Dodaj do ulubionych

w rozterce...

25.08.06, 21:27
Witam, temat, który tu chcę poruszyć jest z rzędu tych zdrowotnych ale
zdecydowanie zahacza o tzw. morale i dlatego poruszam go tutaj. Jakiś czas
temu żaliłam się tu na męża, któren jest pedant i wymaga porządku w
szufladzie. Skarżyłam się, bo byłam w dołku i zwyczajnie potrzebowałam
przyznania mi racji. Dostałam to, czego chciałam i bardzo się z tego cieszę i
dziękuję Wam za to smile Ale normalnie męża kocham jak diabli, nie zamieniłabym
go na żadnego innego, nawet z tą przypadłością porządkową jest dla mnie
najlepszy. To, tytułem wstępu.
A teraz do rzeczy: dwa tygodnie temu wróciliśmy z wakacji nad morzem. Dziś mąż
poszedł do lekarza, bo zauważył "obtarcie" w wiadomym miejscu. Panie lekarki
się zleciały i rzekły - w zasadzie nie wiadomo, ale to na pewno jakaś tam
odmiana wirusa (bo najbardziej im to "coś" przypominało) i od razu, że jest
przenoszony drogą płciową. Mój mąż na to, że to należy w zasadzie od razu
wykluczyć i żeby szukały dalej. One na to, że nic innego nie wymyślą i do
widzenia za tydzień.
Jak to usłyszałam, to trochę się wkurzyłam na pochopność wniosków wyciąganych
przez lekarki (były dwie, bo jedna nie wiedziała co poradzić i posłała po
drugą) i postanowiłam sama pójść ze sobą dość jasno rozumując, że jak coś ma
mąż, to i ja powinnam być w to zaopatrzona (mimo braku jakichkolwiek objawów).
Poszłam i od razu lekarz dopatrzył się (ja z lusterkiem powiększającym niczego
nie zauważyłam ale przyjęłam, że nie mam wprawy). Od razu (mimo wyraźnych
wskazań, jak sam przyznał) stwierdził, że to, co posiadam jest przenoszone
drogą płciową.
Szkopuł w tym, że oboje jesteśmy czyści, jak łzy! A w kosmitów kopulujących ze
mną czy mężem w czasie snu nie uwierzę. A raczej prędzej w to, niż w mężowską
zdradę. I jak to powiedziałam lekarzowi, to ten się obruszył najpierw, że
powątpiewam w jego diagnozę, a potem wyraźnie dawał mi do zrozumienia, że
mężczyźni tak potrafią, ale że nie takie rzeczy przechodzi się w małżeństwie.
Zaprosił mnie za tydzień i kazał się do tej pory w ogóle niczym nie
przejmować! Ha, ha, ha! Na moje pytanie, czy to można złapać tylko przez
cudze, hm.. łóżko, odpowiedział, że tak i że wyjątki są takie, że w zasadzie
nie można o nich wspominać. Chodziło o opryszczkę i kłykcinę (najbardziej
ponoć odpowiadające stanowi rzeczy, a nie do zdiagnozowania na tym etapie).
Oczywiście po przyjściu do domu przekopałam internet w poszukiwaniu informacji
i zadzwoniłam do zaprzyjaźnionego lekarza z prośbą o wyjaśnienia trudnej
terminologii. Usłyszałam, że nasz problem nie musi zaraz oznaczać zdrady
małżeńskiej, wręcz przeciwnie - najczęstsze zarażenia wirusem jednym lub
drugim są poprzez, jakby tu powiedzieć - nieuwagę, ale na pewno nie można tego
definiować tak, jak to powiedzieli nam dziś lekarze. I to tak dobitnie.
Finał mojej wizyty w gabinecie był taki, że po wyjściu z niego nie mogłam się
opanować i myśleć rozsądnie, tylko wyłam przez godzinę, bo lekarz mi przecież
powiedział jednoznacznie, że mąż mnie zdradził. Mąż też prawie rozpadł się na
kawałki po wyjściu od swojego lekarza, bo co mógł pomyśleć?
Powiedzcie, jak można tak sobie rzucać diagnozą (przypomnę, że żaden z nich
nie stwierdził jednoznacznie wirusa (wg. nas to bardziej jest otarciem niż
cokolwiek innym). Lekarz oczywiście może założyć, że zdradzaliśmy siebie na
wyścigi i bez opamiętania, ale dlaczego to jest pierwsze, co się od niego
słyszy? Rzuca coś takiego o czeka na reakcję, i co, jednocześnie ma ubaw
widząc jak się człowiek miota?
No cóż..., sobie oczywiście życzę, żeby to już z tego wszystkiego to byli ci
kosmici... smile

Ciekawa jestem, czy tylko nam tak nagadano...
pozdrawiam
e.

Obserwuj wątek
    • lidkakn Re: w rozterce... 25.08.06, 21:40
      Nie martw się, ja na twoim miejscu poszłabym do jakiegoś specjalisty, a nie
      podrzędnego lekarzyny. Na pewno to coś, co się wam przyplątało, nie jet groźne i
      nie oznacza zdrady. A swoją drogą, lekarek w ośrodku więcej nie było? Można by
      tak z sąsiednich zwołąć, pooglądać klejnoty męża. Przypomina mi się film "Dzień
      świra" i wizyta Kondrata u specjalisty (nie pamiętam jak się nazywa taki
      badający kiszkę stolcową) - zleciało się pół ośrodka. Głowa do góry.
      • eola793 Re: w rozterce... 25.08.06, 21:46
        A w tym rozgardiaszu nie zapytałam się męża, czy był zadowolony i
        dowartościowany tym wzmocnieniem obsady smile)) On zresztą sam opowiadał o tym tak
        śmiertelnie poważnie smile))
        Oczywiście, że mam nadzieję na szybkie zakończenie sprawy. Tym bardziej, że od
        miesiąca staramy się o dziecko! (myślę, że mąż normalnie nie dałby rady tak na
        dwa fronty smile A poza tym mam ochotę dokopać temu lekarzowi. Ale jak na razie,
        że tak powiem, nie mam podstaw. Liczę, że je szybko zdobędę smile
        • lidkakn Re: w rozterce... 25.08.06, 21:49
          Wiesz, jak my startalismy się z mężem o drugie dziecko - trwało to ponad pół
          roku - to też chodziliśmy z otarciami (zwłaszcza mąż),ale jakoś nam nie przyszło
          do głowy, żeby do lekrza z tym iść - samo przeszło.
          • eola793 Re: w rozterce... 25.08.06, 21:53
            ...ta nasza nadgorliwość cholerna smile))
            • lidkakn Re: w rozterce... 25.08.06, 22:00
              Nie obraź się, ale co sobie lekarki poogladały, to ich. Hi, hi
              • eola793 Re: w rozterce... 26.08.06, 10:36
                lidkakn napisała:

                > Nie obraź się, ale co sobie lekarki poogladały, to ich. Hi, hi


                Mąż milczy o tym dumnie smile))
      • wegatka [...] 26.08.06, 01:14
        Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
    • brunetka13 Re: w rozterce... 25.08.06, 21:42
      Nie przejmuj sie, w koncu Wy najlepiej wiecie jak bylo i tyle !!!!
      Moj przyklad jest troche innej natury, ale dowozi tego, jak czasami lekarze bez
      zastanowienia rzucaja pewne diagnozy czy slowa, bylam z dzieckiem na rutynowym
      badaniu przed szczepieniem, nie bylo naszej lekarki, a w zastepstwie inna -
      ledwo przylozyla synowi sluchawke do klatki piersiowej: pyta - czy te szmery na
      sercu sa prowadzone ? Ja zdebialam - jake szmery ? Nikt nic nie mowil, po
      porodzie bylo wszystko dobrze-spytala? aha, no, widzi pani, teraz nie slysze-
      powiedziala. Oczywiscie mozesz sobie wyobrazic, co mi sie w glowie kotlowalo, a
      przeciez mogla (skoro syn nie jest jej pacjentem), zapoznac sie wczesniej z
      kartoteka i wiedziec , ze z sercem o.k. albo jesli nawet cos nie tak, to jakos
      inaczej to przekazac ... A tu , tak o, sobie powiedziala.... bylam juz u mojej
      lekarki (tj. pediatry) i o.k..

      Tak wiec spokojnie, trzymajcie sie, pozdrawiam !!!
    • triss_merigold6 Re: w rozterce... 25.08.06, 22:02
      Ekhem, nie obraź się ale bardziej prawdopodobne jest to, że Twój mąz pyknął na
      boku niż istnienie kosmitów... nikt przytomny do skoku w bok się nie przyzna i
      bedzie zawsze szedł w zaparte.
      • misiaprysia Re: w rozterce... 25.08.06, 22:28
        Leczyłam kiedyś stany zapalne w miejscach intymnych, pytam o przyczynę a lekarz
        na to, że to pewnie przez nowego partnera, ja mówię, że nikogo takiego nie
        było, jeno mąż od lat wink a lekarz na to, ze pewnie mąż miał inną partnerkę.
        Bzdura, uwielbiam takie szybkie wyroki, wrrr
      • eola793 Re: w rozterce... 25.08.06, 22:47
        Kurka, no i biedny musi teraz udowadniać, że nie jest wielbłądem ... Wiesz, a ja
        mu, kurka wierzę smile Tym bardziej, że od miesiąca w zasadzie się nie
        rozstawaliśmy, bo mieliśmy wolne. No, chyba, że panią w sklepie przy pełnej
        obsłudze smile))
        A serio. Wierzę mu. I mam to szczęście, że tak jest. A naprawdę jestem ostatnią
        naiwną w tych sprawach.
        • eola793 Re: w rozterce... 25.08.06, 22:48
          to w.w. było do triss.

          Pozdrawiam
          e.
    • gacusia1 Re: w rozterce... 26.08.06, 03:56
      Pytasz dlaczego tak szybko lekarze potrafia zasugerowac zdrade?Poniewaz
      niestety NAJCZESCIEJ maja racje...
      Ja malo zawalu nie dostalam na fotelu ginekologicznym,w siodmym MC,gdy lekarka
      zapytala,czy maz ma inna kobiete(nie pytala,czy ja mam faceta!).Mialam wtedy
      jakies problemy dermatologiczne narzadow plciowych.Badania nie wykryly
      wirusow,bakterii ani nic tego typu.
      Nie potrafilam tak latwo UWIERZYC w zapewnienia meza o wiernosci...no bo to
      przecierz LEKARZ zasugerowal zdrade.
      • missfatbooty Re: w rozterce... 26.08.06, 09:09
        no własnie - skoro najczęściej (choć nie zawsze) mają rację to niby czemu mieliby nie sugerować tejże przyczyny??!
        a jakby lekarz nie wspomniał o takiej mozliwości albo powiedział "nie wiem" to dopiero by tu było jechane, ze się nie zna i jest niekompetentny! wink
        bez przesady z tą wrazliwością.
    • bea.bea to ja będe w opozycji...:))) 26.08.06, 09:13
      poniewaz kazde wakacje, kazde plazowanie i kazde spanie w innym łózku niz własne
      okupuje, powiedzmy swędzeniem...tego i owego...
      i łapie to z powietrza, to nie szukałabym powodu, czy własciwie skutków zdrady..
      piszesz , ze nad morzem byliscie....
      no wiec moja niemedyczna teoria jest taka...wystarczy sex po
      plazowaniu...odrobina piasku u ciebie czy u niegu...lekkie obtarcie i potem
      piasek plażowy...i swiństwo gotowe...
      w wodzie nadmorskiej...w piasku plazowym jest nawet rzerzączka...i tylko czycha
      na optartego ptaszka...smile

      wiem co pisze bo do plazy mam 400m, no moze troche dalejsmile)
      i dzieci biegające z goła pupą, denerwuja mnie nie z powodu golizny, ale z
      powodu ich wrazliwych pup..smile)
      a jak wiesz po plazowaniu piasek bywa wszedzie, nawet tam gdzie nie powinno go
      byc...więc smarujcie ptaka męza masciami...ty tez sie smaruj,,,i nie doszukuj
      sie zdrady....bo i po co...
      • eola793 Re: to ja będe w opozycji...:))) 26.08.06, 10:35
        - kiedy ja właśnie żadnej zdrady się nie doszukuję!!! I nie zamierzam. Mam
        komfort pewności w tym zakresie i chciałam temat zakończyć, ale z lekarzem nie
        tak łatwo, jak się uprze. Bo trwał przy swoim z taką pewnością, jakby to co
        najmniej z nim... smile))
        Uważam, że lekarze nie mają prawa sugerować tego każdemu, kto ma problem skórny.
        I jestem naprawdę zdumiona, że im tak łatwo takie oskarżenie przychodzi i nie
        ponoszą za swoje słowa żadnych konsekwencji. Palną coś takiego jakby nie zdawali
        sobie sprawy, jakie to może mieć skutki. Kurka, strażnicy moralności, nie swojej.
        Nie przeczę, że ich sugestie w części są trafne. Ale nie można zaczynać diagnozy
        od tego, że to, co pani (pan) ma, to kara za grzechy. To nie ta profesja!
        I to mnie wkurza. A przewrażliwiona nie jestem, może tylko troszkę wk...na smile
        e.
        • verdana Re: to ja będe w opozycji...:))) 26.08.06, 10:46
          U mojego męża lekarz przeciwnie - uspakajał go , ze "nic nie złapał". Nie mógł
          uwierzyć, ze mąż sam to wie i nie poszedł do lekarza z obawy przed syfem, tylko
          po poradę, co robić z wysypką.
          Przyszedł do domu maksymalnie wku..ony (a wku..ć mego męża niełatwo).
          Sami doszlismy do przyczyny - uczulenie na proszek do prania.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka