Dodaj do ulubionych

Porót do pracy...

IP: *.* 21.10.01, 23:42
Dziewczyny, to już dziś, za niecałe 8 godzin będę w pracy... Buuuuuuuuu, ja nie chcę. Ja chcę zostać z Anią w domu, patrzeć jak umie coraz więcej rzeczy robić, jak się uśmiecha przez cały dzień! Jestem załamana, tym bardziej, ze ta praca kosztuje mnie tyle nerwów. Jak ja to zniosę? Z tego wszystkiego chce mi się ryczeć, wyć. I nawet nie mogę iść na macierzyński, bo nas na to nie stać... Tragedia. Jak przeżyję jutrzejszy (w zasadzie dzisiejszy) dzień, to będzie cud. Idę sobie, bo jeszcze chwila a popłyną mi łzy jak grochy.Pozdrawiam cieplutkoBunia
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 21.10.01, 23:46
      Ha ha ha, miało być "Powrót do pracy".
      • Gość: guest Re: Powrót do pracy... IP: *.* 21.10.01, 23:47
        Poprawiłam...
    • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 21.10.01, 23:57
      Znam ten ból.Od 15.10.b.r. wróciłam po urlopie macierzyńskim do pracy.Moje miejsce jest zjęte ( choć teoretycznie nie mogli mi tego zrobić ).Jest więc przepychanka.Mdli mnie na samą myśl, że za parę godzin,o piątej muszę wstać, budzić dzieci ( synek 2 latka, córeczka 7m-cy), zawieżć je do teściowej i wracać do tego bajzlu.Niestety względy finansowe nie pozwalają mi na byciez dziećmi 24godziny/dobę.Bunia!Doskonale Cię rozumiem.Jeśli to coś Ci da - to pomyśl,że nie jesteś sama. Trzymam za Ciebie kciuki,a TY trzymaj za mnie.
      • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 24.10.01, 07:58
        Ja wróciłam 01.10. U mnie w pracy podobna sytuacja jak u Agi. Stanowisko niby to same, dział też, ale moje poprzednie obowiązki wykonuje ktoś inny, a ja żeby sprawiać wrażenie, że jestem potrzena wynajduję sobie pracę, pomagamam moim już teraz chyba byłym podwładnym. Jest teraz w dziale "śmiesznie", bo jest dwóch kierowników. A do tego wszystkiego jeszcze u nas duże redukcje i co miesiąc kilka osób dostaje wypowiedzenie więc ta ciągła niepewność. Doszłam jednak do wniosku, że nie będę się zamartwiać na zapas.Za to z Myszorek (teraz ma 8,5 miesiąca)szybko przystosowała się do nowej sytuacji. Jak wychodzimy z mężem z domu robi nam pa,pa; jak wracam jest od razu dziki wrzask, który oznacza, jak myślę "mama dawaj szybko cycola". Ja też przeżyłam to rozstanie dobrze (myślałam, że będzie gorzej). Staram się nie dzwonić do domu, bo jakby coś było nie tak np. mała by płakała, to bym się chyba bardziej denerwowała. Poza tym cieszę się, że mogę wychodzić z domu bez Małej i trochę poobracać się wśród ludzi. Na szczęście zostawiam Myszorka z moją Mamą, do której mam pełne zaufanie. Chciałabym tylko móc pracować na 1/2 etatu, bo jak wracam do domu, to tego czasu do końca dnia już tak strasznie mało zostaje ,no ale to nierealne.Największą uciążliwością dla mnie jest ściąganie mleka w pracy. Robię to 2 razy.No rozpisałam się strasznie. Mam nadzieję, że ktoś dobrnął do końca. Dziewczyny pracujące trzymajcie się, trzeba brać rzeczy takimi jakie są. Jeśli jest mus w powrocie do pracy, to należy znaleźć tego pozytywne strony.Pozdrawiam,Ludek
    • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 22.10.01, 07:00
      Buńka,trzymamy za Ciebie i za Twoją Kruszynkę kciuki - ja i Żuczek. Mnie też to czeka od stycznia. Też sobie wyrzucam, że muszę iść ze względów finansowych, by nie stracić pracy, by móc zapewnić Maleństwu wszystko co mu będzie potrzebne nim stanie się duży a potem dorosły. Nie mam jeszcze ani opiekunki ani żłobka. Nie mam Go z kim zostawić... Strasznie Ci współczuję i nawet nie wiem jak pocieszyć, bo sama dla siebie nie znajduję słów pocieszenia. Ale... od doświadczonych już matek słyszę, że właściwie takie rozstania bardziej przeżywają matki niż ich pociechy. Że najgorszy jest pierwszy dzień, może tydzień, że jeśli się jest pewnym, że Maluszkowi nic się pod naszą nieobecność złego nie dzieje, to można się uspokoić a przede wszystkim TRZEBA zająć się pracą by jej nie stracić, i co może ważniejsze, by nie myśleć o tym, co się dzieje z naszym brzdącem. Wiadomo, najlepsza jest zawsze matka (nawet nie ojciec, bo mężczyznom - co stweirdziłam z przerażeniem - bardzo często brakuje wyobraźni), ale - przeczytałam to w jakiejś mądrej książce - "dorastanie to ciągłe rozstania" z którymi trzeba się nauczyć żyć, dotyczy to zwławszcza dzieci, które ciągle się będą z nami rozstawać. A przecież urodziłyśmy je i wychowujemy nie dla siebie, tylko dlatego by nauczyć je żyć w przyszłości z dala od nas a potem bez nas. Buniu, jak tylko znajdę ten cytat w książce, to Ci go prześlę.Wiem, teraz jestem taka mądra, ale od stycznia to ja napiszę takiego posta jak Ty i bedę potrzebowała otuchy... Muszę teraz kończyć, bo Żuczek zaczyna płakać...Całujemy Cię mocno, trzymamy kciuki,głowa do górynapisz, jak minął pierwszy dzień.pa,pa
    • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 22.10.01, 07:12
      Cześć Bunia, jestem mamą 8, 5 miesięcznego Szkraba, piszę z pracy a to oznacza, że też jestem mamą, która z ewzględów finansowych nie mogła sobie pozwolić na urlop wychowawczy.I ja też gryzłam pięści, i wkurzałam się na mężą, że muszę pracować. Ale wierz na razie to chyba stał się cud. Moja Zosia jest z Babcią. Obie świetnie sobie radzą. Z pracy wychodze godzine wcześniej bo nadal karmię piersią i łączę 2 przysługująfce mi na karmienie przerwy. Zosia wcina ściągnięte mleko, zupki, owoce. Babcia jest pełna cierpliwości, ma zawsze dobry humor i cudownie bawi sie z maleństwem. Chociaż co to za maleństwo-10 kg wagi. na mnie na szczęście czekała moja praca, czuje sie w niej świetnie. Chociaż zazdroszczę babci, że ona najpierw widzi wszystkie nowe odkrycia Zośki. Dobrze, że Zosia swoje osiągnięcia powtarza w nieskończoność. Pierwszu dzień minął bez problemów, następne też i co ciekawe awet bez płaczu. Wychodząc do pracy macham do Zosi, która razem z Babcią żegna mnie przez okno.A po powrocie.... nie ma nic piękniejszego niż jej uśmiech.Dodam tylko,że od momentu mojego prowotu do pracy Zosia zaczęłą budzić sie w nocy na kramienie. Nie robiła tego od kilku miesięcy. Nadrabia dzień?Pozdrawiam, będzie dobrze
    • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 22.10.01, 07:38
      Trzymaj się biunia!Niestety w niedoskonałym świecie, w jakim przyszło nam żyć musimy nauczyć sie akceptować sytuacje, które nie są doskonałe. Wiem co czujesz :cry:Opracowałam już sobie plan na następne wcielenie: najpierw zamierzam jak Madonna zarobić tyle żeby już nic nie robić po 40-stce, a potem mieć dzieci (każde z innym tatą :crazy: , zeby żaden za bardzo się nie wtrącał ) i zajmować się nimi bez przeszkód. Zeby to jescze były te same dzieci, które mam teraz :love: Wcześniej planowałam w następnym wcieleniu zostać mężczyzną, ale to takie nudneeeee :lol:(((Uściski)))
    • Gość: Barba Re: Porót do pracy... IP: *.* 22.10.01, 08:41
      Hej bunia! Pewnie juz pierwsze koty za płoty bo jest po 9 rano.Trzymam kciuki za Was!Przeżyłam to 2 lata temu gdy zostawiałam Alę z ...teściową, ludzie w autobusie tylko patrzyli jak sobie popłakiwałam.Wszystko da sie przezyć buniu... Zobaczysz jak cudowne będą powitania. Trzymaj się jesteśmy z Wami!!!
    • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 22.10.01, 10:33
      Żyję... Nie jest tak źle- zostałam przeszeregowana do innego działu. Z jednej strony się cieszę, ale z drugiej nie wiem, czy nie jestem po to, żeby zapchać dziurę. Odezwę się, bo znów powiedzą (niektórzy), ze młoda nic tylko siedzi przy kompie!PozdrawiamBuniaP.S. Dzięki dziewczyny za to, że jesteście. :)
    • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 22.10.01, 14:57
      Buńka, a z kim zostawiłaś swojego maluszka i w jakim jest wieku (oczywiście Maluszek).PSCieszę się, że przeżyłaś ten dzień. W kolejnym będzie jeszcze lepiej.buziaczkiBrygida
      • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 22.10.01, 22:19
        Moja Ania została z Adamem... Świetnie sobie poradzili, więc jestem spokojniejsza!
        • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 22.10.01, 22:25
          Powodzenia Buniu ! Gosia :hello:
    • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 23.10.01, 08:20
      Hej Buniu trzymaj się. Jak zawsze "jakoś to będzie". Rozumiem Ciebie doskonale bo sama przeżywałam te rozterki siedem miesięcy temu. Też na myśl o pracy, o przepychankach i tym stresie i przede wszystkim o tym, że moja Tuśka będzie zdobywała nowe osiągnięcia a ja tego nie zobacze tak od razu ...buczałam jak bóbr. Teraz już pracuję jakiś czas i człowek może się oswoić z tą sytuacją choć szczerze powiedziawszy teraz jak pomyślę o moim małym skarbie to strasznie, strasznie tęsknię ...Buniu trzymaj się... Jak będzie Tobie bardzo ciężko, to ostatecznie masz wyjście z tej sytuacji ... urlop wychowawczy... Sama zdecydujesz co będzie lepsze ...bunia napisała/ł:> Dziewczyny, to już dziś, za niecałe 8 godzin będę w pracy... Buuuuuuuuu, ja nie chcę. Ja chcę zostać z Anią w domu, patrzeć jak umie coraz więcej rzeczy robić, jak się uśmiecha przez cały dzień! Jestem załamana, tym bardziej, ze ta praca kosztuje mnie tyle nerwów. Jak ja to zniosę? Z tego wszystkiego chce mi się ryczeć, wyć. I nawet nie mogę iść na macierzyński, bo nas na to nie stać... Tragedia. Jak przeżyję jutrzejszy (w zasadzie dzisiejszy) dzień, to będzie cud. Idę sobie, bo jeszcze chwila a popłyną mi łzy jak grochy.> Pozdrawiam cieplutko> Buniabunia napisała/ł:> Dziewczyny, to już dziś, za niecałe 8 godzin będę w pracy... Buuuuuuuuu, ja nie chcę. Ja chcę zostać z Anią w domu, patrzeć jak umie coraz więcej rzeczy robić, jak się uśmiecha przez cały dzień! Jestem załamana, tym bardziej, ze ta praca kosztuje mnie tyle nerwów. Jak ja to zniosę? Z tego wszystkiego chce mi się ryczeć, wyć. I nawet nie mogę iść na macierzyński, bo nas na to nie stać... Tragedia. Jak przeżyję jutrzejszy (w zasadzie dzisiejszy) dzień, to będzie cud. Idę sobie, bo jeszcze chwila a popłyną mi łzy jak grochy.> Pozdrawiam cieplutko> Bunia
    • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 23.10.01, 08:27
      Trzymaj się ciepło, pierwsze dni są okropne. Później się przyzwyczaisz (tylko pozornie). Ja wrćóiłam w lutym i do dzisiaj mi ciężko, praca kanał i tyle. Głowa do góry. Będziesz bardziej kochała dzidzię w tych krótkich chwilach z nią.Kasia
    • Gość: Anuśka Re: Porót do pracy... IP: *.* 23.10.01, 08:37
      I jak tam pierwszy dzień w pracy Buniu ? Ja wróciłam pod koniec lipca do pracy i pierwszy dzień ciągnął się nie miłosiernie. Dzwoniłam do domu tylko "6" razy - do nianiu :)Teraz już nie jest tak źle a minęło .... tylko 3 miesiące i tylko 2 telefony dziennie. A po przyjściu dostaję siarczystego buziaka na powitanie i uśmiech od ucha do ucha.Pozdrawiam serdecznieAnia mama Olgi
    • Gość: AnetaDr Re: Powrót do pracy... IP: *.* 23.10.01, 08:46
      Buniu!!!Na pewno wszystko będzie dobrze. W końcu Anusia została z drugą najważniejszą osobą w jej życiu, czyli kochanym tatą (Adaś, pozdrawiam serdecznie). Wiem, że to trudno, ale cała Wasza trójka przyzwyczai się do nowej sytuacji. Trzymam za was kciuki.Aneta
    • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 23.10.01, 16:10
      Buniu! Jak tam po pierwszym dniu w pracy? Ja też 3tyg. temu strasznie się bałam, i też kosztuje mnie to kupę nrewów, ale cóż, życie jest okrutne ;-). Jakoś daję sobie radę, synek się przyzwyczaja, a mnie ciągle żal, że nie widzę jak się zmienia, jak się ciąge czegoś uczy, i że tak szybko zasypia po moim powrocie z pracy. Pozdrawiam.
    • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 01.12.01, 12:54
      Ja podobnie jak Ty przezywam to, ze w poniedzialek ide do pracy. Przez 26 miesiecy bylismy ze soba dzien-noc i nagle ciach do pracysad Kazdy mow, ze dobrze robie bo prace trzeba szanowac w dobie bezrobocia. jednak serce mamy 17 miesiecznego berbecia mowi cos innego... Przyszly tydzien mnie przerazasad
    • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 02.12.01, 00:55
      A ajk sobie radzićie z zakupami, obiadami, zabawą z dzieckiem, mężem, sprzątaniem, praniem i prasowaniem???W ogóle nie mam pomysłu jak zorganizowac sobie te wszystkie zajęcie - w weekend? Wtedy chciałabym czas poświęcić dziecku, Wieczorami - dziecko śpi i nie można się za bardzo rozbujać z porządkami. Zaznaczam, że do pedantyzmu mi daleko, ale teraz będąc cały czas w domu, nie mam czasu, żeby wszystko porobić, tak systematycznie i zaproszenie od rodziców na obiad przyjmuję z wdzięcznością?Może możecie coś na ten temat poradzić?Niezaradna Agata
      • Gość: guest Re: Porót do pracy... IP: *.* 02.12.01, 23:43
        Agatko, mnie pomaga mąż (czasami po małej awanturze, ale zawsze...).Ja staram się sprzątać na bieżąco, prasuję wieczorem, jak mała już zaśnie albo niunia mi "pomaga"- siedzi sobie i się bawi. Czasem się nie wyrabiam, ale nie robię (już) z tego tragedii. No i mnie oczywiście też daleko do systematyczności, mam dużo zaległości, ale staram się co jakiś czas je nadrabiać, szkoda tylko, że kosztem zabawy z dzieckiem... Jest mi wtedy przykro, że ona sama w łóżeczku a ja np. buszująca z odkurzaczem, ale nawet wtedy staram się zajrzeć do niej i coś powiedzieć.Trzymaj się Agatko i nie przejmuj- gary w zlewie, to jeszcze nie koniec świata, ja zaczynam sobie odpuszczać pewne rzeczy, nie przeskoczę ich a co pomyślą inni- nieważne. Może poproś męża o pomoc? Albo niech Nastka uczestniczy w pracach domowych, dzieci lubią przebywać w kuchni, moja na przykład z ciekawością przygląda się jak gotuję. Pozdrawiam Was cieplutko i napisz jak Ci idzie.Basia, mama (ośmiomiesięcznej) Ani.
      • Gość: guest Jak mam pomoc siostrze? IP: *.* 03.12.01, 21:27
        Hej :hello:moze zaczne od tego ze po telefonie siostry troche sie zalamalam.Jestem daleko od niej i moge jej tylko telefonicznie poradzic.Ona ma strasznie trudny okres.Moze zaczne od tego ze ma dwoje dzieci(9 i 13 lat) baaardzo dobrego meza i prace w porzadku.Przed rokiem byla za granica (ze wzgledow finansowych)dosc dlugo ok1,5 roku.Po powrocie do Polski nie moze dogadac sie z mezem,po tylu latach zobaczyla ze on nie jest idealem i siostra meczy sie z nim tylko wlasciwie.Wszystko jej sie wali na glowe,jest zrezygnowana i na dodatek spotkala jakis czas temu jej dawnego chlopaka i jak to bywa ma teraz zwiazek z dwoma mezczyznami.To ja bardzo obciaza ale nie chce meza zranic odchodzac.A z drugiej strony nie chce sie uzalezniac od tego drugiego mezczyzny no i problem:dzieci:przez ten czas kiedy ona zarabiala za granica tata sie dziecmi opiekowal,teraz tez sie nimi zajmuje choc one sa juz dosc duze.(siostra ma prace w ktorej musi caly tydzien byc w drodze,w domu jest tylko na sob i niedz)Co mam jej poradzic,prosilam ja by sie zdobyla i porozmawiala szczerze z mezem ijesli dojda do wniosku ze to najlepsze to zeby sie z nim rozstala sie i ten drugi zwiazek tez zakonczyla.Ale ona boi sie ze sobie sama nie da rady z dziecmi(chociaz wcale nie jest pewne czy maz da jej dzieci).I nie chce ranic meza choc przeciez teraz tez go rani oszukujac i co z dziecmi przeciez one to czuja.Nie wiem co moge jeszcze dla niej zrobic?Prosze poradzcie ale jej nie oceniajcie.Jakie sa mozliwosci pomocy psychologicznej w kraju i jak to wyglada? Wiewiorka
        • Gość: guest Re: Jak mam pomoc siostrze?buniu to mial byc nowy post sorry IP: *.* 03.12.01, 21:30
          nie wiem co sie stalo myslalam ze to bedzie nowy post sorry
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka