Dodaj do ulubionych

kto ma rację?

18.09.06, 14:28
jestem w mężczyzną który ma dwójkę dzieci z poprzedniego małżeństwa, co drugi
tydzień do nich jeździ i jedno z nich (raz jedno raz drugie) przyjeżdża do
nas na weekend, w tym tygodniu pojechał w czwartek i przyjechał z synem,
zauważyłam, że jego syn ma mokry kaszel a że mamy razem syna (3 lata) który
był zdrowy pomyślałam, że mojego partnera była nie powinna dawać kaszlącego
dziecka do zdrowego, mogła zadzwonić i przełożyć wizytę albo ich cóka mogła
teraz przyjechać a syn później dwa razy pod rząd, w międzyczasie zadzwoniła
jego była i powiedziała mi że w zerówce panuje angina i Łukasz w środę zaczął
kaszleć dlatego dała dwa syropki jeden na kaszel, drugie wapno, żebym
przypilnowała żeby dostał trzy razy dziennie po łyżeczce, mimo że już się we
mnie gotowało nie powiedziałam tego co myślę, ale jak w sobotę mój syn
obudził się z kaszlem to się wściekłam i powiedziałam co myślę, oczywiście
partner nie przyznał mi racji, że przecież Łukasz nie jest chory, że ma tylko
kaszel.
Jak mój syn ma kaszel to nie idę z nim np. do jakiejś koleżanki która ma
dziecko bo nie chcę żeby zaraził. Jak Wy byście zareagowały?
Obserwuj wątek
    • iwoniaw Re: kto ma rację? 18.09.06, 14:32
      No szczęśliwa bym nie była, gdyby mi się dziecko zaraziło, ale z drugiej strony
      - gdyby wszystkie dzieci mieszkały z ojcem, to też by się tak łatwo zarażenia
      nie uniknęło. Dlatego nie przesadzałabym z robieniem afery.
      • mamulka-kubulka Re: kto ma rację? 18.09.06, 14:35
        Zgadzam sie z przedmówczynia. Chore dziecko równierz potrzebuje ojca. A w
        koncu jak by nie bylo to jest rodzenstwo. Gdyby mieszkali razem latwiej by bylo
        o zarazenie.
        • kotbehemot6 Re: kto ma rację? 18.09.06, 14:40
          gdyby babacia iała wąsy toby była dzidkie...ale nie mieszkają razem i można
          uniknąć zakażenia a Ojciec mógł pójść z wizytą i umóić się na inny termin
    • agatkaros Re: kto ma rację? 18.09.06, 14:34
      ja zareagowąłbym od razu, kiedy przyjechało chore dziecko. Powiedziałabym otym
      i partnerowi i jego byłej żonie, że jest to zły pomysł i że martwisz się o
      zdrowie własnego dziecka.
      No i powiedz partnerowi, zeby nie przywoził do domu chorych dzieci, przecież
      Wasz synek to jeszcze malutki człowieczek, jak można go narażać na
      niebezpieczeństwo zarażenia się anginą???????????
    • kotbehemot6 Re: kto ma rację? 18.09.06, 14:34
      nie lubię świadomego narażanie innych na chorobę, i w zasadzie mam tyle do
      powiedzenia...nie posyłam chorego dziecka do szkoły, nie chodzę z wizytami
      jeżeli sama chotuję
    • verdana Re: kto ma rację? 18.09.06, 14:34
      To sytuacja bez wyjścia, w której nikt nie ma racji.
      Wizyta u ojca, to nie wizyta u koleżanki. U ojca jest dom, a w domu jest
      miejsce i dla dziecka zdrowego i dla dziecka chorego. Często, gdy jest
      rodzeństwo jedno dziecko jest chore, a drugie się od niego zaraża, mimo to
      nikomu nie przychodzi do głowy, aby tego chorego do domu nie wpuścić, choćby
      zaraziło się u babci i do domu własnie przyjechało chore.
      Z drugiej strony można by te wizyte przełożyć. Ale trudno powiedzieć, jakby na
      to zareagowało dziecko.
      Ty dbasz o swoje dziecko, ex- o swoje. Każda ma do tego prawo.
      • nisar Verdana, Chryste! 18.09.06, 14:37
        Jej dziecko nie jest JEJ dzieckiem, tylko ICH dzieckiem, na którego dobru
        powinno dokładnie tak samo jak i jej zależeć szanownemu tatusiowi.
        A mamusi dziecka się dziwię - za chińskiego ludzika nie wysłałabym z domu
        chorego dzieciaka pod opiekę "macochy".
        • verdana Re: Verdana, Chryste! 18.09.06, 14:39
          Tatusiowi powinno zalezeć na OBOJGU dzieciach.
          na miejscu tatusia chciałabym byc ze swoim chorym dzieckiem, a nie mowić
          mu "Skoro jesteś chory to do mnie nie przyjdziesz, bo zagrażasz mojemu
          dziecku".
          A matka, ktora ufa macosze i rodzonemu ojcu dziecka - cóż, wydaje mi się, ze
          dla dziecka to komfortowa sytuacja.
          • kotbehemot6 Re: Verdana, Chryste! 18.09.06, 14:41
            ale można powiedzieć "kochanie dla twojego dobra zostań w domku w łóżeczku,
            przyjadę do Ciebie i umówimy się na lody kiedy będziesz zdrów"
            • verdana Re: Verdana, Chryste! 18.09.06, 14:43
              Gdyby to samo powiedziała dziecku matka, uznalibyście ja zapewne za wyrodną.
              Ojciec jest ojcem dziecka nie tylko zdrowego, ale i chorego. Dla dziecka może
              byc bardzo ważne własnie to, ze ojciec to nie tylko przyjemnosci i lody, ale
              także wspólne spędzanie choroby. I że nic nie skłoni ojca, aby zrezygnował z
              kontaktu z własnym dzieckiem.
          • nisar Re: Verdana, Chryste! 18.09.06, 14:43
            Widzisz, tu wyłazi powoli inna kwestia: kwestia pojęcia domu po rozwodzie
            rodziców.
            I niestety, jestem bardzo mało nowoczesna pod tym względem. Dla mnie dom ma się
            jeden. Ten główny i najważniejszy, ten w którym jest moje miejsce na ziemi. I
            jeśli na stałe mieszkam z matką, to dom ojca jest niestety "tym drugim" domem.
            I ja wolałabym chorować sobie we własnym domu i własnym łóżku. I jeszcze, żeby
            opiekowała się mną z troską i miłością moja mama a nie nawet najwspanialsza
            żona taty. I nie chciałabym mieć poczucia, że moja mama chętnie mnie wysyła
            chorą do taty, żebym w nocy kaszlała jemu a nie jej, bo tak jej wygodniej...

            Wiem, wiem, czepiam się...
            • verdana Re: Verdana, Chryste! 18.09.06, 14:53
              Rozumiem, ze w ogólle nie dopuszczasz myśli, ze kaszląa i chora zajmowałby sie
              takze tata.
              Dla mnie jest to sprawa zupełnie normalna - naszymi chormi dziećmi zajmował się
              często własnie ich ojciec, a ja sobie szłam do biblioteki. Bo mi bylo tak
              wygodniej, a nie uważalam, ze dzieci na opiece ojca ucierpią.
              Wydaje mi się, ze dla dziecka fakt, iz niezaleznie od okoliczności spotka się z
              tatą, że nie musi bać się, ze jak zachoruje to taty nie zobaczy, jest
              absolutnie nie do przebicia. Mniej wazne jest, w jakim łóżku sie choruje, a
              wazniejsza swiadomość, ze i mama i tata sa zawsze - i w zdrowiu i w chorobie.
              • kotbehemot6 Re: Verdana, Chryste! 18.09.06, 15:13
                Dla mnie najważniejsze jest ZDROWIE....choroba to nie czas na wizyty i kwestia
                kto się ma oipekować ddla mnie jest zupełnie wtórna. Chore dziecki leczy się w
                domu i tyle a cała reszta to dorabianie ideologii
      • kotbehemot6 Re: kto ma rację? 18.09.06, 14:39
        Ty dbasz o swoje dziecko, ex- o swoje.

        wysyłając chore dziecko-wybacz miejsce chorego dziecko to w przenośni własne
        łózko..a nie wizyty nawet u Ojca.
      • gacusia1 Jestes chyba szczesliwa zonka? 18.09.06, 18:54
        Pewnie nie rozwodzilas sie jeszcze(nie zycze!).Stad Twoja jakze DZIWNA opinia.
        • kotbehemot6 Re: Jestes chyba szczesliwa zonka? 18.09.06, 18:56
          a niby w czym ta opinia jest taka dziwna......???rodziłam i to tobie nie życze
          sposobu jaki mnie dopadł
          • gacusia1 To nie do Ciebie bylo!Do werdany! 18.09.06, 19:50

        • kotbehemot6 Re: Jestes chyba szczesliwa zonka? 18.09.06, 18:58
          a przepraszam....jestem tak śpiąca ze pomyliłam rozwodziłaś z rodziłaś....sorry
          honor oddaję...fakt jeszce nie
    • karambol45 Re: kto ma rację? 18.09.06, 14:35
      ale łukasz to jest syn przecież twojego męza
      a wiesz jak dzieci czekają na takie umówione spotkania skoro była umoiwa że
      zabiera syna do was może trzeba było to zaakceptować
      a poza tym to chyba za bardzo traktujesz to wszystko że to moje a to twoje ,
      dzieci się kocha one nie są winne temu że rodzice się rozstali
      ja mam dwójke dzieci i jak jeden jest chory to nie wysyłam go np. do babci żeby
      ten drugi nie zachorował , w miarę mozliwości ograniczma kontakt ale wszyscy w
      domu
      wydaje mi się powinnas to jeszcze przemyśleć
    • iwles Re: kto ma rację? 18.09.06, 14:40
      Była twojego faceta nie zrobiła tego celowo, nie wysłała dziecka po to, by
      pozarażał innych.
      Ale z drugiej strony - na miejscu matki nie wysłałabym chorego dziecka z domu.
      • monia145 Re: kto ma rację? 18.09.06, 19:07
        iwles napisała:


        > Ale z drugiej strony - na miejscu matki nie wysłałabym chorego dziecka z domu.

        No właśnie- trochę to niefrasobliwe. Bo to ona powinna byc osoba, która powie,
        ze chory, kaszlący malec zostaje w domu. Przynajmniej ja tak bym zrobiła.

        >
    • isma Re: kto ma rację? 18.09.06, 14:59
      Z calym szacunkiem, ale angina to nie sa galopujace suchoty, tylko pospolita i
      niegrozna przypadlosc wieku dzieciecego. Rownie dobrze Wasze dziecko moglo sie
      zarazic od kolegi w piaskownicy. Powodu do wsciekania sie nie widze, chyba, ze
      ow kaszel nie jest powodem a pretekstem... Zas porownywanie potrzeby kontaktow
      dziecka z ojcem do kontaktow z dziecmi kolezanek jest chyba mocno nie na
      miejscu.

      A ogolniej - takie sa uroki malzenstwa z mezczyzna "z odzysku". I decydujac sie
      na to trzeba byc przygotowanym na sytuacje dla nowej rodziny subiektywnie
      dyskomfortowe.
      • kalendarzowa_wiosna Re: kto ma rację? 18.09.06, 15:04
        Dokładnie tak, Isma ma rację.
        Biorąc faceta za partnera brałaś go z całym inwentarzem, także z chorymi
        dziećmi.
      • zonka77 jako macocha 18.09.06, 15:09
        się wypowiem bo temat u mnie przewałkowany.
        Córka męża spędza z nami dużo czasu ale zasada jest jasna. Kiedy choruje nasza
        mała ona przez parę dni się nie pojawia, jesli zaś sama jest chora - do nas nie
        przychodzi tylko leży i zdrowieje w domu. Nie przychodzi również kiedy choruję
        ja lub mąż. Od tego odstępowaliśmy tylko wtedy kiedy nie było wyjścia i trzeba
        było zostać ze starszą ale nawet wtedy jesli było to możliwe to szła do babci.
        I nikt nie robił i nie robi z tego problemów - jest jasne że kiedy ktoś jest
        chory to lepiej się parę dni nie widzieć niż żeby się dziecko rozchorowało i
        działa to u nas we wszystkie strony - ktokolwiek choruje. Przecież jak starsza
        jest chora to młodsza załapie i my mamy tydzień w domu i ogromny kłopot bo oboje
        pracujemy a mała ma 5 lat i sama nie zostanie jeszcze długo. Jeśli młodsza jest
        chora i starsza przyjdzie i się zarazi to zawala szkołę i jej mama ma problem z
        opieką.
        Dla nas to oczywiste...
        • zonka77 i dodam jeszcze 18.09.06, 15:17
          Że kiedy córka męża choruje i przez to nie przyjdzie do nas na weekend to mąż
          jedzie do niej posiedzieć (chyba że ona się np źle czuje i woli spać) W takim
          wypadku możemy się zamienić weekendami i kiedy ona wyzdrowieje to może być u nas
          np dwa weekendy pod rząd np potem. Wszystko da się dogadać. Teraz dziewczyny
          chorują mało ale był taki rok kiedy chorowały ciągle i bezsensem bylo jej
          jeszcze nawzajem zarażać jedna od drugiej
      • kotbehemot6 Re: kto ma rację? 18.09.06, 15:15
        angina to cjorba zakaźna wymagająca keczenia antybiotykiem i leżenia w
        łózku..dzięi takim niedpowiedzialnym zdaniom co roku mamy do czynienia z
        "epidemiemi "chorób..a ja myśłałą że ludzie wiedzą ze należy chronić i siebie i
        innych przed zalażeniem
        • isma Re: kto ma rację? 18.09.06, 15:47
          Moze po kolei. Po pierwsze, angina u pasierba, rozumiem, nie zostala
          stwierdzona przez lekarza, a macocha jedynie ja domniemywa na podstawie
          wypowiedzi o chorych na angine w zerowce? To dopiero jest nieodpowiedzialne,
          diagnozowanie chorego przez analogie wink)).

          Po drugie, objawy u dziecka, jak na angine sa, z tego co czytam, dosc nietypowe
          (brak charakterystycznej wysokiej goraczki, mokry kaszel - w anginie
          dominujacym objawem jest trudnosc w przelykaniu i bol gardla, a wiec jesli juz
          kaszel, to raczej suchy, odruchowy, powodowany podraznieniem). Dziecko nie jest
          leczone antybiotykiem (co byloby nieodzowne w przypadku stwierdzenia
          bakteryjnego tla choroby), tylko "syropkiem na kaszel" i wapnem.

          Po trzecie, jak rozumiem, nie ma przeszkod, zeby dziecko lezalo w lozku w domu
          wlasnego ojca. Nie zostalo wyslane, dajmy na to, na zawody sportowe ani na
          lekcje angielskiego.

          Po czwarte, rozne sa poglady na temat rozwoju systemu odpornosciowego dzieci.
          Wsrod nich takze i taki, ze z im wieksza liczba infekcyjnych wyzwan sie on
          zetknie, tym lepiej zostanie uksztaltowany i tym lepiej bedzie funkcjonowal w
          przyszlosci. "Ludzie wiedza" ze nalezy chronic siebie i innych przed
          zarazeniem, pytanie tylko, jakim kosztem. Owszem, nalezy robic to, co
          niezbedne: myc rece, uzywac jednorazowych chusteczek, moze opuscic kilka dni
          przedszkola. Ale zawiesc oczekiwania dziecka, pozbawionego rzadkiego kontaktu z
          ojcem?

          A po piate, moze wyjasnie, co uwazam za sytuacje wymagajaca izolacji i kiedy
          jej brak uznalabym za nieodpowiedzialnosc - gdyby przyrodnie rodzenstwo bylo
          chore, powiedzmy na mukowiscydoze, astme albo w trakcie leczenia nowotworu, no,
          pal szesc, jakiejkolwiek rekonwalescencji. To rozumiem, mozna sie "wsciec". Ale
          z powodu kaszlu u ogolnie zdrowego trzylatka?

          A moze ja mam, jako matka astmatyczki, na ktorej kazdy rok zycia przypada jedno
          zapalenie pluc, jakas inna skale porownan wink))?
      • monia145 Re: kto ma rację? 18.09.06, 19:47
        Angina to przede wszystkim ZAKAŹNA choroba!!!!!!!!!
        Nie jest to żadna przypadłość, a groźna tez potrafi byćsad
      • e_r_i_n Re: kto ma rację? 19.09.06, 11:42
        isma napisała:

        > Z calym szacunkiem, ale angina to nie sa galopujace suchoty, tylko pospolita
        > i niegrozna przypadlosc wieku dzieciecego.

        Rozumiem, że w związku z tym nie widzisz niczego złego w wysyłaniu dziecka z
        anginą do przedszkola? W końcu to pospolita przypadłość wieku dziecięcego...
        A czy niegroźna? Poczytaj o ewentualnych skutkach niedoleczenia.


        > A ogolniej - takie sa uroki malzenstwa z mezczyzna "z odzysku". I decydujac
        > sie na to trzeba byc przygotowanym na sytuacje dla nowej rodziny subiektywnie
        > dyskomfortowe.

        Uwielbiam takie teksty smile
        Są tak samo 'mundre' jak teksty, że skoro kochasz faceta, kochaj jego dziecko.
        Czym innym jest zdawanie sobie sprawy z konsekwencji pt' kontakty ojca z
        dziecmi, alimenty itd, czym innym akceptowanie chorego dziecka u siebie w domu.
        Zgadzam się z Verdana, ze nie ma w tej sytuacji wygranych. Natomiast skoro
        wizyty sa regularnie, to przelozenie tej jednej dla dobra obojga dzieci, nie
        byloby problemem.

        • isma Re: kto ma rację? 20.09.06, 08:57
          Wyjasnilam: jest roznica miedzy poslaniem do przedszkola a spotakniem z ojcem.
          Mniej wiecej taka, jak miedzy domem dziecka a rodzina wink)).

          Przelozenie wizyty nie jest problemem z punktu widzenia doroslego. Z punktu
          widzenia szesciolatka niekoniecznie.
          • e_r_i_n Re: kto ma rację? 20.09.06, 09:01
            isma napisała:

            > Wyjasnilam: jest roznica miedzy poslaniem do przedszkola a spotakniem z
            > ojcem.
            > Mniej wiecej taka, jak miedzy domem dziecka a rodzina wink)).

            Jest rowniez roznica miedzy spotkaniem z ojcem, a spotkaniem z trzylatkiem,
            ktory moze zlapac jakies chorobsko.

            > Przelozenie wizyty nie jest problemem z punktu widzenia doroslego. Z punktu
            > widzenia szesciolatka niekoniecznie.

            No wiec nie trzeba wizyty przekladac, mozna spotkanie zorganizowac tak, zeby
            wilk byl syty i owca cala.
    • bea.bea kiedy widze, ile radosci 18.09.06, 15:10
      sprawiają mojemu męzowi wizyty jego dzieci...i ile radości sprawiaja te
      spotkania jego dzieciom , to do głowy mi nie przyjdzie czy jego dzieci maja
      katar czy nie...no ale ja pod wzgledem chorób mam dośc niepopularne poglądy...i
      zwykle narazam moje dziecko na kontakty z chorymi...a nawet ich szukam...smile)tongue_out
      no wyłaczając cholere...bo ma z nia kontakt na codzień ..patrz matka...wiec
      nabył juz odpornosci..smile)

      wracając do sprawy...zapewne dałabym dzieciakom chusteczki...a moze i jakies
      kropelki..jesli byliby dłuzej...prosząc męza by zapytał ex...czy mozna dac...

      nie chodze z chorym dzieckiem do kolezanek...one nie przychodzą do mnie...a jak
      przyjda to ....mam wyjatkowo odporny egzemplarz...

      mysle , ze przesazasz
      • babka71 Re: kiedy widze, ile radosci, dokładnie 18.09.06, 16:28
        dziecko się uodporni i tyle katar mu nie zaszkodzi..., a przy okazji pozna nowe
        rodzeństwo n/t
    • monia323 Re: kto ma rację? 18.09.06, 15:13
      nie ma co super mamusia skoro daje chore dziecko.
      • mamulka-kubulka Re: kto ma rację? 18.09.06, 15:29
        Nie jest wina dziecka ,ze rodzice sie rozstali. Dziecko tak samo potrzebuuje
        ojca jak i matki, a dla takiego malucha 2 tyg to cala wiecznosc.
        Dziecko czeka na takie spotkanie i bez wzgledu czy jest chore czy zdrowe to
        ojciec powinien tak zorganizowac wszystko aby dziecko czulo sie dobrze.
        Skoro wasze dziecko ma na codzien mame i tate to dlaczego tyamto dziecko ma byc
        odrzucane w chorobie.
        Powinniscie wszyscy porozmawiac i ustalic jakiues dobre rozwiazanie nie
        krzywdzace dzieci.
      • verdana Re: kto ma rację? 18.09.06, 15:30
        o jak wiadomo mamusia jest dla dziecka najwazniejsza, tylko ona zajmie się
        chorym dzieckiem, tylko ona jest odpowiedzialna.
        Ojciec jest zbednym dodatkiem, dla dziecka zupełnie niepotrzebnym.
        Ważniejsze jest zdrowie dziecka, niż kontakty z ojcem. lepsze dziecko zdrowe,
        niż szczęśliwe - bo przy chorym trzeba sie nachodzic, a nieszczęśliwe i tak
        bedzie z winy tego drania ex.
        Wybaczcie, ze tak ostro - ale wydaje mi się, ze przez większość wypowiedzi
        przebija jedna myśł - ze kontakty dziecka z ojcem są jakimś niezbyt liczacym
        sie dodatkiem do prawdziwego życia, ktore jest tylko u mamy w domu.
        Natomiast przyjęty z góry układ - jeżeli jedna strona jest chora, to wizytę sie
        przesuwa, wydaje mi się dobry, o ile wszystko zostało z góry ustalone, a
        dziecko nie rozpacza, bo ma absolutną pewność, ze spotka sie z ojcem w
        najblizszym czasie. No i nie choruje bez przerwy.
    • oneway9 Re: kto ma rację? 18.09.06, 16:15
      zgadzam sie z verdena - wzielas meza z dziecmi, a jego dziecko chore to tez
      chyba dziecko, jesli uwazasz inaczej to ciekawe czy wie o tym tez twoj maz..;
      nie wyobrazam sobie jak mozna tak podchodzic do dzieci w ogole!! ale moje
      wyobraznia w tym wzgeldzie jest ograniczona bo ja zawsze wole dzieci od
      doroslych!! mozesz nie lubic jego bylej, uwazac ze ty lepiej wychowujesz dzieci
      od niej, ale ograniczac kontakty ojca z dziecmi (bez wzgledu na powody) to juz
      graniczy z czyms naprawde zlym
      i na tym koncze bo boje sie, ze moglabym powiedziec ci cos naprwde niemilego
      • yuka66 Re: kto ma rację? 18.09.06, 16:36
        A mnie sie wydaje naturalne, ze matka, jesli moze, to chcialaby uniknac choroby
        dziecka, nawet jesli to "tylko" angina.
        • babka71 Re: kto ma rację? 18.09.06, 16:38
          to nie angina to tylko kaszel...
          wapno i syrop zapodał lekarz
          czytaj
    • babka71 Re: kto ma rację? 18.09.06, 16:31
      a jak Twój syn ma kaszel to co robisz??? od razu do lekarza i antybiotyk ??
      Kobieto opamietaj się??? kaszel to nie choroba to tylko kaszel.., podawaj
      zgodnie z zaleceniem syrop i po sprawie..
      p.s następna matka przewrazliwiona na punkcie kataru, kaszlu, i innych
      dolegliwości/......wrrrrrrrrrr
      • luna333 Re: kto ma rację? 18.09.06, 16:46
        z tym kaszlem to się wtrącę bo mam złe przeżycia. Otóż koleżanka zapraszała mnie od dłuższego czasu na wizytę, umówiłyśmy się że jak nasze dzieci będą zdrowe to się spotkamy, zarówno mój wówczas 5 miesięczny synek jak i jej 3 letnia córka byli kilka dni wcześniej na szczepieniu czyli wg lekarzy zdrowiutkie. Córka kumpeli zaczęła pokasływać ale w końcu to tylko pokasływanie. 2 dni później dzwoni do mnie że jej dziecko ma zapalenie płuc i jest w szpitalu, 2 dni później mój synek w tymże szpitalu z zapaleniem płuc również wylądował. Tak więc nie zawsze kaszel to tylko kaszel. Nie będę już pisać że mój mały omal się nie udusił przez to i takie tam inne okropności. Nie winię koleżanki bo skąd miała wiedzieć że akurat to pokasływanie było nie tylko pokasływaniem.
        • babka71 Re: kto ma rację? 18.09.06, 16:57
          po szczepieniu dzieci nie są zdrowiutkie poczytaj troszkę!!!!!!!!! LOL n/t
          po szczepieniu dzieci nie maja odporności lekarz Ci tego nie powiedział??
          mogą mieć goraczke i powikłania poszczepienne...
          Ludzie gadajcie z lekarzem!!!
          szczepionka to nie lekarstwo to wszepiane bakterie, zeby uodpornić organizm na
          przyszłość
          • luna333 Re: kto ma rację? 18.09.06, 16:59
            owszem - ale nieosłuchowe zapalenie płuc nie jest typowym objawem poszczepiennym.
            • babka71 Re: kto ma rację? 18.09.06, 17:07
              jak to nie?? zapalenie płuc, oskrzela inne objawy po szczepieniu...
              to wszystko jest w ulotkach LUDZIe czytajcie , pytajcie lekarza i bez paniki..
              po szczepieniu 7 dni, dziecko nie powinno mieć kontaktu z innymi dziećmi..
              p.s ale Ty piszesz , że po szczepieniu to "zdrowiutkie"...jakie zdrowiutkie??
              dopiero się zaczyna walka organizmu!!!
              p.s ale spoko im szybciej dziecko to przejdzie tym lepiej
              p.s a robiłas RTG??? i co wyszło??
              pozdrawiam
              • luna333 Re: kto ma rację? 18.09.06, 17:34
                ja czytałam ulotki po swoich szczepionkach (mam na tym punkcie hopla)i tam takich objawów nie było ale nie pytałam koleżanki jak było napisane w jej ulotce - no bez paranoi. Piszę nie po szczepieniu zdrowiutkie tylko oglądane przez pediatrę i zakwalifikowane do szczepienia a nie szczepi się chyba świadomie dzieci którym za kilka dni chce się podać antybiotyki. No wylądowaliśmy w szpitalu - i tam zdiagnozowano zap. płuc, rtg właśnie wyszło źle u koleżanki córki i stąd ona od razu poinformowała mnie że u mojego dziecka jeśli pojawi się kaszel to diagnozować w kierunku zap. płuc.
                pozdrowionka smile
                • luna333 Re: kto ma rację? 18.09.06, 17:40
                  zapomniałam dodać że to nie był objaw poszczepienny bo jak już wylądowaliśmy w szpitalu to prawie miejsc nie było - wszystkie dzieci na alergologii też z zapaleniem płuc wylądowały - jakoś to się wtedy panoszyło - nawet moja mama się od mojego synka zaraziła.
                  pozdrov
        • babka71 Re:LUNA to nie ma nic wspólnego 18.09.06, 17:00
          z kaszlem
          • luna333 Re:LUNA to nie ma nic wspólnego 18.09.06, 17:05
            dla mnie ma- gdybym wiedziała że jej dziecko kaszle to bym nie narażała młodego - wiedząc że jest osłabiony po szczepieniu. Ale to już trochę wykracza poza wątek przewodni dyskusji.
    • pas_ya Nie Ty - z calym szacunkiem 18.09.06, 16:43
      Chopiec- Lukasz- ma mame i tate.
      Dla niego wystarczajacym stresem byl rozwod rodzicow.
      Nie wyobrazam sobie sytuacji, zeby z powodu kaszlu miala byc przelozona,
      zapewne wyczekiwana, wizyta u taty.
      Rozumiem Twoje podejscie do sprawy, martwisz sie o swoje dziecko,
      ale twoj partner ma ich TROJE.
      Wiedzialas o tym kiedy sie z nim wiazalas.
      Nie oczekuj ze teraz Wasze dziecko stanie sie dla niego najwazniejsze.
      Tym lepiej, ze nie jest, to dobrze swiadczy o twoim partnerze.
      Poza tym to tylko kaszel - wyluzuj - zobaczysz co sie bedzie dzialo jak twoj
      maly pojdzie do przedszkola, tam sa tabuny kaszlacych dzieci.
    • rycerzowa Re: kto ma rację? 18.09.06, 17:13
      Dzieci jest troje. Jesienie, zimy i przedwiośnia - polskie, czyli deszczowe,
      wietrzne, zimne.

      Pyt.: Jakie jest prawdopodobieństwo, że wszystkie dzieci na raz będą zdrowe, aby
      się mogły kontaktować?
      Odp.: Niewielkie.

      PS. Z każdej sytuacji jest wyjście. Jeśli któreś dziecko kaszle, tata może
      przecież spędzać weekendy w domu, gdzie mieszkają jego starsze dzieci, czyli z
      byłą żoną.
    • mama_oli_i_tomka trochę podsycę dyskusję... 18.09.06, 17:40
      Załóżmy że mama 3-latka pracuje, młody chodzi do przedszkola. Sytuacja jak
      najbardziej realna, więcej niż mocno prawdopodobna.
      No i po takiej wekendowej wizycie ów 3-latek jednak się rozchoruje. Z
      przedszkola nici, trzeba z dzieckiem zostać w domu. Pytanie brzmi: kto bierze
      zwolnienie? I jeśli jednak matka to czy słusznie ma żal do męża, że nie
      pomyślał o jej ew stratach zawodowych wynikłych z tej sytuacji?
      I proszę bez dywagacji, że z przedszkola tez może przynieść. Ano może ale tu
      akurat nie o tym mowa.
      Można rzecz opisać od drugiej strony również - mama z 3-latkiem pozostaje w
      domu, nie pracuje zawodowo, ale taka choroba dziecka uniemożliwi jej ot choćby
      wyjście z 4 ścian domu na świeże powietrze, może ma do załatwieia coś pilnego w
      danym tygodniu i zdrowe dziecko oddałaby babci/sąsiadce/itp a tak to robi się
      problem?
      No tak po prostu jestem ciekawa Waszych opinii.
      Niemniej sama uważam, że bez względu na bycie lub nie w życiu męża (żony) exżon
      (exmężów) oraz dzieci poza obecnym związkiem pewne sprawy powinny być
      załatwiane od razu.
      Teraz powstał problem, żona się z mężem pokłóciła. Niemniej powinna moim
      skromnym zdaniem na spokojnie usiąść i porozmawiać jak takie sytuacje
      rozwiązywać w przyszłosci bez uszczerbku dla wszystkich zainteresowanych osób.
      I choć sama nie wyrywam się do przepraszania tu jak najbardzej mężowi
      przeprosiny za zbyt impulsywna reakcję się należą. Co nie znaczy, ze trzeba mu
      całkowitą i bezsprzeczną rację przyznać. No ale tu to już kwestia zastosowania
      zasad sztuki kompromisu.
      Pozdrawiam
    • gacusia1 Re: kto ma rację? 18.09.06, 18:51
      Mialas prawo nie zgodzic sie na pobyt chlopca w Waszym domu!Twoj facet mogl
      POMYSLEC,zanim zabral dzieciaka do Was!Niestety nie swiadczy to o nim dobrze...
      A co do "bylej",to tak to juz bywa,ze czasem chca sie uwolnic od dziecka chocby
      na chwile(nawet chorego).
      • mamulka-kubulka Re: kto ma rację? 18.09.06, 19:02
        a dlaczego dziecko nie moze przyjechac do ojca w koncu to jego dom - nie
        rozumiem jak mozna sie nie zgodzic? a czy nie mogliscie np waszego dziecka
        odwiezc na ten czas do babci jezeli obawialas sie zarazenia.
        To jest tylko male dziecko nie mozna go karac za to ze ma kaszel ,a kontakt z
        ojcem jest na pewno dla niego bardzo wazny-mysle ze w przecviwnym razie byla
        nie puscila by synka do was.
        Wyobraz sobie co czuje maz , albo co czul by twój synek gdyby mogl widywac
        tate tylko w weekend? To trudna sytuacja ,ale dziecko chore tez jest dzieckiem
        i potrzebuje milosci i opieki ojca.
        • monia145 Re: kto ma rację? 18.09.06, 19:04
          Ale dlaczego zajęłas sie tylko tym chorym dzieckiem?
          Drugie musi sie dostosować? Pojechać do babci? To dopiero dobrze wróży
          przyszłym kontaktom.....
    • monia145 Re: kto ma rację? 18.09.06, 18:58
      Jasne, że masz rację. Z chorym dzieckiem nie chodzi się z wizytami- tak samo
      była Twojego faceta powinna pomyśleć i nie wysyłać chorego chłopca do Was. To
      takie proste....jedno mnie tylko zastanawia..czy te osoby, które sie na Ciebie
      tu rzuciły, nie wieszały by psów na np. Twojej koleżance, która odwiedziłaby
      Cię z chorym dzieckiem. Dziwią mnie tez te Wasze kontakty- chyba nic złego by
      sie nie stało, gdyby mały nie odwiedziłby Was w ten weekend? Choroby chodza po
      ludziach, ale ja nie muszę narażac swojego dziecka. Nie narażam innych- tego
      samego wymagam od nich.
      • verdana Re: kto ma rację? 18.09.06, 19:11
        Dziecko nie przyjeżdża do ojca "z wizytą". Dziecko przyjeżdża do swojego domu,
        z ktorego nie wyrzuca się zazwyczaj dziecka chorego. Rozumiem, ze matka dwojga
        dzieci jedno w przypadku np. zachorowania poza domem powinna zostawić - na
        koloniach, u babci, u rozwiedzionego ojca - az do wyzdrowienia, zeby sie drugie
        nie zaraziło?
        Mowiąc "chorego cie nie chcemy" udawadnia sie dziecku, ze jest tylko "drugiej
        kategorii" - i chyba wiele z Was tak własnie to dziecko widzi. Ojciec ma dbać
        tylko o nowe dziecko, a "stare" widywać tylko, o ile nikomu z nowej rodziny nie
        będzie to przeszkadzać.
        Wydaje mi sie, że w ogóle nie traktujecie tego dziecka, jak człowieka. Jego
        uczucia sa niewazne, bo ono już do rodziny nie nalezy.
        Chcialybyscie, aby Wasze dzieci po rozwodzie były tak traktowane?
        • monia145 Re: kto ma rację? 18.09.06, 19:40
          Proszę Cię- nie demonizuj.
          Nikt tu nikogo nie postrzega w kategorii gorszej lub lepszej.
          Jedno dziecko ma prawo do kontaktów z ojcem, drugie do bycia zdrowym.
          Czyje prawo jest ważniejsze? Możesz to ocenić?
          Dlaczego z chorym dzieckiem nie można przeprowadzić rozmowy i wytłumaczyć, że
          skoro jest chore to normalne, że nie kontaktuje sie z innymi, bo jest
          zagrożeniemsmile Dlaczego ojciec nie podjął decyzji, że posiedzi z dzieckiem na
          miejscu, nie narażając nikogo- w tym także swojego, kaszlącego dziecka. Dla
          mnie to byłby przykład na rozsądne postępowanie.
          Nie napisałam, że chore dziecko przeszkadza.
      • mamulka-kubulka Re: kto ma rację? 18.09.06, 19:15
        Ukladajac sobie zycie z czlowiekiem ,który ma dzieci trzeba byc swiadomym
        tego ,ze te dzieci sa dla niego tak samo wazne jak te ,które macie razem. Czy
        jak wasze dziecko choruje to maz jest przy nim ,przytula ,mierzy
        temperature ,czyta bajki? dlaczego chcesz pozbawic tego dzieci ,które sa dla
        niego tak samo wazne, a które nie moga miec na codzien kontaktu z tata. Te
        chwile spedzone z synem i córka ,którzy nie mmieszkaja z wami sa wazne i dla
        dzieci i dla Twojego meza. Rozumiem ,ze obawiasz sie o zdrowie waszego
        dziecka,ale mozna np. odizolowac dzieci ( chyba ,ze macie jeden pokój) Dziecko
        musi czuc ze jest kochane i przedewszystkim ,ze nie jest gorsze od tego ,które
        mieszka z tata. A co do kolezanki to dla mnie nie wyobrazalnym jest porównanie
        kolezanki do ojca. Chodzi tu o nie jakies widzimisie tylko o bliskosc i opieke
        i milosc a tego raczej kolezanki dziecia nie przychodza okazywac no chyba ze u
        niektórych kolezanki zastepuja ojców.
    • figrut Re: kto ma rację? 18.09.06, 22:08
      Miałam nie odpisywać, bo wszystko co miałam na ten temat do powiedzenia,
      napisała już verdana, isma i babka71 - całkowicie się z nimi zgadzam.
      Postaw się w takiej sytuacji. Masz dziecko z poprzedniego
      związku, które z jakiś powodów [np. lepszej szkoły] mieszka nie z Tobą, a z
      Twoim byłym mężem. Twoje dziecko przyjeżdza jednak do Ciebie w każdy dzień wolny
      od szkoły. Ty masz też dziecko z drugiego związku. Każdy przyjazd Twojego
      starszego dziecka do Ciebie, to dla niego radość. Twoje pierwsze dziecko zaczyna
      kaszleć, ale nie jest to jakaś choroba, która tak go zmożyła, że w wielkiej
      gorączce nie ma siły i ochoty na nic oprócz spania i świętego spokoju. W takiej
      sytuacji Twój obecny partner [mąż] mówi Ci "nie przywoź tu SWOJEGO dziecka na
      ten weekend czy święto, bo NASZE zarazi. Jak się czujesz i jak czuje się Twoje
      dziecko ? Boli Cię, że Twoje pierwsze dziecko nie zostało potraktowane jako
      pełnoprawny członek rodziny, tylko jak gość. Twoje starsze dziecko tęskni za
      Tobą i czuje się skrzywdzone i do tego ma świadomość, że mama tego młodszego
      dziecka by od siebie nie odepchnęła gdyby było chore.
      • czarna.manka Re: kto ma rację? 18.09.06, 22:32
        Figrut, swietnie to ujelas!!
        To w koncu male dziecko i czlonek rodziny.
        Nie wyobrazam sobie sytuacji, w ktorej ojciec dziecka przeklada wizyte
        zasmarkanego, kaszlacego (ale nie przewlekle chorego)i STESKNIONEGO potomka,
        zeby dziecko z nowego zwiazku nie zarazilo sie.
        Ale ja podejrzewam ze nie chodzi tu o zarazenie rodzenstwa bakcylami, ale o
        wygode nowej partnerki.
        • pas_ya Re: kto ma rację? 19.09.06, 07:44
          No wlasnie a dla mnie chodzi jeszcze o brak akceptacji autorki watku dla
          przeszlosci meza, jego dzieci, zobowiazan. Nastepnym razem moze sie okazac,ze
          jest nie halo bo dziecko mialo skarpetki nie w tym kolorze(zartuje) , teraz byl
          to kaszel...
          Kazdy powod jest dobry zeby pokazac, ze teraz to ja tu rzadze i nie chce
          TAMTYCH dzieci.
          A przeciez widzialy galy co braly- facet mial dzieci.
          • bea.bea Re: kto ma rację? 19.09.06, 11:25
            mie ciekawi jeszcze jedna rzecz...czy decyzja o wyjsciu za mąz za faceta ...tego
            samego faceta...jest inna gdy dzieci mieszkaja z matka...a inna gdy mieszkaja z
            ojcem....

            a jak jest gdy są moje dzieci..twoje dzieci i nasze dzieci....
            czy wszystkie dzieci sa nasze...czy tylko dzieci matki i wspólne...

            i czy po przeczytaniu tego watku nie macie wrazenia, ze ojcowie nie spotykaja
            sie ze swoimi dziecmi ( i maja zal o to ich matki, bo obecne panie tego nie
            lubia).....smutne to troche....

            martwienie sie o dzieci w piaskownicy,,,,złe opiekunki....jekies chore
            sytuacje...a swoich sytuacji sie nie widzi.....

            ale to juz nie na temt
            • e_r_i_n Re: kto ma rację? 19.09.06, 11:57
              bea.bea napisała:

              > mie ciekawi jeszcze jedna rzecz...czy decyzja o wyjsciu za mąz za
              > faceta ...tego samego faceta...jest inna dy dzieci mieszkaja z matka...a inna
              > gdy mieszkaja z ojcem....

              Nie wiem. Nie wiem, co by było gdyby. Na pewno czym innym jest zwiazek z ojcem,
              który z dziecmi sie spotyka, czym innym, gdy staje sie 'pelnoetatowa macocha'.
    • spacey1 Re: kto ma rację? 19.09.06, 11:08
      Według mnie działają tu niestety proste i niestety powszechnie występujące
      reguły. Po rozwodzie zostawiamy za soba przeszłość i skoro tamto małżeństwo nie
      było udane, to i dzieci są jakby "mniej nasze". Tamta rodzina już nie istnieje,
      prawdziwa jest tylko nasza obecna rodzina i nasze dziecko jest najważniejsze.
      Tamte dzieci to tylko pozostałość po zamkniętym już rozdziale życia. Taki punkt
      widzenia prezentują najczęściej "drugie połowy" mężów z odzysku, oni sami mam
      nadzieję rzadziej. dzieci z obecnego związku oczywiście są najważniejsze dla
      matki, drugiej partnerki mężczyzny, ale mam wrażenie, że ona wymaga tego często
      również od męża (partnera). A dla niego, przepraszam bardzo, dlaczego dzieci z
      pierwszego związku mają czymkolwiek się różnić od tych z drugiego?

      Tutaj się bardzo ładnie omawia, jak należałoby zorganizować się w takiej
      sytuacji, kiedy dziecko jest chore, jak można elegancko przekładać spotkanie z
      tatą bez szkody dla żadnej ze stron.
      A ja to wszystko stawiam wobec ... miłości i tęsknoty. Czy nie zdarzyło się wam
      nigdy tak bardzo tęsknić za mężczyzną Waszego życia czy za dzieckiem, że
      robiliście rzeczy w normalnych warunkach uważane za nienormalne? Na przyład
      jechać 18 godzin, aby widzieć kogoś przez dwie godziny i tym podobne wybryki?
      Otóż tęsknotę dziecka za rodzicem należałoby rozpatrywać w tych właśnie
      kategoriach. Zwłaszcza dziecka, które wciąz walczy z sytuacją, w jakiej się
      znalazło. Dowiedzione jest, że duża częśc dzieci w rozbitych rodzinach obwinia
      SIEBIE za rozwód rodziców. Irracjonalne, prawda, ale tak właśnie jest! Takie
      dziecko łatwo zranić, załamać. Ono bardzo kocha i bardzo tęskni i chciałoby
      wiedzieć, że tata tak samo wyczekuje tego spotkania jak ono samo.
      Dla mnie wcale nie jest bez sensu porównanie tej sytuacji z chorobą w domu,
      gdzie jest więcej niż jedno dziecko. Nawet jeśli mam taką możliwość nie myślę o
      odesłaniu jednego z moich dzieci, jeśli jest chore, aby drugie się nie zaraziło.
      Nie rozumiem, dlaczego te sytuacje tak bardzo się od siebie różnią według was.

      • e_r_i_n Re: kto ma rację? 19.09.06, 11:55
        spacey1 napisała:

        > dzieci z obecnego związku oczywiście są najważniejsze dla matki, drugiej
        > partnerki mężczyzny, ale mam wrażenie, że ona wymaga tego często
        > również od męża (partnera). A dla niego, przepraszam bardzo, dlaczego dzieci z
        > pierwszego związku mają czymkolwiek się różnić od tych z drugiego?

        Powinny byc rownie wazne.
        Macocha ma prawo myslec tylko i wylacznie o swoim dziecku. Ma prawo tylko na
        nie zarabiac, tylko nim sie zajmowac, tylko o nim myslec. Nie moze przeszkadzac
        w kontaktach, placeniu itd, ale to faceta rolą jest pogodzic dobro wszystkich
        dzieci.
        Dlatego tez nie widze niczego zlego w tym, ze dziewczynie przeszkadza chore
        dziecko u niej w domu.
        Oczywiscie jesli jest w domu kilkoro dzieci, to sila rzeczy sie zarazaja od
        siebie. Natomiast chyba zadna matka nie chodzi z chorym dzieckiem do znajomych
        czy tez niechetnie takich przyjmuje u siebie. I tutaj jest analogiczna sytuacja.
        Oczywiscie ojciec jest dzieckiem tez chorego dziecka. Dlatego tez w ten weekend
        moze odwiedzic dziecko w weekend codziennie, ale niekoniecznie brac je do
        siebie. Za to nadrobic wizyte tydzien pozniej.
        Ciekawe, dlaczego takie naginianie jest wg wielu obowiazkiem macochy i jej
        dziecka, od drugiej strony sie nie wymaga szukania 'zlotego srodka'.
        • czarna.manka Re: kto ma rację? 19.09.06, 14:45
          "brac dziecko do siebie" - tu lezy pies pogrzebany!
          Dziecko bierze sie do siebie, do nowego domu,ktory nie bedzie nigdy
          pelnoprawnym domem dziecka, choc mieszka tam ojciec dziecka. Nie bedzie tym
          domem kiedy dziecko jest chore, kiedy nie w pore jest to nowej partnerce
          ojca????
          • e_r_i_n Re: kto ma rację? 19.09.06, 15:03
            Oczywiscie, ze jest to takze dom dziecka z pierwszego malzenstwa. Ale nie widze
            powodu, dla ktorego w zwiazku z tym zawsze ma byc naginanie sie tylko jednej
            strony - skoro bez szkody dla obu stron mozna sprawe inaczej rozwiazac.
            • figrut Re: kto ma rację? 19.09.06, 15:31
              > strony - skoro bez szkody dla obu stron mozna sprawe inaczej rozwiazac.
              Obu stron.... . No dobrze, ojciec i matka zrozumieją, dogadają się
              jak im będzie pasować, a gdzie tu jest miejsce na "bez szkody dla najważniejszej
              w tym wszystkim osoby - dziecka które czeka na chwile spędzone z ojcem nie jak
              trędowate, a jak pełnoprawny członek jego rodziny" ? Dyskutuje się na tym forum
              o różnych potrzebach dziecka, o nie poniżaniu go i odpychaniu przez któreś z
              rodziców, ale jak przychodzi co do czego, to okazuje się, iż to dziecko można
              zepchnąć na dalszy plan, byle tylko dorosłym to odpowiadało...
              • e_r_i_n Re: kto ma rację? 19.09.06, 15:35
                Nikt nie mowi, ze nie ma tego czasu spedzic z dzieckiem. Moze zamiast wziac go
                na weekend do siebie, odwiedzic je w domu matki.

                > Dyskutuje się na tym forum o różnych potrzebach dziecka, o nie poniżaniu go i
                > odpychaniu przez któreś z rodziców, ale jak przychodzi co do czego, to
                > okazuje się, iż to dziecko można zepchnąć na dalszy plan, byle tylko dorosłym
                > to odpowiadało...

                A gdzie tu miejsce na potrzeby i prawa dziecka z drugiego malzenstwa?
                Fakt, ze jest kolejnym dzieckiem nie umniejsza jego roli.

                W naszym kraju panuje dziwne przeswiadczenie, ze dzieci z rozbitych rodzin z
                racji swojej sytuacji powinny byc na wygranej pozycji. Dziecko z drugiej
                rodziny juz jest tym kolejnym, wiec jego potrzeby sa mniej istotne. No bo skoro
                jego matka wiazala sie z facetem z przeszloscia, to 'widzialy galy co braly'.
                Tyle tylko, ze to dziecko ma takie same potrzeby.
                • spacey1 Re: kto ma rację? 19.09.06, 16:00
                  Jeśli mowa o potrzebach emocjonalnych, to zostana one zaspokojone. Jedno i
                  drugie dziecko będzie miało swojego tatę przy sobie.
                  Czasem naprawdę warto zaakceptować nawet ryzyko katarku. Moje dzieci aktualnie
                  maja katary, co nie znaczy, że trzymam je w domu i izoluję od społeczeństwa. W
                  ten sposób z pewnością nie nabrałyby żądnej odporności. Nie wiem dlaczego, ale
                  mam dziwne przeczucie, że problemem założycielki wątku nie jest kaszel u
                  dziecka, że to tylko pretekst dzięki któremu byłaby możliwośc spędzenia weekendu
                  tylko w gronie własnej rodziny.

                  • e_r_i_n Re: kto ma rację? 19.09.06, 16:04
                    spacey1 napisała:

                    > Czasem naprawdę warto zaakceptować nawet ryzyko katarku. Moje dzieci aktualnie
                    > maja katary, co nie znaczy, że trzymam je w domu i izoluję od społeczeństwa.

                    Oczywiscie. Natomiast jesli masz mozliwosc unikniecia kontaktu z chorym, to
                    raczej tego unikasz.
                    Dziwi mnie podejscie do sprawy jak bysmy mowili o spotkaniu raz na 10 lat,
                    ktore chce dziewczyna zaklocic. Przeciez nikt nie zakazuje ojcu i dziecku
                    spotkania. Ja osobiscie pisze tylko o tym, zeby pomyslec tez o drugim dziecku i
                    racjach jego matki. Powiem szczerze, ze zwazywszy na zwiekszona czestotliwosc
                    chorob mojego dziecka i zwiazanych z tym problemow tez bym nie byla zachwycona
                    wizyta podziebionego pasierba.

                    > Nie wiem dlaczego, ale mam dziwne przeczucie, że problemem założycielki wątku
                    > nie jest kaszel u dziecka, że to tylko pretekst dzięki któremu byłaby
                    > możliwość spedzenia weekendu w gronie rodziny

                    Pewnie dlatego, ze przypisujesz jej cechy kopciuszkowej macochy.
                    Dziewczyna bez emocji pisze o tym, ze dzieci regularnie co drugi weekend sa u
                    nich, wiec chyba to jednak zbyt daleko idace wnioski.
                  • babka71 Re: kto ma rację? 19.09.06, 17:03
                    znajoma ma trójkę dzieci swoich .., jedno ma katar, kaszle czyli co?? musi
                    wygonić dwójkę pozostałych , odseparować , ponieważ się zarażą????
                    Do autorki postu nic nie napisałaś, że dziecko jest powaznie chore, napisałaś ,
                    ze ma katar i kaszle, dostało syrop i wapno więc pytam w czym problem???
            • czarna.manka Re: kto ma rację? 19.09.06, 19:32
              Nie demonizujmy sytuacji, dziecko ma katar czy tez kaszle, nie jest obloznie
              chore. Normalnie rzecz biorac nie jest to powod zeby nie wypuszczac dziecka z
              domu. Czy jest to tez powod zeby zasmarkane dziecko nie moglo odwiedzic ojca,
              bo moze zarazic jego drugie dziecko (swoje przyrodnie rodzenstwo)???
              • ewcialinka Re: kto ma rację? 20.09.06, 09:03
                obleżnie chore czy nie nie powinna puszczeac dziecka nawet z kataremm.troszke
                wyobraxni ale widac ex twojego meza jej nie ma
                • koteczka12 Re: kto ma rację? 20.09.06, 13:31
                  No a co się dzieje, kiedy to Twoje dziecko jest chore - czy te drugie
                  przychodzą? Jak to rozwiązaliście? Bo może najlepiej stosowac symetrię?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka