpowiedz Link Zgłoś
zonka77 zrozumcie 12.05.06, 21:40 Że nie chodzi o to że dzieci mają być idealne! Chodzi o to żeby rodzice reagowali jak coś jest nie tak. I zamiast zachwycać się i zachęcać do zachowań uciążliwych dla innych, takim zachowaniom przeciwdziałać. Z młodszym dzieckiem będzie to odwrócenie uwagi, zajęcie go czym innym albo po prostu zabraniem go z jakiegoś miejsca na chwilę a ze starszym będzie wytłumaczenie, rozmowa czy jakiś zakaz. Mojej córce daleko do ideału, jejku ona czasem się złości, czasem rozrabia i miewa różne głupie pomysły. Tyle że ja nie stoję patrząc na to z uśmiechem typu "jakie to zabawne" albo "jakie mądre dziecko" tylko działam - reaguję - wychowuję. Jak pewnie wiele innych mam! Autorka skierowała chyba wątek do tych mam które jednak uważają zachowania wymienione na początku za wspaniałe, zabawne, inteligentne i ogólnie uważają że dziecku wolno wszystko, wszyscy muszą je kochać, nim się zachwycać, je znosić i tolerować i ogólnie - cały świat dla dziecka. A nie chodzi o to że dzieci mają chodzić jak zegarki czy roboty i być wzorem doskonałości! PS: też z jedynym się nie zgadzam - z tymi wózkami w sklepach. Reszta i dla mnie jest irytująca Odpowiedz Link Zgłoś
marghe_72 Re: zrozumcie 13.05.06, 00:18 zonka77 napisała: > Że nie chodzi o to że dzieci mają być idealne! > Chodzi o to żeby rodzice reagowali jak coś jest nie tak. I zamiast zachwycać si > ę > i zachęcać do zachowań uciążliwych dla innych, takim zachowaniom przeciwdziałać > . > Z młodszym dzieckiem będzie to odwrócenie uwagi, zajęcie go czym innym albo po > prostu zabraniem go z jakiegoś miejsca na chwilę a ze starszym będzie > wytłumaczenie, rozmowa czy jakiś zakaz. > Mojej córce daleko do ideału, jejku ona czasem się złości, czasem rozrabia i > miewa różne głupie pomysły. Tyle że ja nie stoję patrząc na to z uśmiechem typu > "jakie to zabawne" albo "jakie mądre dziecko" tylko działam - reaguję - wychowu > ję. > Jak pewnie wiele innych mam! > Autorka skierowała chyba wątek do tych mam które jednak uważają zachowania > wymienione na początku za wspaniałe, zabawne, inteligentne i ogólnie uważają że > dziecku wolno wszystko, wszyscy muszą je kochać, nim się zachwycać, je znosić i > tolerować i ogólnie - cały świat dla dziecka. > A nie chodzi o to że dzieci mają chodzić jak zegarki czy roboty i być wzorem > doskonałości! > > PS: też z jedynym się nie zgadzam - z tymi wózkami w sklepach. Reszta i dla mni > e > jest irytująca no i znowu musze sie podpisać chociaz z ostatnim zdaniem sie nie zgadzam wózki nie sa po to ,zeby do nich wsadzać dzieci. A tłumaczenieze one i tak są brudne do mnie ie trafia chodniki tez są brudne ale racej staramy sie nie smiecic dodatkowo.. Odpowiedz Link Zgłoś
gemmavera Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 22:57 Iii tam. Według mnie tu nie chodzi o matki czy dzieci, tylko ogólnie o to, żeby liczyć się z innymi ludźmi i czasem myśleć. Tak samo wkurza mnie dziecko idące po ścieżce rowerowej, jak i rowerzysta, który zamiast po ścieżce, jedzie po chodniku. Matki to nie jest osobny gatunek człowieka. Każdy z nas jest egocentryczny, jedni mniej, inni bardziej. Tyle że matki trochę przenoszą "centrum zainteresowania" z siebie na dziecko, i to wszystko. Ale myślenie o innych i trzymanie się zasad współżycia w społeczeństwie obowiązuje każdego. I w każdej grupie spolecznej znajdzie się ileś procent ludzi, ktorzy będą myśleć tylko o sobie, całą resztę mając głęboko. Odpowiedz Link Zgłoś
kamaha Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 23:07 chodzę z dwójką moich dzieci wszędzie, mój mąż dużo pracuje, nie mam w Wałbrzychu żadnej rodziny, więc nie mam wyboru. Dzieciaki nie są aniołkami, ale wiedzą jak się zachować, do fryzjera też ze mną chodzą i to uwielbiają, bo panie fryzjerki opowiadają im co robią , pokazują jak ścinają włosy itd, dzieciaki są zainteresowane tym co się dzieje bo staram się je wcześniej przygotować do tego co będzie się działo - rozmawiamy i to działa! Jeśli bulwersuję mnie zachowania innych dzieci, a właściwie głupota i ignorancja ich rodziców to zwracam uwagę i tej pani przy bankomacie bardzo dobitnie powiedziałaby co myslę o jej szanowaniui czasu innych. Odpowiedz Link Zgłoś
latouche Mam deja vu? 12.05.06, 23:33 Nie chce mi sie przebijac przez caly watek, ale mam wrazenie ze to jest kolejny tego samego typu watek "dydaktyczny" agawamali. Niedawno byl o straszliwej podrozy pociagiem w towarzystwie mamy z rozbestwionym synkiem. Masz bardzo traumatyczne przezycia i imponujaco duuuuzo czasu, zeby je opisywac. Pozazdroscic, oczywiscie tego drugiego. Proponowalabym zwracac uwage na biezaco osobom, ktorych dzieci sa sprawcami tych jakze przykrych wydarzen zamiast puszczac dydaktyczne apele w net. Odpowiedz Link Zgłoś
agawamala Re: Mam deja vu? 13.05.06, 09:33 Tak. Czasu mam teraz może trochę więcej, bo niedawno zdjęto mi z nogi gips ( złamałam na nartach) i choć wróciłam już do pracy, więcej niż kiedykolwiek siedzę w domu. Też Ci się to może przydarzyć. CZy mam traumatyczne przeżywia? Nie sądzę - po prostu irytują mnie ludzie, którzy uważaja, że są pępkiem świiata, świętymi krowami i wszyscy powinni tolerować ich zachowania. A matki małych dzieci, niestety, w znakomitej większości są zdania, że cały świat musi dostosować się do potrzeb ich maluchów. Odpowiedz Link Zgłoś
olimpia.szuwar Re: Mam deja vu? 13.05.06, 09:56 Na pewno istnieje dużo matek, które pozwalają swoim dzieciom na wyjątkowo wstrętne wybryki. I mnie też wściekają różne rzeczy, ale gdybym miała teraz wymienić choćby dwie irytujące sytuacje z minionego miesiąca, to miałabym problem. Nie mam pojęcia po co kolekcjonować tego rodzaju wydarzenia w pamięci, z namaszczeniem je dokumentować na forum, a potem się delektować swoim słusznym oburzeniem. Naprawdę, zajmowanie się wyłącznie obserwacją tego, co też inni ludzie robią nie tak, to chyba marny sposób spędzania czasu, nawet jeśli się ma złamaną nogę. Odpowiedz Link Zgłoś
agawamala Re: Mam deja vu? 13.05.06, 19:58 N tej zasadzie należałoby zastanowić się nad 99% postów bo: kogo obchdzą intymne kłopoty z mężem, teściową, kupki, gorączki, jedzenie ( lub niejedzenie), szczepienia, adaptacja w przedszkolu, trudności ze snem, ADHD, waga, wzrost, i tysiąc innych rzeczy. Fora internetowe są po to, aby podzielić się swoimi obserwacjami. Czasem ktoś coś zauważy, przemysli, zastanowi się. Mnie przeraża sposób prowdzenia dyskusji przez niektóre forumowiczki. Jesli ktoś ma odmienne zdanie, nalezy obrzucić go błotem. Świadczy to o niskiej kulturze i o tym, że od takich ludzi najlepiej trzymać się z daleka. Odpowiedz Link Zgłoś
pa.trycja Re: Mam deja vu? 13.05.06, 20:51 Cieszę się,że mieszkam wśród normalnych ludzi. Zaraz zaraz,a może to kwestia podejścia? Tolerancji?? Odpowiedz Link Zgłoś
olimpia.szuwar Re: Mam deja vu? 14.05.06, 17:49 Czy czujesz się przeze mnie obrzucona błotem? Nie o to mi chodzi, że nie ma sensu pisać na ten temat na forum, bo wiem, do czego ono służy. Rzecz w tym, w jaki sposób do nas piszesz, a nie jest to ton "porozmawiajmy o tym", tylko "teraz Wam powiem jak powinnyście się zachowywać". I to nie mój wymysł, bo wiele dziewczyn już to napisało. I Ty się dziwisz, że wzbudzasz w kimś agresję? Odpowiedz Link Zgłoś
agawamala Re: Mam deja vu? 15.05.06, 07:49 No to porozmawiajmy o tym, jak niektóre panie wychowują dzieci ( vide przykłady z pierwszego postu). A ton - jest normalny, z odrobiną dydaktycznego smrodku. Ale przeczytaj posty innych forumowiczek - tam aż roi się od agresji. I jeśli w tym duchu wychowują dzieci ( no bo niby dlaczego maja to robić w innym) - nie dziwię się ani bójkom w piaskownicy, ani fali w szkołach, ani chuligańskim zachowaniom na ulicach ( np. po przedwczorajszym meczu Legii). Odpowiedz Link Zgłoś
maxim31 Agawamalo:) 14.05.06, 02:09 W zasadzie nie ma sensu przejmować się drobnostakami na które, jak widzisz nie masz wpływu. Skądinąd niektóre opisane sytuacje przez Ciebie moga być dolegliwe - ale czy warto o nich pamietać? Twój post uswiadomił mi jedno - że dzieki Bogu nie jestem na tyle zgorzkniała, żeby czuc się w obowiązku prostowania moralnego (gdyz chyba o to chodzi?) kręgosłupa innym ludziom. Zdarza sie, po prostu. I życie toczy sie dalej, czyz nie? Odpowiedz Link Zgłoś
mama_kotula Re: Agawamalo:) 14.05.06, 02:58 maxim31 napisała: > Twój post uswiadomił mi jedno - że dzieki Bogu nie jestem na tyle zgorzkniała, > żeby czuc się w obowiązku prostowania moralnego (gdyz chyba o to chodzi?) > kręgosłupa innym ludziom. Bardzo podobne mam odczucia po lekturze postów autorki wątku, a zwłaszcza utwierdza mnie w tym ostatni akapit postu tytułowego. Nie zamierzam posądzać autorki o zgorzkniałość, z reguły nie oceniam ludzi, tylko wypowiedzi. Ale odniosłam wrażenie, że autorka czuje się ogólnie lepsza od matek opisanych w kontrowersyjnych sytuacjach, co więcej, generalizując, wrzuca wszystkie matki do jednego wora, i na zasadzie "popatrzcie mamy, uświadamiam wam wasze błędy, a teraz sprowadzę was, biedne zbłąkane owieczki, na właściwą drogę, przekonam do mojej jedynej słusznej i prawdziwej racji". To, co mnie irytuje, to mentorski ton wypowiedzi. Można przecież napisać normalnie: "wkurza mnie to, to i to, też tak macie? jestem przekonana, że te matki robią źle i wolałabym, aby odrobinę pomyślały o innych.". Jeszcze jedno - takie sytuacje są naprawdę sporadyczne (pomijając bardzo kontrowersyjną sprawę wózków w hipermarketach), zbyt sporadyczne, aby traktować je jako życiowy problem. Odpowiedz Link Zgłoś
latouche Re: Mam deja vu? 14.05.06, 02:21 ja cały czas prawie siedzę w domu, bo tutaj pracuję. Mimo to nie mam zbyt wiele czasu na tworzenie wątków i systematyczne śledzenie dyskusji, bo zajmuję się dziećmi, domem i robię tłumaczenia. Forum traktuje czysto użytkowo i relaksowo - z rzadka sama o coś pytam, czasem wypowiadam się w czyimś wątku, jeżeli akurat temat w jakiś sposób mnie dotyczy czy dotyczył. Po prostu podziwiam, że chce Ci się tworzyć kolejny już wątek - ho,ho, prawie dwie strony znormalizowane w samym pierwszym poście - na temat nagannego wg Ciebie zachowania innych. Potem niektóre mamy Ci przyklaskują, a inne są w (nieśmiałej) opozycji, a wtedy Ty im odpowiadasz "Nieprawdą jest jakoby ...., bo JA.... etc.", i oczywiście okazuje się, że Ty jesteś ta wspaniała mama bez skazy i zmazy. OK, moje gratulacje, ale po co u licha tak usilnie ludzi o tym przekonywac??? Odpowiedz Link Zgłoś
przedszkolak2 Re: Święte krowy czy...... 13.05.06, 21:07 Mam nadzieję, że nigdy sobie, ani dziecku, na takie zachowania nie pozwoliłam. "Mam nadzieję"- bo jak każda zakochana w swoim dziecku matka mogłam jednak mieć epizody niepoczytalności. Odpowiedz Link Zgłoś
agastrusia Re: Święte krowy czy...... 14.05.06, 00:28 Tak święte krowy ale mamy nie dzieci. Dodałabym jeszcze, że niektórym kobitkom po porodzie rozumku ubywa. Mi nie podoba się gdy koitka z wózkiem musi zajmować cały chodnik bo jedną stroną iść nie może. Nie ważne, że niewiadomo jak wyminąć ją ale to już nie jej problem, prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
moofka opowiem wam co mnie dzisiaj spotkało 14.05.06, 19:05 chociaz zawsze w takich dyskusjach skłonna jestem bardziej stawac po stronie "nieznosnych bachorków jezdzacych w marketowych wzkach i ich rozanielonych mamuś" to musze wam opowiedziec przypadek dzisiejszy - matka idiotka klasyczna, az mnie poraziła, ale bynajmniej nie mam zamiaru brac tego za norme i przypisywac kazdej matce takich zachowan, do dziecka nic nie mam brałam udział w maratonie fitness - ogromna impreza, 5 godzin wysiłku, wielki tłum ludzi i głośna muzyka trwają zajęcia z aeroboxu, kazdy wokół siebie ma tyle miejsca zeby nie skopac sąsiada ogolnie duzy rozmach duza sila, mnostwo ciosow, kopow i kazdy zapatrzony w prowadzącego, zeby ruchow nie mylic nagle pojawia sie slodkie ubrane na rozowo dzidzi okolo roczku bo juz na wlasnych noziach i za nim matka kretynka ze slodkim usmiechem oraz tatus (chyba) z aparatem dzidzi slodko podryguje w rytm muzyki, mamusia cieszy sie nieprzytomnie, ze corus "cwiczy" kazdy kazdemu zwraca uwage zeby dzidzi z kopyta nie potraktowal, dzidzi idzie dalej kazdy juz patrzy na prowadzacego i wokol czy dzidzi pod noge nie wejdzie i teraz pytam do kogo byłby zal, gdyby jednak ktos sie mocniej tym kikiem zamachnął? no bo przeciez moglby opisana sytuacja wcale nie trwala krotko, przynajmniej jakies dobre pietnascie minut kiedy bobo miedzy tlumem cwiczacych biegalo a moze i potem dluzej tylko juz nie w zasiegu mojego wzroku Odpowiedz Link Zgłoś
agastrusia Re: opowiem wam co mnie dzisiaj spotkało 15.05.06, 08:14 Ja bym zaniosła dzidzie mamuśce i powiedziała, że plac zabaw jest gdzie indziej. Swoją szosą dziwie się instruktorowi, że nie zareagował. Odpowiedz Link Zgłoś
aga.m5 Re: Święte krowy czy...... 17.05.06, 17:57 Ciekawe, czy Ty PANIUSIU przestaniesz chodzić do fryzjera, jak urodzisz dziecko? - Ja nie mam z kim zostawić dziecka, więc zabieram je zawsze ze sobą do fryzjera, kosmetyczki, na solarium itp.! A wkurzają mnie babska, które zajmują w sklepach (np. H&M) największą przymierzalnię (jest tylko 1-na dla os.niepełnosprawnych) kiedy inne są wolne. To dla wielu matek jedyne miejsce w którym mogą poprzymierzać ubrania widząc przy tym swoje dziecko. W tramwaju też często moja córka wstaje na siedzeniu, ale jeszcze nie chodzi i nie widzę w tym nic złego skoro w ten sposób przestaje być uciążliwa dla otoczenia! Jeszcze o wózkach na zakupu w sklepach; tylko 3 razy moja córka w nich siedziała bo w siedzisku przy wózku jeszcze się chwiała na boki i za każdym razem wyciągałam ją w brudnych ubraniach! Czy uważasz, że dla mnie MŁODEJ MAMY miejsce jest tylko w piaskownicy? Odpowiedz Link Zgłoś
aga.m5 Re: Święte krowy czy...... 17.05.06, 18:59 Czy ja jestem świętą krową? Czy może to on, ona myśląc o mnie "o boże baba z bachorem"? Jak mam zareagować jako matka, kiedy wsiadam z niemowlakiem do długooczekiwanego, zatłoczonego tramwaju i słyszę od pewnego starszego pana "No.... i jeszcze ta z wózkiem sie tu pcha!". Czy to moja wina, że wyszłam z dzieckiem na badania, że czekałam na przyjazd niskopodłogowego tramwaju, by nie prosić o pomoc we wniesieniu wózka do środka? Maleństwo na pocznie też nieraz zanosiło się płaczem, nikt nie przepuścił mnie bez kolejki- widocznie nikomu nie przeszkadzał płaczliwy krzyk dziecka. To nie moje obserwacje; to moje doświadczenia. Ja nie przypuszczam; jak autorka 1-szego postu, że dzieciak skaczący po siedzisku w autbusie na zabrudzone kupą buty; ja to przeżywam. Córka ma teraz rok, a ja nauczyłam się nie oczekiwać pomocy od innych i o nią nie proszę, ale dziękuję bardzo tym którzy ją oferują. Odpowiedz Link Zgłoś
dominika8 a propos piesków 17.05.06, 19:16 a mnie wkurza jak dzieciaki, na oczach rodziców, np w windzie lecą z łapami do moich, naprawdę spokojnych psów, które bidne nie mają gdzie uciec??? To tylko psy, nigdy nikogo nie ugryzły, ale może być ten pierwszy raz, i co??? Nie wszystkie psy kochają dzieci!! od razu napiszę, że sama mam dziecko, ale też mnie wkurzają różne sytuacje z rozwydrzonymi dziećmi. Odpowiedz Link Zgłoś
barabaszka5 Re: masz okres czy jak? 17.05.06, 19:34 fakt faktem, że zachowania opisane przez Ciebie są irytujące, natomiast Twoja wypowiedź, że tak Ci utrudnia życie spowodowała, że nasunął mi siewniosek, że jesteś gburowatą, zmierzłą, marudną, nudną, wiecznie narzekajacą, nie wyrozumiałą, jęczącą, bełkoczącą NUDZIARĄ. Ale to Twój wybór. Szczerze współczuję małżonkowi, rodzicom i dzieciom tak znudzonej życiem i tak utrapionej osóbki. Odpowiedz Link Zgłoś
barabaszka5 Re: Święte krowy czy...... 17.05.06, 20:01 aha i jeszcze jedno: kto wychowywał ci dzieci? bo chyba nie sama, skoro nigdzie ich nie zabierałaś. Dla mnie to nie sztuka urodzić i podrzucić babci, dziecko trzeba umieć wychować, a przez bywanie właśnie w : autobusie, restauracji, fryzjera, markiecie dziecko sie uczy, oswaja, nawet jeśli jest nieznośne, to z czasem z tego wyrośnie. Jak dla mnie to nie masz pojęcia o dzieciach, widocznie masz dwie lewe łapki. Odpowiedz Link Zgłoś