Dzisiejszy "Fakt" podaje, że córka Giertycha chodzi do prywatnej szkoły, do
zerówki. Oczywiscie wszystko w konwencji- pana ministra stać a biedne dzieci
to.....- no kuźwa i co z tego? Nie dziwię się mu, że posłał dzieciaka do
takiej szkoły, sama tez bym posłała gdybym znalazła dobrą i w przystępnej
cenie

A pewnie nie znajdę, więc syn pójdzie do państwowej, ale jakoś nie
razi mnie prywatna edukacja córek i synów ministrów czy sołtysów

Czy te pismaki naprawdę tylko z takich wiadomości żyją?
Kiedyś podobna historia była z wnuczką Millera....