agaa_p
10.06.06, 00:00
i niby o tym wiem...ale czasem daję się załapać.
Idę sobie z żabą w wózku na spacerek. Na ulicy, którą dopiero odkrywam (a niewiele jest miejsc jeszcze przez nas nie przechodzonym w tej mojej mieścinie) na przeciwko nas idzie pan jakby wczorajszy, w brudnej katanie i starych spodniach. Nie zwróciłam na niego specjalnej uwagi za to on na nas tak. Przystanął i mówi:
-a ja na piwko- i się uśmiecha
więc myślę: kurcze przecie ja ni grosza przy sobie nie mam - a co więcej powiedziałam to na głos (pomijam czy winno się dawać czy nie)
A pan oburzony wyciąga 50 zł z kieszeni i mówi:
- to ja pani mogę dac
a potem to już był tylko oburzony, że za żebraka go wzięłam
Poprosiłam żeby się nie gniewał i takie tam, ale chyba mi nie wybaczył.
Kurcze myślałam, że się pod ziemię zapadnę. Do tej pory jest mi po prostu wstyd. A pan prawdopodobnie chciał po prostu zagajać mamę z dzieckiem tylko głupio zaczął (chyba) bo co innego?