Oglądałam wczoraj program "chce być piekna", gdzie jedną z uczestniczek była
dosc mloda dziewczyna - 32 letnia matka dwojga fajnych dzieciaczków. Może
dlatego mnie tak ruszyło, ze nieiwel starsza ode mnie
Dziewczyna niby niebrzydka, buzia miła, ale strasznie zapuszczona,
zwiotczała nieforemna sylwetka, do tego ogromny workowaty brzuch, jakies 100
cm w pasie, a program naprawczy obejmował też leczenie kanałowe 11 (!) zębów.
I babeczka opowiada, że dzieci są dla niej całym światem, ze duzo wazniejsze
były dla niej ząbki dzieci niż swoje własne, no i ogólnie to przez te dzieci
taka cala jest jakaś
A ja się pytam w czym te dzieci jej przeszkadzaly zjesc mniej, pocwiczyc
czasem, albo do dentysty pojsc
I myślę, jak to dobrze, ze te dzieci są, ze posiadaniem dziecka można
wytlumaczyc wszystko, zaniedbanie, brak pracy, wyksztalcenia, zainteresowan,
przyjaciol, bo dzieci
Duzo trudniej powiedziec – nie chce mi się, nie umiem, brak mi zdolnosci,
inteligencji, sily, czy inicjatywy (niepotrzebne skerslic)
Mowiac „ja mam dzieci przeciez” zrzuca się calą winę za swoje niespełnienia
na nie
Dając do zrozumienia, ze moglabym, jestem w stanie, ale cos mi przeszkadza i
to nie jestem ja sama – bo nie jest łatwo przyznac to przed sobą i światem
A dzieci chcac nie chcac przyjmują to i chloną, ze dla mnie mama zrezygnowala
z tego tamtego, albo zęby ma strasznieńkie , tylko czy będą za to wdzięczne,
czy im fajnie to wiedziec i brac na siebie?
Ale za to jak fajnie mamie humor poprawia, ze taka wspaniała i ofiarna jest –
anioł nie kobieta a przy tym esensja altruzimu bez cienia egoizmu
Przypomniala mi się tez matka mojej przyjaciolki ze szkolnych lat danki –
przy kazdym dołku czy frustracji wyrzucala jej, ze przez nią studiów nie
skonczyla.
Tyle, ze ona ich nawet nie zaczela, a danuche urodzila dobre dwa-trzy lata po
maturze

O cos takiego mi z grubsza chodzi