Wczoraj mieliśmy małą uroczystość z okazji urodzin mojej córci. przyszło
kilka osób z bliższej i dalszej rodziny.
Podałam sałatki, owoce, tort. I alkohol, do wyboru.
bilans jest taki:
sałatki zjedzone
kawałki tortu napoczęte na talerzykach
niedopity alkohol
Tort zrobiłam pyszny, lekki, domowy. Tyle się napracowałam, serce mnie
normalnie bolało, jak widziałam te kawałki przeznaczone na zmarnowanie
Kurde, czy to nie można wziąć mniejszej porcji, a nie tak się rzucać a potem
zostawiać? już nie mówiąc o alkoholu, proszą o kampari z sokiem pomarańczowym
czy malibu z mlekiem a potem pół szklanki zostaje, bo jutro do pracy. A
przepraszam, wcześniej o tym nie wiedziała? Czy one kurde wiedzą, ile butelka
kampari kosztuje?
No to się przyznam z tej złości, że alkohol powypijałam cichcem, bo mi było
żal wylać. Wskutek czego łeb mi dziś pęka, i tym bardziej jestem na nich
zła://///
Czy ja jakaś jestem dziwna, czy też tak czasem czujecie?