Dodaj do ulubionych

Święte krowy czy......

    • basia313 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 15:40
      Z wiekszoscia przykladow sie zgadzam. No ale do fryzjera na komuni corki
      musialam pojsc i nie mialam nikogo, kto popilnowalby mojego Maluszka. CO ialam
      zrobic. Wzielam ze soba, Maluszek troche powariowal, ale sie w koncu uspokoil.
      Nie no z tym fryzjerem to sie nie zgadzam. Nie mialam innego wyjscia. A pani
      fryzjerka byla przemila i zrozumiala, ze inaczej nie moglam i nawet jedna z jej
      kolezanek pobawila sie z moim dzieckiem.
      • zonka77 jeszcze raz o piaskownicy 12.05.06, 16:11
        Sytuacja sprzed około miesiąca.Kraków, osiedlowy plac zabaw.
        Przyszła mama z 3 dzieci. Najmłodszy około 1,5 - 2 latek.
        Dziecko zabierało wszystkie zabawki innych dzieci na jedną kupkę i zasypywało
        piaskiem. Dzieci zabierały swoje zabawki a tamto znowu zabierało i tak w kółko.
        Moja córka dala maluchowi do zabawy 2 zabawki, trzecią (kucyka ukochanego)
        zostawiła sobie.
        Maluch upodobał sobie moją córkę. Przyszedł raz - sypnął na nią pół wiaderka
        piasku. Mama nic, ja nic - niech sobie radzi. córka krzyknęła "nie wolno sypać"
        Za chwilę maluch przyszedł znowu i wysypał kolejne pół wiaderka - tym razem
        wszedł również w środek zbudowanego z trudem domku dla kucyka. córka w płacz, ja
        jej spokojnie tłumaczę że to maluszek i czekam na reakcję mamy. NIC. cisza.
        Odwraca wzrok.
        Córka się uspokoiła. Maluch wraca. Zabiera jej kucyka (zostawiła go na kilka
        sekund na piasku bo dołek kopała) Mała w ryk, ja odwracam uwagę malucha jej
        pozostałymi zabawkami i oddaję jej kucyka tłumacząc żeby spróbowała zrozumieć bo
        to maluch. Mamusia NIC
        Za chwilę maluch przychodzi i wysypuję mojej córce na łebek foremkę piasku.
        I Tutaj moje panie trafił mnie szlag. Mamusia NIC. Siedzi twardo i się NIE
        WTRĄCA. Powiedziałam mamusi stanowczo ze rozumiem że dziecko jest malutkie ale
        zachowuje się niegrzecznie i moglaby to zauważyć.
        Pani odpowiedziała mi że "wychowuje trójkę dzieci i jakby się chciala przejmować
        piaskownicą to by osiwiała"
        Powiedziałam jej że ja wychowuję jedno dziecko i nie obchodzi mnie czy ma jedno
        troje czy pięcioro byleby potrafila je wychowywać.
        Córkę zabrałam z placu zabaw i pojechałyśmy gdzie indziej gdzie bylo już bardzo
        miło.
        Na koniec dodam że maluch zachowywał się tak również w stosunku do swojego
        rodzeństwa które znosiło to w milczeniu ale ze złością na twarzach. Mamusia do
        końca nie reagowała.
        Może takich sytuacji miałam tylko kilka w życiu i rzeczywiście częściej jest
        miło i przyjemnie a ludzie są normalni. ale to że ich doświadczyłam sprawia że
        mnie denerwuje troszkę taka poza typu "nie wtrącam sie" i jestem chyba wyjątkowo
        cięta w tym temacie....
        Nie chodzi mi o wtrącanie się w zabawy i sterczenie nad dziekiem ale o
        interweniowanie kiedy dziecko zachowuje się niegrzecznie i tyle.
        • ivia Re: jeszcze raz o piaskownicy 12.05.06, 23:42
          Nasi znajomi z trójką dzieci też maja takie podejście, uważają że przy trójce
          dzieci oni nie mogą się przejmować każdą głupotą, dzieci mają sobie same
          radzić. I radzą sobie. Najmłodszy trzylatek jest już tak wyszkolony, że w
          supermakecie jak się zgubi to idzie to obsługi klienta i wtedy rodzice słyszą
          przez megafon: Mały mateuszek czeka na mamusię przy obsłudze klienta. Niezłe
          nie? A ile słoiczków z półki zrzucił podczas zwiedzania sklepu tego nikt nie
          wie. Byliśmy raz nimi w markecie sportowym (dodam, że my też mamy trójkę), cały
          czas biegałam za ich dziećmi, bo to był naprawdę duży sklep, ciągle się bałam,
          że się pogubią, przestraszą, a oni w najlepsze zrelaksowani, ogladali sobie co
          chcieli, ja nie zobaczyłam nic bo biegałam za rozłażącymi się dziećmi i wyszłam
          wykończona.
    • edorka1 Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 15:51
      chyba na pewno nie masz dzieci.
      Ja mam dwójkę.
      Nie uważam, ze wszystko im wolno i że są świętymi krowami.
      Wychowuję i strofuję. I nawet w ostateczności daję klapsy, ku zgorszeniu
      niektórych mamuś.
      Ale:
      dziecko jest tylko dzieckiem. Pomijając sytuację kiedy dorosły powinien się
      stuknąc w czółko - typu scena 1 i scena 2 i zwykłą głupotę typu dziecko i
      samochód, jest cała masa sytuacji nieprzewidzianych. Niezamierzonych.
      Niezaplanowanych...
      Moja córka lat 4 potrafi wpasć do piekarni i rzucić się na ciastka. Dostaje za
      to ochrzan. Ale nie ma gwarancji, że się nie powtórzy...Zdarzało mi sie spóźnić
      do pediatry, bo mam 2 maluchów i wychodzenie z nimi jest obłędem, gdy byli
      młodsi i np w zimie juz ubrani do wyjścia i okazywało sie np, że oboje!!!
      właśnie zrobili kupę...No i nie było rady - przebieranka i godzina w plecy...
      W wózkach w marketach siedza w środku. I fiu. I tu akurat nie masz racji.Te
      wózki i tak są brudne i stoją zwykle na zewnątrz...
      Więc ...no cóż...poprawkę trzeba małą zrobić na fakt, że dzieci są tylko
      dziećmi i nie zawsze akurat mają świadomość - zwłaszcza maluchy - że akurat
      grzecznie nie są.
      I wkurzają mnie mentorskie tonu mądrych paniuś. O. Bo ja mam dwoje dzieci i
      choć bardzo się staram dobrze je wychować, nie zawsze są grzeczne. Na
      szczeście. Bo mam dzieci, nie tresowane małpy.
      A do dyskusji proponuję wrócić....kiedy juz będziesz miała dzieci.
      • agawamala Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 16:02
        No to możemy wrócić już, bo jestem matką od dobrych kilkunastu lat. Mam dzieci
        w wieku licealnym. Dwoje. Z małą różnicą wieku. Też nie żyję na pustyni, też
        chadzałam do fryzjera ( ale nie w towarzystwie dzieci), też musiałam zrobić
        zakupy ( i to w cięższych czasach, bo pierwsze dziecko miałam, gdy były
        jeszcze .......kartki).
        I zawsze starałam się, aby moje dzieci nie były uciążliwe dla otoczenia. Nie
        rzucały się na ciastka, bo wiedziały, że zjeść mogą tylko to co jest zapłacone
        ( nigdy nie byłam zwolenniczką jedzenia na ulicy).
        Cenię swo czas i czas innych. Ze względu na powiązania rodzinne praktycznie nie
        korzystalam z przychodni, ale jeśli już nie wkraczałam z dzieckiem na ręku -
        przy okazji wyrzucając innych.
        Słowem -zachowywałam się tak, abym ani ja, ani moje dzieci nie były uciążliwe
        dla otoczenia.
        I pewnie dlatego, dziś moje dzieci, odruchowo przyciszają muzykę, gdy wiedzą,
        że jest późno ( niekoniecznie 22.00), widzą nie tylko swoje potrzeby ale i
        innych. Zapewne nie zobaczą tego dzieci wychowywane w poczuciu, że są świętymi
        krowami, że z racji wieku mogą sobie pozwolić na wszystko.
        W życiu nie uderzyłam dzieci, ale wychowywałam. Od urodzenia.
        • lila1974 I chwała Ci za to, że ... 12.05.06, 16:05
          potrafiłaś wychować dzieci.
          W Twoich postach brakuje mi tylko słowa "NIEKTÓRE" mamy.
        • cocollino1 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 16:09
          Wszystko fajnie, ale wychowanie to pewien proces tak? Czyli dziecko w wieku
          dwoch lat moze jednak popelniac bledy typu zagarniecie bulki w sklepie, mimo ze
          rodzic mu tlumaczy przed wyjsciem do sklepu, jak i po zdarzeniu, dwulatek nie
          wszystko zrozumie " na zawsze". Oczywiscie nasza, jako rodzicow rola jest
          tlumaczenie co wolno, czego nie wolno, jest ponoszenie konsekwencji zachowania
          niesfornego kilkulatka, przepraszanie otoczenia za rozne sytuacje. Ale nie
          wymagajmy zeby dziecko kilkuletnie szlo jak przy linijce. Moj wywod tyczyl sie
          sytuacji kiedy rodzic naprawde nie jest w stanie przewidziec ze dziecko chwyci
          np. nie swoja zabawke w p[iaskownicy, nie swoj towar w koszyku. Nie mowie tu o
          syt wkladania dziecka do kosza, gdzie inni wkladaja zywnosc.
          • agawamala Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 16:16
            Jeśli dziecko złapie bułkę, trzeba po prostu za nią zapłacić. Trudno. Nawet
            gdyby była to 10 nieprzydatna kajzerka.
            • cocollino1 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 16:19
              zgadzam siesmile
        • edorka1 No to po co ten ton ??? 12.05.06, 16:22
          Ja mam dwoje, róznica 22 miesiące, sama jestem z nimi cały dzień. I wszędzie -
          nawet do fryzjera chodzimy razem i nawet zdarzyło mi się do ginekologa z
          dzieckiem pość. Są wychowywani i są w miarę grzeczni. Ale są też pełni energii
          i radości życia.
          Wkurzył mnie Twój post, bo jest zadęty i przebija z niego poczucie wyższosći.
          Nie jestem młodziutka mamuśką, mam 36 lat i uniesione tony o szacunku do innych
          i do czasu innych mnie wkurzają. Mam szacunek. Mogłabym wysmarować posta na
          kilometr, o paniach które mi zamykają drzwi na nosie gdy ja z 2 dzieci idę za
          nimi, o autobusie co mi ucieka sprzed nosa, choć kierowca widzi, że biegnę z
          wózkiem i dzieckiem na ręku (!!!), o wysokich krawężnikach i kolejce na poczcie
          gdzie stoję godzinę, bo nikt mnie nie wpuści, a tupetu żeby sie wepchać i
          wysłuchać tekstu jak to mi się zachciało dzieci nie mam. I to też byłby głupi
          post.
          Chyba już zapomniałaś jak to jest, kiedy się ma małę dzieci. Zrozumienie i
          szacunek działaja w obie strony. A zrzędzenie też jest uciażliwe. Nawet bardzo.
          Sciągam czapkę z głowy przed wspaniałą i idealną matką....
          • agawamala Re: No to po co ten ton ??? 12.05.06, 16:34
            Tu piszemy o dzieciach. Nie o kierowcach autobusów, nie o dziurach w jezdniach,
            nie o niegrzecznych sąsiadkach - tylko o mamach i dzieciach.
            W każdej dziedzinie życia możemy doszukać się nieprawidłowości i piętnować je.
            Ja robię to tu, na tym forum, dotyczącym dzieci.
            Czy to, że chamski rowerzysta jedzie po chodniku mając obok ścieżkę rowerową (
            i słusznie wkurza tym matkę, która musi mieć oczy dookoła głowy) ma oznaczać,
            że ta sama matka ma pozwolić, aby jej dziecko swoim uciążliwym zachowaniem
            obrzydziło życie innym? Moim zdaniem nie!
            Wymagamy, żeby inni respektowali nasze prawa- róbmy to samo!
            Bardzo dobrze pamiętam i radości i uciążliwości związane z małymi dziećmi.
            Tylko z perspektywy czasu mam chyba szerszy obraz i większą perspektywę.
            Czy rodziców na zebraniu klasowym ( ważnym, bo związanym z maturą) musi
            obchodzić krzyczące dziecko? Nie! Oni muszą wiedzieć co nauczyciele mają do
            powiedzenia, nauczyciel musi mieć spokój i możliwość skupienia się, takiego,
            aby nie zapomnieć o rzeczach istotnych. Nie winię 2 latka , że nudził się na
            zebraniu szkolnym, winię jego rodziców, za to, że ważne dla prawie 30 osób
            zebranie było zakłócane.
          • marghe_72 Re: No to po co ten ton ??? 12.05.06, 18:00
            edorka1 napisała:

            > Ja mam dwoje, róznica 22 miesiące, sama jestem z nimi cały dzień. I wszędzie -

            > nawet do fryzjera chodzimy razem i nawet zdarzyło mi się do ginekologa z
            > dzieckiem pość. Są wychowywani i są w miarę grzeczni. Ale są też pełni
            energii
            > i radości życia.
            > Wkurzył mnie Twój post, bo jest zadęty i przebija z niego poczucie wyższosći.
            > Nie jestem młodziutka mamuśką, mam 36 lat i uniesione tony o szacunku do
            innych
            >
            > i do czasu innych mnie wkurzają. Mam szacunek. Mogłabym wysmarować posta na
            > kilometr, o paniach które mi zamykają drzwi na nosie gdy ja z 2 dzieci idę za
            > nimi, o autobusie co mi ucieka sprzed nosa, choć kierowca widzi, że biegnę z
            > wózkiem i dzieckiem na ręku (!!!), o wysokich krawężnikach i kolejce na
            poczcie
            >
            > gdzie stoję godzinę, bo nikt mnie nie wpuści, a tupetu żeby sie wepchać i
            > wysłuchać tekstu jak to mi się zachciało dzieci nie mam. I to też byłby głupi
            > post.
            > Chyba już zapomniałaś jak to jest, kiedy się ma małę dzieci. Zrozumienie i
            > szacunek działaja w obie strony. A zrzędzenie też jest uciażliwe. Nawet
            bardzo.
            > Sciągam czapkę z głowy przed wspaniałą i idealną matką....


            cały Twoj wywód nijak sie na do tego co chciała napisac autorka wątku.
            Ogranioczyła sie do dziecoi, bo akurat ma takie a nie inne obserwacje..
      • zonka77 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 16:15
        edorko dzieci są dziećmi i chyba nie chodzi o to że mają być idealne bo nie są i
        nie będą. Chodzi tylko o to co na to rodzice. Jeśli ty swoim dzieciom uwagę
        zwracasz i starasz się je uczyć grzeczności to chyba problemu nie ma ani dla
        mnie ani dla autorki wątku...
        • edorka1 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 16:24
          Nooooo....ja to inaczej odebrałam. Może mam zły dzień.
      • marghe_72 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 17:55
        edorka1 napisała:

        > chyba na pewno nie masz dzieci.
        > Ja mam dwójkę.
        > Nie uważam, ze wszystko im wolno i że są świętymi krowami.
        > Wychowuję i strofuję. I nawet w ostateczności daję klapsy, ku zgorszeniu
        > niektórych mamuś.
        > Ale:
        > dziecko jest tylko dzieckiem. Pomijając sytuację kiedy dorosły powinien się
        > stuknąc w czółko - typu scena 1 i scena 2 i zwykłą głupotę typu dziecko i
        > samochód, jest cała masa sytuacji nieprzewidzianych. Niezamierzonych.
        > Niezaplanowanych...
        > Moja córka lat 4 potrafi wpasć do piekarni i rzucić się na ciastka. Dostaje
        za
        > to ochrzan. Ale nie ma gwarancji, że się nie powtórzy...Zdarzało mi sie
        spóźnić
        >
        > do pediatry, bo mam 2 maluchów i wychodzenie z nimi jest obłędem, gdy byli
        > młodsi i np w zimie juz ubrani do wyjścia i okazywało sie np, że oboje!!!
        > właśnie zrobili kupę...No i nie było rady - przebieranka i godzina w plecy...

        to ja spytam - jak sie wtedy zachowałas w przychodni?
      • marghe_72 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 17:58
        edorka1 napisała:


        Moja córka lat 4 potrafi wpasć do piekarni i rzucić się na ciastka. Dostaje za
        to ochrzan. Ale nie ma gwarancji, że się nie powtórzy...

        ?



        > W wózkach w marketach siedza w środku. I fiu. I tu akurat nie masz racji.Te
        > wózki i tak są brudne i stoją zwykle na zewnątrz...

        no tak, skoro już są brudne, to można dobrudzić uncertain

        > Więc ...no cóż...poprawkę trzeba małą zrobić na fakt, że dzieci są tylko
        > dziećmi i nie zawsze akurat mają świadomość - zwłaszcza maluchy - że akurat
        > grzecznie nie są.

        nikt tu o dzieciach nie mówi, tylko o dorosłych.
        własnie dlatego,ze dzieci są tylko dziećmi, to my jesteśmy za nie odpowiedzialni

        > I wkurzają mnie mentorskie tonu mądrych paniuś.

        no comment.
        • edorka1 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 12.05.06, 20:28
          Ha, no to wyklikam Ci jeszcze - żeby się już cakiem pogrążyć hahaha, że nie
          tyle treść tego postu mnie nakręciła, co ton. Ton ex catedra, mądry i nie
          znoszący sprzeciwu. Bo napisałam wyraźnie jak sądzę, że nie popieram zabawy
          bankomatem, maszynką w banku i innych tego typu, i bynajmniej nie wychowuję
          dzieci bezstresowo.
          Ale życie życiem.
          Nie wierzę w idealne mamy, które mają idealne dzieci, grzeczne i od kołyski
          dobrze wychowane. Wierzą natomiast w to, że łatwo się idealizuje. Zwłaszcza w
          odniesienu do samej siebie.I zbyt łatwo się czasem krytykuje innych. A ja
          jestem matka daleka od pomnikowych ideałów. I zadrzają mi się wpadki. Mea
          culpa. I ja się do tego przyznaję. Ot co.
          • marghe_72 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 13.05.06, 00:14
            edorka1 napisała:

            > Ha, no to wyklikam Ci jeszcze - żeby się już cakiem pogrążyć hahaha, że nie
            > tyle treść tego postu mnie nakręciła, co ton. Ton ex catedra, mądry i nie
            > znoszący sprzeciwu. Bo napisałam wyraźnie jak sądzę, że nie popieram zabawy
            > bankomatem, maszynką w banku i innych tego typu, i bynajmniej nie wychowuję
            > dzieci bezstresowo.
            > Ale życie życiem.
            > Nie wierzę w idealne mamy, które mają idealne dzieci, grzeczne i od kołyski
            > dobrze wychowane. Wierzą natomiast w to, że łatwo się idealizuje. Zwłaszcza w
            > odniesienu do samej siebie.I zbyt łatwo się czasem krytykuje innych. A ja
            > jestem matka daleka od pomnikowych ideałów. I zadrzają mi się wpadki. Mea
            > culpa. I ja się do tego przyznaję. Ot co.
            >


            i Ty to wszystko wyczytałas w pierwszym poście? smile
            moje gratulacje
            bo ja nic takiego nie zauwazyłam. Ot obserwacje, do przemyslenia i skomentowania
      • ludzikowa1 Re: Dziwne,dziwne...i jakby złosliwe nieco... 14.05.06, 13:39
        w pelni sie podpisuje pod wypowiedzia edorki1smile)
    • lola211 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 15:57
      Bezmyslnosc nie jest tylko domena matek, po prostu ten typ tak ma.
      Ale z drugiej strony dzieci sa wsrod nas i musimy sie pogodzic, ze mozna je
      spotkac takze u fryzjera, trudno domagac sie odizolowania ich od spoleczenstwa.
      • lila1974 Lola, własnie tak n/t 12.05.06, 16:07

      • axela Ojjj jak ja nie lubie..... 12.05.06, 16:11
        jak ktos pisze, poczekaj, az sama bedziesz miala dzieci. Wrrrrrrrr
        Co do postu autorki, generalnie sie zgadzam. Faktycznie z tymi wozkami w
        supermarkecie troche przesadzilas, one i tak sa brudne.
        Ostatnio bylam swiadkiem sytuacji jak mamusia przyprowadzila dziecko do
        fryzjera, dzieciak latal i wrzeszczal, sciagal z blatow nozyczki, zachcialo mu
        sie bawic suszarka.
        Jednemu z fryzjerow wylal farbe przygotowana do balejazu.
        Wszyscy starali sie byc mili i delikatnie zwrocic uwage dziecku, mamusia nie
        reagowala, kiedy zwrocono uwage mamusi, ta odparla : syneczku nie wolno brac
        suszarki bez pozwolenia, zapytaj pana moze Ci pozwoli sie pobawic (noz k....)
        A na koniec stwierdzila, ze on tak lubi z nia wszedzie chodzic, a dzis nie
        chcial zostac z babacia i plakal ....po czym usmiechnieta wyszla.
        No bez przesady.
        Ja rozumiem, ze dzieci sa i nie mozna ich izolowac, ale pozwalanie im na
        wszystko to juz lekka przesada.
        W dodatku swieta obraza jak ktos zwraca uwage.
        • blou1 Re: Ojjj jak ja nie lubie..... 12.05.06, 16:25
          Nie chcę tutaj bronić mam rozwydrzonych dzieciaków ale zajmę nieco inne
          stanowisko.
          Do niedawna byłam uziemiona drugim małym dzieckiem i naprawdę nie miałam jak
          wyrwać się z domu. Na kontrolę do ginekologa pojechałam po kilku miesiącach,
          nie dałam rady z dwójką, mąż pracuje teść zjechał do Polski i takie właśnie
          okazje wykorzystuję na załatwienie swoich spraw solo. A zmierzam do tego że ja
          też jeżdżę z dziećmi bo do licha ciężkiego nie mam innego wyjścia. Trudno,
          dzieci są czasem głośne, uciążliwe ale matki też maja swoje potrzeby. A
          zbulwersowanym zachowaniem dzieci kobiet, pozostaje cieszyć się swoją
          niezależnością. Powtarzam że nie popieram akceptowania przez matki zachowania
          rozwydrzonych, rozpieszczonych dzieci.
          • axela blou1 12.05.06, 16:33
            Potrzeby to potrzeby i nikt nie kwestionuje tego ze czasem nie ma innego
            wyjscia. Jednak uczenie dwulatka obslugi bankomatu, czy pozwalanie mu na
            wrzucanie rzeczy ludziom do koszyka i jeszcze uwazanie tego za dobry zart i
            zachwycanie sie tym to juz inna sprawa.
      • marghe_72 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 18:03
        lola211 napisała:

        > Bezmyslnosc nie jest tylko domena matek, po prostu ten typ tak ma.
        > Ale z drugiej strony dzieci sa wsrod nas i musimy sie pogodzic, ze mozna je
        > spotkac takze u fryzjera, trudno domagac sie odizolowania ich od
        spoleczenstwa.


        ale tego akurat nikt nie neguje.
        dziecko też człowiek smile

        ale warto go wychowywac od małego, nie tresować a po prostu wychowywać.
        I uczyć szacunku dla innych,
        • lola211 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 23:12
          >W restauracji, W pociągu, U fryzjera ( do
          >którego przychodzą ludzie , aby się zrelaksować i uczesać a niekoniecznie
          >słuchać wrzasku nudzących się dzieci,

          Dla mnie ma to jednoznaczny wydzwiek- dzieciom wstep wzbroniony, bo ja sie
          przyszlam zrelaksowac.
          Slowo daje, mieszkam chyba w innej Polsce , bo naprawde nieczesto widuje tak
          ekstremalne przypadki, by az watek o tym zakladac. Zdarza sie jakas szurnieta
          mamuska z rozwydrzonym dzieciakiem, ale to wyjatek, wiekszosc jest ok.
    • chupachups1 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 17:53
      Mam Dziecko 2-letnie i chodzę z nią praktycznie wszędzie, bo nie mam jej z kim
      zostawić. Moje dziecko jest grzeczne, czasami nawet zastanawiam się, czy nie za
      bardzo ją "strofuję", bo czasami nie daje sobie rady w szkole przetrwania jaką
      jest plac zabaw. Nie popieram zachowań zakochanych w swoich dzieciach mamuś,
      ale na Boga nie można zamknąć matek z dziećmi do 15-go roku życia w domu i
      udawać, że ich nie ma. Dzieci bywają żywe, zmęczone, nudzą, ale czasami nie ma
      innego wyjścia, trzeba iść z dzieckiem. Czy ja mam nie chodzić do fryzjera
      przez 10 lat, bo nie mam z kim zostawić dziecka?
      Zauważcie też drugą stronę medalu, jak chcę iść na obiad (podkreślam obiad w
      porze obiadowej) do restauracji z dzieckiem, to w ilu miejscach są choćby
      najzwyklejsze kredki i kartka, żeby dziecko mogło się czymś zająć czekając na
      posiłek? w Krakowie nie zbyt wiele.
    • anula2000 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 21:07
      agawamala napisała:
      >
      > Scena VI - W hipermarkecie -
      > Dziecko w wieku 2-3-4 lat siedzi( a właściwie stoi) w wózku na zakupy. W
      > butach. W tym samym wózku za chwilkę ktoś położy zakupy. I być może będą to
      > produkty żywnościowe.
      >
      >W pewnych względach moge się zgodzić, jednak z tym dzickiem w wózku to
      przegięcie, widać , że jesteś zrzęda, masz już dzieci w LO i nie pamiętasz jak
      to było. Moje dzieci zawsze są wsadzane do wózków i jeszcze się nie zdarzyło,
      żeby pobrudziły, nawet w zimie. MOje dzieci zachowuja się różnie, ale zawsze
      panuję nad sytuacją, jestem z nimi sama cały dzień i musze pozałatwiać różne
      sprawy to ciekawe gdzie mam je zostawić. Podejrzewam też, że pewne sytuacje
      podkolorowałaś, np. z bankomatem, z fryzjerem czy z bułkami - jeszcze się z tym
      nie spotkałam. Kiedys miałam niezłą jazdę na poczcie, młody bardzo się nudził,
      a kolejka spora, cały czas jednak panowałam nad sytuacją, aby nie przeszkadzał,
      jednak przewidzieć nie mogłam, że krzyknie i starszy pan się wystraszy - miałam
      awanturę na całego urządzoną przez żonę - pewnie też taka jesteś agawamala, a
      ja to święta krowa, bo nie przewidziałam, że dziecko krzyknie. Ciekawe jak
      można w takim np. przypadku przewidzieć zachowanie 3 latka.
      • volta2 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 21:38
        Agawa sama się przyznała, dzieci ma w liceum. I ona nie wie, że dzieci do wózka
        można włożyć, bo w czasach, gdy jej dzieci małe były to w Polsce nie było
        marketów, nie było numerków na poczcie, nie było sklelów samoobsługowych(no,
        jeden suprersam przy kinie moskwa). Nie było miliona innych rzeczy, a w kolejkę
        trzydniową po szynkę trudno faktycznie było zabrać dziecko. Ścieżki rowerowe?
        Toż rower to tylko na komunię był, a i to nie dla wszystkich starczyło, w wawie
        dopiero te ścieżki się buduje, więc wcześniej ich nie było, więc wniosek taki,
        że twoje dzieci na ścieżkę nie wchodziły, bo nie miały takiej możliwości. A
        restauracje? Toż to dla badylarzy i prywaciarzy rozrwyka była a nie dla ludu,
        więc i tam się dzieci nie zabierało. Och jak to łatwo teraz pouczać i
        paluszkiem grozić. I wieszczyć o złym wychowaniu. Poproszę o odpowiedź szczerą,
        kto ci z dziećmi siedział, gdy tak po fryzjerach chodziłaś i w tych kartkowych
        czasach za zakupami biegałaś? Dzieci kiedyś tak nie były widoczne, i jej się
        poprzestawiało myślenie, bioroąc pod uwagę, że agawa mieszka tam gdzie mieszka.
        Dzielnica, gdzie na jedno miejsce w przedszkolu jest chętnych 4-5 osób. To
        dzielnica młodych rodziców, uwierzcie że starszy człowiek u nas to rzadkość.
        Może stąd te narzekania?(agawa, coś mi się kojarzy, że ty u nas na forum
        lokalnym bywasz, nie sprostowałaś, więc sprawdzę przy okazji, czy mam pamięć
        dobrą)
        • zonka77 Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 21:47
          Słuchaj volta2 ja mam dziecko teraz, małe chyba jeszcze dość (5 lat)
          u fryzjera nigdy z niąnie byłam (nie wpadłabym na to bo by się nudziła i
          rozrabiał z nudów na 100%)
          Jeśli już bym musiała z nią iść (nie wiem co by mnie mogło zmusić) to nie
          pozwoliłabym jej bawić się suszarkami, mieszać w narzędziach fryzjerów i ogólnie
          przeszkadzaćinnym. Myślę że zabrałabym tonękolorowanek, jakieś laleczki i
          bajeczki - żeby zapewnićjej zajęcie nieuciążliwe dla innych.
          W restauracji moje dziecko NIGDY nie łaziło między stolikami, nie krzyczało i
          nie właziło pod stoły tylko siedziało z nami a jak sięjej nudziło to na zmianę
          szliśmy na spacerki. A wogóle rzadko chodziliśmy z maluszkiem do restauracji,
          teraz jest większa, usiedzi na jednym miejscu i już miło nam z nią iść smile

          Aha a jeśłi chodzi o ścieżki to mała WIE że tam rowery jeżdżą i ma nie włazić.
          Jak była młodsza to sięza niąlatało. Dlaczego? Bo sami jeździmy na rowerach i
          wiemy jakie to wkurzające kiedy jedziesz sobie wyznaczonym miejscem a tu nagle
          ni z tego ni z owego wyskakuje ci na tą drogę malec powodując że się niemal
          przewracasz usiłując w niego nie wjechać. ZAWSZE wtedy ochrzaniam mamusięktóra
          dziecka nie pilnuje.
        • agawamala Re: Święte krowy czy...... 13.05.06, 09:26
          Na forum likalnym ( Kabaty) bywam. Nie jestem jednak zgrzybiała staruszką - mam
          41 lat i dzieci w wieku licealnym. Pamięć także mam nie najgorszą: moje dzieci
          miały rowery - i to nie z okazji komunii, bo do takiej nie przystępowały.
          Hipermerketów nie było, to prawda, skpey samoobsługowe - były. Numerków na
          poczcie nie , kolejki po sznkę - gdy moje dzieci miały 3 czy 4 lata- nie
          istniały ( szynka była do kupienia równie łatwo jak teraz).
          Restauracje w Warszawie nie należały do rzadkości i dostępne były nie tylko dla
          badylerzy.
          Dziećmi ( a wcześniej dzieckiem) zajmowała się cała moja rodzina: babacia,
          mama, tata, siostra - i ja dziećmi siostry-. Zakupy robiliśmy na 3 czy nawet 4
          domy- hurtem. Babcia była na emeryturze, rodzice- pracowali, mąż równiez, my z
          siostrą studiowałyśmy. Jednak do głowy nam nie przyszło ciągnąć ze sobą dzieci.
          Zaś jeśli chodzi o przedszkole: nie miałam szczęścia "dostać" się przedskola
          państwowego - gdy było potrzebne studiowałam, a więc nie mogłam przedtawić
          zaświadczenia o zatrudnieniu. Dzieci poszły więc do niepublicznego.
          Nie wiem ile masz lat i jakie masz doświadczenie życiowe- z postów wynika, że
          jesteś jedną z tych roszczeniowych mam uważających, że skoro masz dzieci mogą
          one robić dokadnie wszystko, a inni muszą się nimi zachwycać. Ciekawe co będzie
          za 10-15 lat. Powybijają dla rozrywki szyby w sklepach czy powyrywają drzwa z
          korzeniami?
      • agawamala Re: Święte krowy czy...... 13.05.06, 09:09
        Jak się zachować? Wyjść z poczty. Po prostu i zwyczajnie. Nie wszyscy muszą
        znosić fanabierie TWOJEGO dziecka. Mają prawo do spokoju.
        I nie dziw się, że reagują agresywnie.
        • anula2000 Re: Święte krowy czy...... 13.05.06, 10:29
          agawamala napisała:

          > Jak się zachować? Wyjść z poczty. Po prostu i zwyczajnie. Nie wszyscy muszą
          > znosić fanabierie TWOJEGO dziecka. Mają prawo do spokoju.
          > I nie dziw się, że reagują agresywnie.

          No to już bezczelność!!!! Amoze tak w drugą stronę??? MOże inni mogliby ustąpić
          kobiecie z dzieckiem, są takie przepisy, że jak matka jest z dzieckiem na ręku
          to ma prawo podejść bez kolejki, ale jak już to zrobi to własnie takie marudy
          jak ty robią raban. A dlaczego mam niby wychodzić z poczty??? bo dziecko
          krzyknie niespodziewanie??? nie uważam się za pępek świata, mam swoje prawa i
          skorzystać z urzędu muszę. Z tego co pisałaś to miałaś pół rodziny na
          wychowywanie dzieci, inne matki są odpowiedzialne i robią to same, a nie
          podrzucają dzieci innym. A w ostatnim swoim poście wyszło, że nienawidzisz
          dzici, bo generalizujesz i dla ciebie większość matek to święte krowy. Stara
          moze nie jesteś rocznikowo, ale z poglądów to stetryczała starucha. Z twoich
          tekstów wynika, że nie lubisz nie tylko matek z dziećmi (dzieci to chyba
          nienawidzisz wszystkich, tak na zapas) ale ogólnie ludzi, to masz dziewczyno
          problem ze sobą... Zobaczymy za kilka latek, jak będziesz miała wnuki - już im
          współczuję.
          • agawamala Re: Święte krowy czy...... 13.05.06, 19:54
            Nikt nie ma obowiązku przepuszczania w kolejce matek z dziećmi. Być może stoi w
            nich osoba słaniająca się na nogach np. po chemioterapii, z początkowym okresie
            ciązy, z trudem panując nad mdłościami, osoba, która zostawiła swoje własne
            dziecko w domu pod opieką sąsiadki ( albo samo), pani mająca bolesną
            miesiączkę, albo po prostu śpiesząca się.
            Twoje dziecko - Twoja sprawa ( także taka, aby nie zatruwało życia innym).
            Ja nie nienawidzę dzieci- irytują mnie wszelkiej maści święte krowy. I czytając
            takie posty jak Twój - wcale się nie dziwię, że dzieci budzą u niektórych ludzi
            agresję. I same są jej ofiarami.
            • anula2000 mylisz się 14.05.06, 00:03
              agawamala napisała:

              > Nikt nie ma obowiązku przepuszczania w kolejce matek z dziećmi.
              I tu sie mylisz, bo matki mają to zagwarantowane prawem, wystarczy poczytać,
              np. na poczcie przy okienku jest informacja

              Być może stoi w
              >
              > nich osoba słaniająca się na nogach np. po chemioterapii, z początkowym
              okresie
              >
              > ciązy, z trudem panując nad mdłościami, osoba, która zostawiła swoje własne
              > dziecko w domu pod opieką sąsiadki ( albo samo), pani mająca bolesną
              > miesiączkę, albo po prostu śpiesząca się.

              Twoim tokiem rozumowania: a coż mnie to obchodzi, kobiety okres - kobiety
              sprawa,
              > Twoje dziecko - Twoja sprawa ( także taka, aby nie zatruwało życia innym).

              MOje dziecko nikomu życia nie zatruwa, za to twoja osoba troszkę mi zatruła,
              ale to już mój ostatni post, na twoje prowokacje

              > Ja nie nienawidzę dzieci- irytują mnie wszelkiej maści święte krowy. I
              czytając
              >
              > takie posty jak Twój - wcale się nie dziwię, że dzieci budzą u niektórych
              ludzi
              >
              > agresję. I same są jej ofiarami.
              NIe wiem co takiego cię poruszyło, a jeszcze się nie zdarzyło, zeby w
              kimkolwiek moje dziecko wzbudziło agresję, na szczęście tu gdzie mieszkam
              ludzie sa przyjaźni. Ale nie martw się, dzieci rodzi się coraz mniej i coraz
              mniej będą ci przeszkadzały, będzie coraz większy spokój....
              Przy okazji współczuję bardzo twojej rodzinie, mieć w domu kogoś tak zjadliwego
              brrrr
              pozdrawiam serdecznie dziwna kobieto wink
              • agawamala Re: mylisz się 15.05.06, 07:46
                Jeśli moje posty ( bo nie osoba, przecież się nie znamy) zatruwają Ci życie -
                możesz ich nie czytać. Ludzie w miejscach publicznych , niestety, MUSZĄ znosić
                zachowania, o których wspominałam.
                Dziś dzieciaczek, ku radości mamusi, bawi się suszarką u fryzjera, wali łopatką
                kolegę czy zrzuca pieczywo z półek - jutro- przekonany, że wszystko mu wolno
                powiela zachowania kiboli Legii.
                Czytając niektóre Wasze wypowiedzi - nie dziwią mnie ani kibole, ani psie kupy
                na chodnikach, ani połamane ławki. Same, niktóre z Was, wychowują dzieci w
                takim duchu.
    • anek.anek ja się przyznaję:( 12.05.06, 21:13
      jeśli syn jest ze mną na zakupach to stoi w wózku. I nie widzę w tym wielkiego
      problemu: do tych samych wózków wkładane są ziemniaki, czasem jakiś kwiatek w
      doniczce i nie raz nie dwa rozleje się np. jogurt. Ponieważ w supermarkecie
      niemożliwością jest chyba kupienie niezapakowanej zywności, to nie mam zbyt
      dużych wyrzutów sumienia. Zapewniam też, że doskonale wiem kiedy moje dziecko
      wdepnęło w psią kupę albo biegało po błocie.
      W piaskownicy nie reaguję dopóki nie ma prawdziwego zagrożenia. I do szału
      doprowadzają mnie mamy, które z byle powodu ingerują w dziecięcą zabawę.
      Na poczcie pozwalam synowi brać dwa numerki. Potem po prostu szybko dyskretnie
      wymieniam mu je na takie porzucone przez innych i te odkładam na panel.
      Ogólnie rzecz biorąc: bez paranoi.
      • gacusia1 To sa wozki do zakupow,a nie dla dzieci!!! 12.05.06, 21:32

      • anek.anek i jeszcze o wózkach w supermarketach 12.05.06, 21:33
        Z synem jeżdżę po zakupy tylko w sytuacjach kiedy muszę. Nie mam opiekunki, mąż
        bardzo częśto wyjeżdża na kilka tygodni. W ciągu dnia nie mam czasu.
        Syn od dawna nie mieści się na tej podstawce- siedzisku. Nie ma mowy żeby puścić
        go samego - dopiero wtedy byłaby afera o bieganie, ściąganie z półek różnych
        rzeczy itd. Młodego w takich miejscach ogarnia szaleństwo i jakbyś spotkała go
        na swojej supermarketowej drodze to dopiero byś się wściekła. Wózek-samochód
        nie spełnia swojej funkcji, bo robię zakupy w supermaketach bardzo duże -
        właśnie po to żeby robić je rzadko.
    • gacusia1 Zyj i daj zyc innym!!! 12.05.06, 21:29
      Zgadzam sie z Toba!
    • gacusia1 Zyj i daj zyc innym!!! 12.05.06, 21:31
      Zgadzam sie z Toba!!!
      • zonka77 zrozumcie 12.05.06, 21:40
        Że nie chodzi o to że dzieci mają być idealne!
        Chodzi o to żeby rodzice reagowali jak coś jest nie tak. I zamiast zachwycać się
        i zachęcać do zachowań uciążliwych dla innych, takim zachowaniom przeciwdziałać.
        Z młodszym dzieckiem będzie to odwrócenie uwagi, zajęcie go czym innym albo po
        prostu zabraniem go z jakiegoś miejsca na chwilę a ze starszym będzie
        wytłumaczenie, rozmowa czy jakiś zakaz.
        Mojej córce daleko do ideału, jejku ona czasem się złości, czasem rozrabia i
        miewa różne głupie pomysły. Tyle że ja nie stoję patrząc na to z uśmiechem typu
        "jakie to zabawne" albo "jakie mądre dziecko" tylko działam - reaguję - wychowuję.
        Jak pewnie wiele innych mam!
        Autorka skierowała chyba wątek do tych mam które jednak uważają zachowania
        wymienione na początku za wspaniałe, zabawne, inteligentne i ogólnie uważają że
        dziecku wolno wszystko, wszyscy muszą je kochać, nim się zachwycać, je znosić i
        tolerować i ogólnie - cały świat dla dziecka.
        A nie chodzi o to że dzieci mają chodzić jak zegarki czy roboty i być wzorem
        doskonałości!

        PS: też z jedynym się nie zgadzam - z tymi wózkami w sklepach. Reszta i dla mnie
        jest irytująca
        • marghe_72 Re: zrozumcie 13.05.06, 00:18
          zonka77 napisała:

          > Że nie chodzi o to że dzieci mają być idealne!
          > Chodzi o to żeby rodzice reagowali jak coś jest nie tak. I zamiast zachwycać
          si
          > ę
          > i zachęcać do zachowań uciążliwych dla innych, takim zachowaniom
          przeciwdziałać
          > .
          > Z młodszym dzieckiem będzie to odwrócenie uwagi, zajęcie go czym innym albo po
          > prostu zabraniem go z jakiegoś miejsca na chwilę a ze starszym będzie
          > wytłumaczenie, rozmowa czy jakiś zakaz.
          > Mojej córce daleko do ideału, jejku ona czasem się złości, czasem rozrabia i
          > miewa różne głupie pomysły. Tyle że ja nie stoję patrząc na to z uśmiechem
          typu
          > "jakie to zabawne" albo "jakie mądre dziecko" tylko działam - reaguję -
          wychowu
          > ję.
          > Jak pewnie wiele innych mam!
          > Autorka skierowała chyba wątek do tych mam które jednak uważają zachowania
          > wymienione na początku za wspaniałe, zabawne, inteligentne i ogólnie uważają
          że
          > dziecku wolno wszystko, wszyscy muszą je kochać, nim się zachwycać, je znosić
          i
          > tolerować i ogólnie - cały świat dla dziecka.
          > A nie chodzi o to że dzieci mają chodzić jak zegarki czy roboty i być wzorem
          > doskonałości!
          >
          > PS: też z jedynym się nie zgadzam - z tymi wózkami w sklepach. Reszta i dla
          mni
          > e
          > jest irytująca


          no i znowu musze sie podpisać
          chociaz z ostatnim zdaniem sie nie zgadzam
          wózki nie sa po to ,zeby do nich wsadzać dzieci.
          A tłumaczenieze one i tak są brudne do mnie ie trafia

          chodniki tez są brudne ale racej staramy sie nie smiecic dodatkowo..
    • gemmavera Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 22:57
      Iii tam. Według mnie tu nie chodzi o matki czy dzieci, tylko ogólnie o to, żeby
      liczyć się z innymi ludźmi i czasem myśleć. smile

      Tak samo wkurza mnie dziecko idące po ścieżce rowerowej, jak i rowerzysta,
      który zamiast po ścieżce, jedzie po chodniku.

      Matki to nie jest osobny gatunek człowieka. Każdy z nas jest egocentryczny,
      jedni mniej, inni bardziej. Tyle że matki trochę przenoszą "centrum
      zainteresowania" z siebie na dziecko, i to wszystko. big_grin Ale myślenie o innych i
      trzymanie się zasad współżycia w społeczeństwie obowiązuje każdego. I w każdej
      grupie spolecznej znajdzie się ileś procent ludzi, ktorzy będą myśleć tylko o
      sobie, całą resztę mając głęboko.
      • kamaha Re: Święte krowy czy...... 12.05.06, 23:07
        chodzę z dwójką moich dzieci wszędzie, mój mąż dużo pracuje, nie mam w
        Wałbrzychu żadnej rodziny, więc nie mam wyboru.
        Dzieciaki nie są aniołkami, ale wiedzą jak się zachować, do fryzjera też ze mną
        chodzą i to uwielbiają, bo panie fryzjerki opowiadają im co robią , pokazują
        jak ścinają włosy itd, dzieciaki są zainteresowane tym co się dzieje bo staram
        się je wcześniej przygotować do tego co będzie się działo - rozmawiamy i to
        działa!
        Jeśli bulwersuję mnie zachowania innych dzieci, a właściwie głupota i
        ignorancja ich rodziców to zwracam uwagę i tej pani przy bankomacie bardzo
        dobitnie powiedziałaby co myslę o jej szanowaniui czasu innych.
    • latouche Mam deja vu? 12.05.06, 23:33
      Nie chce mi sie przebijac przez caly watek, ale mam wrazenie ze to jest kolejny
      tego samego typu watek "dydaktyczny" agawamali. Niedawno byl o straszliwej
      podrozy pociagiem w towarzystwie mamy z rozbestwionym synkiem.
      Masz bardzo traumatyczne przezycia i imponujaco duuuuzo czasu, zeby je opisywac.
      Pozazdroscic, oczywiscie tego drugiego.
      Proponowalabym zwracac uwage na biezaco osobom, ktorych dzieci sa sprawcami tych
      jakze przykrych wydarzen zamiast puszczac dydaktyczne apele w net.
      • agawamala Re: Mam deja vu? 13.05.06, 09:33
        Tak. Czasu mam teraz może trochę więcej, bo niedawno zdjęto mi z nogi gips (
        złamałam na nartach) i choć wróciłam już do pracy, więcej niż kiedykolwiek
        siedzę w domu. Też Ci się to może przydarzyć.
        CZy mam traumatyczne przeżywia? Nie sądzę - po prostu irytują mnie ludzie,
        którzy uważaja, że są pępkiem świiata, świętymi krowami i wszyscy powinni
        tolerować ich zachowania. A matki małych dzieci, niestety, w znakomitej
        większości są zdania, że cały świat musi dostosować się do potrzeb ich maluchów.
        • olimpia.szuwar Re: Mam deja vu? 13.05.06, 09:56
          Na pewno istnieje dużo matek, które pozwalają swoim dzieciom na wyjątkowo
          wstrętne wybryki. I mnie też wściekają różne rzeczy, ale gdybym miała teraz
          wymienić choćby dwie irytujące sytuacje z minionego miesiąca, to miałabym
          problem. Nie mam pojęcia po co kolekcjonować tego rodzaju wydarzenia w pamięci,
          z namaszczeniem je dokumentować na forum, a potem się delektować swoim słusznym
          oburzeniem.

          Naprawdę, zajmowanie się wyłącznie obserwacją tego, co też inni ludzie robią
          nie tak, to chyba marny sposób spędzania czasu, nawet jeśli się ma złamaną
          nogę.
          • agawamala Re: Mam deja vu? 13.05.06, 19:58
            N tej zasadzie należałoby zastanowić się nad 99% postów bo: kogo obchdzą
            intymne kłopoty z mężem, teściową, kupki, gorączki, jedzenie ( lub
            niejedzenie), szczepienia, adaptacja w przedszkolu, trudności ze snem, ADHD,
            waga, wzrost, i tysiąc innych rzeczy.
            Fora internetowe są po to, aby podzielić się swoimi obserwacjami. Czasem ktoś
            coś zauważy, przemysli, zastanowi się.
            Mnie przeraża sposób prowdzenia dyskusji przez niektóre forumowiczki. Jesli
            ktoś ma odmienne zdanie, nalezy obrzucić go błotem. Świadczy to o niskiej
            kulturze i o tym, że od takich ludzi najlepiej trzymać się z daleka.
            • pa.trycja Re: Mam deja vu? 13.05.06, 20:51
              Cieszę się,że mieszkam wśród normalnych ludzi.
              Zaraz zaraz,a może to kwestia podejścia?
              Tolerancji??
            • olimpia.szuwar Re: Mam deja vu? 14.05.06, 17:49
              Czy czujesz się przeze mnie obrzucona błotem?

              Nie o to mi chodzi, że nie ma sensu pisać na ten temat na forum, bo wiem, do
              czego ono służy. Rzecz w tym, w jaki sposób do nas piszesz, a nie jest to
              ton "porozmawiajmy o tym", tylko "teraz Wam powiem jak powinnyście się
              zachowywać". I to nie mój wymysł, bo wiele dziewczyn już to napisało. I Ty się
              dziwisz, że wzbudzasz w kimś agresję?
              • agawamala Re: Mam deja vu? 15.05.06, 07:49
                No to porozmawiajmy o tym, jak niektóre panie wychowują dzieci ( vide przykłady
                z pierwszego postu). A ton - jest normalny, z odrobiną dydaktycznego smrodku.
                Ale przeczytaj posty innych forumowiczek - tam aż roi się od agresji. I jeśli w
                tym duchu wychowują dzieci ( no bo niby dlaczego maja to robić w innym) - nie
                dziwię się ani bójkom w piaskownicy, ani fali w szkołach, ani chuligańskim
                zachowaniom na ulicach ( np. po przedwczorajszym meczu Legii).
        • maxim31 Agawamalo:) 14.05.06, 02:09
          W zasadzie nie ma sensu przejmować się drobnostakami na które, jak widzisz nie
          masz wpływu. Skądinąd niektóre opisane sytuacje przez Ciebie moga być dolegliwe
          - ale czy warto o nich pamietać?

          Twój post uswiadomił mi jedno - że dzieki Bogu nie jestem na tyle zgorzkniała,
          żeby czuc się w obowiązku prostowania moralnego (gdyz chyba o to chodzi?)
          kręgosłupa innym ludziom.

          Zdarza sie, po prostu. I życie toczy sie dalej, czyz nie?
          • mama_kotula Re: Agawamalo:) 14.05.06, 02:58
            maxim31 napisała:

            > Twój post uswiadomił mi jedno - że dzieki Bogu nie jestem na tyle zgorzkniała,
            > żeby czuc się w obowiązku prostowania moralnego (gdyz chyba o to chodzi?)
            > kręgosłupa innym ludziom.

            Bardzo podobne mam odczucia po lekturze postów autorki wątku, a zwłaszcza
            utwierdza mnie w tym ostatni akapit postu tytułowego. Nie zamierzam posądzać
            autorki o zgorzkniałość, z reguły nie oceniam ludzi, tylko wypowiedzi.
            Ale odniosłam wrażenie, że autorka czuje się ogólnie lepsza od matek opisanych w
            kontrowersyjnych sytuacjach, co więcej, generalizując, wrzuca wszystkie matki do
            jednego wora, i na zasadzie "popatrzcie mamy, uświadamiam wam wasze błędy, a
            teraz sprowadzę was, biedne zbłąkane owieczki, na właściwą drogę, przekonam do
            mojej jedynej słusznej i prawdziwej racji". To, co mnie irytuje, to mentorski
            ton wypowiedzi. Można przecież napisać normalnie: "wkurza mnie to, to i to, też
            tak macie? jestem przekonana, że te matki robią źle i wolałabym, aby odrobinę
            pomyślały o innych.".
            Jeszcze jedno - takie sytuacje są naprawdę sporadyczne (pomijając bardzo
            kontrowersyjną sprawę wózków w hipermarketach), zbyt sporadyczne, aby traktować
            je jako życiowy problem.
        • latouche Re: Mam deja vu? 14.05.06, 02:21
          ja cały czas prawie siedzę w domu, bo tutaj pracuję. Mimo to nie mam zbyt wiele
          czasu na tworzenie wątków i systematyczne śledzenie dyskusji, bo zajmuję się
          dziećmi, domem i robię tłumaczenia. Forum traktuje czysto użytkowo i relaksowo -
          z rzadka sama o coś pytam, czasem wypowiadam się w czyimś wątku, jeżeli akurat
          temat w jakiś sposób mnie dotyczy czy dotyczył.
          Po prostu podziwiam, że chce Ci się tworzyć kolejny już wątek - ho,ho, prawie
          dwie strony znormalizowane w samym pierwszym poście - na temat nagannego wg
          Ciebie zachowania innych. Potem niektóre mamy Ci przyklaskują, a inne są w
          (nieśmiałej) opozycji, a wtedy Ty im odpowiadasz "Nieprawdą jest jakoby ...., bo
          JA.... etc.", i oczywiście okazuje się, że Ty jesteś ta wspaniała mama bez skazy
          i zmazy. OK, moje gratulacje, ale po co u licha tak usilnie ludzi o tym
          przekonywac???
    • przedszkolak2 Re: Święte krowy czy...... 13.05.06, 21:07
      Mam nadzieję, że nigdy sobie, ani dziecku, na takie zachowania nie pozwoliłam.
      "Mam nadzieję"- bo jak każda zakochana w swoim dziecku matka mogłam jednak
      mieć epizody niepoczytalności.
    • agastrusia Re: Święte krowy czy...... 14.05.06, 00:28
      Tak święte krowy ale mamy nie dzieci. Dodałabym jeszcze, że niektórym kobitkom
      po porodzie rozumku ubywa. Mi nie podoba się gdy koitka z wózkiem musi zajmować
      cały chodnik bo jedną stroną iść nie może. Nie ważne, że niewiadomo jak wyminąć
      ją ale to już nie jej problem, prawda?
    • moofka opowiem wam co mnie dzisiaj spotkało 14.05.06, 19:05
      chociaz zawsze w takich dyskusjach skłonna jestem bardziej stawac po
      stronie "nieznosnych bachorków jezdzacych w marketowych wzkach i ich
      rozanielonych mamuś" smile
      to musze wam opowiedziec przypadek dzisiejszy - matka idiotka klasyczna, az
      mnie poraziła, ale bynajmniej nie mam zamiaru brac tego za norme i przypisywac
      kazdej matce takich zachowan,
      do dziecka nic nie mam

      brałam udział w maratonie fitness - ogromna impreza, 5 godzin wysiłku, wielki
      tłum ludzi i głośna muzyka
      trwają zajęcia z aeroboxu, kazdy wokół siebie ma tyle miejsca zeby nie skopac
      sąsiada
      ogolnie duzy rozmach duza sila, mnostwo ciosow, kopow i kazdy zapatrzony w
      prowadzącego, zeby ruchow nie mylic
      nagle pojawia sie slodkie ubrane na rozowo dzidzi okolo roczku bo juz na
      wlasnych noziach i za nim matka kretynka ze slodkim usmiechem oraz tatus
      (chyba) z aparatem
      dzidzi slodko podryguje w rytm muzyki, mamusia cieszy sie nieprzytomnie, ze
      corus "cwiczy"
      kazdy kazdemu zwraca uwage zeby dzidzi z kopyta nie potraktowal, dzidzi idzie
      dalej
      kazdy juz patrzy na prowadzacego i wokol czy dzidzi pod noge nie wejdzie
      i teraz pytam do kogo byłby zal, gdyby jednak ktos sie mocniej tym kikiem
      zamachnął?
      no bo przeciez moglby
      opisana sytuacja wcale nie trwala krotko, przynajmniej jakies dobre pietnascie
      minut kiedy bobo miedzy tlumem cwiczacych biegalo
      a moze i potem dluzej tylko juz nie w zasiegu mojego wzroku
      • agastrusia Re: opowiem wam co mnie dzisiaj spotkało 15.05.06, 08:14
        Ja bym zaniosła dzidzie mamuśce i powiedziała, że plac zabaw jest gdzie
        indziej. Swoją szosą dziwie się instruktorowi, że nie zareagował.
    • aga.m5 Re: Święte krowy czy...... 17.05.06, 17:57
      Ciekawe, czy Ty PANIUSIU przestaniesz chodzić do fryzjera, jak urodzisz dziecko?
      - Ja nie mam z kim zostawić dziecka, więc zabieram je zawsze ze sobą do
      fryzjera, kosmetyczki, na solarium itp.!
      A wkurzają mnie babska, które zajmują w sklepach (np. H&M) największą
      przymierzalnię (jest tylko 1-na dla os.niepełnosprawnych) kiedy inne są wolne.
      To dla wielu matek jedyne miejsce w którym mogą poprzymierzać ubrania widząc
      przy tym swoje dziecko.
      W tramwaju też często moja córka wstaje na siedzeniu, ale jeszcze nie chodzi i
      nie widzę w tym nic złego skoro w ten sposób przestaje być uciążliwa dla
      otoczenia!
      Jeszcze o wózkach na zakupu w sklepach; tylko 3 razy moja córka w nich
      siedziała bo w siedzisku przy wózku jeszcze się chwiała na boki i za każdym
      razem wyciągałam ją w brudnych ubraniach!
      Czy uważasz, że dla mnie MŁODEJ MAMY miejsce jest tylko w piaskownicy?
      • aga.m5 Re: Święte krowy czy...... 17.05.06, 18:59
        Czy ja jestem świętą krową? Czy może to on, ona myśląc o mnie "o boże baba z
        bachorem"?

        Jak mam zareagować jako matka, kiedy wsiadam z niemowlakiem do
        długooczekiwanego, zatłoczonego tramwaju i słyszę od pewnego starszego
        pana "No.... i jeszcze ta z wózkiem sie tu pcha!". Czy to moja wina, że wyszłam
        z dzieckiem na badania, że czekałam na przyjazd niskopodłogowego tramwaju, by
        nie prosić o pomoc we wniesieniu wózka do środka?
        Maleństwo na pocznie też nieraz zanosiło się płaczem, nikt nie przepuścił mnie
        bez kolejki- widocznie nikomu nie przeszkadzał płaczliwy krzyk dziecka.
        To nie moje obserwacje; to moje doświadczenia. Ja nie przypuszczam; jak autorka
        1-szego postu, że dzieciak skaczący po siedzisku w autbusie na zabrudzone kupą
        buty; ja to przeżywam.
        Córka ma teraz rok, a ja nauczyłam się nie oczekiwać pomocy od innych i o nią
        nie proszę, ale dziękuję bardzo tym którzy ją oferują.


    • dominika8 a propos piesków 17.05.06, 19:16
      a mnie wkurza jak dzieciaki, na oczach rodziców, np w windzie lecą z łapami do
      moich, naprawdę spokojnych psów, które bidne nie mają gdzie uciec??? To tylko
      psy, nigdy nikogo nie ugryzły, ale może być ten pierwszy raz, i co??? Nie
      wszystkie psy kochają dzieci!!
      od razu napiszę, że sama mam dziecko, ale też mnie wkurzają różne sytuacje z
      rozwydrzonymi dziećmi.
    • barabaszka5 Re: masz okres czy jak? 17.05.06, 19:34
      fakt faktem, że zachowania opisane przez Ciebie są irytujące, natomiast Twoja
      wypowiedź, że tak Ci utrudnia życie spowodowała, że nasunął mi siewniosek, że
      jesteś gburowatą, zmierzłą, marudną, nudną, wiecznie narzekajacą, nie
      wyrozumiałą, jęczącą, bełkoczącą NUDZIARĄ. Ale to Twój wybór. Szczerze
      współczuję małżonkowi, rodzicom i dzieciom tak znudzonej życiem i tak
      utrapionej osóbki.
    • barabaszka5 Re: Święte krowy czy...... 17.05.06, 20:01
      aha i jeszcze jedno: kto wychowywał ci dzieci? bo chyba nie sama, skoro nigdzie
      ich nie zabierałaś. Dla mnie to nie sztuka urodzić i podrzucić babci, dziecko
      trzeba umieć wychować, a przez bywanie właśnie w : autobusie, restauracji,
      fryzjera, markiecie dziecko sie uczy, oswaja, nawet jeśli jest nieznośne, to z
      czasem z tego wyrośnie. Jak dla mnie to nie masz pojęcia o dzieciach, widocznie
      masz dwie lewe łapki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka