Dodaj do ulubionych

Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam)

IP: *.* 16.10.01, 22:31
WitamKilka tygodni temu z zainteresowaniem przeczytałam Twój post dotyczący wakacji w Turcji. Piszę poradnik o podrózowaniu z dziećmi - i w związku z tym mam pytanie - czy nie zechciałabyś opisać bardziej szczegółowo swego wyjazdu? Idea jest następująca: po części typowo poradnikowej będzie rozdział ze wspomnieniami rodziców z róznych wypraw. Oczywiście może być anonimowo. Niestety Internet to dla mnie jedyna szansa na znalezienie podróżujących z dziećmi ludzi - tkwię na krańcu cywilizowanego świata (w Iralndii) i za kilka tygodni spodziewam się drugiego dziecka - a wydawca ściga mnie terminami. Bardzo proszę, nie tylko Melę - pomóżcie! Wszystkie poradniki dotyczace opieki nad dzieckiem jak jeden mąż wołają - "możesz wyjechać z dzieckiem na wakacje, ale niczego nie oczekuj, bo skończy się to niepowodzeniam". Moim zdaniem to nieprawda: z półrocznym niemowleciem byłam na wyprawie rowerowej, z 10 miesięcznym - na spływie kajakowym, z dwulatkiem na trekkingu w Himalajach, niedawno na wyprawie w Meksyku - i każdy wyjazd był cudowny - i dla mnie i dla mej córki. Interesuje mnie wszystko: wycieczki w rejon Morza Śródziemnego, samochodem po Europie, łażenie po Tatrach, pływanie żaglówką po Mazurach... Każda informacja będzie dla mnie cenna. Piszcie do mnie na priva lub na forum, ale błagam - niech ktoś sie odezwie!Pozdrawiam. Maugosia
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 17.10.01, 08:17
      Postaram sie napisac na priva w przeciągu kilku dni. Bylysmy w Turcji, Bulgarii i Paryzu (to wspominam najlepiej - no moze poza dezaprobatą podczas karmienia dziecka piersią w Wersalu ;) ). Co Ci opisać?Napisz prosze kilka sLow o splywie kajakowym. Jes to możliwe z dzieckiem?????? Pływałam sama i jakoś sobie nie wyobrażam. :sol: czy książka będzie podobna do "Travel with Children" Lonely Planet?
      • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 17.10.01, 11:01
        Witam,Dzięki, że się odezwałaś - będzie świetnie, jeśli znajdziesz czas i opiszesz każdą wyprawę oddzielnie - ale nie przejmuj się - za każde zdanie będę całować po rękach :)(opis podróży z dzieckiem, a w tle kraj - lub odwrotnie - jak wolisz :)). Rzeczywiście chodzi mi o coś podobnego jak Lonely Planet. Tyle, że tamten przewodnik jest skupiony przede wszystkim na zagrożeniach związanych z pobytem w krajach Trzeciego Świata - to co napisałam będzie traktować sprawę szerzej - ostatecznie ile osób w Polsce wyjedzie z maluszkiem do Afryki czy Azji... Jeśli chcesz prześlę Ci szczegóły na priva.A wracając do spływów - tajemnica tkwi w sprzęcie - mamy składany kajak odziedziczony po armii radzieckiej - z miejscem na cekaem. Poważnie :) Pływaliśmy przez ostatnie 4 lata - kiedy nasza córka była jeszcze malutka włożyłam do kajaka górę od wózka trzyfunkcyjnego (w plastiku taki numer nie przejdzie). Polecam.Serdecznie pozdrawiam. Maugosia
        • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam)-do maugosi IP: *.* 17.10.01, 11:07
          Maugosia, ja też pływałam na kajakach, ale z dzieckiem? podziwiam! A na jakich rzekach? Bo ja Poprad i Dunajec i naprawdę nie wyobrażam sobie tego z maleństwem - górska rzeka przecież grozi wywrotką, zaliczyłam ich tyle...Napisz coś więcej, co? Miałam dwa lata przerwy, a w przyszłym roku chcemy jechać, ale młodej chyba nie weźmiemy...Najmłodsze dzieci, jakie widziałam na "plastikach" miały około siedmiu lat.Jaki dokładnie ten Wasz kajaczek?Pozdrawiam Agnieszka
          • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam)-do maugosi IP: *.* 17.10.01, 18:54
            Hej. Rok temu byłam na Wiośnie Radosnej" czyli otwarciu sezonu kajakowego. Po raz pierwszy nie zabraliśmy córki - i nie masz pojęcia jak żałowałam. Obok nas płynęli pontonem ludzie z dwulatkiem.Oczywiście nie da sie płynąć górską rzeką w sportowym kajaku czy nawet turystycznym "plastiku". Nawet na spokojnej rzece czy jeziorze jest to ryzykowne - są wywrotne, z trudem mieści się własny bagaż , a co dopiero dziecko. Jedynym wyjściem jest składak - my mamy brezentowy, z aluminiowym szkieletem - pioruństwo waży chyba tonę, ale jest bardzo stabilny, właściwie nie wywrotny i można zapakować do niego całą rodzinę. Podobno można je sprowadzić z Ukrainy lub Rosji. Niemieckie składaki kosztują ok. 2000 DM. Naszym pływaliśmy przez ostatnie 4 lata: Czarną Hańczą, Brdą, Gwdą... Razem z nami trzy inne rodziny - z dziećmi w wieku od 3 do 12 lat. Nasza córka była rekordzistką - za pierwszym razem miała niespełna 10 miesięcy. To typowo rekreacyjne spływy - nie ma tam mowy o zagrożeniach związanych z pływaniem po górskich rzekach. W razie czego służę wszelkimi radami.Pozdrawiam. Maugosia
    • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 17.10.01, 09:12
      Jesli można prosić o doświadczenia podróżujących mamuś na forum, myślę, że dużo osób mogłoby z Waszych rad skorzystać. Ja sama raczej z małą nie podróżuję a chciałabym , Ola ma już 20 miesięcy. Pozdrowionka
    • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 17.10.01, 12:51
      Conieco na ten temat właśnie napisałam na edziecko w poście "dziecko w Turcji - reflekcja z wakacji".
      • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam)-do Wiesi IP: *.* 17.10.01, 12:54
        Witamy po powrocie!:hello:
    • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 18.10.01, 12:09
      To ja też podzielę się moimi doświadczeniami z podróży z dzieckiem. Byliśmy z Filipem (obecnie 3 latka i 2 m)na kilku wyjazdach zagranicznych i wielu krajowych. Mam to szczęście, że pochodzę z Mazur, tam mieszkają moi rodzice więc mamy ułatwioną sprawę "noclegową". Wiem jednak, że gospodarstwa agroturystyczne zapewniają na Mazurach BARDZO wysoki poziom w porównaniu z innymi rejonami Polski. Służę kontaktami. Nie znam dobrych kempingów na Mazurach, natomiast bardzo dobre warunki są na kempingu na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej - k. Ostańca. Cudowne miejsce na wycieczki rowerowe - dużo tras, niezbyt trudnych, natomiast koszmarne gospodarstwa turystyczne. Super sprawa jeżdżenie z maluszkiem na specjalnym siodełku. Zakopane - świetne miejsce na pobyt z maluchami: wycieczki nad Morskie Oko z dzieckiem w nosidle (Filip sam zszedł z nad Morskiego Oka gdy miał 13 m!), cudowne hale do biegania dla dopiero uczących się chodzenia dzieciaczków. Super tanie noclegi. Wycieczki zagraniczne:- Mediolan - w sumie poza lotem samolotem nic innego niż pobyt w W-wie. Problem ze spóźnionym samolotem - to trzeba brać pod uwagę. Nasz Filip nie mógł zasnąć w samolocie, gdy była jego pora (szum silników), był znmęczony czekaniem na Okęciu (2 godz spóźnienia samolotu), miał dopiero 10 m a samolot pełniusieńki więc niewiele mógł zrobić w samolocie (tzn. raczkować).- Madryt - sami zorganizowaliśmy wyjazd. Polecam mimo, iż duże miasto może odstraszać. Ale jest co oglądać. Co kilka kroków park z placem zabaw dla dzieci z super-wyposażeniem, więc zgodnie dzieliliśmy czas na "nasz" (Muzeum Prado, Muzeum Reg. Sofii, Pałac Królewski etc.) i dla Filipka (zabawy na placu zabaw). B.łatwa komuniakcja metrem, dojazd z lotniska idealny. Bardzo tanie pensjonaty zwane hostelami/ hostalami?/ - nie mylić z hostelami młodzieżowymi!!! Hostele to specyfika hiszpańska! Trudno trafić przez internet na dobry hostel, ale na miejscu łatwo znależć coś odpowiedniego. Hiszpanie UWIELBIAJĄ dzieci, zaczepiali nas wszędzie - tak kochają dzieciaki :). Nawet gdy Filip ... zwymiotował ...:( w eleganckim barze w muzeum Reg.Sofii - wszyscy z obsługi latali wokół nas by nam pomóc bez cienia oburzenia! Nie warto zabierać ze sobą czegokolwiek - w Madrycie wszystko jest tańsze niż u nas. Na lotnisku super atrakcje dla dzieci: jumbo-jety widoczne tuż za oknem, jazdy na samochodzikach z automatycznym robieniem zdjęć, super obsługa dzieci w samolotach LOT-u - rejsowych nie czarterowych-( w przeciwieństwie do AlItalii...:() - specjalne zestawy dla dzieci: kredki, karty do gry, kolorowanki... Samolotemn jechało sporo dzieci - Filip zaprzyjaźnił sie z nimi i był po prostu plac zabaw. W sumie wyjazd bardziej atrakcyjny był dla Fitka :D- Normandia - cudowna sprawa dla tych, którzy nie przepadają za gorącymi wybrzeżami z maluchami (tak jak ja). Mnóstwo miejsc do zwiedzania, atrakcji dla dzieci i dorosłych, cudowne powietrze i widoki, . Ulubione miejsce Paryżan. Wynajęliśmy mieszkanko 2 pokojowe z INTERHOME z widokiem na ocean. Wszystko dla dzieci dostępne, tanie supermarkety wszędzie, aż do przesady. Francuzi z dystansem i do nas i do dzieci. Ale ważne, że dziecko ma co robić, a i rodzice się nie nudzą (wino i sery :D). Pojechaliśmy tam samochodem - okropnie daleko, ale zatrzymywaliśmy się u przyjaciół w Niemczech, potem w Holandii. Wyjeżdżaliśmy zawsze o świcie - wtedy F. spał. Najlepszy jest fotelik z opcją ustawienia do spania. Kasety z bajkami, walkman, książeczki, gry, kredki takie dla maluszków (nieostre w formie kulki) ułatwiają podróż. I częste zatrzymywanie się.- częste podróże do Słowacji,Rumunii, na Węgry - to odrębny temat. Ale też wsdcinek jazdy z Warszawy do granicy Polski .Teraz marzy mi się 2-3 tyg. wycieczka właśnie do Irlandii! Powiedz mi Małgosiu, jaki miesiąc byłby na to najlepszy? EWA
      • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 18.10.01, 20:52
        Witam!Dzięki za informacje - czy dałoby się Cię namówić na trochę szersze opisanie Waszych podróży? Co do Irlandii - zapraszam do mnie, na zach. wybrzeże. Irlandia jest urokliwa, szczególnie dla pasjonatów archeologii i fotografowania. Sami Irlandczycy mówią o sobie,że są najsympatyczniejszymi ludźmi na świecie - i niewiele w tym przesady :) No i świat pubów - nie cierpię piwa, ale tutejsze puby to cały mikrokosmos - nie na darmo mówi się o pubowej kulturze Irlandczyków. Z miejsc wartych zobaczenia na pierwszym miejscu postawiłabym New Grange - neolityczny grobowiec - jeden z najpiękniejszych w Europie, dalej średniowieczny zamek Rock of Cashel, wczesnochrześcijańskie Oratorium Gallarus. I masę innych rzeczy: przepiekne Klify Moheru, kawałek na północ inne klify - najwyższe w Europie - zresztą nie sposób wszystkiego wymienić... Służę szczegółami na priva. Co do pory roku: Irlandia jest kapryśna - ale jeśli miałabym doradzać to maj-wrzesień. Od listopada do kwietnia nie ma właściwie dnia bez deszczów. Serdecznie pozdrawiam i czekam na priva. Maugosia
        • Gość: guest Re: Szukam Meli - moja relacja IP: *.* 22.10.01, 09:19
          Zgodnie z obietnicą zamieszczam:Moje dziecko ma obecnie 1,5 roku, a za sobą objazd prawie całej Polski i dwie dwutygodniowe podróże zagraniczne.Jacuś urodził się 28 lutego 2000 (bardzo starałam się wycelować w 29 lutego – byłaby super data, ale zabrakło mi 4,5 godziny), i myślę , że już sam fakt urodzenia się w okresie przedwiośnia wpłynął na wczesne rozpoczęcie podróży. W końcu wiosna to czas wystawiania nosa na świat dla wszystkiego co żyje.Pierwsze wycieczki „w Polskę”Zanim Misiu ukończył cztery miesiące zdążył odbyć kilka wycieczek po województwie Świętokrzyskim (mieszkamy w Kielcach), sam pojechał po wózek dla siebie do Krakowa., odwiedził znajomych pod Warszawą, pradziadka na Śląsku, oraz ciocię i wujka w Bielsku-BiałejPodróże samochodem od początku znosił dobrze, bo jeździł w wygodnym foteliku Bebe Confort, a kołysanie samochodu musiało mu przypominać wcześniejsze huśtanie w brzuchu mamy i zwykle w ciągu kilku minut od rozpoczęcia jazdy smacznie usypiał. Tu przy okazji chciałabym polecić wszystkim podróżującym rodzicom zakup fotelika-nosidełka w komplecie z wózkiem, do którego można go przypiąć. Takie rozwiązanie umożliwia szybkie przełożenie śpiącego w foteliku dziecka na stelaż wózka i udanie się na spacer, zakupy czy zwiedzanie. Jest też bardzo przydatne w czasie wakacji za granicą , o czym napiszę nieco dalej.Muszę przyznać , że wbrew wszystkim obiegowym opiniom podróżowanie z niemowlęciem nie jest wcale kłopotliwe, zwłaszcza, gdy za posiłek zazwyczaj wystarcza pierś, a w podręcznej torbie jest kilka Pampersów i chusteczek do wycierania pupy. Przewijanie odbywało się albo na rozłożonym siedzisku wózka albo w najbliższym Mc Donaldzie.Pierwsze zagraniczne wakacje - GRECJAPod koniec lata, czyli na przełomie września i października Jacuś wraz z rodzicami pojechał na swoje pierwsze zagraniczne wakacje do Grecji. Powodów na podjęcie takiej decyzji było kilka: po pierwsze skończył mi się urlop macierzyński i „z biegu” postanowiłam wykorzystać zaległy urlop wypoczynkowy; po drugie Jacuś wchodził właśnie w wiek siadania ,co jak uważam umożliwiło mu bardziej świadomy odbiór świata zewnętrznego; po trzecie koniec lata na południu Europy oznacza idealną pogodę na takie wyjazdy – już nie upalnie , a jeszcze ciepło i po czwarte – dzieci do lat dwóch podróżują za darmo, więc szkoda nie wykorzystać okazji. Do tego dodam fakt , że tym okresie oferty biur podróży są w cenach znacznie niższych niż w środku lata.Wcześniejsze doświadczenia z podróżowania po Polsce pozwoliły mi nie ugiąć się pod presją środowiska oburzonego faktem , że zamierzamy „męczyć” tak małe dziecko. Wiedziałam już co może być potrzebne, na wszelki wypadek zabrałam ze sobą też cała stertę rzeczy niepotrzebnych. Bagaż był spory, jego znakomitą większość zajmowały akcesoria i żywność i podstawowe leki dla dziecka. Wzięliśmy też ze sobą telefon komórkowy ,aby w razie konieczności móc się natychmiast skontaktować z pediatrą.W pierwszej kolejności oczywiście zabraliśmy ze sobą wózek i dopinany do niego fotelik-nosidełko. Ten zestaw przydał się zarówno w samolocie jak i później. Samego wózka nie warto zdawać na bagaż – do samolotu można podjechać nim bezpośrednio i w ostatniej chwili zostawić w specjalnym luku, zaś po zakończeniu lotu obsługa wystawia go przed wyjście. Fotelik-nosidełko wraz z dzieckiem został wniesiony do samolotu. Jak się okazało było to o wiele lepsze rozwiązanie niż gdybyśmy dziecko trzymali na ręku. Mieliśmy przy tym trochę szczęścia – obok nas w samolocie było wolne miejsce, więc po prostu przypięliśmy fotelik do wolnego siedzenia, w efekcie dziecko spało sobie wygodnie a my mieliśmy ręce wolne. W drodze powrotnej wolnego miejsca obok nie było, ale chyba tym bardziej doceniliśmy nasz fotelik- unieruchomiony między kolanami taty, a ścianą z przodu umożliwił nam wygodną podróż i spokojne zjedzenie samolotowego posiłku.Po przybyciu do hotelu ku mojemu miłemu zaskoczeniu okazało się , że w pokoju jest darmowa dostawka dla dziecka. Nie zmienia to faktu , ze rozkładane na płask siedzisko wózka przydawało się do spania wielokrotnie – choćby w trakcie spacerów czy wycieczek. Kolejną rzeczą , którą jak się okazało warto było zabrać ze sobą było nosidło na stelażu. Już przed wyjazdem z Polski zaplanowałam sobie wycieczkę do Meteorów ( klasztory na skałach, czyli miejsca trudno dostępne ). Wszelkie odcinki trasy , które należało pokonać na piechotę po wąskich ścieżkach lub wspinając się w górę Jacuś przebył jako pasażer na plecach taty.Podróże w autobusie, podobnie jak w samolocie, spędził w foteliku –nosidełku . W nim też był wynoszony w czasie krótkich przerw w trasie np. na posiłki W czasie dwutygodniowego pobytu w Grecji byliśmy na trzech wycieczkach. Wszystkie przebiegły bez najmniejszych zakłóceń, choć w dniu ich zakupu nawet rezydentka wyrażała swoje wątpliwości czy małe dziecko je dobrze zniesie. Wzorcowe zachowanie Misia zjednało mu życzliwość licznych współuczestników wycieczek – w efekcie na dłuższych odcinkach jazdy dziecko było zabawiane przez co najmniej kilkanaście osób. Kolejnym wakacyjnym wyzwaniem były kąpiele siedmiomiesięcznego bobasa w morzu. Dla jego realizacji kupiłam coś pomiędzy dmuchanym mini -pontonikiem a kółkiem ratunkowym – czyli urządzenie w którym dziecko może siedzieć , a jednocześnie mieć nóżki przełożone przez otwory w dnie i zanurzone w wodzie. Muszę przyznać , że z początku słone fale rozpryskujące się przy buzi Misia nie wywoływały jego zachwytu, jednak po jakimś czasie wydawał się umiarkowanie zadowolony z nowej sytuacji. W sumie pływanie w morzu przed pierwszymi urodzinami uważam za drobny sukces- na kilku zdjęciach jakie udało się wtedy zrobić ma w miarę ucieszony wygląd.Pod koniec pobytu skończyła się przywieziona z Polski kaszka i jadłospis dziecka należało uzupełnić o produkty dostępne na miejscu. Przebywaliśmy w małej miejscowości , w której produkty dla dzieci były dostępne zaledwie w trzech sklepikach i w bardzo ograniczonym wyborze. Dało się jednak z tego wybrać jakaś kaszkę instant, która co prawda była kilkukrotnie droższa od krajowych odpowiedników jednak okazała się bardzo smaczna.W sumie ubiegłoroczne doświadczenia z wakacji w Grecji były na tyle pozytywne , że bez żadnym obaw zdecydowałam się na kolejny zagraniczny wyjazd w tym roku.Drugie wakacje zagraniczne – TURCJAPodobnie jak w ubiegłym roku wybrałam początek października jako optymalny okres na wakacje w kraju śródziemnomorskim.Dziecko już starsze i bardziej samodzielne więc w konsekwencji podejście do wyjazdu uległo zmianie. Bagaż tym razem nie zawierał ani fotelika-nosidełka ani nosidła na stelażu (choć to drugie być może byłoby przydatne podczas zwiedzania Kapadocji). Do ostatniej chwili zastanawialiśmy się czy zabrać rozkładany na płask wózek wielofunkcyjny czy lekką spacerówkę. Zdecydowaliśmy na wózek wielofunkcyjny i dobrze na tym wyszliśmy.W tym roku zapakowaliśmy dodatkowo wiaderko i foremki do piasku. Pozostałe rzeczy były takie jak w ubiegłym, z tym , że ilość słoiczków z żywnością zmniejszyła się - w końcu półtoraroczny „chłop” może już w znacznym zakresie jeść i pić to samo co dorośli. Z perspektywy czasu oceniam , że zabranie po jednym słoiczku na dzień okazało się wyjściem prawie idealnym. Śniadania zjadaliśmy w hotelu, a Jacusiowi wyjątkowo przypadł do gustu serwowany tam jogurt i słodkie bułeczki. Swoją drogą nie bardzo rozumiem dlaczego ten jogurt tak mu smakował :jak dla mnie był zbyt kwaśmy i nie byłam w stanie przełknąć więcej niż kilka łyżek na raz, a Misiu pochłaniał codziennie cały kubek. Obiady i kolacje też podawano w hotelu i wtedy wszyscy korzystaliśmy z lokalnej kuchni. Słoiczki przydawały się w te dni, które spędzaliśmy
          • Gość: guest Re: Szukam Meli - moja relacja IP: *.* 23.10.01, 11:19
            Wiesiu, rewelacja!Mam nadzieję, że kiedy nasze Maleństwo przyjdzie na świat, uda mi się przekonać męża, ze podróże z nim (dzieckiem, oczywiście) nie oznaczają skazania go na pewną smierć z wygłodzenia, wycieńczenia, niewyspania, nieprzewiniecia itepe itede....Już mu (mężowi, oczywiście)wysyłam Twój post!Ps.czemu ja dzisiaj mam jakieś zaburzenia zaimkowej logiki :what:
          • Gość: guest Re: Szukam Meli - moja relacja IP: *.* 23.10.01, 19:56
            Wiesiu!Ogromnie dziękuję - to jest dokładnie to, na czym mi zależało. Będę o Tobie pamiętac, jak tylko poradnik ukaże się drukiem - dostaniesz go w pierwszej kolejności :) . Jeśli pozwolisz zgłoszę się trochę później z ewentualnymi pytaniami - teraz muszę wykurować zapalenie oskrzeli,które mnie dopadło... Serdecznie pozdrawiam. Maugosia
            • Gość: guest Re: Szukam Meli - moja relacja IP: *.* 24.10.01, 06:45
              Połechtałaś moją próżność. :-)W ogóle poważnie zastanawiam się czy miałabym szansę na zmianę zawodu na coś związanego z pisaniem (artykuły, felietony itp.)Choćby w niepełnym wymiarze czasu.
              • Gość: guest Re: Szukam Meli - moja relacja IP: *.* 24.10.01, 19:58
                Też o tym swego czasu myślałam :).Pozdrawiam. Maugosia
        • Gość: guest Re: Szukam Meli - moja relacja IP: *.* 22.10.01, 09:19
          na wycieczkach fakultatywnych lub choćby dłuższych spacerach.Z pobytu w Turcji najmilej będę wspominać tamtejszy sposób traktowania dzieci.Już po przybyciu do hotelu mój Misiu wzbudził zainteresowanie całej (męskiej!) obsługi. W czasie posiłków kelnerzy co chwilę zagadywali do niego, brali na ręce, całowali i przytulali. Podobny entuzjazm okazywali recepcjoniści. Dotąd właściwie jeszcze się nie dziwiłam (w końcu miła obsługa to ich obowiązek służbowy), prawdziwy szok przeżyłam w czasie pierwszych spacerów po mieście. Praktycznie nie było straganu ani knajpki z których nie dochodziłyby wyrazy zachwytu i zainteresowania dzieckiem. Wystarczyło go na chwilę puścić między stragany , a zaraz wracał z jakimś upominkiem. Najczęściej przypinano mu do ubranek małe broszki - amulety, dostał też małego słonika z alabastru.Kolejny szok przeżyłam w autobusach- widok rodzica z dzieckiem powodował zrywanie się na równe nogi wszystkich pasażerów z pobliża. Co ciekawe, ustępowano miejsca rodzicowi z dzieckiem - wszystko jedno czy to matce czy ojcu. Zabawnie wyglądała sytuacja gdy Misiu na rękach taty spowodował zerwanie się z siedzenia starszej Turczynki.Życzliwe podejście do dzieci, wyrażające się również w bezpłatnym uczestnictwie w wycieczkach spowodowało , że w sporym zakresie nasze wczasy miały charakter objazdowy. Po pewnych wahaniach zdecydowaliśmy się nawet na trzydniowy objazd Kapadocji. Muszę przyznać , że mimo dobrych doświadczeń z wcześniejszych podróży trochę się tej Kapadocji obawiałam, zwłaszcza gdy rano w hotelu, z grupy osób oczekujących na autokar dobiegł do mnie komentarz jakiejś turystki „ coś podobnego , takie małe dziecko zabierać na taką męczącą wycieczkę! Co za ludzie!”. Na szczęście komentarz owej pani okazał się całkowicie chybiony. Zwiedzanie nie stanowiło najmniejszego problemu, bo nawet gdy chcieliśmy na kilka czy kilkanaście minut zajrzeć w jakieś miejsce niedostępne dla dzieci zawsze w pobliżu znalazł się Turek chętny do zajęcia się dzieckiem. Także jazda autobusem była bezproblemowa, a to w dużej mierze dzięki możliwości wypięcia siedziska z wózka i ułożenia go w poprzek siedzeń w autobusie. W ten sposób powstawało mini-łóżeczko dla dziecka. W trakcie dwutygodniowego pobytu sześć dni spędziliśmy na wycieczkach , a pozostałe na plaży. Bardzo przydatne okazały się tam zarówno zabawki do piasku jak i pontonik-kółeczko (ten sam , który w zeszłym roku pojechał z nami do Grecji). Kąpiele w morzu tym razem nie budziły już strachu i były nieodłącznym i głównym elementem zabawy na plaży. Po powrocie mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że zarówno w zeszłym roku jak i w tym nie znalazłam żadnych przeciwwskazań do podróżowania z dzieckiem. A poza wszystkim innymi zaletami należy wymienić i to , że dziecko, zwykle pozostające pod opieką żłobka , babci lub w najlepszym wypadku jednego z zapracowanych rodziców wreszcie miało mamę i tatę dla siebie przez 24 godziny na dobę .
    • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 24.10.01, 08:01
      Maugosiu,Czy planujesz rowniez omowienie kwestii podrozy z dwojka (wieksza iloscia) dzieci? I takze podroze osob, ktore maja raczej konserwatywne podejscie do sprawy? Ja mam bliznieta i mimo, ze uwielbiam podroze to nie odwazylam sie na nic wiecej niz tydzien w gospodarstwie agroturystycznym. Na dodatek przez to, ze spalysmy (z mama) z dziewczynkami w jednym pokoju, w ogole sie nie wysypialam - pobudki ok 5 rano i na widok mamy nie bylo mowy o dalszym spaniu. Nasze bagaze byly tak ogromne, ze maz musial dwa razy obracac samochodem.W przyszlym roku wybieramy sie do Irlandii (rodzina) i juz teraz zaczynam sie obawiac, jak to bedzie ze spaniem, transportem (bedziemy musieli wynajac samochod a to kosztuje fortune) itp. Wiem, ze blizniaki to wyjatek i nie oczekuje odrebnego rozdzialu im poswieconego, ale kwestia dwojki dzieci w roznym wieku to juz cos znacznie bardziej popularnego. Z tego, co czytalam, czeka to tez Ciebie! Zastanawiam sie, czy drugie dziecko oznacza koniec podrozy i uziemienie!?No i oczywiscie daj znac kiedy ksiazka wyjdzie - chcialabym ja kupic.Zycze powrotu do zdrowia.Magda
      • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 24.10.01, 09:12
        Czekam na poradnik z niecierpliwoscia!My z maluchami plywalismy kajakami, tez bylismy na obozie rowerowym. Co roku jezdzimy pod namiot, mama nurkuje, tata babki stawia :)Obeszlismy tez cale Bieszczady i Baskid Niski z dwojka dzieci wiekszych i maluchem w wozku trzykolowym. Kiedy nie mam pomocy meza, potrafie nawet zabrac towarzycho pociagiem (bagaz jedzie sobie sam) i ogolnie jak raz na jakis czas sie nie zmecze w podrozy to jestem chora. Pozdrawiam wszystkich Wloczykijow.
        • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 24.10.01, 19:24
          Gosia!Opisz jakas swoja podroz w szczegole, dla dobra ludzkosci (a chocby mojego) i ww. ksiazki!! Ale mysle tak naprawde, ze to jest glownie kwestia osobowosci: sa ludzie, ktorzy znosza wybicie z normalnosci (jakim jest podroz) lepiej niz inni. Chyba niestety nie jestem Wloczykijem tylko Mama Muminka - wlasnie czytam moim dziewczynkom (a bardziej sobie) jak to rodzinka wybrala sie na wycieczke lodka - wypisz wymaluj my ("a gdzie jest maselniczka??!").Moze jeszcze nabiore odwagi.Magda
          • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) nasza podróż z dwójką :) IP: *.* 24.10.01, 20:19
            W kwietniu kiedy nasza starsza córka Marta miała prawie 3lata a Natalii brakowało miesiąc do roczku wyruszyliśmy w jedną z naszych podróży po Polsce.Zapakowaliśmy dwie torby ubrań;), wózek, nosidło, małe z tyłu w swoich fotelikach i jedziemy :)Pierwszy nasz cel to Poznań dwie godziny jazdy od naszego rodzimego Wrocławia.Po przyjeżdzie zwiedziliśmy poznański rynek, obejrzeliśmy koziołki i poszliśmy zobaczyć jak duża jest kolejka na wystawę impresjonistów, kolejki nie było wcale bo to poniedziałek więc tylko grupy zorganizowane i ...ochroniarz wpuścił nas za darmo bo z dziećmi z tak daleka :) tak więc obejrzeliśmy wystawę, zjedliśmy obiadek w restauracji i ruszyliśmy dalej w kierunku Gniezna gdzie dotarliśmy wieczorem i ograniczliśmy się do znależienia noclegu w hotelu.Rano zwiedziliśmy katedrę, dziewczyny nawet zniosły dośc nudnego przewodnika :) potem zrobiliśmy sobie długi spacer po Gnieźnie, żeby dziewczyny wybiegały się przed dalszą podróżą, po około dwóch godzinach dotarliśmy do Kruszwicy nad jezioro Gopło gdzie spędziliśmy dwie godzinki i zjedliśmy obiad w zajeździe.Następnie ruszyliśmy do Kołobrzegu gdzie dojechaliśmy późnym wieczorem , poszliśmy przywitać się z morzem i do hotelu spać, następny dzień był cały plażowy, pogoda dopisała, świeże rybki też :sol:Popołudniu wyjechaliśmy do Torunia, który swoją urodą od razu powalił nas na kolana ale w tym dniu nie było już siły na zwiedzanie :)Następnego dnia zwiedzaliśmy Toruń i naszym dziewczynką najbardziej przypadł do gustu sklep z piernikami ;)Po całym dniu spędzonym w Toruniu wyruszyliśmy w kierunku Kielc do przyjaciół gdzie spędziliśmy trzy dni, jeden nad zalewem Hańcza bo pogoda dopisywała.Potem był dzień w stadninie gdzie były akurat zawody dzieci i mnóstwo kucyków więc dziewczynki były zachwycone.Pod koniec pobytu zrobiliśmy sobie wycieczkę na gokardy i wstyd się przyznać mama jeździła najwolniej :lol:Nasz cały wyjazd zakończyliśmy w Beskidach w domku moich rodziców.Taki wyjazd nie musi być męczący, młodsza Natalia w ciągu dnia przesypiała około 3 godziny i ten czas wykorzystywaliśmy na najdłuższy etap jazdy, potem robiliśmy co około półtora godziny przerwy bo tyle Natalia wytrzymywała zabawiana przez Martę, oczywiście tył auta zasypany był zabawkami i ksiązeczkami :)Do jedzenia małej wystarczał cyc i jedzenie ze słoiczków, które już teraz można wszędzie kupić a starsza na szczęście niejadkiem nie jest i jadła restauracjowe jedzenie :)no i w ogóle było super i wspomnienia jakie :D
            • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 28.10.01, 22:25
              To naprawdę bardzo miła niespodzianka, gdy po kilku dniach nieobecności na forum otwiera się "swój" wątek - a on żyje i w dodatku ma się świetnie. Dzięki za każdy tekst. Spróbuję nie być gorsza i też coś skrobnąć :). Pozdrawiam wszystkie Włóczykijowate i nie Mamy. Maugosia
        • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 24.10.01, 20:05
          Gosiu - Twój pech, że się odsłoniłaś - teraz bedę za Tobą chodzić i męczyć o choćby najkrótszą opowieść :). Zmiłuj sie nad chorą, która własnie wypluła resztkę płuc, w dodatku brzemienną - i odezwij sie do mnie...Maugosia
      • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 24.10.01, 19:52
        Witam,Dzięki za życzenia powrotu do zdrowia – naprawdę się przydadzą…Co do poradnika, to sądzę, że ilość dzieci ma znaczenie drugorzędne (najlepszym dowodem na to jest post Gosi 26). Wydaje mi się, że najistotniejsze jest po prostu chcieć (i przełamać lęk). Rady, które dotyczą podróżowania z jednym dzieckiem można zastosować do dwójki czy trójki – ale nic nie zastąpi sztuki improwizacji. A co do bliźniaków – znam samotną Mamę, która pierwszy raz zabrała swoich chłopaków w Tatry, gdy mieli 11 miesięcy – sama nie wiem, jak ona sobie poradziła :). My planujemy, z naszym nowym dzidziulcem i Sarą, powrót do Nepalu – jeszcze zanim skończy rok. Czy się uda – czas pokaże… Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę wielu wyjazdów – myślę, że im dziewczynki bedą starsze, tym będzie Ci łatwiej. MaugosiaP.S. Skrobnij, jeśli masz ochotę, do mnie na priva, chętnie porozmawiam o podróżowaniu po Irlandii.
        • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 24.10.01, 21:55
          hej, hej!!!Maugosiu, super ,że piszesz ten poradnik ,sama chciałam poruszyć na forum temat podróżowania , bo mi się marzy ,że kiedyś zabiorę dzieciaki by im świat daleki pokazać (na razie wędrujemy po mapie ).Gdy moja Sara była tycia na plecach taty "przebujała" się po Tatrach , niezliczone razy tuptała po Rudawach i Beskidach.No a potem było nasze morze-wielka miłość do kołyszących się statków i szumiących fal.Odkąd jest z nami Jędraś (16,5 miechów) nasze trasy wyraźnie się skróciły ale jeszcze pokażemy na jakie wyczyny nas stać!!!!!Maugosiu, mam takie "nie z tej beczki" pytanie -mieszkasz w Irlandii , więc pewnie wiesz jakie jest znaczenie imienia Fiona -mogłabyś mi napisać ,proszę bo mi chodzi po głowie ,gdyby tak kiedys jeszcze córeczkę.....Pozdrawiam i zdrówka życzę -BEA
          • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) do Bei IP: *.* 28.10.01, 21:58
            HejOdpisuję z poslizgiem bo mnie totalnie rozłożyło choróbsko na kilka dni. Tak więc Fiona pochodzi od męskiego imienia Fionn - używanego jako imię chrześcijańskie (choć korzenie sięgają starożytności), głównie w Skandynawii i Islandii. Bardzo popularne kiedyś w Irlandii - dziś, jak mi się zdaje - mniej. Imię pochodzi od słowa fionn - uczciwy, jasny (ang. fair, w polskim przyjęło sie sformułowanie "fair play"). Ten sam żródłosłów ma inne żeńskie imię - Fionnuala. Założę się, że i w jednym i drugim przypadku musiały być jakieś świete dziewice :). Pozdrawiam. Maugosia
    • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 24.10.01, 23:44
      Slowo sie rzeklo kobylka u plota.....No wiec poczatek wrzesnia 2000. Liczba dzieci: trzy sztuki- 8 lat, 7 lat i 8 miesiecy.Liczba doroslych- jedna biedna mama w perspektywie tata za tydzienTata dostal o tydzien pozniej urlop,a nasze pociechy zwialy i tak ze szkoly, wiec podjelam decyzje ze wyjezdzamy do Ustrzyk Dolnych.Bagaz- starsze babki- swoje plecaki na plecy. Ja plecak na plecy w nim ubrania moje i Oli. Plus trzykolowy wozek,plus nosidlo na plecyJak to zrobic bez samochodu? Banalnie...Idzie sie i nadaje bagaz na... bagaz. Caly bajzel jedzie sobie jakims pociagiem i czeka na nas w przechowalni bagazu. Kosztuje cos takiego cale 20 zlotych. My wsiadlysmy z podrecznymi bagazami i nosidelkiem. Slynny pociag da Zagorza jedzie w nocy wiec nie ma klopotu- dzieci spia mama pilnuje zeby ich nie ukradli....Wysiadamy w Ustrzykach Dolnych zabieramy pana od busow, ktorych teraz wszedzie pelno i idziemy do bagazowni, odbieramy manatki i ladujemy pod schroniskiem (tym nowym)Maja byc atrakcje czyli sala ogolna.Ludzi malo o tej porze roku, same lazegi jak my.Ola na cycu, Zuza je wszystko, Ania nie je nic. Kolacja w schronisku. Rano- nosidlo na plecy do mnie, plecaczki na panny i idziemy na carynska polonine. Widoki piekne, wleczemy sie jak nie wiem bo nozki male,ale musze powiedzec ze wlazly dzielnie...Za to w schronisku na gorze- pelen orgazm :) Pieczatki sa dla dzielnych turystek i dedykacja od goprpwcow, dziewczyny wzbudzaja pelen zachwty takie male a wlazly, najmlodsza tez dumnie prezentuje jeden zab. Niejadek Ania zjada wszystka co jej dadza, Zuza jeszcze wiecej. Matka wypija poltora litra wody i obiecuje ze dzwoni do meza i prosi zeby ja zabral....Wracamy? NIE..... No to aczepiamy sie z kolesiami z naszego schroniska i naszej sali. Idziemy cala carynska,schodzimy w Brzegach Gornych i wracamy na stopa furmanka w pachnacym sianie.....Wieczorem dziewczyny przewracaja sie ze zmeczenia, ale znalazla sie gitara, wiec dzielnie siedza do 20.... i padaja jak muchy. Ola spi od 18....I tak codzien- polonina wetlinska, Krzemieniec, Bukowe Berdo. Czerwienia sie buki,zolca trawy. Pieknie...Co wieczor spiewanie i pomomo ze na sali calkiem glosno- dziewczyny spia jak odlaczone od pradu.Po tygodniu przyjezdza maz ze swoim plecakiem. Robimy tasowanie. moje rzeczy do jego plecaka, do mojego zapas pieluch i zarcia dziewczyny niosa swoje. Komancza ez zwykle schronisko, moje ukochane. Materace na podlodze, wspolny stol, kuchnia....Robimy krotkie wycieczki po okolicy i ruszamy po dwoch dniach z bagazami w Beskid Niski. Ola w wozku, pcha ja tata. Trojkolowiec cudo, wjezdza wszedzie,dwa razy stacza sie z gory, ale tata ma na rece smycz, ktora przytrzymuje wozek. Ola solidnie zapieta pasami nie budzi sie gdy wozek sie wywraca- chronia ja boki wozka, a pasy tak trzymaja ze nawet sie nie pooruszyla.....Cudowny wspolny tydzien. Dziewczyny od kazdego wyciagaja pieczatki. Ola nie choruje, buzia wysmagana wiatrem i sloncem nabiera pieknego koloru. Z niejadkeim Ania nie ma klopotu- zjada zanim zacznie marudzic. Ola cyc plus sloiczki- do goracej wody i juz danie podgrzane.... Nie przezylabym naturalnie bez pampersow i mokrych chusteczek do pupy. Widzialysmy niedzwiedza z daleka i rysia z bliska. saren na peczki. Huculki. Wsie lemkowskie, cmentarzyki,mase cerkwi. Kazdy dzien byl inny. Moje starsze corki czuly sie dorosle widzac jak wspolnie z nimi podejmujemy decyzje o trasie. Troszczyly sie o siostre, wracaly tak podekscytowane jak po szkole przetrwania. A my, dorosli? ".... I na ziemi bylem ja jeden/ platac z piesni warkocze bukowe/ i schodzilem na ziemie za kwesta/ przez skrzydlaca sie brame Lackowej..."W nastepnym poscie wersja lux czyli dwoje dzieci plus ciaza w Kalabrii......
      • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 25.10.01, 07:26
        Przy najbliższej okazji wybieram się w Bieszczady... coś takiego :-)Czemu ja na to wcześniej nie wpadłam???
      • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) do Gosi IP: *.* 28.10.01, 22:07
        Witam, dzięki za świetne teksty - nie masz pojęcia jak mi sie dobrze na duszy zrobiło, gdy czytałam koncówkę (w wersji nie-lux :).) Jeszcze raz dzięki. Mam pytanie odnośnie drugiego tekstu - pozwolisz odezwać się do siebie na priva?Pozdrowionko. Maugosia
        • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) do Gosi IP: *.* 28.10.01, 22:58
          Pozwole i zamieszczam adres :)
    • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 25.10.01, 13:08
      Mój Paryż (z Londynem w tle).Decyzja zapadla. Mamy koniec lutego, starsza córka ma 8 lat, mlodsza corka skończyla szesć miesiecy, z wczesniaka wyrosla na tlustego bobasa i czas wyrwać sie z domowego zacisza. Po ustaleniu warunkow wyjazdu, czyli: cieplo, blisko - do trzech godzin lotu i nie drozej niz za 5 000 zl za dwa tygodnie, przejrzeniu stron w internecie, decyzja padla na ....... Paryz :love:. Moze nie cieplo ale romantycznie i znajomo - bylam juz kilka razy. No i niezbyt drogo z racji promocji biletow lotniczych. Po znalezieniu hotelu z aneksem kuchennym i niezbedna pralka, bo dziecku ulewa sie na okraglo - lecimy! Najwieksza trudnosć zwiazana z podroza lotnicza wyniknela juz przed startem, przy zakupie biletow. W biurze podrozy spedzilismy tyle czasu ile trwa lot - ponad dwie godziny. "Promocja walentynkowa nie przewiduje zakochanego infanta (????)"- tak nam powiedziala pracownica linii lotniczej po zablokowaniu systemu komputerowego przy probie wystawienia bezplatnego biletu dla niemowlaka. Sam lot córeczka zniosła bez problemow, moze tylko czesciej trzeba bylo zmieniać pampersy. Nawet nie zakwilila podczas startu i ladowania, ssac zapamietale piers.Gorsza byla pierwsza noc. Placz z racji zmiany klimatu i nie tylko, jak sie pozniej okazalo. Rano wszystko przeszlo. Paryz - cudowny jak zwykle. Opracowalismy metode jednego dluzszego wyjscia , albo dwoch krotszych. Poczatek marca okazal sie bardzo chlodny. Dziecko spalo opatulone w kombinezon i spiwor, my biegalismy po znanych zakamarkach, podrozowalismy statkiem podziemnymi kanalami (polecam!), zwiedzalismy Wersal i Luwr, poruszajac sie pieszo, autobusem lub metrem. W ostatecznosci korzystalismy z taksowki. Wyruszajac w "trase" zabieralam papmersy, chusteczki, sloiczek, lyzeczki i sliniaki - wszystko jednorazowe, spakowanych w foliowych torebkach w zestawach "Uzyj i Wyrzuć". Plus piers oczywiscie. Staralam sie karmić bardzo dyskretnie, ale i tak spotykalam sie z zazenowaniem i niechecia - w pociagu podmiejskim, Wersalu czy plynac statkiem. Jak mi powiedziala przewodniczka z tego ostatniego - dziwi mi sie ze tak sie mecze. We Francji karmi sie dzieci krotko, bo ani to przyjemne ani wygodne, a i dziecko musi uczyć sie samodzielnosci. Hmmm. Co kraj to obyczaj.Niestety dopadla nas choroba. Maluchowi odnowilo sie zapalenie ucha. Z najblizszej apteki - rozmowa na migi, zostalam skierowana do przychodni gdzie rowniez na migi - nikt w niej nie mowil po angielsku!, udalo sie z trudem umowić na wizyte do laryngologa. Z trudem, bo mojemu maleństwu tak silnie sie ulewalo (standardowo a nie z racji choroby), ze na sile kierowano mnie do pediatry, tlumaczac ze dziecko sie zatrulo! Rozmowa z lekarzem, mowiacym tylko po francusku oczywiscie, zmudne tlumaczenie przy pomocy slownika polska-francuskiego zakończone sukcesem. Smialam sie cala powrotna droge przypominajac sobie jak lekarz na migi pytal sie mnie czy dziecko ma wymioty. :lol: Jeszcze konsultacja z pediatra w Polsce. Hurraaa!!!! Będzie dobrze.Korzystajac z promocyjnej weekendowej taryfy pociagu TGV, postanowilismy zobaczyć Londyn. Wsiedlismy o siodmej rano do pociagu i po dwoch godzinach podrozy, przejechaniu pod kanalem la Manche jestesmy na miejscu. Mamy tylko dzień, wiec najpierw pietrowy autobus objezdzajacy wszystkie najwazniejsze turystyczne atrakcje, pozniej statek do Greenwich, Soho z kretymi uliczkami i obiadem w malej wloskiej restauracji - klimat jak z Ojca Chrzestnego, potem West End z Piccadilly Circus i teatrami (niestety z zewnatrz), Trafalgar Square - musimy zobaczyć miejsce pokazywane w telewizji podczas zabaw sylwestrowych, bieg po Oxford Street - angielski mis dla corci kupiony i...... siedzimy w pociagu w drodze powrotnej do Paryza. O dziesiatej wieczorem znowu w "domu"!Francuzi sa w miare przyjaznie nastawieni do dzieci, pod warunkiem ze nie zaklocaja im one trybu zycia do jakiego przywykli. Do powszechnych obrazkow nalezy dziecko z rodzicami w restauracji, zarowno na niedzielnym obiedzie, jak i wieczornej kolacji. Jedzenie dla dziecka, pampersy byly wszedzie dostepne. Ceny nieznacznie wyzsze niz w Polsce. Gorzej z osobami chcacycmi zjesć razem z maluchem spiacym w wozku. Wejscie z wozkiem do restauracji w porze obiadu graniczylo z cudem - stoliki stoja ciasno obok siebie, a restauracje sa pelne - wszyscy maja zwyczajowa przerwa obiadowa i wychodza cos zjesć. Dodatkowo wozek, ktory wzielismy - spacerowka od wozka trzyfunkcyjnego z mniejszym, kompaktowym podwoziem, okazal sie kompletnym nieporozumieniem. Nie przechodzil przez bramki metra, nie miescil sie pietrowym turystycznym autobusie, nawet zlozony ledwo wchodzil do waziutkiej windy hotelowej, pamietajacej chyba zeszle stulecie. Inni turysci wozili maleńkie dzieci w rozkladanych na plask parasolkach czy najmniejszych wozkach spacerowych. Lekcja do zapamietania na przyszlosć.Coreczka znosila caly wyjazd dobrze, poza krotka choroba. Najwieksza "wpadka" bylo ulanie sie dzidzi na nasze paszporty tuz przed odprawa- celnik byl troche zdziwiony jak je wzial do reki :lol: Podsumowujac - warto bylo wyrwać sie z domu. Po 11 dniach wrócilismy zadowoleni i zmęczeni :sleep:. Po takim wyjezdzie niczym trudnym wydaj sie wyjscie z marudzacym maluchem na poranny spacer.Polecam!
      • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) do Meli IP: *.* 28.10.01, 22:12
        Dzięki za opis, ale ja, jak to ten, co mu dali palec, ośmielę się poprosić o jeszcze - co powiedziałabyś na wspomnienie Bułgarii? Choćby malutkie :)? Pozdrawiam. Maugosia
    • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 26.10.01, 15:14
      To już wszystko?!Dziewczyny piszcie proszę dalej - drukuję Wasze posty, aby po powrocie z pracy pokazać ję mężowi - może z nadejściem wiosny uda się zorganizować jakąś wyprawę z naszą-23 miesięczną obecnie córcią? My jak na razie zdążyliśmy wybrać się dwa razy z małą nad Bałtyk (za pierwszym razem miała 7 miesięcy), ale po lekturze Waszych postów to kto wie..?Czekam z niecierpliwością i nie uciekajcie proszę na priva!Pozdrowki,Anna
      • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 27.10.01, 14:39
        No to wersja lux....Dzieci lat 6 i 7 i brzuszek. Jedziemy do Kalabrii (Poludnie Wloch) pozyczonym od szefa vanem Voyagerem z dwojka znajomych (wiecej kierowcow). Ja zrobilam prawko tydzien wczesniej.....W Kalabrii czeka wynajety przez Interhome domek. Zabieramy puchy, ryze ladujemy samochod po dach. Chcemy zobaczyc ile sie da (jak sie pozniej okazlo nie wszyscy). No wiec jedziemy. Po drodze zachaczamy o Wieden i tam pierwszy camping. Podrozna lodowka rozladowuje nam samochod. Na campingu nikt nie mowi w normalnym jezyku (czyli angielskim, francuskim, ablo wloskim) wiec ide do Niemca obok wymawiam slowa angielskie z niemiecka, w koncu przypomina mi sie kawalek po holendersku- a facet rozumie.....Dojezdzamy do Euro bridge i dalej do wloch. Piekna trasa polecqam kazdemu. Dziewczyny na postojach wariuja jak nie wiem, ale i tak wiekszosc jedziemy w nocy- cale Polnocne Wlochy....Zwiedzamy Neapol. I Wezuwiusza oczywiscie. Zaczynam nabierac podejrzen czy moj maz i jego przyjaciel nie zmienili sie zbynio......Na kretych autostradach Poludnia nie wytrzymuje moj ciezarny zoladek..... lepek przez okno bo postojow nie ma i...... eh.... a potem mycie samochodu :)Za to Capo Vaticano- przecudne.... Nasz domek sliczny,wynajety za grsze a jest wszystko nawet zmywarka. Dzierwczyny dostaja osobny pokoj. Do plazy kawalek ale bardzo ladny spacer z cudnymi wydokami. Obok basen z ktorego mozemy korzystac. I tu nastepuje rozdzwiek. Panna przyjaciela mojego meza przejechala 2500 kliometrow zeby sie opalic a nie zeby pozwiedzac. Nam po trzech dniach murem na plazy zaczyna sie nudzic.... Dochodzi do rozdzwieku. facet kobeity nie zostawi. Przeliczamy kase i zaczynamy szalec do oporu. Reggio di Calabria, Messyna, i inne miejscowosci. Nasze dzieci tez to lubia tym bardziej ze zawsze zostaje nam troche czasu na polezakowanie na plazy. Co wieczor wzgardzamy puchami i stanem konta i jemy wloskie specjaly, dla nas akurat dla naszych camarade za kwasne...Na ostatnie dwa dni my jedziemy na Sycylie, ja z prawie 4 miesiecznym brzuchem wlaze na Etne a nasi znajomi zostaja- zdadza dom a jak bedziemy wracac to ich zabierzemy.Kasy nam zostaje na paliwo i jedzenie dla dzieci (wkoncu benzyna miala byc dzielona po polowie) jestesmy bledsi od znajomych za to na naszej kliszy nie ma 30 zdjec na basenie.....Bylo cudownie. Wlochy sa krajem strasznie przyjaznym dla dzieci, widok ytgodniowego dziecka w samochodzie napchanym do granic mozliwosci nikogo nie dziwi. Myslimy o objezdzie Wloch Polnocnych juz bez tych znajomych... to byl niewypal....
      • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 27.10.01, 19:40
        Tak się złożyło, że nasz pierwszy wyjazd "wakacyjny" wypadł w miejsce, gdzie się poznałam z moim mężem - do Mediolanu. Mąż jechał tam w delegację, a ja chciałam odwiedzić znajomych ze studiów. Mogliśmy zatrzymać się u jednej z moich przyjaciółek. Mąż leciał porannym samolotem, ja natomiast musiałam lecieć popołudniowym, sama z Filipem (10m), mieliśmy się spotkać już w Mediolanie. Właściwie do przede dnia planowanej podróży nie wiedzieliśmy czy pojadę, bo Filip miał 40-sto stopniową gorączkę bez innych objawów (myślałam, że ma zapalenie opon mózgowych :( a okazała się to ... trzydniówka!). Na lotnisko odwoził mnie mój tato. Z powodu korka zdecydowaliśmy się jechać "na skróty" i .. ugrzęźliśmy na ulicy zatamowanej przez tłumy ludzi (koncert rockowy!!!). Wybiegłam z samochodu z 10 miesięcznym Filipem błagać Policjantów, aby nam utorowali drogę lub może dowieźli na lotnisko (samolot za ... 20 min miał startować!). Jedyne co mi zaproponowali to ... mapę Warszawy!!!! W końcu mój tato włączył światła i na "trzeciego" jechał wzdłuż stojących samochodów w korku. Minęliśmy setki patroli policyjnych i nikt nas nie zatrzymał! Dojechaliśmy na 3 minuty przed planowanym startem samolotu wierząc, że może mnie dowiozą samochodem do samolotu (!?). Gdy zdyszana dobiegłam do stanowiska odpraw okazało się, że samolot jeszcze nie wystartował z Mediolanu!!!! Stał się właściwie cud. Wprawdzie musieliśmy czekać z Fitkiem ponad 2 godziny, ale nie straciliśmy biletów! Lot był potworny: stewardesy AlItalii opryskliwe, żadna nie zaproponowała pomocy bądź specjalnego miejsca dla matki z dzieckiem (są podobno takowe w samolotach). Filip płakał bo nie mógł spać z powodu zmęczenia i szumu silników. W samym Mediolanie upał, ale Filip spał tam wyjątkowo dobrze. Ze sobą zabrałam właściwie wszystko: nie chciałam ryzykować z zupkami kupowanymi na miejscu - wolałam sprawdzone by uniknąć ew. alergii i niespodzianek. Co mnie zaskoczyło, Włosi wybałuszali oczy, gdy karmiliśmy Filipa jabłuszkami ze słoiczka (w metrze). Czyżby jednak tradycja karmienia maluchów domowym jedzonkiem??? Najfajniejsze wakacje były jednak chyba w Zakopanem :). Fitko miał wtedy 13 miesięcy, już dreptał, a pogoda była cudowna (wrzesień)! Jeździmy z dziecięcym łóżkiem turystycznym, co jest niesamowita wygodą (nawet pakujemy to do samolotu). Miejsc w Zakopanem do zatrzymania się mnóstwo, większość dysponuje kuchnią, czajnikami, umywalkami w pokoju. W Zakopanem chodziliśmy przede wszystkim na łatwe trasy: Morskie Oko (piechotą!), Kalatówki, Antałówka etc. Filip wariował z radości - naprawdę. Generalnie zawsze był i jest szalenie żywym dzieckiem, ale góry ewidentnie wpływały na niego podniecająco. Ta wolność i przestrzeń! Piszczał i biegał bez końca. Nosiliśmy go w nosidełku, takim bardzo topornym, odziedziczonym po starych traperach: zwykły stelaż aluminiowy i siedzisko z takiego grubaśnego płótna. Często w nim zasypiał. W schroniskach podgrzewaliśmy zupki ze słoiczków. Na Antałówce miało miejsce zdarzenie - dla mnie horror, ale generalnie stało się główną anegdotą z wyjazdu. Otóż puszczony samopas Filip biegał sobie, gdy my tymczasem wylegiwaliśmy się na słoneczku . Wtem przysiadł przed nami pleckami ku nam. Wtem odwraca się z wykrzywioną buzią a na tej buzi i w rączce trzyma ... wyschnięty bobek owczy!!!! Chyba mu nie smakowało...Wyjazd do Normandii przygotowaliśmy pieczołowicie. Miał trwać 3 tyg. Tydzień u znajomej w Niemczech "po drodze" - górzysta miejscowość, u niej dwójka dzieci w wieku 1 rok i 3 latka, Filip miał 22 miesiące. I to był nasz błąd. Koleżanka wykorzystała naszą bytność do opieki nad dziećmi, sama trochę odsapnęła a my ... Filip się rozchorował (był upał, a dom był wyjątkowo zimny-zmiany temperatury zrobiły swoje). W Normandii mieliśmy zarezerwowane mieszkanie, mogliśmy jeszcze zrezygnować - mieliśmy ubezpieczenie od rezygnacji ( z dzieckiem konieczność!). Lekarz w Niemczech potraktował nas jak nienormalnych: rezygnować z wakacji bo dziecko ma gorączkę i katar??? No więc ruszyliśmy... W samochodzie ciągle mierzyłam Fitkowi temperaturę, raz zostawiłam termometr pod szybą i ten - łatwo się domyśleć - pękł! Był rtęciowy.... Panika, czyszczenie samochodu i przerażenie... Cóż, na szczęście wszystko było ok. Mieszkanko było super: apartamentowiec bezpośrednio nad brzegiem morza, dwa pokoje z kuchnią i łazienką, balkon. Cudowny Ocean, a właściwie Kanał La Manche. Ogromniaste odpływy - niewiarygodne. Połowa czerwca, więc tylko weekendy zapełniały puste zazwyczaj miasteczko. Piękne wille, jeszcze przedwojenne, rezydencje.... Spokój. Cudo! Pogoda - gorzej. Filip natomiast nam się rozchorował na dobre. Na szczęście w miasteczku był lekarz anglojęzyczny. Zapalenie oskrzeli, antybiotyk, ale nie miał już gorączki więc pozwolił nam chodzić z Filipem na zewnątrz. Mnóstwo rzeczy do zwiedzania - Normandia znana z tego, że jest doskonałym miejscem do bycia z dziećmi. Jest wiejska, pełno koni, przejażdżki bryczkami wzdłuż plaży, atrakcje dla dzieci, festyny, turnieje, parady. Wszystko takie lokalne, bo przed sezonem turystycznym. Ceny w hipermarketach (są wszędzie!!!) prawie jak w Polsce, tylko to co u nas tanie tam drogie i na odwrót. I dobrze, bo gdy F. Chodził spać, my spędzaliśmy całe wieczory ( w czerwcu światło słoneczne jest tam do godz.00:30!!!!) na balkonie pijąc czerwone wino, zajadając sery i bagietki, słuchając muzyka grającego na saksofonie wieczorami w sąsiednim domu.... Francuzi bez wylewności. Zero stosunku emocjonalnego do dzieci. Ale i bez problemów. Madryt. Myślę, że spośród tych śródziemnomorskich krajów to Hiszpanie zapadli mi w pamięć jako naród uwielbiający dzieci. Mężczyźni starsi i młodsi na spacerkach z dziećmi, pełno placów zabaw doskonale utrzymanych w centrum miasta (dosłownie wszędzie!!!). Dzięki temu mogliśmy dzielić nasz czas zgodnie z naszą dewizą: coś dla nas , coś dla dziecka. Cóż, w Madrycie to przede wszystkim muzea i miejsca historyczne oraz ... stadion Corridy. Tym razem nie zabraliśmy ze sobą zupek na wszystkie dni: Filip miał już 2,5 roku. Ale wtedy mieliśmy kłopot. W sklepach zupki głównie z dodatkiem wołowiny, a to był czas histerii z BSE.... Ale poradziliśmy sobie. W muzeach dzieci bezpłatnie - to oczywiste, mile widziane, Filip był nagminnie zaczepiany przez dziewczyny-kustoszki. Jedna okazała się nawet Polką, która wyszła za Hiszpana! Przegadaliśmy z nią pod jakimś Goyą chyba 2 godz. W tym czasie Filip zdążył się zdrzemnąć. Zresztą zawsze wybieraliśmy porę jego drzemki i chodziliśmy z wózkiem-parasolką rozkładanym do spania. Nie było nigdy problemu. Raz tylko zdarzył się mały wypadek. Poszliśmy (chyba w Tyssen Boremisza Muzeum) do baru. Tam próbowaliśmy dać Fitkowui jeść. Najpierw dziwiono się, że nie chcemy podgrzać zupki w mikrofali ale bez problemu dostarczono nam kubełek gorącej wody. A potem... Filip zwymiotował, przy eleganckich Paniach i Panach. A obsługa przejęta tym co Fitkowi się dzieje a nie samym faktem nieeleganckiego wydarzenia. Naprawdę zachowali się super! Ceny w restauracjach miło-niskie w porównaniu do W-wy. A przepyszna kawa w super kafejce równowartość naszych ... 3 zł! W W-wie nie uraczysz... Winko to samo (za lampkę) więc cały czas chodziliśmy "szampańscy". W marcu Madryt cały ukwiecony, pogoda wiosenna..... Noclegi znaleźliśmy przez internet ale okazały się okropne. Następnego dnia przeszliśmy się sąsiednią ulicą i znaleźliśmy cudowny hotelik, super pokój, cudowna atmosfera za niższą cenę a pod domem ... plac zabaw dla dzieci! Wieczory oczywiście bez "wypadów" do znanych barów, ale rekompensowaliśmy to sobie winkiem (Rioja) i różnymi smakołykami/ przekąskami (w occie itp. mają tego różnorodność!). Dojazd na lotnisko doskonały (metro). A samo lotnisko też znakomite dla dzieciaków. Filip miał okazję widzieć jumbo-jety tuż za szybą, tak, że było widać pilotów w kokpitach. Ależ wrażenie
        • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) do Ewy IP: *.* 28.10.01, 22:15
          Dzięki - czekam na jeszcze :). Maugosia
      • Gość: guest Re: Szukam Meli (i innych podróżujacych Mam) IP: *.* 27.10.01, 19:40
        robi ten gigant! Mamy też zdjęcie Fitka z samochodziku elektrycznego, gdzie za drobną opłatą komputer robi zdjęcie i drukuje - wielkość plakatowa. Samolot LOTu. Panie sympatyczne, specjalne wyposażenie dla dzieci: kredki, malowanki karty do gry w Piotrusia - zestawy w specjalnych walizeczkach; dostaliśmy dodatkowe dla siostrzenicy oraz dla "narzeczonej" Filipa. I mnóstwo dzieci, więc zabawy głównie na podłodze między fotelami: w samochodziki, w chowanego, w berka. Dobrze , że nie wpadli do kabiny pilotóe. Dzisiaj nie wiem jak by to wyglądało!!!!Było jeszcze kilka różnych wyjazdów, ale to następnym razem... EWA

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka