kicia00
01.11.06, 16:17
Witam wszystkich...to co tu opisze napewno podzieli ludzi na dwie grupy,licze
rowniez na krytyke.Ale tak strasznie mi to ciazy ,ze musze z kims sie
podzielic ta historia...A wiec mam dwadziescia pare lat,jestem po rozwodzie
od dawna ,wychowuje samotnie dziecko.Mam dom ,auto,w miare jakos sobie
radze.Raz lepiej raz gozej.Zyje samotnie,ale radze sobie.Bylam w zwiozku
jakis czas ale raczej na odleglosc....to tyle o mnie .A wiec pewnego
kwietniowego popolodnia wylodowalam u kumpeli na parapetowce strasznie mi sie
nie chcialo ale mnie namowila.Byly tam moje kolezanki no i chlopak
gospodynii.Po godzinie dojechal jeszcze jeden gosc "On"zapoznalismy sie i
wszyscy razem milo spedzilismy wieczor.Nastepnego dnia "ON" obsypal mnie sms-
ami,nalegal na spotkanie.Nadmienie,ze nie jestesmy z jednego mniasta.Ku moim
ostrym sprzeciwom umowilam sie z nim na kawe.Opowiedzial mi o swoim
zyciu,zonie i synu o pracy itd.,ze jest nieszczesliwy w zwiazku,ze chce sie
rozwiesc ale trzyma go syn (jest maly)musze dodac,ze jest bardzo dobrym
tata.Ze bardzo go zaintrygowalam,ze jestem modra ,piekna,zaradna
itd...Powiedzialam ,ze mozemy zostac znajomymi i to wszystko,ze nie
interesuje mnie jakis dziwny uklad itd...Jestem raczej ostrozna w nowych
kontakatach.Bardzo dlogo go ignorowalam.No ale on dzwonil kilka razy
dziennie,przyjezdzal pod okno ,zapraszal do kina.Byl wrecz namolny.Az po 3
miesiacach zaczelam powoli sie do niego przywiazywac,mnial wszystko to o czym
mazylam ,madroc,dojzalosc,zaradnosc,dobre serce,a przedewszyskim to, ze tak
bardzo okazal serce i milosc mojemu dziecku....czas mijal a ja sie zakochalam
na amen on zreszta tez.No i nie zapominajmy o jego rodzinie,jego zona malo
sie interesoawala tym co on robi,gdzie jest itd.On mnie odwiedzal ze swoim
dzieckim,wspolne wakacje,wekendy...no ijego podwojne zycie.I tak minelo 8
miesiecy sielanki .Duzo razmawialismy ,ze tak dlozej byc nie moze ,ze tyle
osob w tym wszystkim cierpi lub bedzie cierpiec.No ale on swiata nie widzi po
za mna.1 dzien u mnie jeden w domu ,tak na przemian.Choc ona sie nic nie
domysla,ja cierpie bo jest mi jak w niebie ,lecz, on zyje w 2 swiatach.Ja mam
wyzuty sumienia ,ze krzywdze ta kobiete i dziecko.Nie namawiam go na zaden
rozwod absolutnie ,ale jest mi ciezko kilkakrotnie konczylam to wszystko ale
ciagle wracamy do siebie ja sie juz zarzekam i nic z tego.On mi nie daje
zapomniec ciagle pisze, dzwoni.On twierdzi,ze jest z nia tylko dla dziecka
ale ja zaczynam w to wszystko watpic.Ze nic ich nie laczy .Cierpie i moje
dziecko bo bardzo go pokochalo.Nie wiem co mam z tym wszystkim zrobic.Nie
sadzilam,ze mnie spotka taka sytuacja,jest mi glupio i wstyd.Nie obwiniam sie
do konca za to,ze wkroczylam w rodzine bo tak naprawde to on naciskal na to
bysmy byli razem.Prosze moze jest tu ktos kto mnial lub ma podobna sytucje.??
Moze malo zwiezle to napisalam ale chyba kazdy moze to sobie wyobrazic.Nie
wiem juz czy sluchac serca czy rozumu.Nie wiem czy on mi mowi prawde,nie wiem
jak to sprawdzic...kompletna pustka.Moze gdyby ona sie dowiedziala??prosze o
jakos opinnie.Dziekuje i pozdrawiam....