Dodaj do ulubionych

Pozwalacie dziadkom na "klapsy"?

05.11.06, 17:32
Czytając wątek na temat zachowania na placu zabaw, zwróciłem uwagę, ze jedna
z pań pozwala, by babcia "traktowała dziecko cienką witką". Dla mnie to juz
przekroczenie granic przez dziadków, którzy nie są od wychowywania, ale od
rozpieszczania. To taki mój obraz dzadków. Jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek
kary cielesnej, a lanie przez babcię jest moim zdaniem niedopuszczalne.
Zastanawiam się więc jakąmatką jest kobieta, która pozwala teściowej na lanie
2,5 i 4,5 latka? Jak dla mnie: to nie matka. O babci nie wspomnę. Ciekawe,
czy gdyby mąż jatak potraktował witką też nie miała by nic przeciwko temu?
Obserwuj wątek
    • monia145 Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 05.11.06, 17:39
      chabrowy-ptak napisała:
      Dla mnie to juz
      > przekroczenie granic przez dziadków, którzy nie są od wychowywania, ale od
      > rozpieszczania.

      Masz cokolwiek przterminowane informacje na temat roli dziadków w życiu
      wnucząt........w rodzinie, w której poważnie traktuje sie instytucję babci i
      dziadka jest zarówno miejsce na wychowanie, jak i rozpiesczanie przez nich
      wnuków. Jedno nie jest sprzeczne z drugim......
      Dodam jeszcze, że traktowanie dzieci cienką witką to nie jest metoda
      wychowawcza tylko doraźny środek przymusu bezpośredniego......

      A poza tym, to takich watków było mnóstwo, zapewne rozpęta sie tu kolejna wojna
      i itd. itp.
      • chabrowy-ptak Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 05.11.06, 17:44
        Nie mam przeterminowanych informacji na temat wychowywania przez dzadków, ale
        jako ojciec sam postawiłem takie granice i tego sie trzymam. ja nie akceptuję
        żadnego rodzaju metod polegających na bólu, i tego samego wymagam od swoich i
        żony rodziców.
        • monia145 Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 05.11.06, 18:18
          Acha, to może sprecyzuj co rozumiesz pod pojęciem "wychowywania" przez
          dziadków, a co przez " rozpieszczanie"?

          Też widziałabym zbieżność między zasadami, jakie panują w domu dziecka i tym,
          co jestesmy w stanie zakceptować w zachowaniu naszych rodziców czy teściów. My
          nie bijemy dziecka, niedopuszczalne jest, aby robiła to moja matka.....
          Natomiast sam proces wychowania powinien byc wpsierany przez dziadków, bo niby
          dlaczego nie może być? Babcia ma prawo skarcić moje dziecko,zapodać mu
          konstruktywna karę, jeśli mnie nie ma w pobliżu, a dziecko narusza przyjęte
          zasady...
    • lola211 Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 05.11.06, 17:45
      Babcie mojej corki nie maja takich zapedow.A corka nie daje powodow do
      traktowania jej w ten sposob.
    • e_r_i_n Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 05.11.06, 17:49
      Role w wychowaniu mojego dziecka odgrywaja tylko moi rodzice (bo u nich
      przebywa Wiktor bez nas od czasu do czasu). I nie musze im zabraniac/nakazywac
      czegokolwiek, bo mam do ich metod zaufanie. Klaps do nich nie nalezy, Wiktora
      wychowuja odpowiednio. Przy mnie lub mezu nie wychodza przed szereg i to my
      jestesmy za Wiktora odpowiedzialni.
      Tesciowie zapedow wychowawczych nie maja. Tesc raz szturchnal moje dziecko, ja
      nie reagowalam, bo wystarczajaco stanowczo zareagowal moj maz. Od tej chwili
      tesciowie wiedza, ze to my zwracamy uwage Wiktorowi.
    • alfama_1 Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 05.11.06, 18:02
      Jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek
      > kary cielesnej, a lanie przez babcię jest moim zdaniem niedopuszczalne.

      Też o tym pomyślałam przy tamtym wątku ale umknęło mi w dyskusji.
      NIKT OBCY nie ma prawa uderzyć mojego dziecka (pomijając fakt, że ja tego nie
      robię). Nie mieści mi się to w głowie.

      > przekroczenie granic przez dziadków, którzy nie są od wychowywania, ale od
      > rozpieszczania.

      A z tym się zdecydowanie nie zgadzam. Dziadkowie nie są od rozpieszczania
      zwłaszcza, że często (przynajmniej u mnie) oznacza to podważanie decyzji
      rodziców i pobłażanie w rzeczach ważnych.
      • e_r_i_n Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 05.11.06, 18:12
        alfama_1 napisała:

        > A z tym się zdecydowanie nie zgadzam. Dziadkowie nie są od rozpieszczania
        > zwłaszcza, że często (przynajmniej u mnie) oznacza to podważanie decyzji
        > rodziców i pobłażanie w rzeczach ważnych.

        No bo trzeba madrze rozpieszczac.
        Moim zdaniem prawda jest, ze dziadkowie wlasnie od rozpieszczania sa. I jest to
        ok, poki robia to z glowa.
      • redmiss Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 05.11.06, 20:59
        alfama_1 napisała:

        > Jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek
        > > kary cielesnej, a lanie przez babcię jest moim zdaniem niedopuszczalne.
        >
        > Też o tym pomyślałam przy tamtym wątku ale umknęło mi w dyskusji.
        > NIKT OBCY nie ma prawa uderzyć mojego dziecka...

        Twoja mama jeste dla Ciebie kimś obcym?
        chyba niewłaściwie się wysłowiłaś ;P
        • alfama_1 Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 06.11.06, 11:48
          Możliwe, że się źle wysłowiłam. Znaczy: nikt prócz mnie i mojego męża. Jest OK?
    • etiennette Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 05.11.06, 19:01
      Nie wyobrażam sobie, żeby któreś z dziadków kiedykolwiek uderzyło moje dziecko.
      Myślę, że gdyby kiedykolwiek doszło do takiej sytuacji zareagowałabym bardzo
      ostro. I zgadzam się, że dziadkowie są od rozpieszczania. Od wychowywania, a w
      tym od karania są rodzice.
      • mama_oli_i_tomka Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 06.11.06, 11:44
        No chyba nie do końca... Jak proszę rodziców o popilnowanie moich dzieci to
        wtedy oni przejmują odpowiedzialność na X godzin. I skoro ja czasem klapsa daję
        (ręką) to oni też w sytuacjach krytycznych mają takie prawo.
        Na szczęscie mam mądrych rodziców, nie są skorzy do klapsania moich dzieci bez
        powodu. A ponadto, gdy ja jestem obecna nie reagują na złe postępowanie dzeci a
        reakcję pozostawiaja mi lub mężowi. Ew potwierdzają zasadność takiej czy innej
        kary.

        Dziadkowie mogą li i jedynie rozpieszczać o ile nie udzialają się przy
        dzieciach - nie pilnują ich gdy my jedziemy na miasto, chcemy mieć wychodne
        itp, gdy nie są etatowż nianią dla dziecka, a kontakty na lini dziadkowie-wnuki
        są czysto towarzyskie.

        Nie wyobrażam sobie, aby rodzice moi lub teściowe pozwalali moim dzieciom na
        wszystko, w sytuacji gdy zajmują się tymi dziećmi na moją prośbę. Bo faktem
        jest, że przejmują w tym czasie odpowiedzialność za tego małego człowieczka i
        wiąże się to niestety nie tylko z przyjemnościami ale też z zakazami i ew
        karami za ich złamanie. Czasem ostre słowo i tłumaczenie to za mało.

        Córa ma 4 lata, syn zaraz będzie miał 3. Dziadkowie z obu stron zajmują się
        nimi dość często (co najmniej raz w tygodniu), zazwyczaj jest to 4-6 godzin
        kiedy my załatwiamy swoje sprawy. Sytuacji gdy któreś dostało było raptem kilka
        i to w sumie na oboje dzieci. O wszystkich klapsach byliśmy informowani, o
        sytuacjach kryzysowych też.

        Pozdrawiam
    • redmiss Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 05.11.06, 20:57
      pozwalamy....
      ale "dziadki" nie korzystają, znają granicę i są rozsądni...
      zawsze "biegną" do rodziców z problemem wink))
    • figrut Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 05.11.06, 23:09
      Ooo, widzę, że temat o mnie a więc odpisuję. Moja Teściowa to osoba mądra,
      bardzo mądra. Tylko w niej mam oparcie. Mój niemąż bimba sobie wychowywanie
      dzieci i wszystko zostawia na mojej głowie na idiotycznej zasadzie - ja zarabiam
      na wszystkich i siedzę w warsztacie, ty zajmujesz się dziećmi. Na moje
      zabranianie dzieciom zabawiania się komórką, mój niemąż dawał telefon im do
      zabawy itp. . Nie mogę liczyć w sprawach wychowania na mojego partnera, więc
      delikatnie przejęła tą rolę moja cudowna Teściowa. Teściowa mieszka na dole, my
      u góry w osobnym mieszkaniu. Teściowa NIE JEST OSOBĄ OBCĄ tak jak napisałeś. Zna
      swoje wnuki "od podszewki" i jest z nimi kilka, kilkanaście godzin dziennie.
      Przed każdym użyciem witki mnie o tym informuje i pyta, czy nie będę miała o to
      do niej żalu. Tylko raz odpowiedziałam, że dziecko nie zdawało sobie sprawy z
      tego co robi, więc i witka nie poszła w ruch. Wbrew pozorom, witka nie jest
      częstym elementem perswazji. Stosowana jest tylko w naprawdę skrajnych
      przypadkach. Teściowa jest osobą niezwykle opanowaną i najpierw ucieka się
      ZAWSZE do tłumaczenia dzieciom w czym rzecz. Jeśli dzieci coś zbroją, są
      zmuszone do naprawienia szkody, ewentualnie posprzątania po owej szkodzie przeze
      mnie lub przez Teściową. Jeśli tłumaczenie, że czegoś robić nie wolno [np. kopać
      psów, tłuc słoików, wsadzać kota do piekarnika, wylewać wszystkich płynów
      stojących w łazience lub kuchni nie przynosi żadnego efektu, to wtedy jest
      rozważana MOŻLIWOŚĆ użycia witki. Gdyby moje dzieci były zastraszone biciem, to
      z pewnością nie łamały by zakazów za które wiedzą co MOŻE grozić. Jaką jestem
      matką ? Podobno niesamowicie cierpliwą i opanowaną [taką opinię ma o mnie chyba
      cała ulica i moi rodzice, którzy kary cielesne zastosowali u mnie i moich braci
      dosłownie kilka razy w życiu. Nie oceniaj mnie, jeśli mnie nie znasz.
      Aha, witka leży u mojej Teściowej na szafie i jeśli dzieci naprawdę koszmarnie
      dokazują, to jest do nich kierowane pytanie "uspokoisz się, czy mam wziąć witkę
      ?" Zwykle to skutkuje. Ostatnio dostali witką za orzechy. Jednego dnia wsypali
      do szamba przez wystającą rurę masę orzechów które suszyły się na podwórku na
      słońcu. Było im zapowiedziane "tego robić nie wolno, jeśli zrobicie to ponownie,
      dostaniecie witką" - zrobili, dostali. Nie pytaj się, co ja w tym czasie
      robiłam, bo z miejsca Ci odpiszę, że biegałam od jednego miejsca do drugiego
      [podwórko - mieszkanie] wieszając pranie, skrobiąc marchewki do zupy, myjąc
      naczynia, pomagając w warsztacie. Jeszcze jedno. Wstrzymaj się z komentarzami na
      temat mojego partnera, bo gdybym chciała robić takie wynurzenia tu na forum
      emama, nie zakładała bym forum, które jest w mojej sygnaturce. Amen.
      • figrut Sprostowanie 06.11.06, 01:24
        O ludziach "obcych" pisała alfama_1 za co Cię przepraszam i alfamie dodam :
        teściowie i nasi rodzice nie są obcymi dla naszych dzieci - są ich dziadkami,
        czyli krewnymi w prostej lini niezależnie od tego, czy żyją z nami w zgodzie,
        czy też nie. Złymi rodzicami według mnie są Ci, którzy przez niechęć WŁASNĄ do
        rodziców czy teściów, ograniczają dzieciom kontakty z nimi.
        • alfama_1 Re: Sprostowanie 06.11.06, 12:21
          Już sprostowałam. Dziadek i babcia nie są mi obcy. Mimo to nie pozwoliłabym im
          na uderzenie mojego dziecka podobnie jak przedszkolance, która spędza z nim
          cały dzień i wychowuje go w tym czasie. Na zasadzie: "mam swój udział w
          wychowaniu, mogę dać klapsa", grono osób do tego upoważnionych powiększałoby
          się niebezpiecznie wraz z każdym rokiem życia dziecka a ono otrzymałoby
          komunikat: "inni mają prawo cię uderzyć".
    • anik801 Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 06.11.06, 12:36
      Ja w ogóle nie jestem za karami cielesnymi.Nie życzę sobie również by ktoś inny
      wymierzał takie kary mojej córce.Jednak czasem się zastanawiam-jak ma
      zareagować babcia,która np.zostanie kopnięta,opluta,czy ugryziona przez swoją
      wnuczkę?Jeśli nie da jej klapsa,dziecko będzie wiedziało,że jest bezkarne,bo
      babcia nie ma prawa wymierzyć mu takiej kary.I nie ma tu mowy o tłumaczeniu,czy
      karach typu"nie obejrzysz bajki",bo dziecko nie jest na tym etapie,żeby to
      cokolwiek dało.No właśnie-może ktoś mi powie jak mają w takich sytuacjach
      postępować dziadkowie?
      • anka99991 Re: do anik 801 06.11.06, 13:07
        Mogę ci powiedzieć, jak ja sie nauczyłam radzić sobie w takich sytuacjach:

        Jeśli dziecko bije, pluje, atakuje – staram się postąpić tak:
        1
        Po pierwsze opisuję dziecku prostymi słowami, co czuję:
        „To mnie boli!” :”To dla mnie bardzo nieprzyjemne, gdy na mnie
        plujesz.” „Sprawiasz mi przykrość.”
        Ważne: nie mówię w próżnię, tylko nawiązuję kontakt wzrokowy z dzieckiem,
        pokazuję mimiką, że to co się dzieje jest nieprzyjemne.
        Najważniejsze: Staram się okiełznać swoją złość i agresje wobec dziecka. Musze
        się opanować, bo jestem dość porywcza i w emocjach bardzo szybko potrafię
        odpłacić dziecku tym samym: uderzenie za uderzenie.
        2
        Gdy dziecko się uspokoi, proszę żeby mnie pocałowało na przeprosiny. Gdy ono
        przeprasza, przytulamy się, mówię, że je kocham i że nie chcę, żebyśmy sobie
        sprawiali przykrość. Następnie robimy razem coś miłego.
        3
        Jeśli dziecko nie potrafi się uspokoić, szarpie się, wyrywa, dalej zachowuje
        się agresywnie:
        Po pierwsze zachowuję spokój.
        Po drugie nie pozwalam na atak: przytrzymuję bijące mnie łapki – jeśli się da,
        a jeśli nie oddalam się poza zasięg ewentualnego ataku i mówię stanowczo:
        Sprawiasz mi przykrość, kocham cię, ale nie będę się z tobą bawić i nie zrobię
        ci żadnej przyjemności dopóki mnie nie przeprosisz. Odsuwam się od dziecka i
        okazuję mu swoją obojętność.
        Po czwarte: czekam na przeprosiny. Mogę mu w tym pomóc mowiąc na przykład: czy
        jesteś gotowy mnie przeprosić? Jeśli nie – dalej chłód i dystans. Jeśli tak –
        przytulamy się i mówię, że je kocham, że chcę się z nim bawić, rozpieszczać je,
        ale nie będę tego robić, gdy będzie mi sprawiało przykrość. Umawiamy się, że
        takie zachowanie się więcej nie powtórzy. Ze starszym dzieckiem umawiamy się,
        że gdyby się następnym razem zezłościło na mnie i czuło chęć ataku, nie
        zaatakuje (nie uderzy, nie opluje) tylko usiądziemy i będziemy rozmawiać, aż
        rozwiążemy problem. Mówię, że ja go też nie będę biła, popychała, pluła tylko
        zawsze będę z nim rozmawiała, gdy mnie zdenerwuje. Podajemy sobie rękę na znak
        umowy.

        Dzieci potrafią zawierać umowy. Tylko uwaga: umów trzeba przestrzegać! Gadanie
        o problemie trwa dłużej niż klaps w tyłek. Trudno tez jest opanować emocje.
        Dziadkowie są w tej szczęśliwej sytuacji, że zamiast uderzyć, zawsze mogą
        zawołać na pomoc rodziców.


        • anik801 Re: do anik 801 06.11.06, 13:26
          Twoje rady są ok(sama tak postępuję,bo moje dziecko ma 3lata)w stosunku do
          dzieci tak od 3lat.Młodsze dziecko nie rozumie tego typu rozmów i generalnie ma
          to w nosie,czy zrobiło Ci przykrość.Moje dziecko robi się smutne,gdy mówię,że
          jest mi przykro,natomiast jeśli to samo powie babcia córka zaczyna się
          śmiać.Mnie przeprosi,ale babci i dziadka za nic na świecie!Liczy się z tym co
          mówię ja lub mąż,natomiast dziadkowie są dla niej jak powietrze(chodzi o tych,z
          którymi mieszkamy).Nie mogę tego zrozumieć,gdyż nigdy nie dali jej klapsa,nie
          sprawili przykrości i są dla niej bardzo dobrzy.Może,więc rozpieszczanie przez
          dziadków wcale nie jest takie dobre?Moja teściowa,czy teść nie mogą jej
          tłumaczyć,bo efekt jest jeszcze gorszy!Czasem mam wrażenie,że zadziałałby
          lepiej klaps.Do tej pory bylam za bezstresowym wychowaniem,ale sama już nie
          wiem.
    • anka99991 Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 06.11.06, 12:37
      Zasady są proste: nikt nie ma prawa uderzyć mojego dziecka: ani ja, ani ojciec,
      ani dziadek, ani babcia. NIkt. Wszyscy mamy z tym kłopot, bo i nasi dziadkowie
      i my w dzieciństwie dostawaliśmy w skórę. Różnimy się tym, że my nie zamierzamy
      tak samo się zachowywać w stosunku do naszych dzieci (choć jest ciężko, bo ręka
      czasami świerzbi, szczególnie w dużych emocjach). Oni gdyby mogli - szczególnie
      dziadkowie spuściliby takie manto, że ho ho. Trochę już zrozumieli, że taka
      postawa z ich strony nie będize akceptowana i jedna z babć na przykład
      przestała się już "chwalić", że jak jej dziecko nei chciało jeść, to się z nim
      ojciec zamknął w pokoju, manto spuścił na goły tyłek. I jak ja mam tą osobę
      szanować? Z trudem mi to przychodzi. Nie chcę, żeby moje dzieci wobec mnie
      żywiły takie same uczucia.
      • owieczka30 Re: Pozwalacie dziadkom na "klapsy"? 06.11.06, 16:21
        Mój mąż jak był mały był bity, wisiały na ścianie pas i smycz-pas od lżejszych przewinień a smycz od cięższych. Dodam iż katem była jego mama, obecnie moja teściowa. I powiem wam że miałam obawy wobec jej podejścia do naszego synka. Ale teściowa prędzej by sobie rękę ucięła niż podniosła ją na wnusia. A jak czasami wypłynie temat bicia mojego meża to widac że jej głupio. Tak że dziadkowie też sie uczą i wcale nie jest powiedziane że tak jak nas wychowano to jedyna słuszna droga

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka