zapracowana6
16.07.06, 10:52
Proszę o ocene sytuacji.
Pracuję zawodowo , zajmuję się domem i dzieckiem.
Mąż pracuje więcej (zawodowo oczywiście, bo patrząc na całokształt nie więcej
niż ja), a więc i zarabia więcej.
Jetseśmy na dorobku, więc każdy grosz wsiąka. Brakuje na swobodne kupienie
ubrania, na kosmetyczkę, brakuje luzu finansowego. Ja to rozumiem, umiem się
z tym pogodzić, bo są rzeczy ważniejsze. Rachunkami, wszelkimi płatnościami
zajmuje się mąż. W sumie fajnie, bo odpada mi ta cała buchalteria, której nie
znoszę. Mąż jest współwłaścicielem mojego konta, dzięki czemu może swobodnie
dokonywać płatności korzystając z netu ( i kontrolować moje wydatki). Ja
jestem tylko upoważniona do konta męża, współwłasności mąż mi nie
zaproponował.
Mąż zarabia więcej, okresowo ma pokażniejszy przypływ gotówki,którą przeznacza
na wybrane przez nas oboje meble, podłogi itp....
Potrzeb ciuchowo-kosmetycznych nijak zrozumieć nie może, bo takich nigdy u
swojej matki nie mógł zobaczyć, wręcz przeciwnie; wydawanie pieniędzy na
takie rzeczy traktuje się w domu moich teściów jako rozrzutność właściwą dla
rozpuszczonych panienek. Ja kobieta dorosła, ustatkowana, pracująca z ludżmi,
takie potrzeby jednak mam, jeżeli sobie odpuszcam to ze wzgldu na finanse.
Jednocześnie pracuję nad mężem, żeby zrozumiał, że kobieta się zadbaną nie
rodzi.
A teraz właściwy problem: czuję się tym upokorzona, ze nie mam dostępu do
konta męża, że nawet wtedy, kiedy są na nim pieniądze, ja przeżywam stresy w
czasie zakupów, bo nie wiem, czy mi przy kasie nie zabraknie, nie mówiąc o
tym,że chciałabym sobie raz do roku zaszaleć, kupic kiecke bez pytania,
wstąpić na obiad przy okazji robienia zakupów. Tłumacze męża tym, że chce do
czegoś dojść, że boi się wydania ciężko zapracowanych pieniędzy na rzeczy
mniej istotne. Na prośbę o przelanie mi pieniędzy, uzyskuję zgodę, ale musze
dokładnie powiedzieć na co , po co, dlaczego.
Nie jestem osobą, która mogłaby "przeimprezować" pieniądze, więc postawa męża
z pewnością nie wynika z zawiedzionego zaufania.
Ja nie mam kontroli nad pieniędzmi męża (zresztą nie chodzi mi o kontrolę,
ale o świadomość stopnia nadszsej niedoli lub w druga stronę-poziomu
zabezpieczenia).Dodatkowe pieniądze, które zdobyliśmy dzięki mojej osobie
(np. spadek) zostały rozdysponowane przez męża -w słusznej sprawie, ale z
pominięciem moich potrzeb osobistych.
Czuję sie jak kopciuszek,jest mi przykro, nie wiem jak wybrnąc z sytuacvji
tak, by konfliktu w rodzinie nie rozpętać, a sobie samopoczucie poprawić?
Waszym zdaniem, sytuacja normalna, czy nie?