Gość: guest
IP: *.*
13.07.01, 20:31
mąż mi się wściekł...wściekł się oczywiście na mnie,chociaż powodów miałby pewnie tysiąc innych,ale przecież łatwiej wściec się na coś,na co można mieć wpływ...punktem zapalnym był jak zwykle bałagan,którego nie sprzątam.zaczęłam nawet wczoraj rozmawiać na chacie na ten temat,ale musiałam szybko przerwać,bo powrócił z pracy gotów wszcząć kolejną awanturę(tak się też stało:nie poskładałam prania a zajęłam się internetem...).ale zaraz powiecie,że robi ze mnie niewolnice albo cos takiego...a ja tego nie chce,bo tak nie czuję:on ma swoje obowiązki w pracy a ja swoje w domu,kiedy może(rzadko-pracoholik) to mi pomaga:nie ucieka przed brudnymi naczyniami i innymi takimi.nie uwiązuje mnie też w domu - zawsze zachęca do wyjścia do koleżanki,na spacer czy gdziekolwiek.to ja jestem przywiązana do domowych pieleszy jak pies...ale tak było zawsze,jeszcze zanim go spotkałam na swej drodze-wolałam przeczytać pięć książek w wakacje niż gdzieś wyjechać.ale nie o tym chciałam mówić...chodzi o to,że powiedział mi w złości parę rzeczy,nad którymi się jednak zastanowiłam i niestety - musiałam mu przyznać rację...najważniejsze jest to,że jakoś czas zaczął mi przeciekać przez palce-nie robię nic pożytecznego,a to co robię coraz częściej wychodzi mi źle.przykład?proszę bardzo:już ponad rok piszę pracę magisterską i co chwila jakieś okoliczności stają na przeszkodzie - w pierwszej wersji miałam się bronić we wrześniu...zeszłego roku.jak tak dalej będę pisała to i w tym roku nie dam rady...coś się we mnie załamało,jakaś energia życiowa ze mnie uciekła,żyję codziennością i nie jestem w stanie zrobić nic poza "planem dziennym":śniadanie,gimnastyka,mycie,zakupy,usypianie Ismenki,zabawa z Gilbertem,obiad,pranie,spacer,kolacja,spanie,eDziecko.jak widać sprzątania nie ma.tak więc postanowiłam sobie,że zaprę się czterema łapami i napiszę tę pracę,żeby udowodnić sobie,że jednak coś jestem w stanie zrobić!niestety,będę musiała zrezygnować z eDziecka,bo to właśnie ono zajmuje mi czas na pisanie przeznaczony(jak już wejdę to wyjść nie mogę...)Mam więc prośbę:przysyłajcie mi wspierające maile,żebym nie czuła się zbytnio osamotniona,bo będę się pojawiać tylko w sytuacjach rzeczywiście awaryjnych,a może wcale...i jeszcze prośba do Agaty - napisz,czy psycholog pomógł,bo ja się właśnie zastanawiam nad pójściem,ale mąż twierdzi ,że miał tyle do czynienia z psychologami,że mu wystarczy.pozdrawiam wszystkich gorąco.pa.