Gość: guest
IP: *.*
20.10.01, 15:25
Tak czytam wasze wypowiedzi i Wam zazdroszczę... Macie takie silne charaktery, tak potraficie mocno trzymać się nawet wtedy, gdy przysłowiowy wiatr w oczy...Ja chyba nie umiem tak.Od kilku dni złapałam strasznego doła i cały czas chce mi się ryczeć (już nawet nie płakać).Po powrocie męża do domu z całych sił trzymam łzy w ryzach... NIe chcę, aby się martwił. Gdy zapyta co się stało - odpowiadam, że mam taki smutny dzień bo to hormony w ciąży i nic mi nie jest.Ale tak naprawdę to nie wiem czy nic mi nie jest - bo co mam mu powiedzieć skoro sama nie wiem...Chyba mnie to wszystko dobiło ( problemy z ciążą). Gdy kończył się jakiś problem - od razu zaczynał się nowy.Szczerze mówiąc - jestem już zmęczona... I bierna. Robie co mam robić, nic mnie nie cieszy.Nie wiem co bym zrobiła bez męża - a mimo to czuję się sama. Skąd to się bieże?Sorry dziewczyny, że tak na smutno wypisuję wam takie bzdury, ale jakoś musiałam... tak dla samej siebie. I nie wiem czy pomogło.