soyka5
18.06.06, 21:04
Z moimi teściami mieszka młodszy syn z żoną. Ona pracuje, zarabia 1200 zł (jak na nasze wraunki to b. dobrze), tesciowie jemu płaca 700 zł za pracę w gospodarstwie. Do tego teściowie płacą światło, telefon, neostradę, wodę, wyżywienie, papierosy, a do tej pory oc i ac somochodu (który kupili tesciowie rzecz jasna) i jeszcze dentystę. I pewnego razu pojechało sobie małżeństwo do dentysty (muszą oboje przecież) i nie wrócili na noc. Niby nie musza się tłumaczyć, ale chyba przydałby się telefon do domu. NA drugi dzień w południe przeszukanie w mieszkaniu, okazało się że zostali zatrzymani z narkotykami. Powiedzcie mi czego im brakuje???Bo moim zdaniem mają za dużo kasy i w głowach się przewraca. Pieniądze z wesela przerąbali w 2 miesiące nie kupując praktycznie nic, no aparat cyfrowy za 500 zł. Teraz wiemy na co poszła reszta.
Ale ja mam straszny żal, bo gdy ona będzie miała wyrok (ona miała przy sobie amfetaminę) mojemu męzowi zamkną się wszystkie drzwi. Pracuje od niedawna w referacie kryminalnym, z którego go przeniosą, a przez 5 lat nie może awansować na stanowisko kierownicze, które szykowało mu sie w najbliższym czasie.
Szwagierka uważa, że jak powiedzieli "przepraszam za kłopot" to wszystko załatwia i ma być jak dawniej. A ja po prostu nie mogę, nie mogę jej strawić, nie moge na niż patrzeć. A najbardziej boję się o mojego 5 letniego syna, który czesto siedział u nich w pokoju i czasem był zostawiany sam. NAdmienię, że zostały znalezione u nich torebki po amfie, w tym jedna pełna, w szufladzie biurka. Nie wiem jak mam wytłumaczyć, dlaczego nie moze spędzac tam tyle czasu ile wczesniej, dlaczego nie może zostac w pokoju sam. JA się po prostu boję. Tłumaczę mu żeby nic nie brał z ich pokoju bez pozwolenia itd. ale do cholery to jest najbliższa rodzina, i małemu troche trudno to zrozumieć. Nie chcę go bardzo wtajemniczać, bo o narkotychach rozmawialismy, ale troche w innym kontekscie, m.in. aby nie brał niczego od obcych itd, a nie od wujka. Może coś mi doradzicie, jak mam dalej się zchowywać, bo mnie to coraz bardziej męczy. Nie mogę po prostu nie jeździć tam, bo dzieciaki są bardzo żżyte z dziadkami. Uff, ale się rozpisałam.