Dodaj do ulubionych

jestem jakaś pechowa

IP: *.* 02.07.01, 13:23
nie wiem dlaczego tak się dzieje, tak bardzo się boję o małą , a wiele nieszcześć dzieje się przy mnie.np. dzisiejszej nocy mała spadła z wersalki śpiąć, chyba nić sie nie stało bo tylko jęknela, ale jestem przerażona. Chwilowo była sama na wersalce, i nawet się nie obudziła....
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: jestem jakaś pechowa IP: *.* 03.07.01, 10:44
      Ja wiem, ze mozesz w tej chwili miec dola, ale najwazniejsze, skoro juz cos sie stalo przez Twoj brak przewidywania, zwrocic sie po pomoc do lekarza i zrobic odpowiednie badania. Sprawdzic, czy mala nie zlamala czegos, byc moze zajdzie koniecznosc przeswietlenia glowy...Wiesz... Na szczescie raczej male dzieci, gdy juz spadna, nie robia spobie krzywdy, ale koniecznie, niezwlocznie skonsultuj ten fakt z lekarzem.A swoja droga... Wiesz... Ja nigdy nie ufam memu malemu... Nigdy nie zostawiam go na wersalce ani na lozku w sypialni (2 metry na 1,60 metra), a jesli juz musze, to tak poodkladanego roznymi poduchami, koldrami i czym tylko sie da (uwaga! musi to byc miekkie, zeby dziecko nie rozwalilo sobie o to czegos) zeby maly nie mial mozliwosci sie stamtad wyfiknąc.Bywa tez, ze przypinam Michala pasami do lezaczka, albo wkladam do kojca. I mimo wszystko mam oczy dookola glowy... Ostroznosci nigdy za wiele. O czym sie w taki przykry sposob moglas przekonac.
    • Gość: guest Re: jestem jakas´ pechowa IP: *.* 03.07.01, 11:24
      czasami tak jest, nieszczescia chodza parami. po prostu badz bardziej uwazna i przewidujaca... i nie zostawiaj dziecka samego na wersalce, proste..
    • Gość: guest Re: jestem jakaś pechowa IP: *.* 03.07.01, 11:29
      Nie przejmuj sie. Zgadzam sie z Yenna,ze powinnas ja obserwowac ale nie wydaje mi sie by bylo to cos powaznego. Juz gdzies pisalam jak to na poczatku swojej `kariery macierzynskiej` drzalam na sama mysl o upadku, obojczylach itd...i wiesz co...z ta kruchoscis dzieci to jest czysty mit.Gloria miala chyba kilka dni gdy spadla z lozka. po prostu obudzilam sie i zauwazylam,ze ..jej nie ma. Nawet sie nie obudzila!!! A ja w ryk. Co chwile sprawdzalam czy oddycha i tak do rana. Rano akurat przychodzila moja lekarka-zawsze przychodzi na kilka dni po powrocie mamy i dzidziusia ze szpitala. Ja jej w ryk,ze `marnuje zycie mojemy dziecku` a ona na to spokojnie,ze po pierwsze mala nie wyglada jakby jej cos bylo. Po drugie ,gdyby naprawde cos sie stalo to by plakala. Po trzecie kosciec dzidziusia jest bardzo `plastyczny` (gietki)i ,podczas gdy niejeden dorosly mialby co najmniej powazny bol glowy jesli nie cos wiecej to dzidzius znosi to bez problemu. Zlamania sa bardzo rzadkie. Wstrzasy mozgu tez. Dziecko jest po prostu `zaprogramowane` na przetrwanie w rekach niedswiadczonych rodzicow. Juz sam porod to wielki wysilek. Dluzszy bezdech u maluszka nie spowoduje nieodwracalnych zmian w mozgu podczas gdu u dorolsego mialoby to miejsce (juz nie pamietam jakie sa dokladnie szczegoly )Oczywiscie trzeba zapobiegac szczegolnie tym powazniejszym upadkom a jesli juz to nastapi- miec oczy i uszy otwarte - jakiekolwiek wymioty,ospalosc, zachwianie rownowagi- to moga byc sygnaly alarmujace. Jednak ,wierz mi, nie pierwszy i nie ostatni raz. Dzieci maja zwyczaj uderzania glowa w sciane, beda sie obijaly przy raczkowaniu i pierwszych krokach...nie da sie temu wszystkiemu zapobiec i kazde dziecko ma takie rzeczy na koncie. W ten sposob tez sie uczy poznawac swiat.Najwazniejsze jednak,ze jest doskonale wyposarzone na takie przygody.Trzymaj sie i nos do gory. Ja juz dawno przestalam liczyc guzy itp.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka