Moja córa od paru tygodni uczeszcza na nauke pływania.Zawoze ja na basen w
budynku szkoly.Dzieci w przedziale wiekowym na oko 5- 9 lat.Jest wejscie na
pietro, gdzie znajduje sie przeszklony "balkon" skad mozna dzieci
obserwowac.Teoretycznie, bo w praktyce zabrania sie rodzicom tam wejscia, ale
ten zakaz jest lamany.Najbardziej kwasi sie pani sprzatajaca, ktora czasami
akurat o tej porze zmywa podłoge, ale nie zawsze.Rodzice wchodza w obuwiu
zmiennym, stad argument brudzenia odpada.Niby chodzi o to, ze dzieci sie
rozpraszaja, bo machaja do rodziców w trakcie plywania.Szczerze powiedziawszy
nie zauwazylam, by czesto sie tak dzialo, dzieci jesli juz pomachaja to
stojac "na brzegu"i to sporadycznie.Nie ma sprawy- tłumacze dziecku, zeby mi
nie machalo i dla mnie sprawa jest zalatwiona.
Nie zamierzam sie co kilka dni uzerac z obsluga, nie lubie takich sytuacji,
ale nie chce sie podporzadkowac takim nieuzasadnionym (nie tylko moim
zdaniem ) przepisom.A moze o czyms nie wiem, sa jakies inne racjonalne
argumenty przemawiajace za zakazem?
Nie mam poki mozliwosci rozmawiac z dyrekcja, bo nie pracuja o tej porze, nie
moglam sie tez skontaktowac telefonicznie.
A moze rodzice(w tym ja) jestesmy przewrazliwieni i powinnismy spokojnie bez
nadzoru pozostawic dzieci- 7 sztuk pod okiem 1 instruktora? Bylibyscie
spokojni? Bo glownie chodzi o to, zeby widziec, ze dziecko nie uleglo
jakiemus wypadkowi oraz jak mu nauka idzie.
Bede wdzieczna za opinie, zanim przystapie do działania

.